Zaczęłam nurkować

(Uwaga! Dzisiejszy wpis dla ludzi niewrażliwych na obrzydlistwa.)

Chyba muszę zostać w morskich klimatach. Nawet nie spodziewałam się, że kostka o zapachu bryzy morskiej będzie miała takie znaczenie w tym tygodniu. Nie dość, że pozwoliła poczuć się jak w hotelu klasy luks, to jeszcze była świetnym pretekstem do uśmiechu i kpiny.

Jednak okazuje się, że złośliwość przedmiotów martwych nie zna granic. I nawet nie wyobrażacie sobie, co taka kostka może zrobić.

Z wiadomych względów akcja musiała rozegrać się w toalecie. Zauważyłam, że wczoraj w babcinej łazience w muszli woda się zbiera i nie spływa.

– Babciu, co wrzuciłaś do toalety? – pytam. – Masz kibelek zapchany.

– Nic. Ja nic nie wrzuciłam, tylko kupę zrobiłam.

– No, ale to niemożliwe, żeby tak się zapchało.

– Ale ona twarda była – mówi, a ja zachowuję stoicki spokój. (Już prawie mistrzem jestem).

– Musiałaby być z kamienia – dopowiadam. A seniorka na mnie nagle wybałusza oczy i mówi:

– A sprawdź, czy kostka wisi.

Idę więc sprawdzić, ale już wiem, co zobaczę. Nie ma kostki w plastikowym koszyczku. Popłynęła w siną dal. Odbiła sobie za te złośliwości o bryzie morskiej. Zapragnęła wpaść do morza i przekonać się osobiście, jak tam jest. Dzwonię do Sławka, streszczam przebieg „kataklizmu”. Słyszę, że mam wsadzić rękę w otchłań muszli i wyciągnąć. Bleeeee! Oczywiście nie napiszę Wam, co widzę oczyma wyobraźni i na co trafiam tam ręką. Kombinuję inaczej. Idę do piwnicy, szukam jakiegoś drutu, wyginam haczyk i opracowuję strategię. Potem wchodzę do łazienki, wciągam rękawice i dawaj grzebać we wnętrznościach muszli. Nie idzie za cholerę. Zostaje plan Sławka. Zanurzam rękę, robiąc przy tym bleeee. Poznaję kształt muszli i już wiem, dlaczego drutem nie da rady, a ręką tym bardziej. Trzeba będzie wezwać fachowca.

Idę następnie zdać relację babci.

– Nie ma kibelka – informuję ją. – Musisz iść do innej toalety.

– Ale ja tamtej nie lubię.

Kategorycznie więc jeszcze raz zakazuję. Babcia ma się tylko tam umyć, a wodę wylewać wyłącznie do wanny. Idę po godzinie zrobić rekonesans. Ups. Umywalka wyrwana, zapadnięta w szafkę. Idę do babci i znów kazanie:

– Nie możesz ciągnąć do siebie umywalki, bo wyrwiesz ją z rurami, spowodujesz powódź i albo utoniesz, albo zginiesz pod wpływem uderzenia.

– Cooo?

Jeszcze raz tłumaczę. Babcia się oczywiście zaklina, że to nie ona, że to musiał być kto inny. Tłumaczę więc ze stoickim spokojem, że nasza łazienka jest na górze i z jej nie korzystamy. Ba! Nawet Nutuś tam nie wchodzi. Nikt się też do nas nie włamał, by wyrwać umywalkę. A ja wchodzę tam tylko wtedy, by jej pomóc albo posprzątać, albo sobie ponurkować.

I takim sposobem do zapachu bryzy morskiej, szumu muszli mogę dorzucić nurkowanie w poszukiwaniu „rafy koralowej”. Takie mi babcia zafundowała wczasy. A ja jej za to w zamian zastrzyk w brzuch! A co?!

 

28 myśli na “Zaczęłam nurkować”

  1. a tam, bo oni teraz, te majstry, to takie papierowe mocowania do wszystkiego dają… nie to co kiedyś… 30 cm śruby – taka umywalkę wyrwać ze ściany to było coś , a nawet COŚ 🙂 😉

  2. Hmmm…zastanawiam się Aniu,jak można urwać umywalkę…?Moja i tak bogata wyobraźnia,nie daje rady żeby zobrazować tą sytuację 🙂 .Babcia to normalnie niezły kombinator 🙂

    1. Całkiem jej nie wyrwała, bo osunęła się na szafkę i wpadła bokiem do środka, lekko na szczęście. Ale jakby szafka się rozjechała, toby na nogi jej poleciało.

  3. Wygląda na to że Babcia ilością poświęconych jej wpisów zdetronizuje Nutusia. On to chyba jakimś kocim zmysłem wyczuł już wcześniej i stąd ta niechęć do seniorki.

    1. I daliście radę go wyłowić? Hydraulik właśnie mi opowiadał o dziwnych rzeczach, które znajdowali w muszlach. 🙂 Nasza kostka to podobno mały pikuś.

  4. Też nam się przytrafila podobna sytuacja..
    niestety, nie było winnego. Poprosiłam znajomego i przyjechał z taką żmijką i przepchał tę oto kostkę. Masakra!
    Lepiej używać żelowych

Skomentuj ~Joanna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *