Jak mała Anusia szła do szkoły…

I koniec wakacji. Jesień czai się za progiem. Uczniowie, nauczyciele i rodzice przez najbliższe dziesięć miesięcy będą mieć wesoło.

Pamiętacie w ogóle swój pierwszy dzień w szkole? Albo może tę noc poprzedzającą pierwszy dzień nauki?

Ja pamiętam. Rodzice kupili mi tornister. Do dziś mam w pamięci, jak wyglądał, bo był ze sztywnej skóry. (Niestety nie mogłam znaleźć w necie zdjęcia). Chyba był kupiony w NRD. Pamiętacie takie cuda? Nie wiem teraz, czy on naprawdę był skórzany, czy to tylko moja zawodna pamięć mi tak podpowiada. Miał chyba żółto-zielony kolor. A że był sztywny, to pewne, bo kiedyś zostawiłam otwarty tornister przy łóżku (mieliśmy piętrowe) i mój młodszy brat zwymiotował mi do niego (z góry). Nie zrobił tego oczywiście złośliwie, po prostu był chory i wychylił się, by nie zabrudzić pościeli. Dzięki temu zapamiętałam, że był sztywny (tornister, nie brat).

No, ale wracając do pierwszego dnia. Pamiętam ten spakowany tornister i worek z kapciami wiszący na klamce drzwi do pokoju. Długo przed zaśnięciem na niego patrzyłam i podekscytowana nie mogłam zasnąć. Przede mną była wielka niewiadoma. Ale szkołę polubiłam. Miałam świetną klasę. Zaprzyjaźniłam się z dziewczynami, z którymi do dziś czasami mam jeszcze kontakt. Najbliższa chyba mi była Asia. Po latach zostałam chrzestną jej synka. A trzeba nadmienić, że w sumie chodziłam do trzech podstawówek, bo moi rodzice mieli genialne pomysły związane z przeprowadzkami. I każde nowe miejsce to było dla mnie duże przeżycie. Chyba za każdym razem nieprzyjemne.

Pamiętam też pierwszy dzień w szkole mojej córci. Pierwsze zebranie przed rozpoczęciem roku szkolnego, kiedy informowano nas, jak dzieci zostały rozdzielone do klas i rodzice mogli wówczas poznać wszystkie wychowawczynie klas pierwszych. Oj, jaka to była nerwówka. Bo jak taki mały owsik, jakim było Jajo, da radę wysiedzieć w ławce?! No, ale dało radę ku mojej uciesze.

Dziś uświadomiłam sobie, że w zasadzie to chyba już nasz ostatni rok edukacji, w który będę tak emocjonalnie zaangażowana. Jajo w tym roku będzie bronić licencjat. Co postanowi po tym, nie wiem. To będzie ważny rok. A kiedy te wszystkie lata minęły, nie mam pojęcia. To było jak błysk.

10 thoughts on “Jak mała Anusia szła do szkoły…”

  1. Pamiętam własny tornister – ze sztywnej skóry w kolorze ostrego pomarańczu (chyba po to żebym go nie zgubiła) dawał po oczach!
    Za Jajo mocno trzymamy kciuki!
    To sie da!

  2. Mój tornister był brązowo niebieski, a może brązowo niebieski był mojego brata? nie pamiętam, ale wiem, że taki w domu był, i że ktoś z nas go nosił. Samego początku szkoły nie pamiętam, więc widać nie było to dla mnie jakieś ekscytujące przeżycie.

    Co do Jaja, widzisz, a Młody doszedł do wniosku, że może w maju w końcu podejdzie do matury… doprawdy zazdroszczę ci “prostej” obsługi Jaja, gdyż masz już dorosłą młodą kobietę w domu, a ja nadal wkurzającego “nastolatka” bo jakoś ten mój Młody nie może w zachowaniu swoim dogonić wieku jaki ma w dowodzie. Samodzielność Jaja jest godna podziwu 🙂 🙂

    1. Na pocieszenie Ci napiszę, że czasami też nie było łatwo, bo jak Jajo wymyśliło sobie rok przerwy pomiędzy maturą a studiami, to pewnie osiwiałam. W moim świecie po maturze szło się od razu na studia, a tu opór był taki, że żadna siła nie mogła go skruszyć. Bałam się, że jak zrobi rok przerwy, to już nie pójdzie. A teraz z perspektywy czasu uważam, że to był dobry pomysł. Odbyła staż i podróż do Stanów, wreszcie zdecydowała się, co chce robić. Jestem z niej dumna. Tylko wrażliwiec straszny.

      1. To ona przynajmniej kobietą jest, a ja mam wrażliwca męskiego, to jest dopiero połączenie, a jeszcze z jego ślepym uporem… 🙂 no ale chyba bez nich byśmy się nudziły i byłoby pustawo :)… nie wiem jak Ty Aniu, ale w ich wieku, a nawet nieco wczesniej, też miałam różne pomysły, które niekoniecznie odpowiadały mojej mamie 😉

    1. Takie zmiany nie są dobre. Jedyny plus to taki, że ma się dużo znajomych i można brać udział w wielu spotkaniach klasowych. 🙂 🙂

  3. Takie tornistry też pamiętam, ale swojego niestety nie. Mój pierwszy dzień w szkole również pamiętam (zresztą w tej samej co Ty :D) ponieważ nasza ówczesna wychowawczyni wyciągając dłoń ozdobioną wielkim pierścieniem z zielonym oczkiem , powiedziała do nas małych “kapsli”: dzieci poznacie mnie po tym pierścionku! I tak było, omijaliśmy ten pierścionek wielkim łukiem, niestety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *