Sztuka kochania

Zanim dopadła mnie grypa, zdążyłam jeszcze pójść w zeszłym tygodniu do kina na „Sztukę kochania” (reż. Maria Sadowska). Bardzo chciałam obejrzeć ten film, ponieważ odezwał się we mnie sentyment za dawnymi laty. Pamiętam, jak w biblioteczce moich rodziców pojawił się tajemniczy wolumin w czerwonej okładce. Mieli wydanie dopiero z 1985 roku (premiera w 1978 r.). Miałam wtedy trzynaście lat, więc nie było takiej siły, która by mnie powstrzymała przed przeczytaniem tej książki. Pęd do wiedzy był u mnie tak silny, że wykradłam poradnik (kiedy rodzice już zdążyli się nim nacieszyć) i zaczęłam się edukować w odpowiednim kierunku. Pamiętam te wypieki na twarzy! A że był to okres burzy hormonów, więc łykało się literki z zachłannością. Przy obrazkach pamiętam konsternację, bo figury trzeba było sobie wyobrazić, czasami przekładając książkę na różne strony. Bo może błąd w druku i powinno być do góry nogami? I świat dorosłych jawił się przede mną jak istne zapasy. W dodatku czarno-białe.

Na film poszłam oczywiście też z wypiekami na twarzy. I przyznam, że bardzo mi się podobał. Gra aktorska Magdaleny Boczarskiej rewelacyjna!

Wiecie, co najbardziej mnie poruszyło? Przeniesienie w lata siedemdziesiąte (i rola kobiety). Trochę z tego czasu pamiętam, ale z perspektywy małego dziecka. Zafundowałam sobie jednak sentymentalną podróż (co nie znaczy, że chciałabym wrócić do PRL-u).

W niezwykle trudnej sytuacji była Wisłocka, bo śmiała być kobietą i śmiała mówić o seksie. Ba! Nie omijała tematu orgazmu, czym oczywiście wkurzała partię, bo jakże to w socjalistycznej Polsce takie bezeceństwa. Porządna kobieta miała zasiąść na traktorze albo robić w polu, a nie zajmować się głupotami. I w tym bardzo męskim świecie kobietom było zdecydowanie trudniej. Jedno jest jednak pewne, że gdy kobiety czegoś bardzo pragną i zjednoczą się w działaniu, to postawią na swoim. Jest w nas ogromna siła.

Są w filmie oczywiście sceny erotyczne, ale zrobione z niezwykłym smakiem.

Nie znałam wcześniej biografii Wisłockiej, więc jej życie mnie zaskoczyło. Ciekawy człowiek.

A słowa, które utkwiły mi w pamięci:

− Skąd pan jesteś?

− Z Warszawy.

− Z waginy pan jesteś!

Oglądaliście? Jeżeli nie, to szczerze polecam. A jeżeli tak, podzielcie się wrażeniami. Jestem bardzo ciekawa, jak odebraliście film.

28 myśli na “Sztuka kochania”

    1. Właśnie! Tyle wydawać by się mogło sprzeczności w tej kobiecie. Z jednej strony niezwykle wrażliwa, z drugiej, jak przywaliła z grubej rury, to nikt by tego lepiej nie zrobił.

  1. Ja Panią uwielbiam. Czytam od niedawna ale czuję, że znam od lat. Nie czytałam jeszcze Pani książek, kończę “Notebook” i “zabieram się za Panią”.

  2. wybieram się na ten film i wybrać nie mogę 😉 i doskonale pamiętam pierwsze czytanie “sztuki kochania”. chociaż pamiętam, że wielu sądziło, iż jest to typowo kobiece czytadło, a przedstawione w nim sposoby uprzyjemnienia/urozmaicenia “wyczynów” w alkowie, było postrzegane jako fanaberie znudzonych gospodyń domowych 😉

    1. Bo to niestety jeszcze te czasy, kiedy o przyjemnościach kobiety niewiele się mówiło. I chyba właśnie na tym polegała moc tej książki. Zresztą cała sztuka polega na tym, by napisać tak, by trafiło to “pod strzechy”. Ja wychodzę z założenia, że czasami tymi “czytadłami” (pogardzanymi przez niektórych, bo przecież my wszyscy czytamy tylko literaturę wyższych lotów) można więcej zdziałać. 🙂

  3. Chce isc. Musze. Tez wykradalam “Sztuke…” i czytalismy na klatce schodowej z ekipa w ramach zajec dodatkowych. 🙂

  4. Też się wybieram z żoną na film.
    A tak na marginesie, kiedy w 1978 roku książka się ukazała, była nie tylko absolutnym hitem ale i wielką “narodową” wręcz senacją.
    Miałem ją tylko w ręku (bo w tamtych latach była trudna do zdobycia) i też byłem trochę zdumieny “oco ten szum”. Rozczarowywały właśnie małe czarno białe obrazki z których trudno było zorientować się, o co chodzi.
    A swoją drogą kiedy na przełomie lat 80-tych i 90-tych pracowałem w RFN, w mediach i kolorowych pismach (zwłaszcza kobiecych) “Frauenorgasmus” (czyli kobiecy orgazm) był tam tematem “dyżurnym” i wszyscy zastanawiali się jak go porawić, a więc nie powinniśmy mieć kompleksów, bo z tego co się zorientowałem i tam nie było z tym najlepiej.
    pozdrawiam

  5. Też się wybieram z żoną na film.
    A tak na marginesie, kiedy w 1978 roku książka się ukazała, była nie tylko absolutnym hitem ale i wielką „narodową” wręcz senacją.
    Miałem ją tylko w ręku (bo w tamtych latach była trudna do zdobycia) i też byłem trochę zdumieny „oco ten szum”. Rozczarowywały właśnie małe czarno białe obrazki z których trudno było zorientować się, o co chodzi.
    A swoją drogą kiedy na przełomie lat 80-tych i 90-tych pracowałem w RFN, w mediach i kolorowych pismach (zwłaszcza kobiecych) „Frauenorgasmus” (czyli kobiecy orgazm) był tam tematem „dyżurnym” i wszyscy zastanawiali się jak go porawić, a więc nie powinniśmy mieć kompleksów, bo z tego co się zorientowałem i tam nie było z tym najlepiej.
    pozdrawiam

  6. Wszyscy jesteśmy z waginy, każdy z innej i do dzisiaj jest wielu takich, którzy nie potrafią uszanować potęgi piękna.
    Wybieram się na film i jestem pewna, że się nie zawiodę.
    Pozdrawiam

  7. Widziałam na migawce właśnie tem moment: skąd jesteś?
    Z pewnością film obejrzę, ale jak zwykle z opóżnieniem. Dopiero co skończyłam “Belfra”.

  8. Zanim wybrałam się na ten film, poczytałam trochę o życiu P, Wisłockiej. Trzeba przyznać,że jak na tamte lata, to życie jej było bardzo kontrowersyjne i zaskakujące. Film bardzo mi się podobał. Mam też pierwsze wydanie “Sztuki kochania” , która kupiłam po tzw “znajomości-spod lady”.Film polecam.

  9. Czytałam trochę o samej Wisłockiej, w tym wywiad z jej córką i… Trochę mi jej żal. Okrutny ten motyw jej życia, dzieci, które udawały bliźniaki, nieszczęśliwa miłość… Kobieta silna i słaba jednocześnie.

  10. Wybieram się na film z ciekawości, bo książki “Sztuka Kochania” nie czytałam, interesuje mnie osoba Wisłockiej. Zwiastun zapowiada ciekawy film 🙂

  11. Niestety do kina nie pójdę. Młodzież znów chora a testy w najbliższym czasie, więc kisimy się w domu, leczymy i uważamy żeby nic nie załapać. Jak tylko będzie na płycie, muszę obejrzeć koniecznie 🙂

Pozostaw odpowiedź ~nieanielica Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *