Kiedy zobaczyłam go przed toaletą…

Dzisiaj wreszcie spokojniej. Można poukładać emocje po podróżach oraz po spotkaniach z pisarzami i z czytelnikami. Ciągle w pamięci mam Literacki Sopot. Czasami było zabawnie. Chyba jedno ze śmieszniejszych spotkań odbyło się w kolejce do toalety (w Sopotece).

Ustawiłam się w ogonku razem z moimi dwiema koleżankami. Za jakiś czas przyszła kilkuosobowa grupka i jedna z pań stwierdziła, że solidarnie ustawi się za nami. Spojrzałyśmy na nią, a w zasadzie na kogoś, kto stał za jej plecami.

– Ty, to Marcin Wicha – szepcze do mnie koleżanka i szturcha mnie, żebym się przyjrzała. A we mnie nagle wszystko z radości podskoczyło, bo jestem na świeżo po jego książce „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” (polecam zresztą, bo rewelacyjna!). I niewiele myśląc (bo gdybym przez chwilę tylko uruchomiła szare komórki, to w życiu bym tego nie zrobiła), podeszłam do pana i stękając, dukając i przepraszając, spytałam, czy możemy z nim sobie selfie zrobić. A p. Marcin Wicha w śmiech. Stwierdził, że nigdy coś takiego go nie spotkało. A w tym czasie jego żona (chyba żona) skorzystała z okazji i weszła przed nami do toalety. Oczywiście zgodziłyśmy się, bo nagle o sikaniu żadna z nas nie pamiętała.

– Jesteśmy pana fankami – zapewniała moja koleżanka. – Jutro przyjdziemy na pana spotkanie.

– Wiem, że to głupio tak w kolejce do toalety, ale instynkt zadziałał – tłumaczyłam się.

Marcin Wicha okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Na drugi dzień byłyśmy na jego spotkaniu i od razu przedstawiłyśmy się jako te sprzed toalety. Znów śmiał się i mówił, że to było bardzo sympatyczne, że go rozpoznałyśmy. Oczywiście pięknie nam się wpisał w książki.

A jeżeli nie znacie „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, to koniecznie przeczytajcie. Rewelacyjny język. Autor napisał tę książkę po śmierci matki. Każde zdanie to perełka. Nie ma zbędnych słów. Wszystko jakby odcedzone, skondensowane. Naprawdę gorąco polecam. Marcin Wicha nominowany jest w tym roku do nagrody Nike w kategorii esej właśnie za tę książkę. Trzymam za niego kciuki. Sympatyczny człowiek i świetny pisarz.

6 thoughts on “Kiedy zobaczyłam go przed toaletą…”

  1. Też przeczytałam i podzielam Twoje zdanie: świetna książka. A załatwienie sprawy pod toaletą świadczy tylko, że kultura nie ma granic. 😉 Przynajmniej dla niektórych, bo dla sporej grupy na drzwiach toalety zdaje się kończyć. 😃 Wiem, co mówię, bo podpieram się doswiadczeniami. Przykrymi…

  2. Żałuję, że poszłam wcześniej i nie trafiłam do tej kolejki do toalety. Miałabym selfie z Marcinem Wichą. Bardzo miło słuchało się pisarza podczas spotkania na plaży w Sopocie, a z tym co napisałaś o książce “Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, całkowicie się zgadzam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *