Wiejska Kasandra

Tak się zastanawiam, czy powinnam napisać coś o piłce nożnej. W ostatnich dniach przecież temat jest bardzo żywo omawiany. Biedne nasze „orły” się nie popisały i z podciętymi skrzydłami wrócą do domu. Od razu przypomniał mi się film Wajdy na podstawie „Zemsty” Aleksandra Fredry. Nie wiem, czy pamiętacie scenę pojedynku pomiędzy Cześnikiem a Rejentem. Kapitalnie pomyślane.

O ile dobrze pamiętam, to rejent przychodzi na pojedynek odziany w skrzydła husarskie. Skrzydła wyglądają jak z demobilu. I właśnie z takimi skrzydłami wyobrażam sobie naszą powracającą reprezentację.

A że przegrają z Kolumbią, to ze Sławkiem wiedzieliśmy już w niedzielę rano. Po prostu podczas naszych rowerowych wędrówek spotkaliśmy Kasandrę. W jednej z wiosek zatrzymaliśmy się przy sklepie, by kupić lody. Potem zajadaliśmy je, stojąc pod potężną lipą. Sprzedawczyni stała na zewnątrz z jakimiś miejscowymi gawędziarzami i oczywiście dyskutowali o piłce nożnej, a dokładnie o wyższości piłkarzy niemieckich nad polskimi. Wiadomo, fachowcy.

– Ja się na tym nie znam – mówiła kobieta i tłumaczyła, że jak był mecz z Senegalem, to coś pichciła w kuchni i słuchała jedynie okrzyków męża. – Ale swoje zdanie mam! Toż to trzeba być piz…, żeby strzelić sobie bramkę!

Towarzysz dysputy zaczął jej tłumaczyć, jak doszło do tego nieszczęsnego samobójczego gola.

– Bo nasi jak piz… grają! Niemcy to do końca walczą. A nasi to istne piz… Nie powinni brać się do kopania piłki. Następny mecz też przerypią, bo to przecież piz… – Kasandra zaciekle trzymała się swojej wersji.

Potem zerknęła w naszym kierunku i dopiero wtedy się zawstydziła. A ja utrwaliłam sobie bardzo mocno jedno słowo, nadużywane przez panią.

Jednak po powrocie do domu i obejrzeniu meczu trzeba było przyznać, że wiejska Kasandra przepowiedziała wynik meczu. Nie da się ukryć. Graliśmy jak wiadomo co. Przegraliśmy. Balonik z oczekiwaniami pękł i prysł mydlinami w twarz.

A tak zupełnie na poważnie, to piłka mnie nie interesuje. Nie rozumiem tego zamieszania i pompowania atmosfery. A już najbardziej nie rozumiem, dlaczego piłkarze tak dużo zarabiają. Nie rozumiem afer finansowych wokół tego sportu. Ale co ja tam wiem? Taki szaraczek…

16 thoughts on “Wiejska Kasandra”

  1. W sumie, to był cień nadziei, że nasi z tą Kolumbią wygrają, ale nie poszło im. Teraz jeszcze jak się nie mylę, to z Japonią mają grać. No oby tu im poszło lepiej, bo faktycznie ze skrzydłami z demobilu wrócą. 😉 W sumie, to piłka mało co mnie interesuje, jednak odkąd syn gra w piłkę i jeżdżę na jego mecze, to tak trochę się wciągnęłam. 🙂 Ale nie oglądam wszystkich meczy, tylko kiedy Polska gra 🙂 A co do ich zarobków, to też mnie to zastanawia, dlaczego oni mają taaaakie mega wypłaty! Żołnierze bronią kraju, honoru i oddają życie za nasz kraj a takich zarobków jak piłkarze nie mają!

      1. Pamiętaj, że tzw. zwykły człowiek pracuje do 60-tki albo i dłużej. Sportowiec zaczyna trenować już w głębokim dzieciństwie jeśli chce coś osiągnąć, a zarabia prawdziwe pieniądze w zawodowstwie przez najwyżej 15-20 lat. Później jeśli ma szczęście, znajomości albo był gwiazdą zostaje działaczem w związku, trenerem, komentatorem, albo celebrytą. W przeciwnym wypadku odchodzi w niepamięć. Oczywiście, że piłkarze zarabiają absurdalnie dużo, ale częściowo tłumaczy ich fakt, że przez te 15 lat muszą zarobić na całe życie 🙂

  2. Cóż, równie dobrze moglibyśmy się zastanawiać, dlaczego politycy, aktorzy i inne osobistości zarabiają tyle, ile zarabiają. Chodzi o cały biznes wokół sportu, sponsorów, reklamy, itp. Dlaczego córka Johnny’ego Depp’a zarabia krocie za reklamy? miała tylko szczęście urodzić się w takiej, a nie innej, rodzinie, i odziedziczyć takie, a nie inne, geny. Piłkarze przynajmniej mają jakiś własny udział w sukcesie, trenują, dbają o formę i raczej trudno, żeby stosowali doping, bo w grze zespołowej niczemu on nie służy.

    1. Ja nawet nie mam nic przeciwko, żeby dobrze zarabiali, tylko przeraża mnie to jaka kasa kręci się wokół sportu. I to, że nie ma żadnej proporcji pomiędzy ogromnymi zarobkami, a tymi najniższymi. Ostatnio jeden z socjologów na ten temat się wypowiadał w radiu, niestety nie zapamiętałam, kto to był. 🙁

  3. No cóż, mecze oglądam jednym okiem bo bardzo lubie jak mój mąż kibicuje no i czasem są bardzo ciekawe komentarze komentatorów.
    Ostatni jednak mąż przestał oglądać po pierwszym golu i skomentował że bedzie 0:3 i musimy wyjść na taras do kota bo odstresować sie trzeba
    (taki Kasandryk😉)

  4. Czy biec mecz oglądać , czy siedzieć w kuchni .. wiem po komentarzach mojej męskiej rodziny /syn lat 10, to i słownictwo bogate… nie to, co u sąsiadów 😁/ słyszę przy ostatnim meczu no nie gdzie, gdzie on, jak on ,weź ,kurde, co za… aaaaa idź!!!! Spędziłam miły wieczór w kuchni .😄

  5. O, dokładnie, mam tak samo, a wręcz mnie to wkurza, że piłka jest niemal jakimś bóstwem i robi się z tej branży nie wiadomo co. Mam za to dużo szacunku np. do skoczków narciarskich, od których ta dyscyplina wymaga wiele poświęceń, a i jest bardzo niebezpieczna, za to biegać bez sensu po trawie jak nasi piłkarze i dostawać za to setki tysięcy… No, bez komentarza.

      1. Jest faworyzowana, bo jest ogólnie dostępna i nie wymaga specjalistycznego sprzętu. Kibice mogą się utożsamić z piłkarzami. Trudno, żeby taką popularność osiągały skoki narciarskie (choć, jak widzę, w Polsce są bardzo na topie), do tego trzeba się urodzić w górach. No i nie mówcie, że futbol nie wymaga pracy i dyscypliny! U mnie chłopcy w wieku mojego syna (14 lat) trenują już po cztery razy w tygodniu a w weekendy mają mecze.
        A przy tym wszystkim cieszę się, że mój syn kopie tę piłkę tylko dla rozrywki, bo to jest strasznie stresujący sport (chyba głównie ze względu na niektórych rodziców…)

        1. Właśnie, bo chyba sport jest fajny tylko wtedy, gdy jest dla rozrywki.
          A biegacze mniej sprzętu potrzebują, a nie są tak popularni. Hi, hi. 🙂

  6. Też nie rozumiem wysokości zarobków, ale piłkę nożną uwielbiam, podobnie jak inne sporty. Mimo że cierpię na totalny brak czasu, zerkałam na większość meczów. Albo przynajmniej nasłuchiwałam i gnałam do pokoju, kiedy coś ciekawego się działo. Losy Polaków interesowały mnie umiarkowanie, więc wielkiego rozczarowania nie przeżyłam. Dla mnie liczy się piękny futbol, bez względu na to, w czyim wydaniu. Choć oczywiście chciałabym, żeby Polakom się powiodło. Skoro nie, trzymam kciuki za Chorwatów albo inną drużynę z drugiego szeregu. Bo w sporcie najbardziej kocham nieprzewidywalność i to, że faceci ściągnięci z wakacji mogą zostać mistrzami Europy (Dania w 1992). Albo Kubica, który roztrzaskuje się w Kanadzie, a rok później wygrywa ten wyścig. Albo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *