Jak Jajo nie mogło wylecieć…

Jajo przez ostatnie dni poopowiadało mi o swoim pobycie w Stanach. Zazdroszczę, że tyle zwiedziła. Nigdy nie przypuszczałam, że moje dziecko będzie taki owsik i nie usiedzi z dupką na miejscu, tylko będzie ganiać po świecie.

Pisałam wcześniej, że miało lot przełożony o dwa dni. To dopiero była przygoda życia, kiedy na lotnisku okazało się, że samolot poleci z dużym opóźnieniem, a Jajo miało w Niemczech przesiadkę i tylko 1,5 godziny na przejście z jednego do drugiego samolotu. Najdziwniejsze, że kazano Jaju czekać, nie chciano oddać bagażu ani przebukować samolotu, dopóki coś w systemie się nie zmieni. Powtarzano, że za chwilę, a chwile ciągnęły się w godzinach. Ponadto na lotnisku nie było nic napisane, ile opóźnienia i czy w ogóle samolot poleci. Wszystko ogłaszano przez megafon.

– To ja bym tam siedziała i płakała, bo niewiele bym rozumiała – mówię. I już oczyma wyobraźni widzę, jakby musieli mnie na tym lotnisku unieszkodliwić, bo pewnie panika by mnie dopadła i zmusiła do szaleństwa.

– Ja też ryczałam na całego – odpowiada Jajo i się śmieje. – Nie byłam w stanie opanować płaczu, ale znałam swoje prawa i wiedziałam, na co nie muszę się zgadzać. Najgorzej mieli ludzie nieznający języka. – Później tłumaczy, że każdy tam dostał kartkę ze swoimi prawami i obowiązkami, więc wszystko dokładnie Jajo przestudiowało, by wiedzieć, na co może sobie pozwolić. Rozsądne, muszę przyznać.

Potem opowiadało o Ukrainkach, które mówiły Kali jeść, Kali pić i nie rozumiały komunikatów w języku angielskim, więc Jajo powoli, trochę na migi, im tłumaczyło.

– Rany, to ty tam głodna siedziałaś – martwię się.

– Dawali jakieś przekąski – odpowiada Jajo i po chwili z dumą dodaje: – Ale żadnej nie wzięłam, tylko mordowałam wszystkich wzrokiem.

– No, brawo – śmieję się. – Na pewno było im przykro, że nie jesz.

Wreszcie interwencja mamy jej chłopaka poskutkowała. W ruch poszedł menager lotniska i udało się przebukować lot, w dodatku nagle można było Jaju oddać też bagaż. I moje malutkie Jajo wreszcie mogło dwa dni później wystartować i zdążyć na przesiadkę w Niemczech. Przygód jednak nie koniec, bo oczywiście samolot doleciał do nas z opóźnieniem. I kiedy już nieźle się niecierpliwiliśmy, patrzymy, drzwi się otwierają. Już widzę uśmiechnięte Jajo… Gdy nagle celnicy paluszkami kiwają i zabierają Jajo sprzed samego wyjścia na osobistą. No nie! Już było, już witało się z gąską (czytaj: Kurą) i cofnięte. Na szczęście nie trwało to długo, oddano mi Jajeczko, całe, zdrowe i niepotłuczone.

A dla mnie jest ważny wniosek: trzeba intensywniej uczyć się języka.

16 myśli na “Jak Jajo nie mogło wylecieć…”

  1. Po całych przygodach przelotowych to Jajo po prostu tę osobistą na klatę przyjęło, pewnie bardziej Ty sama się nią denerwowałaś. No, ale już w kraju jest i do następnego razu możesz spać spokojnie Kurko 🙂 🙂

  2. Jak człowiek w nerwach to mu i dobra znajomość języka nie pomoże, bo stres się na mózg rzuca. Jajo trzeba przyznać się zachowało godnie i rozsądnie. Jakby była z niej jaka celebrytka to zrobiłaby awanturę na czternaście fajerek, a tak tylko wymordowała wzrokiem obsługę 🙂 Jakieś opowieści amerykańskie będą skoro już dofrunęła szczęśliwie?

    1. Teraz Jajo mi cenzuruje, co mogę napisać, a co nie, ale pewnie jakaś amerykańska opowieść będzie. Cud, że o Jaju w TV nie powiedziano, w końcu to cała obsługa lotniska padła pod morderczym spojrzeniem. 🙂 😉

  3. Kuro droga, na początku tego roku wracaliśmy ze Stanów do Polski. Nasz lot był opóźniony o jakieś 4 godziny, co poskutkowało oczywiście tym, że nie zdążyliśmy w Niemczech na przesiadkę. Bez problemu przebukowali nam lot na jakiś tam następny i szczęśliwie dolecieliśmy, tyle że z tym parogodzinnym opóźnieniem.
    Jakoś wiosną rzuciła mi się w oczy na facebooku reklama firmy, która oferowała pomoc w uzyskaniu odszkodowania, jeśli lot był opóźniony więcej, niż trzy godziny. Nie piszę tu tego broń Boże, żeby tą firmę reklamować, ale może Twojemu Jaju też się takie odszkodowanie należy? My odzyskaliśmy prawie całą cenę biletów (pomimo, że oczywiście ta firma pobrała sobie 25% prowizji, więc niemało). Czułam się wtedy, jakbym wygrała w totolotka 🙂
    My im to zleciliśmy, ale pewnie jak ktoś ma czas i jest biegły w tych sprawach, to uzyska takie odszkodowanie samemu, nie musząc się nim z nikim dzielić 🙂 Tylko trzeba wiedzieć, jakie się ma prawa.
    Aha, ta firma się nazywa airhelp 🙂

    1. Moje Jajo oczywiście też wpadło na ten pomysł, nawet się odgrażało, że ich pozwie, ale dokładnie przeczytało swoje prawa i w jej przypadku się nie należy, bo jej też chcieli przebukować w Niemczech, tylko że jej lot był ostatnim tego dnia, więc musiałaby czekać do następnego dnia. Oczywiście zaoferowano hotel (opłacony), ale nie było gwarancji, czy będzie na lotnisku. Dlatego przebukowała się na lot za dwa dni, bo pogoda już wtedy miała być spokojna (i była).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *