Zapasy czy taniec na rurze

Nie wiem, czy słyszeliście o tym, że MKOL zastanawia się nad wycofaniem z dyscyplin olimpijskich zapasów. Temat mnie zainteresował, nie dlatego żebym była zagorzałym fanem tej dyscypliny, szczerze mówiąc, prawie nic o niej nie wiem, ale jakoś tak pobudził moją wyobraźnię. Kojarzą mi się zapasy z tradycją olimpijską i zawsze miałam wrażenie, że to jedna z najstarszych dyscyplin sportowych. I tak teraz oczyma wyobraźni widzę tych tarzających się po macie zawodników. Fajne mają gatki. W zasadzie to nie gatki, tylko chyba „kombinezony”, bo na szeleczkach. A może reformy (kiedyś tak mówiło się na długie gacie)? Tak pięknie opinają ich muskularne ciała…

Podobno zapasy to sport niewidowiskowy. A gdzież tam! Co prawda jakoś tak dziwnie czuję się przed telewizorem, kiedy widzę zawodników tarzających się po macie. Te chwyty jakoś tak tylko z jednym mi się kojarzą… Tak się obejmują, dotykają, obłapiają… Nie powiem, że my z Mężusiem w sypialni też takie zapasy czynimy, bo aż tak gibkie nasze stare kości już niestety nie są, ale zawzięcie trenujemy, więc może kiedyś na olimpiadę nas zaproszą, o ile nie wycofają tej dyscypliny i wprowadzą pary mieszane. Nie wiem, czy MKOL nie powinien referendum wśród społeczeństwa przeprowadzić. Bo może my te zapasy zamiast erotyków sobie oglądamy? Ba! A wtedy to już widowiskowe się robi. Wystarczy uruchomić wyobraźnię. Teraz w modzie związki homo i niech się społeczeństwo oswaja z widokiem tarzającej się pary panów lub pań w seksownych galotkach na szeleczkach. Mam pomysł, jak uczynić z tej dyscypliny bardziej widowiskową. Wystarczy te galotki na szeleczkach troszkę zmodyfikować, tu i ówdzie koroneczkę wstawić. Zostawić czerwony kolor jako pobudzający zmysły i wyobraźnię. Może szeleczek się pozbyć, paniom koszulki zabrać i już będzie widowiskowo!

Przy okazji dowiedziałam się, że w zamian MKOL zastanawia się nad wprowadzeniem wrotkarstwa albo dance polo, albo wuhu. Nie pytajcie tylko, co to wuhu. Ale dance polo może też być interesujące, bo to taniec na rurze. Też może być widowiskowo i erotycznie, choć pewnie przede wszystkim dla panów. Chyba że panowie też na rurkę wskoczą i pokręcą tyłeczkami. Nie wiem, jak wy, ale ja chętnie sobie popatrzę.

Ciekawą propozycję podobno zgłosili Nowozelandczycy: strzyżenie owiec. No, to na pewno będzie widowiskowe. Można zrobić na czas i na najładniejszą „fryzurę”. Biedne owce. Potem takie golasy będą albo w depresję popadną z powodu brzydkiego ostrzyżenia.

Podobno w 1900 roku wśród dyscyplin olimpijskich było strzelanie do żywych gołębi. Były też: pojedynki, przeciąganie liny, jazda figurowa na koniu. Strzelanie do gołębi odpada, bo ekolodzy by podnieśli larum. A wyobrażacie sobie ogłoszenie wyników? Wygrał zawodnik, który ustrzelił 40 gołębi! A potem pewnie gotowano rosół i organizowano jedzenie na czas. Widowisko, że hej!

Albo jazda figurowa na koniu. Boże, jakie emocje, czy koń się nie potknie!

A pojedynki? To musiała być adrenalina! Ciekawe, czy to były pojedynki na śmierć i życie? I skąd brali zawodników? Może z sejmu? Ooo, ci panowie i panie chętnie by do siebie postrzelali, gdyby tę dyscyplinę olimpijską przywrócić. I to tak na oczach społeczeństwa. Już widzę Jarosława ze strzelbą. Co ja mówię, jaka strzelba?! Kałach to by było coś! Albo czołg! Widowiskowo by było, pieniędzy na wybory nie trzeba by było marnować, wojny straciłyby sens, bo politycy załatwialiby wszystko na stadionie. Tylko jakoś tak mało erotycznie w przeciwieństwie do zapasów.

 

0 myśli na “Zapasy czy taniec na rurze”

  1. Witaj Aniu 😉 Akurat wczoraj w pracy rozmawiałyśmy o podobnych sprawach. Jak to człowiek dziecięciem będąc z zapartym tchem oglądał jazdę figurowa na lodzie i zmagania ZSSR kontra NRD 🙂 Ostatnio z chłopakami chodzimy na lodowisko i stwierdzam ze jestem drugim wcieleniem Katariny Witt. Teraz juz zanikła fascynacja ta dziedziną sportu, a szkoda bo ileż to razy uruchamiałam wyobrażnie i tańczyłam, tańczyłam… potrójny toeloop czy axel, hmmm marzenia 😉

  2. Ja bym sobie popatrzyła na takich panów tańczących;)Sąsiadka się mnie ostatnio pytała,czy na dzień Kobiet idę z nimi(jej koleżankami)na striptiz męski;)Bo im mężowie co roku,coś kombinują;)

    1. Też fajnie 🙂 Ja nie przepadam za tańcami. A mój Mężuś boi się ich jak diabeł święconej wody 😉

  3. Mój Leonsio tez Fredem Astaire”m nie jest (a szkoda) więc idę popląsać z koleżankami 😉 Zawsze to okazja do kupienia nowej sukienki :))

  4. Ależ zapasy w wersji erotycznej już przecież są, tylko nie na olimpiadzie. Walki półnagich pań w kisielu są ponoć bardzo modne w niektórych kręgach. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *