Oswajanie tematu

Tak sobie właśnie siedzę i próbuję coś skrobnąć. Rodzice odjechali, w domu nastała mała stabilizacja. Sławek skoczył na rower, ja dogorywam na łóżku, bo mam wrażenie, że przeorałam pole. Myślę oczywiście o mojej mamie, która pewnie nic z tego tygodnia nie zapamięta. Być może już nie wie, że gdziekolwiek była.

Straszna choroba. STRASZNA!

Jak patrzę w oczy mojej mamy, to już jej tam nie widzę. Jest pustka i strach.

– Kim ty jesteś? – pytała Jajo.

– Twoją wnuczką.

– Ty pysiu, pysiu, pysiu – śmiała się, ale po sekundzie znów nic nie wiedziała.

Najgorsze jest to, że budzi się o świcie i ściąga tatę z łóżka. Denerwuje się, że on śpi. Podobno klnie wtedy. Siada sobie na krześle i powtarza „ja pie…dolę, ja pie…dolę”. Nikt z nas nie wie, co wtedy myśli i dlaczego przeklina, ale tata z pewnością ma przechlapane, bo tak wygląda co druga noc. Dostała leki na sen. Może pomogą. Oby.

W przyszłym roku ukaże się moja książka dla dzieci (10+) „Listy do Alzheimera”. Myślę, że mała Anielka to trochę ja, trochę moja córka. Wyrzuciłam z siebie sporo emocji.

Do domu Anielki wprowadza się babcia z Alzheimerem. Dziewczynka nie bardzo to rozumie. Kiedy babcia schowa buty do lodówki i mama powie jej, że to przez Alzheimera, Anielka pomyśli, że z babcią musiał zamieszkać jakiś złośliwy pan. Jest niewidzialny i robi wszystkim na złość. Postanawia więc pisać do niego listy, bo chce wykurzyć go z mieszkania. Opowiada o tym piętnastoletniej siostrze, która popiera jej pomysł. Listy codziennie znikają, więc niewidzialny pan Al musi je czytać… Co będzie dalej, mam nadzieję, że przeczytacie. Będzie to książka dla osób powyżej 10 roku życia – bez martyrologii, epatowania cierpieniem, trochę na wesoło, bo chyba próbowałam w niej oswoić chorobę i myśl o śmierci. Czy oswoiłam? Nie wiem. Z pewnością jest mi trochę lżej po napisaniu tej książki.

15 thoughts on “Oswajanie tematu”

  1. Chociaż wiem o chorobie Twojej Mamy już jakiś czas to dzisiaj czytając Twój post miałam łzy w oczach. Gdybym mogła Cię teraz przytulić… To puste spojrzenie, ten strach… Widziałam to w oczach bliskiej mi osoby… Szczęśliwie nie Mamy! Gdybym mogła być w czymś pomocna – jestem!
    A na tę książkę bardzo czekam! To ważne, żeby dzieci miały możliwość poznania tej strasznej choroby. Przecież każdego z nas może to spotkać!
    Sama z pewnością ją przeczytam!

    1. Mnie przerażają rosnące statystyki dotyczące różnych rodzajów otępienia. Straszne to jest, nie wiadomo, czy nam uda się tego uniknąć. 🙁

      1. Kiedy robiłam badania w kierunku Alzheimera profesor powiedział, że moje kłopoty z pamięcią – które mnie ogromnie przerażają – to wynik braku koncentracji spowodowanej zbyt wielkim tempem życia… Zwolniłam i… nic się nie zmieniło. A ja nadal się boję… I sama się nakręcam. Ale nie umiem sobie z tym poradzić.

        1. Wiem, bo mam to z tyłu głowy. Psychiatra mi powiedziała, że nieleczona depresja i nerwica mogą doprowadzić do otępienia.

  2. Czekam na książkę. Mój dziadek cierpiał na Alzheimera. Byłam małą dziewczynką… Dopiero po latach zrozumiałam jak babcia i rodzina, która z nim mieszkała miała niewesoło. Ja wtedy myślałam, że taka jest starość: niepamięć wnuczki.
    Współczuję…

  3. Aniu, domyślam się, co czujesz. Moja Mamusia po udarze stała się inną osobą, zarówno charakterologicznie, jak i fizycznie. Bardzo przeżyłam, gdy pierwszy raz usłyszałam od niej krzyki przerywane przekleństwami. Nigdy wcześniej tak nie mówiła. Gdy byliśmy dziećmi, zwracała uwagę, żebyśmy mówili piękną , poprawną polszczyzną, uczyła szacunku do języka…. Miałam wrażenie, że to całkiem obca osoba. Choroba robi z ludźmi straszne rzeczy…

  4. Alzheimera znam tylko z teorii. I mam nadzieję, że tak pozostanie. Jednak z teorii znam go wystarczająco dobrze, by móc choć trochę domyślić się, co przeżywasz.
    Na książkę czekam. Tę na pewno kupię i przeczytam.
    Życzę dużo siły. Zarówno Tobie, jak i Twojemu ojcu, Sławkowi i Jaju. Trzymajcie się.

  5. A wiec pozostaje czekać na bardzo ciekawie zapowiadającą się książeczkę. Co do Alzheimera to babcia męża też na to chorowała i pamiętam że teście z nią mieli nieraz niezłe przeboje. Natomiast kiedy byłam dzieckiem nasza sąsiadka czasem uciekała z domu i potem jej syn autem jeździł i jej szukał, a kiedy ją znajdywał, to musiał zrobić z nią rundkę po wiosce i do domu wracał z drugiej strony i potem było ok. Przynajmniej na dzień lub dwa .

    1. Te ucieczki są straszne. Mamie jeszcze się nie zdarzyło, bo tata jej pilnuje, ale założyliśmy jej bransoletkę z danymi. Gdyby się zgubiła, to jest szansa, że ktoś do nas zadzwoni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *