Zgubione jezioro

Pewnie nieraz już pisałam o tym, że uwielbiam rowerowe wędrówki z moim mężem. Pomimo że  mamy całe multum różnych kłopotów, które chyba czasami nas przerastają, to takie wypady pozwalają się oderwać od rzeczywistości. W przyrodzie jest ukojenie. Normalnie muszę stwierdzić, że Schopenhauer miał rację. Natura jest ucieczką przed cierpieniem i basta!

Ostatnio jechaliśmy dość długą trasą. Napotkaliśmy na drodze różne przeszkody. W jednym miejscu wylał strumień. Nie było jak przejechać ani przeprowadzić roweru. No chyba że ktoś lubi brodzić w błocie i wodzie. My nie bardzo. Wymyśliliśmy, by zbudować „most”. Nazbieraliśmy gałęzi i przeprawa się udała. Takie małe coś, a już przygoda była. Przyznam, że to zawsze dodaje smaczku naszym wycieczkom.

Podczas tego samego wyjazdu nagle Sławek zauważył po lewej stronie w lesie jakieś rozlewisko za chaszczami. I aż żal, by zmarnować taką okazję. Dawaj w te krzaki. W szprychy wpadają gałęzie, szyszki, nogi się plączą, rower stawia opór.

– A gdzie my tak idziemy? – pytam już lekko poirytowana, bo jak potem zachęcić kogoś do jeżdżenia naszymi trasami. Toż to szkoła przetrwania, a nie wycieczka relaksacyjna. Oczyma wyobraźni widzę też stado kleszczy, które właśnie dokonuje abordażu na moje nogi. Brrrr! – Czy my czegoś szukamy?

– Tak, plaży – odpowiada mój genialny przewodnik. – Tu gdzieś była plaża.

Rozglądam się więc wokół i główkuję. Jakby była plaża, to już by ludziska ścieżkę do niej wydeptali. Są więc dwa wyjścia: albo jesteśmy pionierami i właśnie wydeptujemy nowy szlak, albo plaża dawno temu zarosła, bo za chwilę okaże się, że Sławek był na niej ostatnio trzydzieści lat temu.

– I gdzie ta plaża? – pytam znów.

– Nie wiem. Chyba zgubiłem jezioro.

– No, raczej na pewno.

Wreszcie wychodzimy z lasu. Jest droga! Przeżyliśmy. Zdejmuję z siebie resztki lasu, które poprzyczepiały się do mnie podczas tego przedzierania się przez chaszcze. Jedziemy dalej. A na sercu tak jakoś radośnie i lekko!

14 thoughts on “Zgubione jezioro”

  1. W ubiegłym roku zgubiłam plażę! Jezioro jest, ale plaży, na której kąpałam się 30 lat temu, już nie ma. Wszystko pozarastało. Plaża na Polesiu nad jeziorem Zduńskim. Jezioro ciągle piękne, tylko trochę ciężko z dziećmi było rowerami jechać, bo piach i strome górki. Może kiedyś zahaczyliście ze Sławkiem o te okolice 😉
    Najbliżej domu mamy jezioro (he, he) Żygowickie, ale tam też już plaży nie ma. Tylko trzciny i pijawki. Brrrrr

  2. Ja wiem, ja wiem. To takie jezioro z plażą, co się pojawia raz na 100 lat. Jakby Sławek został do nocy nad tym jeziorem to by zniknął w raz z nim i wrócił za 100 lat. Niby takie opowiadanie już gdzieś czytałam ale takie zaginione jezioro to też może być temat na powieść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *