Cudowny chłopak

Byliśmy ze Sławkiem w niedzielę na „Cudownym chłopaku” (reż.  Stephen Chbosky). Jedną z ról zagrała w filmie Julia Roberts. W ogóle należy zaznaczyć, że aktorsko film bez zarzutu. Zaskoczył nas mocno Owen Wilson, którego kojarzyłam tylko z ról komediowych i to takich trochę durnowatych. A tu zupełnie inny człowiek, inny aktor. Film naprawdę świetnie zagrany. Dzieciaki były rewelacyjne!

Fabuła niby nie pokazuje nic nowego, bo temat jest banalny. Wszyscy wiemy, że wewnętrzne piękno jest najważniejsze, a powierzchowność myląca i że trzeba patrzeć sercem. A mimo wszystko ani razu się nie nudziłam, ani razu nie pomyślałam, że to oklepane. Podobało mi się.

Tytułowym bohaterem jest dziesięcioletni chłopiec, który urodził się z wadą genetyczną, przeszedł kilkadziesiąt operacji, by widzieć, słyszeć i samodzielnie oddychać. Ma zniekształconą twarz. Przez kilka lat uczy się w domu, ale gdy kończy dziesięć, rodzice posyłają go do „normalnej” szkoły. Łatwo się domyślić, że nie będzie miał tam z górki, ale to film amerykański, więc wszystko musi się skończyć szczęśliwie. I bardzo dobrze, bo takiego zakończenia się oczekuje.

Zawsze powtarzam, że banały w życiu sprawdzają się najlepiej. I nie obchodzi mnie, że fabuła filmu właśnie taka była. Dla mnie najważniejsze były emocje. Prawie cały film przeryczałam (ale ja płaczę nawet na reklamach!). Wzruszałam się, uśmiechałam i denerwowałam. Przeżyłam coś w rodzaju katharsis. A kiedy po wyjściu z sali zobaczyłam szkliste oczy mojego męża, uśmiechnęłam się. Zawsze wiedziałam, że jest wrażliwy.

Oglądaliście już film albo może czytaliście książkę? Polecam. Dużo emocji, w dodatku pięknie podanych. Lubicie takie (pięknie podane) historie?

25 thoughts on “Cudowny chłopak”

  1. Płakałam ostatnio oglądając “Klucz Sary”… Płaczę czytając “Anię z Zielonego Wzgórza”, za każdym razem gdy umiera Mateusz. A co, nie można? 😉

  2. Takich pięknie podanych historii nie lubię.
    Ale ostatnio zdarzyło się wzruszyć (no dobra, poleciało więcej niż jedna łza) na niebywałym filmie z 2017 r., jakim jest Wind River. Surowi klimat, surowy przekaz, bez ubarwień, praktycznie bez zbędnych komentarzy. Jest prosta aczkolwiek przykra (żeby nie powiedzieć brutalna) historia. Polecam ten film wszystkim i wszędzie.

  3. Filmu nie widziałam, książka świetna. Dla dorosłych to może banał. Dla dzieci i młodzieży, to temat, który trzeba bezustannie wałkować. Akceptacja inności, tolerancja, empatia dla wielu to jeszcze obco brzmiace słowa. Dlatego myślę, że im więcej tym lepiej.

  4. W pełni masz rację Aniu, banały są najlesze, a z moich obserwacji przy chałturach literackich, sprzedają się najlepiej. Ileż to razy człowiek sili się na życiowe, niepokojące i oryginalne zakończenie, a redakcja odpusuje “dobrze, ładnie, ale zakończenie proszę zmienić na szczęśliwe”… No i mają rację. We wczesnej młodości lubiłam niedokończone historie i takie ” ryjące głowę”, czum dłużej żyję i czym więcej “ryjących” sytuacji widziałam na żywo tym bardziej kocham czytać i oglądać banały. A w życiu banały cieszą dużo bardziej niż okrutne dramaty ;).

    1. Masz rację. Wydawcy lubią szczęśliwe zakończenia, bo oczekują ich czytelnicy. Ma być jak w bajce, zło musi przegrać. 🙂

  5. Moja córka 10 letnia była dziś w kinie z klasą na tym filmie. Ja jako mama po obejrzeniu zwiastunu ucieszyłam się ze idą na film który da im do myślenia. Wróciła zadowolona. Płakała ale tez i śmiała( konkurs bekania) .

    1. Dla dzieciaków to idealny film. Ważne, żeby potem jeszcze o nim pogadały z dorosłymi. W filmie było kilka zabawnych momentów i to chyba w nim urocze, że można tak mieszać emocje. 🙂

  6. Właśnie już od jakiegoś listopada słyszę o tym filmie i mocno chcę go zobaczyć 🙂 Nie wiem czy uda mi się doczołgać do kina, ale na pewno go zobaczę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *