Jestem wstany

Czasami spotykam się z młodzieżą i bywam pytana o to, czy naprawdę słyszę wokół siebie gwarę. Z reguły młodzi ludzie zarzekają się, że nie mówią „jo”, a potem okazuje się, że podczas naszej rozmowy pada to słynne „jo” kilka razy. Może więc nie zwracają na to uwagi? Bo ja wokół siebie ciągle słyszę coś ciekawego.

Jechałam wczoraj autobusem. Usiadła koło mnie pani – na oko pod czterdziestkę, a więc młodsza ode mnie. Naprzeciwko nas usiadł jej syn – może dwunasto-, trzynastoletni. Rozmawiają o czymś, nie bardzo słucham. Jednak nagle mój słuch się wyostrza.

– Ciekawe, czy Bartek jest wstany – mówi mama.

– Pewnie śpi.

Od razu próbuję to „jest wstany” zapamiętać, bo słyszałam już „jestem wyidzony”, „jestem wyjechany”, ale to połączenie jest dla mnie nowe. Od razu się uśmiecham, bo oczyma wyobraźni widzę ekscentryczną Jadzię, koleżankę cioci Zosi z trylogii kociewskiej. Pamiętacie? Miała między innymi różowe włosy i szukała „scenki” w toalecie. Raz też była „wyidzona do amtu”.

Autobus jedzie dalej. Zatrzymuje się na przystanku przy ogólniaku.

– A co to za szkoła? – pyta syn.

– Liceum.

– I myślita, że ja tu będę chodził?

– Jo – odpowiada mama.

Znów się uśmiecham pod nosem, bo oczywiście nie chcę zakłócać rozmowy mamy z synem. W myślach też odpowiadam na pytanie chłopca. 🙂

18 thoughts on “Jestem wstany”

  1. W Toruniu też mówią “jo”. I zupełnie nie rozumiem dlaczego jak Dzieć Młodszy mówi “no jo” to Małżonek mu tego zabrania. A ja bronię Dziecia, bo to, w przeciwieństwie do reszty rodziny, rodowity torunianin.
    A co do “bycia wstanym” to ja wiem czy to gwara? Czasem też zdarza mi się pytać Małżonka czy już jest wstany i to nie dlatego, że to gdzieś słyszałam, tylko że lubię czasem tworzyć własną polszczyznę.

    1. U nas w gwarze kociewskiej słychać wiele naleciałości z niemieckiego. Myślę, że te konstrukcje bierne też mogą być stąd.

  2. Nie wiem czy to można nazwać gwarą, ale młodzież i dzieci dość intensywnie wymyślają swój własny język i już mnie nie nie dziwi, że moje dzieci nie kłamią tylko “kłamczą” nie ma złodziei tylko “kradzieje”, a jak chcą coś obejrzeć to komunikują “chce to paczeć”. to ostatnie mocno mnie uwiera w uszy, ale co zrobić 🙂 A ostatnio to się nawet ubawiłam jak mi sprzedali dowcip językowy “Jak się nazywa potomek krowy? Pokrowiec 😀

    1. To też gwara, ale środowiskowa. Dzieci są bardzo twórcze. Też lubię słuchać, jak bawią się językiem. 🙂

  3. Aniu – słyszałaś takie określenia “jestem ino na halce”, “poszła do sklepu ino na sukni”? Lub “ta torta” Upiekłam dwie torty i pojechała do Czczewa, do ciotki”, “kupiłam dwie pory na sałatkę”… A i “ten tablet” (co oznaczało taboret). Mała dziewczynka ma “suknię” nie sukienkę… 🙂 Tyle przychodzi mi teraz do głowy z tego, co słyszałam wielokrotnie w czasie pobytów w Kwidzynie u dziadków.

    1. Te dwie pory – słyszałam. Samo “ino” oczywiście też. 🙂 Kwidzyn już po drugiej stronie Wisły, więc pewnie trochę inaczej tam mówią. 🙂

  4. Sama się zarzekam, że nie gwarzę, a później się łapię, że jednak i owszem, i jak najbardziej 🙂 🙂 i o ile zapanowanie nad tym w formie pisemnej wypowiedzi jest dosyć proste, to już mówienie, rozmowa, zwłaszcza zaaferowana, jest nie jako inna bajką i inna historią o gwarzeniu 🙂

  5. Ja tam dla smiechu często się pytam czy ktoś jest w stany lub wyjechany lub powrocony z wycieczki,jestem z Legnicy wiec wszystkie gwary i nalecialosci wymieszaly się w tyglu przesiedlen,i ponoć dzięki temu mówimy bez nalecialosci ale neologizmy tworzymy chętnie i chętnie bawiimy się słowami choć już młodzieża nie jesteśmy

  6. A ja przez kilkanaście lat byłam pewna, że poza szkołą używam języka potocznego. Dopiero pisząc pracę magisterską dotyczącą Kociewia ze zdziwieniem odkryłam, że to elementy gwary. Pełno jest tych słów, które używałam poprawnie będąc jednak pewna, że to mowa potoczna, niedbała. A to gwara 🙂 Może to dlatego, że w szkole oduczano nas tej mowy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *