Kobiety

Dzień Kobiet za nami. Świętowaliście? Mój mężczyzna poległ w łóżku i to nie w romantyczno-erotycznym nastroju. Zmiękł, bo zaczął brać leki. Okazało się, że organizm sam chyba sobie nie poradzi z chorobą. No, ale o kwiatku dla mnie i dla Babci pamiętał. Jajo dostało „piniądz”, by sobie poszło na dobry obiad. Wszystkie kobiety w domu (i na stancji) szczęśliwe.

Wczorajsze święto jednak zmobilizowało do zastanowienia się nad tym, jaką jestem kobietą. Pierwsza rzecz, która zawsze przychodzi mi do rozczochranej to to, że chyba za mało we mnie kobiety w kobiecie. A za dużo innych wypełniaczy powodujących wypukłości tu i ówdzie (nie zawsze tam, gdzie trzeba; nigdy tam, gdzie trzeba!!!).

Czy jestem feministką? Pewnie tak, ale nie radykalną. Wszelkie skrajności, według mnie, są złe.

Kobiety są też bohaterkami moich książek. To najważniejsze postaci.

Kiedyś podczas jednego ze spotkań zapytano mnie, czy napiszę książkę z męskim bohaterem w pierwszym planie. Na razie na pewno nie. Może nigdy się nie odważę, bo lepiej po prostu znam się na kobietach. Interesują mnie ich złożone psychiki, ich losy, wrażliwość, relacje z bliskimi. Interesuje mnie też wychowanie w patriarchacie. To niezwykłe, jak może ukształtować kobietę – w poddańczo-służebnej roli wobec mężczyzny. Zadziwiające.

Przyznam, że miałam plan, by w „Niedomówieniach” głównym bohaterem był mężczyzna. Zrobiłam nawet szkic na kilkadziesiąt stron. Pokazałam Sławkowi.

– Hm… Może nie pisz w imieniu facetów, bo przecież my tak nie myślimy i nie mówimy.

– A jak mówicie? – zdziwiłam się.

– No, nie tak.

I kilka godzin później wsiedliśmy do samochodu i pomykaliśmy gdzieś w siną dal. Nagle zadzwonił telefon Sławka. W samochodzie ma zestaw głośnomówiący, więc słyszałam, o czym rozmawiał ze swoim wspólnikiem. (Wspólnik nie wiedział, że ja to słyszę, więc się nie ograniczał w wulgaryzmach).

Uszy mi lekko przywiędły.

– No tak – odezwałam się, kiedy skończyli rozmawiać. – Faktycznie wy inaczej mówicie.

Parsknęliśmy śmiechem, bo tego dialogu, nie dałoby się zapisać bez cenzury.

Zostanę więc przy kobietach.

A Wy lubicie, kiedy kobiety autorki tworzą męskich bohaterów? Są według Was wiarygodni?

 

 

PS Zapraszam w poniedziałek:

20 thoughts on “Kobiety”

  1. Zdarza mi się podziwiać męską narrację w damskiej książce. To sztuka oddać męski tok myślenia, temperament i wrażliwość jakże odmienną od naszej. Nie odważyłabym się. Jesteśmy zbyt różni.
    Dzień kobiet spędziłam z koleżankami w kinie. Bardzo sympatyczny i bardzo kobiecy film, pt “Kobieta sukcesu”. Polecam na poprawę humoru.

  2. Wydaje mi się, że kobiety tworzą takie męskie postaci, jakie chciałyby spotkać w rzeczywistości. Nie zawsze istnieją 😉 Zwłaszcza, kiedy chodzi o sprawy sercowe, patrzę na takich bohaterów z przymrużeniem oka.
    Choć jak tak pomyślę… mój osobisty małżonek przypomina mi pana Darcy’ego z “Dumy i uprzedzenia”! Czyli może jednak nie mam racji…

      1. I Lesio jest prawdziwy – opisac kolege którego znasz szczególnie gdy jest tak barwną postacią jest jednak łatwiejsze

  3. Wiesz, jakoś nie zastanawiałam się nad tym, jak to jest z męskim bohaterem tworzonym przez kobietę. Hm, muszę pomyśleć nad tym, bo na szybko nic mi do głowy nie przychodzi.

    1. A ja odkąd mąż zwrócił mi uwagę, przyglądam się temu. Faktycznie czasami kobietom nie udaje się oddać męskiej psychiki (odwrotnie też tak może być). 🙂

  4. Nie znoszę, kiedy kobiety tworzą męskich bohaterów i odwrotnie. Uważam, że to jest niewiarygodne właśnie z powodu znajomości psychiki. Nie ma możliwości, żebyśmy się poznali na tyle, aby stworzyć rzetelne portrety. Jestem pewna, bo kiedy czytam o kobietach stworzonych męskim piórem, co chwilę krzyczę: To nie tak! Pracuję w miejscu przesiąkniętym testosteronem. To na pewno największe stężenie na metr kwadratowy. Im dłużej tam pracuję, tym mniej rozumiem. 🙂

  5. Aniu, właśnie czytam książkę Jolanty Kosowskiej “Nie ma nieba”. Męscy bohaterowie Robert i Maciej stworzeni przez autorkę – rewelacyjnie. Być może dlatego, że jest to opowieść o lekarzach i pacjentach, czyli konkretnie określone środowisko, nie mniej wplątana w to historia miłosna pokazała znakomitą znajomość autorki – męskiej psychiki i postrzegania przez nich istotnych problemów życiowych. Książka naprawdę ciekawa – pozostanie we mnie na długo. Pozdrawiam serdecznie – “Na dnie duszy” leci do mnie z nieprzeczytane.pl – już się cieszę.

    1. Wiem, że są autorki, które bez problemu potrafią się wczuć w facetów, tylko im zazdrościć tych umiejętności.

  6. Zgadzam się z przedmówczyniami – mężczyzna tworzony przez kobietę na potrzeby książki to taki mężczyzna o jakim kobieta marzy. Jak dla mnie zupełnie niewiarygodni. Dlatego często bardziej prawdziwe jest dla mnie S-F niż literatura tzw. obyczajowa, w której kobieta pisze z perspektywy mężczyzny.
    Pisz więc dalej z perspektywy kobiety, bo Twoje bohaterki są wiarygodne. Obawiam się, że Twojemu bohaterowi bym nie uwierzyła.

  7. Jedna z moich ulubionych książek, jeszcze z moich nastoletnich czasów, to pisana przez kobietę o męskim bohaterze, do tego w narracji pierwszoosobowej, ale to powieść fantasty, więc autorka miała ułatwione zadanie 🙂

  8. Czytałam ostatnio książki Pauliny Świst.Narracja była jakby podwójna( haha…mało fachowe stwierdzenie-ale żeś mądra babka to wiesz,o co mi chodzi)I powiem szczerze-nie było źle.Inwektywy ,zbereźne myśli…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *