Choroba duszy i ciała

Ten post zaczynałam z sześć razy. Pisałam, kasowałam i zaczynałam od nowa. Chciałam poruszyć ważny temat, ale też nie wyskakiwać na Was jak ekshibicjonistka ze swoimi problemami. Za bardzo obnażać się przecież nie można, wiadoma sprawa.

Jak wiecie, walczę z depresją. Długo mi zajęło, by pójść do lekarza. Czułam, że coś jest nie tak. Czułam, ale nie wiedziałam co.

Piszę o tym, bo wydaje mi się ważne, by o takich sprawach mówić otwarcie. Często boimy się diagnozy. Boimy się zresztą chyba samej myśli, że powinniśmy iść do specjalisty. Ludziom wydaje się, że wystarczy się „ogarnąć” albo że depresja to taki pretekst do tego, by leżeć i nic nie robić. Słyszałam nawet, że pojawia się z nudów. A to nie prawda. To straszna i podstępna choroba.

I nie chodzi o to, by się użalać nad sobą. Bardziej zależy mi na tym, żeby dać świadectwo temu, że człowiek może mieć ułożone życie, teoretycznie powinien być szczęśliwy (i w sumie jest, tylko nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę), może odnosić sukcesy, realizować swoje marzenia, a i tak wredna deprecha go złapie za gardło i wytarmosi. I to nie jest taki zwyczajny smutek czy melancholia, to coś zdecydowanie poważniejszego. A tego, co myśli się o sobie, nawet nie wspomnę.

Nie chcę się rozwodzić na temat objawów, przyczyn i tym podobnych rzeczy, bo wystarczy udać się na konsultacje do doktora Google, a wszystko będzie wiadome. Chcę za to powiedzieć Wam, jak jest w trakcie leczenia, przed którym długo się wzbraniałam. Bo oczywiście to nie Google stawia diagnozę, ale psychiatra!

Dostałam oczywiście odpowiednie leki. Ja z reguły niedowiarek jestem. Bo jakże to taką jedną białą tableteczką można uczynić świat lepszym? A no, nie można. Jednak jedno jest pewne: łatwiej się skoncentrować, łatwiej się skupić na pracy. To duży plus. Spanie nabiera też innego wymiaru. To w sumie drugi plus. Aha, jest też trzeci! Człowiek ma więcej energii! W ogóle mam wrażenie, że mózg lepiej pracuje. Co też nie oznacza, że nie ma już spadków nastroju. Są. Leczenie to nie pstryknięcie palcami. Musi trochę potrwać. Najważniejsze, by nie zwlekać z pójściem do lekarza i nie dać się rozhulać chorobie. A chorować to żaden wstyd, należy o tym pamiętać.

 

51 thoughts on “Choroba duszy i ciała”

  1. Znam takie powiedzenie, że tak jak chory na depresję powinien się uśmiechnąć i ogarnąć, tak i ten ze złamaną nogą nie powinien marudzić i pobiegać.
    Depresja to wg mojej marnej wiedzy zaburzenie ilości neuroprzekaźników w mózgu. To tak jakby do ciasta dodać jedno jajko zamiast czterech i dwa razy więcej mąki niż w przepisie i dziwić się, że ciasto nie jest pysznym biszkoptem. Dalej jest ciastem, może nawet da się zjeść, no ale po co katować się czymś takim?
    Nie napiszę, że Ciebie rozumiem, bo samej choroby nie doświadczyłam osobiście (chociaż w rodzinie i otoczeniu kilka osób choruje na depresję i mam nadzieję, że bywam czasem dla nich wsparciem, albo przynajmniej nie dobijam ich jakimś durnym słowem czy gestem), ale gratuluję Ci wglądu w chorobę. To bardzo ważne zdać sobie sprawę, że problem jest. A leki? Leki to wspaniały wynalazek. Tak jak medycyna. Medycyna też jest wspaniała.
    Ściskam mocno! I czekam na kolejne książki i posty (to, że nieregularnie komentuje, nie znaczy, że ich nie poczytuje).

    1. Dziękuję. Wydaje mi się, że to jest jedna z chorób, o których należy mówić głośno, by pozbyć się stereotypów. Niektórym się wydaje, że właśnie wystarczy się “ogarnąć”, a to nie takie proste.
      Dziękuję Ci pięknie. 🙂

  2. Brawo za odwage. Bo trzeba miec odwage by pojsc porozmawiac otworzyc sie. Bo czlowiek boi sie, bagatelizuje, wzbrania sie. Ma milion wymowek. Nie widzi sensu. A zycie ucieka, z czlowieka zwlaszcza. Nie jest to latwa choroba. Nie jest to latwa decyzja tym bardziej, ze mozna zle trafic (kolejna wymowka). Obawy narastaja, a to tylko pogarsza nastroj, stan, nastawienie.
    Szczerze? Bylam blisko, by pojsc, bo zima osiagnelam apogeum. Ale nie poszlam.
    Jednak obiecalam, ze jesli jesienia zacznie sie to pojde na konsultacje, bo tak nie mozna zyc, nie mozna… pozdrawiam :))))

    1. Wiem, co masz na myśli. Mnie też zajęło sporo czasu podjęcie decyzji. Przyznam też, że mąż mnie zmobilizował (trafił mi się wspaniały człowiek u boku). Nie zwlekaj, nie ma co tracić czasu.

  3. Ponad dziesiec lat z tym walcze. Chwila dobrze i nawroty. Depresja sporo mi zabrala (np. czesc wspomnien), no i dala… ponad pięćdziesiąt kilo na plusie. Leczę sie, ale niestety nieregularnie. Niestety zdarzało mi sie przerwać leczenie i ze swojej strony radze wszystkich ktorzy sie leczą – by nie brac ze mnie przykladu. Chodzilam tez na psychoterapię. Skończyłam na wlasne zyczenie. Wykończyła mnie nerwowo. Na 2 d i przed kazda sesja bylam nie do zycia. Z drugiej strony widze tez ze pomogla. Na czesc problemow z ktorymi sie borykalam spojrzałam inaczej. Teraz pani psychiatra namawia mnie na ponowne pojscie na psychoterapię. Mowi, ze moge sprobowac z kims innym. Nie wiem, rozważam to… Zycze powodzenia w leczeniu. Ja to chyba juz jestem skazana na wieczne leczenie – moj charakter na pewno mi nie ułatwia tego.

    1. No tak… Niestety depresja potrafi wracać i faktycznie nie można przerywać leczenia. Trzymam kciuki i ściskam mocno.

    2. Może zamiast myśleć o tym, że i tak będzie jak było to… zacznij ćwiczyć swoją konsekwencję? Nie na zdrowieniu od razu i pilnowaniu leczenia, ale na czymś drobnym? Czymś w obrębie kilku dni, później coraz dłuższy czas, coraz poważniejsze rzeczy… bo wybacz, ale coś mi mówi, że z konsekwencją działania nawet w drobiazgach to u ciebie różnie bywa i nie koniecznie ma to związek z chorobą obecną, a pojawiło się o wiele wcześniej (choć na początku mogło mieć formę skrajnie przeciwną).

      1. No tak. Z konsekwencją to faktycznie jest różnie. Jeżeli chodzi o sprawy zawodowe, to jestem bardzo konsekwentna, ale jeżeli chodzi o inne rzeczy to bywa różnie. I tak jestem zadowolona, bo na przykład konsekwentnie chodzę na ćwiczenia, a to już sukces. 🙂

        1. I tak trzymaj. Podziel trochę tę konsekwencję między życie prywatne, a zawodowe. Przyda jej sie trochę i tu, i tu. 🙂 Bo życie prywatne jest równie ważne jak zawodowe – w końcu to Twoje życie. 🙂

  4. Aniu….Wiesz,nie wiem tak szczerze,co Ci tu mądrego napisać.Fakt jest jeden-trzeba się przełamać i iść do lekarza-psychiatry.To taki sam lekarz jak każdy inny.Ale ludzie się tego wstydzą…

  5. Dodam z własnego doświadczenia – im później postawiona właściwa diagnoza i wdrożone leczenie tym dłużej ono trwa i tym trudniej przebiega…
    Przez dziesiątki lat (tak – wiele, wiele lat) cierpiałam, coraz bardziej uciekałam od świata…Nigdy nie przyszło mi do głowy, że to może być właśnie depresja. Jak dawno sięgnę pamięcią zawsze byłam z boku, smutna – niedawno przeglądając swoje zdjęcia z dzieciństwa odkryłam jedno, jedyne, na którym się śmieję. Tak naprawdę śmieję, a nie tylko krzywię usta… Siostry roześmiane, rozbawione a ja smutny kołek obok… I tak całe życie. Aż około dwóch lat temu neurolog po przeprowadzeniu mnóstwa badań orzekł, że to po prostu depresja i zapisał leki. Długo się zastanawiałam czy to możliwe i wahałam czy brać owe leki. W końcu postanowiłam spróbować. Okazało się, że lek wywołał uczulenie – bardzo było to uciążliwe – przeczołgało mnie totalnie. I gdyby nie koleżanka z gimnastyki, która – zupełnie nie wiem jak – domyśliła się co jest grane i rekomendowała mi wspaniałą panią doktor psychiatrę! Potwierdziła diagnozę w całej rozciągłości! Ponadto powiedziała, że jest to sprawa bardzo, bardzo dawno mi towarzysząca… Podjęłam leczenie, różnie bywa – raz lepiej, raz gorzej – ale teraz przynajmniej wiem o co chodzi!
    O tym, że choruję wie zaledwie kilka osób – z rodziny jedynie siostrzenica. Najbliższa koleżanka nie wie – bo ona nie wierzy w depresję!
    Na zakończenie dodam tylko, że fb – ludzie, z którymi nawiązałam tu znajomość bardzo wiele mi dają! Dzięki Wam odzyskuję wiarę w siebie i radość życia…
    Przepraszam, że ja tak tylko o sobie, ale to, Aniu, pod wpływem Twojego wpisu.

    1. Najgorsze jest to, że są ludzie, którzy nie wierzą w depresję. Tego nie rozumiem. Bo co? Chory udaje? Paranoja. U mnie też dwóch lekarzy potwierdziło diagnozę. Stwierdzono, że to początek, ale już zaawansowany. Leczę się więc i staram się z optymizmem patrzeć w przyszłość. 🙂 Ewuś, ściskam mocno. 🙂

      1. Nie wiem czy to jest zawsze kwestia niewiary, w wielu przypadkach wydaje mi się może to być nieuświadomiona obawa i lęk przed tym, że tego nie widać, że może się przytrafić każdemu i nie wiadomo co z tym począć.

  6. Wspaniała postawa tak publicznie powiedzieć, że jest się chorym, bo depresji ludzie nierzadko się wstydzą. A wszystko przez podejście innych i to, jak na nas patrzą. “Że co? Depresja? Weź się ogarnij i nie wygaduj głupot! Ja to dopiero powinienem mieć depresję, a jakoś żyję…” itp. Czasem nie wiadomo czy wolno i warto się odezwać. “Ona ma depresję, buhuahua, ja jej zaraz pokażę co to znaczy mieć depresję…” Życzę dużo siły w walce. Być może słoneczne dni też się jakoś bardziej przysłużą 😉

    1. Masz rację, to niezrozumienie u ludzi jest potworne. I nawet trudno wyjaśnić, skąd się bierze. To groźna choroba i dlatego trzeba o niej mówić głośno.

  7. Ważne jest żeby o tym rozmawiać, żeby pozbyć się tych głupich uprzedzeń dotyczących depresji, psychiatry, bo właśnie one powodują ten wstyd i niechęć by pójść po pomoc, a przecież żadnego wstydu nie powinno być. Jakoś nikt się nie wstydzi wymieniać wszystkie inne dolegliwości i choroby w poczekalniach do lekarza. A powiedzenia, że wystarczy się „wziąć w garść,” albo „inni mają gorzej” są zupełnie nie na miejscu, bo każdy z nas jest inny, każdy ma swoją granicę wytrzymałości i to jest OK.
    Bardzo jestem wdzięczna, że poruszyła Pani ten temat, trzeba uświadomić ludzi, że jest to choroba jak każda inna i można ją leczyć, że nie ma się czego wstydzić ani wkurzać się na siebie, że nie jest się tak „silnym” jak ta koleżanka albo tamten kolega – tak naprawdę to nie wiemy co się dzieje w ich głowie i może być tak, że oni prowadzą tą samą walkę co my.
    Wiem jak ciężko jest zacząć o tym rozmawiać, sama przez lata chorowałam na depresję i byłam zmuszona podjąć leczenie, bo było bardzo blisko. Terapie i leki pomogły, głównie rozmowy z psychologiem, wyrzucenie z siebie tego co tam w środku gniecie i nie daje spokojnie żyć i analiza tego wszystkiego.
    Teraz wiem jak sobie radzić z problemami i sytuacjami żeby tak nie obciążały, praktykuję sztukę nieprzejmowania się tak wszystkim i niemartwienia się na zapas – trudne do opanowania, ale małymi kroczkami robię postępy . No i mam u boku ukochaną osobę, która mnie wspiera.
    Powoli też jest łatwiej o tym mówić…
    Pozdrawiam i przesyłam dużo pozytywnej energii!

    1. Osoba, która jest obok i wesprze, jest bardzo ważna. Dziękuję za ten komentarz. Może uda się uświadomić innym, że ta choroba to żaden wstyd i żadna fanaberia.
      Serdecznie pozdrawiam

  8. Depresja to moje drugie imię. Czasem trzeba tableteczki, najlepiej wzmocnionej dobrą psychoterapią. Wówczas jest spokój na wiele lat. Muszę też udać się do specjalisty bo moja dobra wola już nie wystarcza. Trzymam kciuki.

  9. Najgorzej jest nie wiedzieć…
    Potem już wpadamy w tryb pomocowy: leki, terapia, spotkania, analiza
    Ktoś, kto nie doświadczył nie zrozumie…nie pomaga tez narysowanie sobie dużego żółtego słoneczka na kartce papieru. Czasem i ono niedostatecznie ogrzewa zbolałą duszę.

    Trzymam kciuki Aniu i sercem jestem z Tobą. Każdego dnia

  10. Temat bardzo ważny i niewątpliwie wart poruszenia.
    Sama chorowałam na depresję trzy razy w życiu, przy czym nie korzystałam z pomocy psychiatry ani psychologa. Ale nie ma co ukrywać, bez jakiegokolwiek wsparcia jest bardzo trudno się z tego wygrzebać.
    To trochę jak z alkoholizmem – może wrócić w każdej chwili.
    I w depresji tak naprawdę nie jest najgorsze to, że cały czas czuję się jak gówno. Najgorsze jest to, że świat dookoła często nie uznaje mojej choroby za prawdziwą. Weź się w garść. Inni mają gorzej. Uśmiechnij się i będzie lepiej. Nie. Nie będzie. I nie mogę wziąć się w garść, bo to teraz za trudne. Mało kto jest w stanie to zrozumieć, zaakceptować i pomóc. A w tej pomocy nie chodzi o to, żeby gadać, tylko żeby siedzieć cicho i być. Żeby chory czuł, że komukolwiek na nim zależy, nawet wtedy, kiedy jemu na sobie samym nie zależy.

    Aniu, życzę Ci wszystkiego najlepszego. Nie poddawaj się.

    1. O, właśnie. To dookoła jest wkurzające. Przez to, że ludzie tak reagują na tę chorobą, to wstyd się do niej przyznawać. Dlatego wydaje mi się, że ważne jest, by o tym mówić.
      Dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

  11. I jazgadzam się z tym, że o depresji powinno się mówić i pisać. Otwarcie przez terapeutą nie jest łatwe, ale gdy sie ten krok zrobi… Łatwo od razu nie jest, to dopiero początek długiej drogi. Ale jest łatwiej, choć nie uniknie się łez, gorszych dni, spadku formy.Dopiero w momencie podjęcia leczenia, zaczynamy żyć po prostu inaczej, świadomiej, wiedząc jak sobie poradzić naprawdę.

  12. Wiem co Pani czuje i jaka to podstępna choroba, sama się z nią zmagam.
    Do tego inne choroby i sytuacje bez wyjścia – błędne koło. Niestety niewiele osób rozumie, a niektórzy patrzą na człowieka jakby był z innej planety. Osoba z depresją zamyka się w sobie i choroba bierze górę. Pani ma tyle powodów do radości, warto doceniać nawet drobnostki.

  13. Aniu! Bardzo zaskoczyłaś mnie tym wpisem… Nie sądziłam. Myślałam, że to Twoja wrażliwość… inne pojmowanie świata.
    Brawo za podjęcie decyzji o leczeniu. Bardzo jestem ciekawa jak się czujesz po lekach i po jakim czasie poczułaś się lepiej. Ściskam ciepło!

    1. Leczę się jeszcze chyba zbyt krótko, by pisać o rezultatach, ale na pewno czuję się lepiej, odkąd biorę leki. A chyba jestem osobą wrażliwą, za taką się uważam, może to też ma znaczenie, nie wiem. 🙂 Zresztą też zawsze miałam melancholijną naturę. 🙂

  14. Pani Aniu , jest pani bardzo wrażliwą osobą i uduchowioną . Dobrze że zdecydowała się pani o tym napisać . Wszyscy panią wspierają . Mogę tylko dodać , iż w życiu każdy z nas czasem dostaje po głowie , w najmniej spodziewanym momencie . Pomodlę się by pani wyzdrowiała . Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia .

  15. Dobrze wiem czym jest depresja.Moj syn zmaga sie z nia juz od kilku lat.Dobrze, ze ma wspaniala zone, ktora zawsze go wspiera.Ja tez robie , co moge , aby mu pomoc.To wstretna i podstepna choroba zzerajaca czlowieka.Ale leczenie, odpowiednie dobranie lekow i chec chorego aby sobie pomoc , dziala naprawde.
    Choruja zwykle osoby bardzo wrazliwe i duzo od siebie wymagajace.
    Zycze powodzenia w leczeniu i pozdrawiam.

    1. A to też prawda. Moja psycholożka też mi powiedziała, że za dużo od siebie wymagam. Ale to pewnie niezależne ode mnie. 🙂
      Dziękuję pięknie i pozdrawiam również. Oczywiście życzę zdrowia synowi, dobrze, że ma obok siebie wspierające osoby.

  16. Aniu, nie jest wstydem mówić o słabości, ale ogromną odwagą. Życzę Ci samych cudownych chwil i pozytywnych myśli w zmaganiu z “wrogiem”. Buziaki

  17. Napisałam kiedyś tekst o kobiecie, która ma wszystko, a jednocześnie jest nieszczęśliwa. Nie pada tam określenie “depresja”, ale przypomniał mi się, kiedy przeczytałam Twój post. I przypomniały mi się komentarze spod tekstu. Większość czytających nie zrozumiała, że mając tak udane życie, można czuć się źle. Muszę go wykopać z archiwów. A jeśli chodzi o Ciebie, to po prostu trzymam kciuki i wysyłam całe pokłady pozytywnej energii. Te tiry, które wjadą na podwórko w najbliższym czasie, przywiozą właśnie te pokłady. Nie wyganiaj, kierowców nakarm, pokłady zużyj. 😀 Pa!

    1. Bo to z reguły trudno zrozumieć. Sama mam z tym problem, bo dlaczego ja? No, ale wiadomo, choroby nie wybierają.
      A pokłady energii przyjmuję z chęcią. Chyba muszę dziś największy gar wyjąć, żeby nakarmić tych wszystkich kierowców. 🙂 Dziękuję 🙂

  18. Mnie pewna pani po porodzenie prawie w depresję wpędziła. Oczywiście wszystkie objawy jakie miałam, zdiagnozowałam u siebie dużo później. Dawała mi kobieta w kość, ale się w odpowiednim momencie postawiłam i nie dałam sobie w kaszę dmuchać. Nie wiem co by było gdyby…ale już do tego nie wraca,. Wiem, że depresja to paskudna sprawa, znam osoby, które zachorowały, które obserwowałam… dużo siły życzę Aniu :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *