Co jest na dnie duszy?

Dzisiaj post nadliczbowy, ale nie mogłam się powstrzymać. Jest tak dużo emocji związanych z premierą mojej powieści, że nie mogę milczeć. Premiera już niedługo – 15 lutego, ale ruszyła przedsprzedaż na stronie Empiku.

Muszę się z Wami podzielić fragmentem powieści:

“Wybrała numer telefonu do matki. Czekając na to, aż odbierze, zaczęła bezwiednie skubać odklejającą się naklejkę z drzwi lodówki. Ewa przyczepiła ją tutaj kilka lat temu. Wtedy wydawało się, że pasuje doskonale. Dom miał być miejscem, gdzie zaczynają się miłość, nadzieja i marzenia. Szybko stało się to nie tylko wyświechtanym sloganem, lecz także niezbyt estetyczną ozdobą.

– No cześć, mamo – rzuciła w słuchawkę, wyrwana nagle z zamyślenia. – Słuchaj, chyba musimy porozmawiać…

– I bardzo dobrze, że dzwonisz. Mam do ciebie prośbę – powiedziała, wchodząc jej w słowo. Miała ochotę natychmiast wytrzeć dłonie. – Sporo myślałam – zawahała się. – Chciałabym, żebyś pojechała ze mną do Stargardu.

– Po co? – zdziwiła się córka.

– Chcę, żebyś ze mną pojechała i pomogła mi załatwić sprawę sprzedaży mieszkania.

– Ja? – pisnęła w słuchawkę. – A tata albo Paweł nie mogą? – Przyrzekła przecież sobie, że nie będzie się angażować w tę sprawę. Potem znów jej brat będzie miał milion pretensji i podejrzeń.

– Chcę z tobą. Tata nie może jechać.

– Jezu, mamo – jęknęła.

Po drugiej stronie słuchawki nastała cisza. Inga wyobrażała sobie, że matka szuka właśnie nawilżających chusteczek albo stoi przy umywalce i próbuje umyć jedną rękę. Być może przeżywała właśnie zmasowany atak bakterii.

– Dobrze – poddała się, ale Inga usłyszała w jej głosie znajomą nutę. Jutro pewnie się już do niej nie odezwie. Obrazi się na śmierć i życie. – Rozumiem. Nic na siłę.

– Rany… – córka zawahała się. – Dobra, ale musimy o tym powiedzieć Pawłowi, bo ja już mam dość naszej rodzinnej podejrzliwości, że ktoś coś robi za plecami innych. Jeżeli będzie chciał jechać z nami, to pojedziemy w trójkę. Dobra?

– W porządku – odparła Donata. – Kiedy będziesz mogła wziąć sobie trzy dni wolnego?

– Zrobię najpilniejsze rachunki i…

– Aha – wtrąciła matka. – Tata zaoferował, że może zrobić je za ciebie. Wiesz przecież, że on to wszystko ma w małym paluszku, jest przecież…

– Tak, mamo – teraz Inga przerwała. – Doskonale pamiętam o tym, że tata robi to lepiej niż ja. – Westchnęła, ale miała nadzieję, że matka tego nie usłyszała. Obiecała, że zadzwoni, to ustalą konkretnie termin. Nie miała ochoty na ten wyjazd, ale nie potrafiła odmówić matce. Nigdy nie była wobec niej asertywna. Zawsze czuła wewnętrzną powinność wobec rodziców. Zadziwiająco często robiła to, czego od niej oczekiwali. Ojciec zapragnął, by skończyła ekonomię tak jak on, to grzeczna córeczka wykonała polecenie. Chcieli, żeby z Karolem zamieszkali blisko nich, proszę bardzo. Doprowadzało ją to do szaleństwa, a jednak ciągle nie potrafiła się przeciwstawić. Wystarczył jeden rzut oka na matkę nerwowo pocierającą dłonie, a już miękła. Za to Paweł był zupełnie inny. Jakby w nim skumulował się bunt, asertywność i chęć działania na przekór. On dostał tego w nadmiarze, ona cierpiała na deficyt tych cech.

Kiedy się rozłączyła, wybrała jeszcze numer do brata i streściła mu rozmowę z matką. Zaproponowała, by jechał z nimi, żeby potem nie było gadania, że coś się dzieje za jego plecami. Paweł jednak tego dnia nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Był wyraźnie nieswój.

– Jedziesz? – spytała wreszcie, kiedy zaczął coś kręcić i nie mógł podjąć decyzji. Skąd w nim taka zmiana, zastanawiała się Inga. Jeszcze kilka dni temu sam wepchnąłby matkę w auto i zawiózł do biura nieruchomości. Teraz jednak zachowywał się tak, jakby wydarzyło się coś dziwnego.

– Nie mogę – odparł z rezygnacją. – Muszę zostać, bo zaraz nie będę miał rodziny – dodał ściszonym głosem. Indze wydawało się, że się przesłyszała. To niemożliwe, żeby to powiedział jej brat.

– Co ty bredzisz? – zdziwiła się. – Co się stało?

– Nieważne. Jedź z matką.

– Ale… Paweł… Jesteś chory?

– Nie mogę teraz gadać. Cześć.

Inga stała przez chwilę ze słuchawką w dłoni. Głuchy sygnał telefonu stanowił zupełnie nieważne tło. Paweł nigdy nie odpuściłby okazji, by mieć rękę na pulsie w momencie sprzedaży mieszkania rodziców.

Inga postanowiła rozładować emocje na natrętnie wbijającej się pod jej palce naklejce z lodówki. Odgięła jeszcze mocniej odstający róg i zaczęła powoli odrywać napis. Schodził z trudem, pozostawiając po sobie czarną obwódkę i jasny środek. Zmięła nalepkę i wrzuciła ją do kosza. Potem szmatką nasączoną spirytusem salicylowym starła resztki kleju”.

14 thoughts on “Co jest na dnie duszy?”

  1. Aniu,dobra wiadomość o nowej książce. Gratuluję !
    Fragment już mnie wciągnął na tyle ,że czekam na dalszy ciąg…

  2. Zapowiada się ciekawie, po tym fragmencie tym bardziej nie mogę się doczekać, i cieszę się bardzo że Twoja nowa książka już tak blisko! 🙂

  3. Jakbyś opowiadała o mnie i moich relacjach rodzinnych… Też brakuje mi asertywności. I rodzina żeruje na tym bez końca… Tym bardziej czekam na książkę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *