Ja, on i ona

Mój mąż miał w środę urodziny. Oczywiście długo głowiłam się, co mu kupić, aż wreszcie wymyśliłam. Pamiętałam, że kiedyś mówił o swoim marzeniu. Chciałby skoczyć na spadochronie. Przyznam, że zamarłam, bo oczyma wyobraźni zobaczyłam jego zawał w powietrzu. Główkowałam więc dalej.

– Kupię Sławkowi lot na paralotni – mówię wreszcie do Jaja.

– Chcesz się go pozbyć? – pyta.

– Ucieszy się – zapewniam. – Nie jest to jeszcze takie drogie.

– Dolicz do tego prezentu ewentualne leczenie.

Jajo to zawsze potrafi człowieka pocieszyć. No, ale postanowiłyśmy wreszcie, że to kupujemy.

Sławek bardzo się ucieszył z prezentu. Dawno nie widziałam u niego takiej radości. Obserwuje te ptaszki, to niech i sam poleci, pomyślałam. Będzie mógł w powietrzu też zdjęcia porobić.

Dumna z siebie byłam, że taki fajny prezent wymyśliłam. A poleci, kiedy będzie chciał. Ma cały rok. Mam tylko nadzieję, że nie będzie zachowywał się jak sójka wybierająca się za morze.

Wczoraj jednak okazało się, że Sławek przygotował zemstę. Sprowadził do domu JĄ! Tę znienawidzoną, śniącą się po nocach zmorę. Jesteśmy teraz: ja, on i ona. Wredna małpa zamieszkała z nami. Jedyne pocieszenie, że Sławek „zakwaterował” ją w łazience.

– Zobacz, ona pokazuje wagę, ilość tłuszczu i mięśni, określa ci zapotrzebowanie na kalorie – zachwycał się.

– O, fuck – szepczę. – Tłuszczu?

– I ciężar kości – dopowiada zadowolony i po chwili odczytuje swoje wyniki.

– Ale cię nie przytuli, nie ugotuje obiadu i nie pojedzie z tobą na rowerze – licytuję się, ale on jakby nie słyszy.

– Spróbuj.

O, nie! W miejscu prawie publicznym (czytaj: naszym domu), na oczach innych ludzi (czytaj: męża) i jednego kota mam się ważyć? W życiu! Nikt mi nie uwierzy, że mam grube kości i to one tyle ważą, myślę, że waga tego nie wie i złośliwie mi pokaże, że mam jeść 100 kalorii dziennie przy takim zapasie, jaki uzbierałam. Ba! Może być gorzej! Zacznie wyć i świecić na czerwono. Nie ma bata, nie podchodzę do niej na odległość jednego metra. Niech sobie mieszka pod szafką łazienkową. Ja jej w drogę nie będę wchodzić i ona niech mi da spokój.

– No, mam wszystko w normie – stwierdza mój zadowolony mąż. No, gdybym miała w normie, to też bym się ważyła ku uciesze oczu swoich.

Ponadto przecież ta waga mnie nie zna, oblicza wszystko na podstawie statystyk, a ja indywiduum jestem i nie mieszczę się w widełkach. Zresztą nie znamy się jeszcze na tyle dobrze, by zdradzać jej ciężar swoich kości. O, nie! Nie ma takiej opcji.

A jak u Was relacje z tym łazienkowym potworem?

32 thoughts on “Ja, on i ona”

  1. Witam. U mnie podobnie. Mąż się z NIĄ przyjaźni, codziennie rano się spotykają, ja niestety nie i jak JĄ widzę to automatycznie wsuwam pod szafkę co by nie drażniła moich oczu od rana.

  2. nie mam wagi. Ostatnio może ciut przytyłam,czuję po ciuchach. Lekarz spytał mnie o wagę, 65 powiedziałam na oko. Kazał stanąć na wadze- tyle było.

    no wiem, że za dużo… ale mi już to nie przeszkadza.

  3. Nienawidzę jej! Kłamie. Jest złośliwa. Do tego strasznie się kurzy. A jak jest zakurzona to muszę ją odkurzyć czyli nie mogę po prostu o niej zapomnieć. Wyrzuć cholerstwo – powie ktoś. Nie mogę bom nie nawykła do marnotrawstwa to raz, ważę dzieci co by mnie ktoś nie podpieprzył do opieki społecznej że głodzę – to dwa 😉

  4. U nas stoi i ważą się wszyscy. Mąż codziennie, ja kontrolnie raz w tygodniu. Nie lubię tego, ale bez katastrofy. Na szczęście nie tyję od szklanki wody, ale tendencja zwyżkowa ze względu na wiek niestety jest…

    1. Wiek niestety swoje dokłada, a i człowiek zawsze coś dorzuci w postaci pustych kalorii (przynajmniej ja tak mam). 🙂

  5. Zastanawiające… We wszystkich domach mieszka w łazience pod szafką?
    Unikam, to znajoma męża. Przecież nie muszę jej lubić. Czasem syn się waży, bo miał problemy z niedowagą (jako jedyny w rodzinie!) i co jakiś czas sprawdza ile już mu przybyło.

  6. Ja ma w ubikacji starą “sprężynówkę” i nie wiem czy do końca jej wierzyć bo raz pokazuje więcej raz mniej (zależy gdzie się pokrętłem O nastawi) . A wpis przeczytałem bo nie tak dawno, w piswnicy w domu rodziców znalazłem wagę szalkową całkiem dobrą, z szalkami, jeden odważnik 0,5 kg (tak samo zardzwiały) i maleńką skrzyneczkę z mniejszymi mosiężnymi maluchami (0,1 kg i inne)

  7. U nas to chyba najczęściej ja korzystam z wagi. Ale nie mam żadnych obaw przed ważeniem się. Najlepszy ubaw mam, kiedy jestem u bratowej i ona chce wiedzieć ile ja ważę – ona waży ciutek więcej ode mnie 😉 I potem zawsze się wścieka, że ja tak mało ważę 🙂

    1. Zazdroszczę, bo ja to tylko lekarzowi wyznaję, ile ważę, a i tak mówię to pod nosem, żeby zbyt wyraźnie nie słyszał.

  8. I dla tego tego urzadzenia nie ma u mnie. Po co mi i tak wiem ze mi cO nie co przybylo ( pasek sie wstapil) .
    À tak na marginesie bylam u dietystki ze wzgledow zdrowotnych i wiadomo jakie sa porady, à w pracy jedna za druga ma urodziny i za diete robi ciasto😜😉

  9. Dla Mężusia – 100 latek 😀 i fajowy prezent, będe czekać na wrażenia z lotu 😀
    Wagę unikam, po ostatnim ciężkim okresie, który przejadałam to udajemy, że się nie znamy. za to Tomeczek od momentu chudnięcia pokochał to diabelskie urządzenie i mnie irytuje co któryś ranek swoim szerokim uśmiechem. Ech…..

  10. U mnie też mąż kupił. No to się wszyscy ważymy, faceci częściej, ja rzadziej, bo w zasadzie problemu nie mam, tylko jak po Świętach czuję, że coś ciasno, to sprawdzam, a potem sprawdzam czy już po problemie. No i najfajniej to było, jak po wdrożeniu pewnych, acz niezbyt jasnych, bo tak dość ogólnie określonych, rygorów wszyscy zaczęliśmy chudnąć, i tak po jakieś pięć kilo nam zeszło. Po czym byliśmy na imprezie u znajomych i mąż udał się do łazienki i przy okazji skorzystał z wagi. I się okazało, ze waży 5 kilo więcej niż w domu. No to zważyliśmy się wszyscy. każde z nas ważyło o 5 kilo więcej niż na domowej wadze. Po prostu nasza waga się zepsuła… A tak już było miło…

  11. Rewelacyjny pomysł na prezent! najlepsze życzenia dla Męża 🙂 Ja wagę mam, ale baterie jej padły już jakiś czas temu, i nikt nie wyrywa się do ich zmiany 😉 Wagi, zwłaszcza te mądre i liczące różne rzeczy, kłamią 😉

  12. U mnie ten podły do granic możliwości sprzęt,stoi schowany za lodówką.A na dodatek zablokowany jest odpowiednią ilością zgrzewek z wodą mineralną(co,będąc u mnie zauważyłaś:) ).
    Prezent dla Sławka super!!!Mój mąż ma niedługo urodziny,ale mój prezent nie będzie tak pomysłowy.Kupię mu flakon perfum.

  13. kiedyś posiadałam, ale Młody lata temu coś z nią zrobił, że przestała pokazywać cokolwiek… więc ją eksmitowałam (obecnie żałuję – wieczne 55 kg byłoby czymś miłym dla oka i nie ważne, że z lekka mało prawdziwym), obecnie nie posiadam i żyje mi się całkiem nieźle. 🙂 Stanu tego zmieniać nie zamierzam 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *