Jestem nad oceanem

Ostatnio koleżanka przysłała mi zdjęcie znad Atlantyku. Piękny pejzaż, błękitna woda. Cudo. No, ale u mnie jeszcze piękniej i nie trzeba było zaraz tłuc się na drugi koniec świata, żeby zamoczyć nogi w oceanie. Ja mam od przedwczoraj swój własny ocean. W dodatku wystarczy, że zejdę po schodach do piwnicy. I już mogę zamoczyć nogę! Nie tylko jedną w dodatku! Tak to ci ja mam dobrze. Żadne tam Atlantyki mnie nie skuszą. Mogę usiąść na leżaczku i patrzeć na bezkres wody, choć pewnie tu troszkę (ale tylko troszkę) przesadzam, bo jednak widoczność ograniczają mi ściany. Ograniczają zresztą wodę, tworząc basen. No, ale ja mogę sobie moją własną wodę nazwać Oceanem Atlantyckim czy jakim tylko zechcę i nikt mi nie zabroni, bo toć ona moja. Albo nasza – bo wspólnota małżeńska.

Zapytacie pewnie, skąd ta woda, bo też byście tak chcieli. Ha! A to prostsze niż by mogło się wydawać. Żadnego bukowania biletów nie potrzeba, nic. Wystarczy, by puściło jedno kolanko łączące rurę ze studzienką, a wszystkie ścieki od razu wpłyną do Waszej piwnicy i stworzą piękny akwen, na wierzchu którego będzie można nawet dostrzec rafę koralową, gąbkę, plankton i inne jakieś dziwne i niestety może mało eleganckie „farfocle”. A zapach! Na pewno nad Atlantykiem takiego nie będzie. Oj, nie. Jak się człowiek tak sztachnie, to od razu wie, że swojsko i że u siebie jest.

Tak mam teraz pięknie, że zaprosiłam gościa z ubezpieczalni nad tę moją wodę, niech sobie popodziwia. Póki co mu się nie spieszy, ale mam nadzieję, że sypnie groszem, jak ujrzy na swe piękne oczyska, jakie u nas cuda i cudawianki. Wierzę, że jedno sztachnięcie wystarczy, żeby pan wczuł się w „atlantycką” atmosferę i wykazał się hojnością.

No kto już mi zazdrości? Kto?

15 thoughts on “Jestem nad oceanem”

      1. Zaczynam zazdrościć – u nas wprowadzili ograniczenie poboru wody!
        Życzę żeby ubezpieczyciel wczuł sie w atmosfere (może dorzuć kostki toaletowe do oceanu?) i wypłacił odpowiednie pieniążki.
        Czyli znów pralka zalana?😱

        1. Pralka ocalała, bo tym razem na szczęście tylko jedno pomieszczenie zalane. W sumie nic się nie uszkodziło.

  1. Oby to “sztachnięcie” pana z ubezpieczalni trwało jak najkrócej, bo z autopsji wiem, że czy “atlantyk”, czy “górskie” gruzowiska – jednaka dłuuuuga droga do nich. I trochę przekornie – “Baw się” Aniu dobrze nad tym swym “atlantykiem” . Trzymam kciuki za pana z ubezpieczalni.

    1. O, dziwo. Z ubezpieczalni pan nie przyjechał. Wszystko załatwiłam przez telefon i dogadałam się z miłą panią co do kwoty, a ona tego samego dnia zrobiła przelew. Aż trudno uwierzyć. Drugi raz korzystaliśmy z ich usług i za każdym razem wszystko pięknie poszło. A wydaje się, że w naszym kraju to niemożliwe. Dobrze być tak miło zaskoczoną. 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *