Żelazna Babcia czy szop pracz?

W środę byłam z Babcią w poradni ortopedycznej. Wypadł akurat czas kontroli. O tyle dobrze, że mamy zawsze zamówiony transport medyczny i nie ma problemów z dotarciem. Jednak to dla mnie nerwowy dzień. Nie ukrywam, że mordercze żądze się budzą.

Wizyta na 11.40. Babcia jednak w pełnej gotowości od 8.30. W dodatku co chwilę mnie pogania, że mam dzwonić na pogotowie i pospieszyć karetkę. To jeden z tych dni, kiedy dla Babci jestem debilem roku. Nic nie umiem załatwić. Nawet tego, żeby wcześniej nas zawieziono do lekarza. Ba! Karetka przyjeżdża dopiero o 12. O czym to świadczy? O tym, że jej wnuczka to ostatnia sierota.

– Babciu, karetka musi ratować ludzkie życie, to nie taksówka – tłumaczę. – A ty nie jesteś pępkiem świata, inni ludzie też chorują.

– Co ty mi tu gadasz?! Jakbyś zadzwoniła, popłakała w słuchawkę, to przyjechaliby wcześniej.

Zgrzytam zębami, ale nie daję się sprowokować.

W szpitalu nagle staję się niepotrzebnym dodatkiem do wózka inwalidzkiego, Babci i ratowniczki medycznej. Babcia wszystko konsultuje z ratowniczką, a powtarzającym się słowem staje się „załatwić”. Oczywiste jest, że ratownicy przyspieszają przyjęcie takiego pacjenta, ale Babcia woli jeszcze postękać. I to wcale tego dnia nie jest najzabawniejsze, bo do tego w sumie przywykłam. Najlepsze zaczyna się po prześwietleniu i “oględzinach” lekarskich. Ortopeda dwa razy zapytał mnie, ile babcia ma lat. Sprawdzał dokładnie jej stawy, stopy, rękę itp. Na koniec ze zdumieniem stwierdził, że nie sądził, że w tym wieku tak ładnie się wszystko zasklepi.

– To jest żelazna Babcia – stwierdził z podziwem. – Naprawdę żelazna.

– To raczej szop pracz – komentuję pod nosem. – Nie usiedzi w miejscu, ciągle sprząta.

– A to faktycznie szop pracz – potwierdza lekarz. Oczywiście zna takie typy.

Lekarz zalecił rehabilitację, zapisał co trzeba i pokazał Babci, jak ćwiczyć.

– No, to mi jutro rano przyniesiesz deskę do prasowania i pranie, to będę się rehabilitować porządnie, a nie machać grabiami po próżnicy.

I następnego dnia babcia wyprasowała swoją pościel. Weszła też po schodach do mnie na górę, śmiejąc się, że ona już z chodzikiem nie będzie chodzić, tylko o kuli. Taka jest żelazna!

No… A ja mam jakieś nieodparte wrażenie, że z ortopedą się jeszcze zobaczę.

29 myśli na “Żelazna Babcia czy szop pracz?”

  1. No…w takich chwilach też miałabym instynkt mordercy 🙂 .Anka-nawet tak nie myśl!!!A kysz!!!Chociaż jak będzie tak szalała i nie dopuści….Oby jednak nic się nie stało…

  2. No nudy nie masz 🙂 Ja babcię trochę rozumiem, bo też nie lubię robić czegoś bez sensu. Skoro prasowanie takie rehabilitujące to u mnie stanęłaby na nogi w tydzień 🙂

    1. Babcia w ogóle nie wierzy w rehabilitację. Przychodzi pani do ćwiczeń, a babcia niestety się z niej śmieje. Wszystko wie najlepiej. Uparta jak osioł.

  3. Gdyby było bliżej to może udałoby się wypożyczać Babcię do prasowania ? 😉 Nienawidzę prasować, więc… każda chętna osoba urasta w moich oczach do miana Herosa

    A tam, że zaraz znowu jeszcze z ortopedą się spotkasz – może i tak, w takim centrum handlowym na “dzień dobry” i wymianę uśmiechu, kto wie – może zapyta co tam u Żelaznego Szopa Pracza 😉 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Bardzo podoba mi się Żelazny Szop Pracz. 🙂 🙂
      Ja też nie lubię prasować, ale jak pracuję, a zza ściany słyszę, jak babcia podczas tego prasowania stęka i narzeka, że ją wszystko boli, to już mam wrażenie, że to masochizm, ale ona nie da sobie wyrwać żelazka. Trzyma je w swoim pokoju! 🙂

      1. Odebranie Twojej Babci żelazka byłoby pewnie jednakową zbrodnią, jak odebranie mojej Mamie mopa… mniej się jednak człowiek nasłucha słuchając stękania niż biadolenia o odebranie jednej z ważnych sfer życia.

        (Ostatnio, w poprzedni weekend, moją Mamę dopadł wirus jakiś i leżała bo nie miała sił wstać, ale cały czas słyszałyśmy z siostrą, że ona zaraz wstaje bo podłogi brudne i… cóż, oczywiście, że umyłyśmy te podłogi, bo czemu by nie, ale… to nie było tak jak ona, i było sama nie wiem jakie, w każdym razie, w poniedziałek popołudniu, jak się jej udało wstać, to … wzięła się za mycie podłóg.)

      1. No cos Ty? A na co wtedy narzekac? Najlepiej nie dac sobie pomoc a potem narzekac jakie to młode pokolenie niedobre, człowiek sobie żyły wypruwa a oni niedoceniają?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *