Rozczochrane myśli

Znacie takie powiedzenie, że gdy głowa siwieje, to inna część ciała szaleje? Chyba mnie dopadło. Normalnie Sodoma i Gomora, rozpusta w biały dzień.

Pojechaliśmy ze Sławkiem nad nasze ulubione rozlewisko. Zwykle siadamy nad brzegiem i obserwujemy. Niewiele mówimy, ale dopiero po tym, jak się wygadam i opowiem o nowych pomysłach na książki, nowych bohaterach itp. Sławek cierpliwie słucha, czasami coś doradzi, ale jak już się wygadamy, to wtedy zapada długie milczenie, bo rozpoczyna się „polowanie” na ptaki (o ile już wszystkie nie odleciały spłoszone moim gadaniem). No, ale wypatruję wspólnie ze Sławkiem i czasami nawet uda mi się coś dostrzec jako pierwszej. Cieszę się, kiedy udaje mu się „strzelić” ptaszka. Wiadomo jednak, że moja cierpliwość ma granice i to bardzo wyraźnie wyznaczone.

– Długo jeszcze? – ja.

– Muszę jeszcze dorwać zimorodka – on.

– Masz już jednego – znów ja.

– No to innego ptaszka – znów on. I wtedy nagle mi się zapala coś we łbie. Ptaszek to mi się od razu kojarzy w tej mojej rozczochranej z takim jednym nielotem.

– Ptaszka to ja ci mogę sfotografować – chichram się – w domu…

Sławek uśmiecha się pod nosem. Potem pyta, czy mógłby wtedy wrzucić go na FB. Rechoczemy. Nie muszę chyba pisać, że już w swojej wyobraźni wszystko to widzę. Cały kalejdoskop ujęć mam w rozczochranej. Różne konfiguracje. A Sławek w tym czasie lata po krzakach.

– O, to jeszcze tę pałkę zrobię – mówi.

– Pałkę? – znów ja i parskam śmiechem. Oczywiście nie mam na myśli pałek wodnych, co ma Sławek, nie wiem, ale na zdjęciu oczywiście jest ta bardzo przyzwoita:

pałka

30 myśli na “Rozczochrane myśli”

  1. Hi, hi ale zdjecia by były…. Aniu życze Wam abyscie zawsze mieli “apetyt” na siebie! Chyba wyjazd rocznicowy dobrze Wam zrobił!

  2. Oj Aniu, znam taką jedną osobiście szaloną inaczej 🙂 I na dodatek muszę z nią codziennie przebywać 🙂
    Życzę wam abyście zawsze byli tacy szczęśliwi i nienasyceni sobą jak w tej chwili :* tekst pierwsza klasa 🙂

  3. Wcześniej by mi nigdy do głowy nie przyszło,że moje skojarzenia z walki o upieczenie fajnych bezów, może mieć coś wspólnego z pałeczką czy kuleczką jak kto woli a jednak i pozwolę sobie przytoczyć moje spostrzeżenie. Okazuje się ,że bicie piany na bezy musi mieć swój czas. Nie można przedobrzyć bo wtedy cała praca na marne i przy ostatniej, udanej (hurrrra) zrobienia tego ciastka, ubijając pomyślałam ,że kochanie też musi mieć swój czas bo jak się przedobrzy wtedy…kicha.Nieporadnie ale jeden komentarz pod dwie notki…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *