Kto zjadł ten obiad?!

Podróże jednak kształcą i nikt temu zaprzeczyć nie może.

Pierwszy raz w drodze do Gdańska zdarzyła mi się awaria w autobusie. Nie wiem, co się stało, ale kierowca okazał się superhiro i mistrz w jednym. Nagle, gdy autobus zaczął wydawać z siebie dźwięk oznajmujący światu, że powietrze schodzi ze wszystkich możliwych części tego pojazdu, zjechał na pobocze (no, przynajmniej próbował, bo droga wąska). I kiedy jeden z pasażerów zapytał:

− Wysiadka, szefie?

Ten machnął ręką i powiedział, że nie, że „damy radę”. No, i daliśmy. Wszyscy jak jeden mąż z zapartym tchem obserwowaliśmy działania kierowcy i wspieraliśmy go duchowo. Pewnie dzięki temu naprawił awarię i ruszyliśmy dalej.

Za to w powrotnej drodze dla odmiany ciekawie zrobiło się w SKM-ce. Siedziałam sobie spokojnie. Przede mną, jak okiem sięgnąć pustki, widać było tylko głowę (i resztę ciała też) młodej dziewczyny. Siedziała równolegle do mnie. Nagle jednak rozległ się krzyk:

− Kuffa! Mój obiad! Kuffa, jach on fśmie?!

Przez chwilę próbowałam namierzyć źródło dźwięku. Ewidentnie była nim jakaś męska paszcza. Żadna łepetyna jednak nie wystawała ponad siedzenie. I już ze strachem (prawie) stwierdziłam, że głosy z zaświatów słyszę, że pewnie dobiegają z jakiegoś piekielnego kotła, który diabły wódeczką podlewają, gdy nagle mignęło mi coś w postaci mizernej postury człekokształtnego podróżnego płci męskiej. Zresztą jego głos świadczył o tym, że niedawno musiał doznać alkoholowego upośledzenia narządów mowy. Ileż trudu musiało go kosztować mówienie w taki sposób, by niewiasta po drugiej stronie słuchawki uwierzyła w słowa:

− Kuffa, nif nie piłem, nif, ani łycha… Basiu, chochana, jach boha chocham. Kuffa!

Nie wiem, co na to wybranka serca. Być może nie wierzyła, bo podchmielony Romeo wyznawał:

− On pofchłócić nas kce. Dwa pifa mi postafił, żeby móchł ifć do ciebie. Kuffa. Baśka! Jach to nie dzwoniłem. Dzwoniłem, tylcho jak cię opierfdoliłem, to się wyłończyłaś! Kuffa. Baśka! Dlaczecho dałaś mu mój obiad?

Obiad pana bardzo nurtował, bo jak już wysiadłam z pociągu, by przesiąść się do autobusu, to nagle usłyszałam zza zakrętu dochodzący znajomy głos:

− Dlaczecho dałaś mu mój obiad?! Kuffa! Baśka!

Dlaczego oddała nie wiadomo. Podchmielony facet tak był wkurzony, że wrzeszczał na cały głos. Trochę miał problem z dykcją, ale myślę, że jego Julia nadążała za tym wywodem, bo ciągle się nie rozłączała. Dzielna kobieta.

A ja z całych sił notowałam w rozczochranej cudowny monolog (bo niestety drugiej strony nie słyszałam). Sami przyznajcie, że piękny.

Nawiasem mówiąc, zaciekawił mnie ten obiad. Kto i dlaczego go zjadł niestety pozostało bez wyjaśnienia.

18 thoughts on “Kto zjadł ten obiad?!”

  1. Do patnerki widać średnio przywiązany, do obiadu bardziej.
    Telenowana brazylijska w polskim wydaniu, bo tak sobie myślę, że ten co zjadł to tylko trochę mniej trunkowy był, ale w stylu amanta z SKM-ki.

    1. ha, ha 🙂 Z tego też wynika, że nawet za ten obiad dwa piwa poświęcił, żeby amanta z SKM-ki unieruchomić. 😉 🙂

  2. Myślę że wybranka serca na prędce zrobiła obiad drugi raz. Chociaż ten pierwszy, zjedzony nie przez tą osobę co trzeba, szybko w niepamięć nie pójdzie. Może nawet zaważy na być albo nie być tego związku 😉

  3. A może to był pokaźnej wielkości schabowy,plus ziemniaczki i zasmażana kapucha!O!!!Takiego obiadu tez bym nie podarowała 😉

  4. Bo głodny chłop to zły i sfrustrowany chłop 🙂 Ciekawych rzeczy można posłuchać w miejskiej komunikacji:) albo jak ja otwierać drzwi na światłach i być zdziwionym dlaczego jedziemy dalej 🙂

  5. no jak to kto – no On zjadł jego obiad… w prawdzie, nie wiem dlaczego Baśka akurat właśnie Jemu dała Jego obiad, ale zdecydowanie – dała Mu go 🙂 🙂 … to i tak, że obiad, a nie np. portfel czy inne nie wiadomo co jeszcze

  6. Hahaha, Aniu! Przepięknie nam ten monolog tutaj udostępniłaś 🙂 Zawsze jestem pod wrażeniem miłości ludzi wszelakich szczebli społecznych 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *