To, co zobaczyłam…

Nie! Nie! Nie!

Taki bunt się we mnie odezwał. Wczoraj miałam trochę więcej czasu, w ogóle weekend był (o, dziwo!) luźniejszy. Tylko że taka większa ilość czasu poskutkowała frustracją i załamaniem. Spojrzałam w lustro. Tak! W dodatku po kąpieli naciągnęłam na siebie luźne spodnie, które mi tak lekko zwisły pod brzuchem. I tu nastąpił szok, zawał serca, a potem długo musiałam się reanimować. W zasadzie do tej pory chyba jeszcze mam ten obraz przed oczyma. I wierzcie mi, to może być całkiem niezła scena do horroru.

I postanowiłam. Od teraz, od tej sekundy zero słodyczy i zero chleba. Koniec. Schluss, skończyło się. Czas zrobić sobie detoks, bo inaczej lustro mnie niedługo nie obejmie.

Ja wiem, że podczas ważenia, to zawsze gacie z betonu… Kiepska wymówka. Ciężkie plomby w zębach… odpadają. Nie pomogło też naklejanie na wyświetlacz zafałszowanego wyniku. Tak, nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu. Każdy ostatni odczyt wagi był sfałszowany. Niestety na lustro nie dało się nic nakleić, chyba że zdjęcie wieloryba albo morświna. Wtedy jednak zawał byłby tak skuteczny, że żadna reanimacja by nie pomogła.

Ale wiadomo, że człowiekowi zawsze wiatr w oczy. Niedługo po moim postanowieniu, że zero cukru, poszłam robić Babci kolację. Ona zawsze słodzi herbatę, więc wrzuciłam jej jedną łyżeczkę. Ku mojemu zaskoczeniu to moja herbata była słodka! Pomyliłam kubki!!! Podświadomość więc walczy. Zawzięta cholera. Ale przecież nie poddam się. Plan jest taki, że detoks trwać będzie do końca sierpnia. Małymi kroczkami, bo nie ma co zakładać, że zaraz zmienię tryb życia itd. Znam siebie nie od dziś, więc nie ma co przesadzać. Plan obejmujący kilka tygodni i tak jest BARDZO ambitny. Sami przyznajcie.

A teraz upoważniam Was, a nawet zobowiązuję do odpytywania mnie z postanowienia. Wiecie, wstyd będzie przed Wami, jeżeli się złamię. Pozwolę wtedy dokonać publicznej chłosty na moim ciele. Może wtedy głupotę da się wybić. Bo że to głupota i bezmyślność, by taki bandzioch sobie wyhodować, to pewna pewność. I nie krępujcie się, pytajcie, grzmijcie, walcie w durny kurzy łeb!

Aha, a gdyby ktoś miał sposób na to, jak sobie radzić z cukrowym głodem, to też bardzo poproszę. Bo, że taki głodek mnie dopadnie, to pewne jak dwa razy dwa jest cztery.

39 myśli na “To, co zobaczyłam…”

  1. Aniu walczę z tym głodem z powodzeniem. Nie zakładam, że nigdy, że na zawsze… Nie jem słodkiego od pn-pt i nagradzam się czymś słodkim w weekend. Pomaga. Waga się zlitowała i trzyma fason. Gdy najdzie mnie ochota w tygodniu to np placuszki jabłkowo-bananowe zrobię na obiad (3 banany, 1 duże jabłko, mały jogurt naturalny, troszkę mąki i odrobina proszku do pieczenia). To porcja na 4 osoby 🙂 Przy mocny głodzie owoc suszony pomaga.
    Powodzenia

  2. Powodzenia, ale, ale (!) trichę więcej bycia dla siebie dobrym! Tolerancja i akceptacja samego siebie jest bardzo porządana! Łatwiej chyba walczyć o siebie niż z sobą. 😉 tylko bez oszustw ;p

  3. Sorry Ania, ale od cukru nie uciekniesz – po prostu sobie to uświadom. Jest wszędzie i we wszystkim. Nawet w wędlinach.

    Nie oszukujmy się, wiek też robi swoje.

    Metoda – ruch, ruch, ruch, woda (ale nie koniecznie sama, tylko z miętą, cytryną, imbirem), opanować i spacyfikować cukier i wyeliminować gdzie się da (żadnych produktów light – zawierają może mniej tłuszczu, ale więcej chemii i więcej cukrów i słodzików), żadnych gotowców, żadnych mrożonek (chyba, że te, które sama przygotujesz). Jedzenie jak najmniej przetworzone. Nabiał – żadne duże firmy, tylko lokalne produkty, z jak najkrótszymi terminami przydatności. Pieczywo to nie tylko chleb… to też, w pewnym sensie, makarony…

    Do tego – sprawdzić, czy przypadkiem w jelitkach nie rozmnożyła się ponad miarę choćby niejaka candida lub inne jej koleżanki bytujące w jelitach (zwłaszcza, że jadłaś dłuższy czas antybiotyki w ubiegłym roku i to silne, więc mogły się grzyby jelitkowe rozrosnąć pomimo probiotyków).

    Szczerze – jak mi zaczął objaśniać różne rzeczy jeden medyk, to po 5 minutach opadła mi szczęka, a po 10 się wyłączyłam.

    1. Ech, ja na pewno mam źle ustawione hormony, lekarka mi je zmienia dopiero. Ruch jest, bo przecież ja już od początku sezonu przejechałam 800 km. Light w ogóle nie kupuję, mrożonek gotowych też, mam swoje. Makaronów praktycznie nie jadamy. Ale ja wiem, że za dużo słodkiego. Wiem i przyznaję. 🙂

      1. To myślę, że dopóki nie uregulujesz hormonów możesz mieć problem z wyświetlaczem na wadze. Ograniczenie cukru na pewno Ci nie zaszkodzi, ale może okazać się, że na niewiele zda. Hormony potrafią spowodować, że nawet od patrzenia na jedzenie się tyje.
        Co do ruchu to niestety tylko systematyczność daje najlepsze rezultaty. Miminum pół godziny codziennie. Z najbardziej dostępnych treningów bieganie i szybki marsz są najbardziej efektywne. Myślę również, że sporo dołożył Ci się ostatnio stres. On nie pomaga, szczególnie jeśli się go zajada …

        1. Niestety wiem, tylko problem polega na tym, że mam wizytę do endo dopiero we wrześniu i lekarka wtedy sprawdzi, czy wprowadzona zmiana jest dobra, czy kombinujemy dalej. 🙂 A bieganie to u mnie odpada. Próbowałam. Nie lubię, nie chcę i nie będę. Rower jest najlepszy. Co prawda z powodu ostatniej sytuacji nie udaje mi się jeździć codziennie, ale myślę, że powoli uda się to znów uregulować. 🙂 Póki co, mam jeszcze hula-hop. Muszę tylko popracować nad systematycznością. 🙂

  4. jedna rzecz jeszcze – przez kilka tygodni żadnego dosładzania niczym, zero słodzików, zero miodu, zero stewi… zero czegokolwiek co jest cukrem, poza owocami… i to tymi pestkowymi (morele, śliwki itp. … ) i dużooo marchewek, (owoce i marchewka też zawierają cukier, tyle, że dodatkowo mają jeszcze np. witaminy i błonnik) … co ciekawe, niekoniecznie musisz bardzo unikać tłuszczy – jeśli nie są oczyszczane, chemicznie utwardzane, pochodzą z pierwszego przerobienia i są nierafinowane, to jak najbardziej możesz sobie na nie pozwalać. W brew pozorom nie tłuszcze nam szkodzą, a właśnie cukier.

    1. Ale ja w ogóle niczego nie słodzę, ani herbaty, ani kawy, bo po prostu nie lubię w takie wersji słodkości. 🙂 Na marchewki się muszę przerzucić, bo już właśnie poczytałam, że to dobry sposób. 🙂 No właśnie, o tłuszczach też czytałam. 🙂

  5. P. ANIU słodkiego cukru na co dzień nie używam, czasem zjem gorzka czekoladę. Najlepsze na początek zapijać wodą kaca cukrowego 🙂 nawet jakby na przymus i uszami miała wychodzić. Tydzień i będzie łatwiej i lepiej. Trzymam mocno kciuki!!
    PS. Juz po 7-10 dniach poczuje pani rróżnicę w smaku innych potraw i napojów.

    1. Kiedyś taki detoks sobie robiłam. Pamiętam, że trzy miesiące wytrzymałam i faktycznie inaczej wszystko smakowało, ale najtrudniejszy jest niestety pierwszy tydzień. Woda to dobre rozwiązanie. 🙂 Dziękuję 🙂

  6. Nie będe cię pilnować 🙂
    Kocham słodycze i nie odmówię ich ani sobie ani komuś innemu, no chyba, że to jakiś skrajny przypadek, ale ty do takich nie należysz!
    Jeździsz naprawdę dużo na rowerze, chcesz sobie jeszcze słodkiej przyjemności odmawiać? 🙂
    PS na szczupłe uda polecam rolki 🙂

  7. Cukier też jest organizmowi potrzebny. Ni trzeba walczyć, jeno ograniczyć do minimum. Wówczas podświadomość odpuści.

  8. No ja nie pomogę. Jestem z tych, którzy potrafią godzinę katować się na rowerze żeby potem zjeść tabliczkę czekolady 🙂 Na dowód skutkiem Twojego wpisu ugotowałam zupę z cukinii w wersji bardzo fit i upiekłam tartę na czekoladowym spodzie z mascarpone, bitą śmietaną i malinami – bardzo tuczącą. Równowaga musi być 🙂 Na głód słodyczowy bardzo pomagają owoce (także suszone) tak że masz łatwiej bo dobry sezon, tylko nie jedz ich wieczorem. Trzymam kciuki i zalecam więcej autotolerancji. Chuda kura nawet do rosołu się nie nadaje 🙂

  9. Powiem krótko-moja waga to świnia podła,w ogóle ze mną nie współpracuje .Jest podłą,nędzną żmiją i doprowadza mnie do czarnej rozpaczy,rzuca w otchłań depresji…Przez tą bezduszną cholerę makijaż z oczu często kończy mi się na brodzie…

  10. Kiedyś gdzieś wyczytałam że jak bardzo chce się słodkiego to trzeba wypić szklankę wody z cytryną – na otrzeźwienie 😉 I powiem że raczej działa. I mi czasem pomaga jak wczytam się w skład – zazwyczaj wszystkie E, tłuszcze palmowe i konserwanty mnie odstraszają. Ale sama chętnie dowiem się jaki jest skuteczny sposób na niejedzenie słodkiego 🙂 Powodzenia!

  11. Jak tak bardzo chcesz to Cię odpytam, nie mam problemu ze słodyczami, za to ogólnie lubię dobre jedzonko i to mnie gubi. Staram się przestawić na zielsko i nawet mi smakuje ale na krótko. Ech życie kobiety nie jest proste…

  12. Też miałam się odchudzać, ale jak, kiedy ja dopiero teraz, w wieku 25 lat odkryłam smak herbaty z miodem? 😀 I codziennie z cztery takie kubki wypijam, mniam!

  13. ~Antyterrorystka a wyobraź sobie, że PMS przychodzi co miesiąc na około 7-10 dni i tak przez 460 cykli! Nawet nie chce myśleć ile to może być dodatkowych kilogramów jeśli masz taki zwiększony apetyt na słodycze…:-) Na szczęście z PMS można walczyć i łagodzić jego objawy. Słyszałaś o leku Castagnus? To ziołowy lek zawierający wyciąg z niepokalanka mnisiego, który wpływa na równowagę hormonalną, w tym hamuje wydzielanie prolaktyny. Hormonu, który jest jednym z czynników odpowiedzialnych za wystąpienie objawów PMS. Porozmawiaj o tym ze swoim lekarzem. A tymczasem polecam Ci stronę http://www.castagnus.pl gdzie znajdziesz dużo ciekawych informacji na temat PMS jak i metod walki z nim.
    Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *