Kim jesteś?

Melduję, że wróciłam. Przyjechałam do domu cała fizycznie, ale zdruzgotana psychicznie. Niestety z mamą coraz gorzej. Jest jak mała dziewczynka. Śmieje się i cieszy, gdy dostanie kawałek arbuza albo lody. Tuli się cały czas. To chyba najprzyjemniejsza część tego chorowania. Jednak gdy wieczorami pytała, kim jestem, bolało. Jak cholera. Cierpliwie tłumaczyłam, że jej córką. Wtedy pytała, czy znam jej syna.

– Tak, to mój brat, razem się wychowaliśmy – odpowiadałam, a ona dziwiła się, jak to możliwe. A jak wyjaśniałam, że nas urodziła, to śmiała się, bo kompletnie nie miała pojęcia, jak to się mogło stać. I zawsze rozkładała bezradnie ręce. Moja mama, mała dziewczynka…

No, ale podjęłam ważne decyzje. Będę przeprowadzać rodziców bliżej siebie. Szukam dla nich mieszkania. Może to nie jest pomysł idealny, ale najlepszy, jaki mamy. Tata nie daje rady sam, a tam nie ma nikogo, kto by mu pomógł. Musi mieć wsparcie.

– Będziemy mieszkać koło ciebie? – pyta mama po naszych wyjaśnieniach. – A ty skąd jesteś? – Znów więc tłumaczymy. Cieszy się i kiwa głową.

–  Będę ci piekła makowca – mówię, wtedy mama śmieje się w głos, a mnie w gardle rośnie jakaś dziwna gula. Moja mama, mała dziewczynka.

Z łazienki wychodzi z gołą pupą. Pokazuję jej, gdzie ma bieliznę i piżamy. Wybiera żółte spodenki. Nakłada.

– Ale masz fajne majtaski – chwali tata, a mama znów się śmieje.

Wieczorem nie wie, kim jestem, ale rano zaraz po przebudzeniu woła na mój widok “Niunia”. Nie wiem, czy wie, jak mam na imię, ale na pewno wie, że jestem jej Niunią i od razu mnie przytula. Wtedy ja jestem małą dziewczynką, ona po prostu mamą.

Wróciłam do domu. Jestem w kiepskiej formie psychicznej. Ale dam radę. Wiem, że sobie poradzę, choć czuję, jak to wszystko dawno nas przerosło.

34 thoughts on “Kim jesteś?”

  1. Aniu skąd ja to znam…,moja mama też była w pewnym momencie jak mała dziewczynka. Wiem,że to nie jest łatwe ale pomysł, że dano wam Czas na cieszenie się jej obecnością, jeszcze ja masz … Uprzedzam nie będzie łatwo ale dasz radę bo córki są silne. Jezeli będzie ci ciężko pozwól sobie na łzy i kłótnie z panem Bogiem, to pomaga. Pozdrawiam i trzymie za Was kciuki:)

      1. Aniu pomyśl inaczej – Jeszcze Ją mam, jeszcze mogę powiedzieć Mamuś, jeszcze mogę Ją przytulić…
        Wiem z doświadczenia że nie jest łatwo ale … uwierz mi Warto 😉

  2. Wszystko co postanowicie, będzie dobre….. Tylko ta porażająca bezsilność i poczucie, że TO tak szybko postępuje ☹️

  3. Czasem w życiu bywa tak, że wiemy, że coś nas przerosło, ale wiemy też że damy sobie radę, bo na dobrą sprawę, odrzucając cale chojraczenie, wiemy też, że nie ma nikogo kto dał by sobie tę radę za nas. Właściwie to po prostu nie mamy innej opcji niż podjąć wyzwanie i spróbować dać sobie radę. Dzień po dniu, poranek po wieczorze, wieczór po poranku. Najtrudniejsze jednak nie jest to aby sobie z tym wszystkim poradzić, to jest do ogarnięcia, wpada się w pewien kierat i idzie do przodu, jak koń z klapkami na oczach. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to by nie pogubić siebie samego.

    Trzymam kciuki za Twoje wysiłki.

  4. Życie wyjątkowo daje Ci w kość. Coraz wyżej podnosi poprzeczkę. Bo wie, że dasz radę! Sądzę, że podjęłaś jedyną słuszną decyzję. Łatwo nie będzie, ale nie masz wyjścia.
    Mocno trzymam kciuki za Ciebie i Twoich bliskich. Przesyłam najlepsze myśli i moc energii.
    I gdybym mogła Ci w czymkolwiek pomóc – pamiętaj, że jestem! <3

    1. Mam nadzieję, że jednak życie już poprzeczek podnosić nie będzie i choć trochę mi to zrekompensuje w innych dziedzinach.

  5. Zawsze sobie powtarzam, że spada na nas tyle ile jesteśmy w stanie udźwignąć – nie więcej. Czasem mi to pomaga. Siły, wytrwałości i uśmiechu mimo wszystko Ci życzę.

  6. Jest takie powiedzenie, że dostajemy taki krzyż jaki jesteśmy w stanie udźwignąć. Może coś w tym jest. Od wielu lat czytam Pani bloga, dzisiaj po raz pierwszy pozwalam sobie na komentarz. Sytuacja o jakiej Pani pisze nie jest mi obca. Moja mama choruje od wielu lat. W tym momencie jest osoba leżącą. Był taki okres,że miałam dwoje leżących tzn. mamę i tatę. Mówiłam na nich “moje złomki”. Tata mimo swoich chorób opiekował się również mamą. Kłótnie między nimi były na porządku dziennym chociaż myślę, że bardziej tacie chodziło o to żeby sobie “pogadać” niż o złość na mamę. Zawsze pokrzyczał ale i tak zrobił to co ona chciała. Tata mimo tego , że przez całe swoje życie nie skrzywdził nawet muchy , to w końcowym etapie swojej choroby – pacjentem był strasznym. Musieliśmy być przy nim całą dobę ponieważ stanowił zagrożenie sam dla siebie. I tak sobie leżeli w jednym pokoju, oboje w pampersie, oboje w swoim świecie. I pomiędzy tym ja z bratem ( jest jeszcze rodzeństwo , no ale …). O ile brat mógł sobie trochę w dzień odespać to ja niestety musiałam iść do pracy. A jeszcze moja rodzina i dom. Było niesamowicie ciężko, mimo to nie wyobrażałam sobie oddania ich do ośrodka choć i takie propozycje były. Pomagali mi moi synowie ( nastolatkowie). Zmienialiśmy razem pampersy, opatrunki, karmili razem ze mną dziadka, pomagali w toalecie. Mama po śmierci taty zachowywała się tak jak gdyby to jej nie dotyczyło. Mimo, że byli 60 lat po ślubie nawet o nim nie wspomina, tak jakby nie istniał . Bardzo ciężko było mi się z tym pogodzić . Teraz widzę w jej oczach pustkę , są dni że jest cichutka, w kolejnych jest złość i agresja. Nie interesuje jej nic i nikt. Kilka miesięcy po śmierci taty zginął mój syn. Gdy jej o tym mówiłam ( a mówiłam jak do dziecka, że tacie tam smutno samemu więc sobie zawołał wnuka i są razem) to reakcja mamy była taka- aha, tez nie żyje? I koniec, nic więcej. Myślę , że to nam jest jest najtrudniej pogodzić się z chorobą naszych najbliższych. Do tej pory to oni byli dla nas najważniejsi, byli całym naszym światem , przygotowali nas do życia , wspierali nas we wszystkim a teraz sami potrzebują naszej pomocy, nawet jeżeli nie są tego świadomi. Myślę że jesteśmy im to winni ale nie w takim sensie , że opiekuję się bo muszę , bo to mój obowiązek jako dziecka , ale opiekuję się bo kocham, bo to moja mama czy mój tata. Jest ciężko i będzie ciężko, jesteśmy w końcu tylko ludźmi. Wierzę,że da Pani radę. Tak jak wierze w to , że “moje chłopaki” czekają tam na mnie na górze.

    1. U mojej mamy w oczach też jest pustka. Nie zawsze, ale często mam wrażenie, że jej tam nie ma. Smutne to wszystko. Przytulam mocno.

  7. Aniu, bardzo Cię przytulam w tej Twojej nowej roli… Bardzo to wszystko trudne… Nie ma słów pocieszenia… Może tylko, aby Mama była szczęśliwa, a Wy w tym wszystkim zachowali kawałek przestrzeni dla siebie. Abyś Ty zachowała siebie. Dużo sił życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *