Piękna taka miłość

Oswajam chorobę mojej mamy. Powoli, ale systematycznie. Jak już przyzwyczaję się do czegoś, to okazuje się, że następuje zmiana. Niestety z etapu małej uśmiechniętej dziewczynki przeszliśmy w etap małej zapłakanej dziewczynki.

Wiecie, co jest najgorsze? Jej strach. Widzę go w jej oczach, w jej płaczu i nieskładnych pytaniach. Boi się i pyta, co z nią będzie i czy jej nie zostawimy. Pytania padają kilka czy kilkanaście razy dziennie. Spokojnie jej tłumaczymy, ale ona płacze. Załamuje paluszki niczym mała dziewczynka. Te łzy ściskają serce.

A tata nie może iść do dentysty, bo już mamy nie może zostawić samej. Nie ma szans, by została z kimś obcym, ledwo ze mną spokojnie wytrzymuje. Co chwilę pyta, gdzie jej mąż. Jak tata idzie do łazienki, mama stoi pod drzwiami i płacze.

Jedno jest pewne, nie mogą mieszkać 300 km ode mnie, bo nie pomogę. Przeprowadzamy ich bliżej. Sprzedajemy jedno mieszkanie, by kupić drugie. Łatwiej tu będzie zorganizować pomoc dla taty. Będą blisko, ale w sumie osobno, na swoim.

Jest więc trochę nerwowo, trochę straszno, ale staram się zachować optymizm. Mój tata też. Patrzę na niego i jestem pełna szacunku. Sprawdza się jako mąż. Egzamin zdaje na szóstkę. Nawet już rajstopy czy bieliznę potrafi dla mamy kupić. Myje ją, obcina paznokcie, przytula i rozśmiesza, ociera łzy i rozpieszcza na tyle, na ile się da. Piękna taka miłość, choć nikt z nas nie chciałby takiego egzaminu z tej cudnej miłości.

 

PS  Prawdopodobnie w środę postu nie będzie. Muszę trochę spraw pozałatwiać i pewnie nie dam rady niczego skrobnąć, ale wracam w piątek. Pozdrawiam serdecznie!

20 thoughts on “Piękna taka miłość”

  1. Piękna taka miłość. Uświadomiłam sobie jak często zmagam się ze wszystkim sama i jak bardzo jestem zmęczona. To ja dziś sobie popłaczę razem z twoją mamusią. Bardzo mnie wzruszyłaś tym wpisem. Życzę zdrowia i wytrwałości Aniu.

  2. Przyszło mi do głowy pytanie: jak seniorka na to reaguje? Czy jest choć trochę pomocna? Czy wprost przeciwnie?
    Biedna Ty jesteś, ale bardzo dzielna!
    Podziwiam Twojego Tatę – to dla niego naprawdę niełatwa sytuacja.
    Pamiętam pierwsze dni, tygodnie i miesiące po wylewie mojej mamy. Jaki mój tata był zagubiony, zdezorientowany… A przecież to on był zawsze głową rodziny! To on o wszystkim decydował… W końcu się pozbierał i przez kolejnych szesnaście lat opiekował się mamą wspaniale. Oczywiście z naszą pomocą. Ale miał zdecydowanie łatwiej – mama była niesprawna, nie chodziła, ale intelektualnie pozostała sobą!
    Trzymajcie się mocno! Trzymam kciuki żeby wszystko udało się sprawnie pozałatwiać!

    1. Seniorka to niestety dostała ode mnie opieprz, bo najchętniej to by siadła i histeryzowała niczym zawodowa płaczka (nad głową mamy oczywiście). A nic mnie tak nie denerwuje jak lament. Tu już lamenty nie pomogą, a wręcz szkodzą, bo mama wtedy wystraszona nie wie, co się dzieje.

  3. Trudny sprawdzian dla wszystkich, bo każdy z osobna ma przecież swoje strachy i problemy.Logistycznie napewno będzie łatwiej, podziwiam Tatę, nie wszyscy faceci daliby radę. Ja wiem ile potrzebą sił, by opiekować się chorym. Fizycznych, ale nade wszystko psychicznych, kiedy to na Tobie spoczywa całych ciężar opieki. I nie usłyszysz “dziękuję”, i jesteś najgorszym wrogiem….. Jedno pocieszenie, że Babcia jeszcze się trzyma, choć daje czasem w kość. Trzymajcie się, Kochani, wiem że maszyn ogromne wsparcie w Sławku.

  4. Aniu, trzymajcie się. Choroba nigdy nie jest łatwa dla pacjenta i jego otoczenia. Dobrze, że tata podjął niedogodność przeprowadzki. Wybrał mniejsze zło, źle samemu i źle na nowych kątach. Podziwiam Go i Was również. Egzamin zdajecie Wszyscy, bo to ciężkie życie.

    1. Moi rodzice tyle razy zmieniali miejsce zamieszkania, że to chyba dla mojego taty jest najmniejszym problemem. I tak odkąd mama zachorowała, nie mają żadnych znajomych. Wiadomo, jak szybko się wtedy ludzie usuwają.

  5. Dobrze pani Aniu że Pani opisuje zmagania z chorobą mamy , to motywuje innych będących w podobnej sytuacji ,że nie trzeba się załamywać , płacz osoby opiekującej się chorym po pierwsze nie pomaga choremu a po drugie załamanie się to już krucha granica do depresji . Pokazuje Pani , że trzeba działać , i myśleć nie tylko o chorym ale też o tej drugiej osobie – opiekunie dla którego ważne jest wsparcie . Pani Aniu życzę dużo cierpliwości , wielu życzliwych ludzi i dużo słońca w sercu nawet w te pochmurne dni .

  6. Dobrze pani Aniu że Pani opisuje zmagania z chorobą mamy , to motywuje innych będących w podobnej sytuacji ,że nie trzeba się załamywać , płacz osoby opiekującej się chorym po pierwsze nie pomaga choremu a po drugie załamanie się to już krucha granica do depresji . Pokazuje Pani , że trzeba działać , i myśleć nie tylko o chorym ale też o tej drugiej osobie – opiekunie dla którego ważne jest wsparcie . Pani Aniu życzę dużo cierpliwości , wielu życzliwych ludzi i odganiać szybko złe myśli

  7. przepraszam klikłam dwa razy i wyszło mi że duplikat i zmieniałam końcówkę , myślałam że jedno się opublikuje a masz tu babo placek są dwa no cóż SKS jak nic daje o sobie znać -pozdrawiam

  8. Starość jest straszna… a w całym tym obłędzie Ty jedna normalnie funkcjonująca (a przynajmniej starająca się zachować normalność) przerabiałam to i wciąż przerabiam – pomoc fachowca im szybciej tym lepiej

  9. Pani Aniu, pozwalam sobie ,myślę,ze mogę, na moją refleksję…miłość,starość,to wszystko jest i piękne i smutne …ja mam jeszcze tatę ,który skończy niedługo 99 lat jest sprawny umysłowo, ale od dawna nie ma przy nim żony,ma nas ,ale my nic nie wiemy o starości …najważniejsze ,ze rodzice są wciąż razem a na wszystko inne nie mamy wpływu…Pozdrawiam .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *