Zima, zima, zima

Czas wrócić po długim weekendzie. Nie wiem, jak u Was, ale nas zasypało. Pisałam kiedyś, że zaklinamy pogodę, by spadł śnieg, by Jaja amerykański przyjaciel mógł zobaczyć na własne oczy biały puch. I tak wszyscy zaklinaliśmy i zaklinaliśmy, że wreszcie pogoda się zebrała i sypnęło (w ostatnim tygodniu pobytu chłopaka w Polsce). Tak nasypało, byśmy się nie powstydzili. Na bogato. U nas powyżej kolana, wszędzie zaspy, ale za to jest pięknie i czysto. Pod nogami skrzypi śnieg, a mróz szczypie w nos. Jak zima, to zima. Jajo, kiedy prosiło o śnieg, nie określiło ilości i mamy za wszystkie lata. Ponadto śnieg trochę źle wymierzył, bo spadł w tygodniu, gdy chłopak chorował, a ponadto miał odlatywać do siebie. I wtedy padł na nas blady strach, czy samolot w ogóle poleci. Na szczęście chłopak wyzdrowiał! To już było coś. Jajo okazało się dobrą pielęgniarką, ja trochę lepszą panikarą. No, ale wiadomo, że jak człowiek daleko, to mu wyobraźnia podpowiada różne najczarniejsze scenariusze. Samolot wyleciał nawet punktualnie, ale w Monachium (przesiadka) już były cztery godziny opóźnienia. Dzieciak jednak szczęśliwie dotarł do domu. Ufff!

zima1

A my oczywiście zostaliśmy z tym całym śniegiem. Korzystamy więc ze Sławkiem ze słonecznej i mroźnej pogody i przedzieramy się przez zaspy w poszukiwaniu pięknych widoków. Czujemy się jak na Syberii. W dodatku przedzieramy szlaki, wydeptujemy ścieżki. Kiedy wyruszamy z domu, Babcia patrzy na nas z politowaniem i robi palcem kółko na czole. Za to Nutuś od kilku dni wystawia tylko głowę i zaraz wraca. Zdecydowanie to białe coś zalegające wszędzie mu się nie podoba. Dopiero wczoraj, kiedy wreszcie odśnieżyliśmy taras i chodnik przy ogródku, zdecydował się na wyjście. Oczywiście tylko tam, gdzie odśnieżone. Stał jak sierota i analizował, jak tu skorzystać z toalety na świeżym powietrzu, by nie wdepnąć w śnieg. Myślał, myślał i wymyślił. Taras! Duży, przestronny i odśnieżony! Idealna kuweta.

 zima3

PS  A ktoś zrobił mi „psikusa” i nominował mnie… hm, aż trudno to napisać na kogo. (TUTAJ)

*

I jeszcze dwie fotki, bo trudno się oprzeć. 🙂

zima

zima4

28 myśli na “Zima, zima, zima”

  1. Ja zimy nie lubię a od spacerów dodatkowo w mieście odstrasza to czym oddychamy. Widać i czuć a jeszcze trochę i trzeba bedzie odgarniać żeby coś zobaczyć. Szkoda tylko, że zima jak z bajki a dzieci nie mogą z niej korzystać w pełni.

    1. To niestety fakt, że powietrze w mieście jest tragiczne, ale widzę, że dzieciom to kompletnie nie przeszkadza. Szaleją na górkach.

  2. U nas sypnęło na tyle, żebym mogła Potomstwo zabrać na sanki. Znaczy ja je do górki dociągnęłam, z górki zjeżdżały samodzielnie. Szkoda, że teraz choć zimno, to śnieg nie pada, bo ten co spadł to już się rozjeździł :/// Ale dobrze, że był 🙂

  3. U mnie też zasypało. Cieszyłem się, bo mogłem wreszcie pojechać na ulubiony, nieodśnieżany parking i trochę pozawijać d.*.pą auta na ręcznym ;-P. Ale tydzien wcześniej, w okolicach rekordów mrozowych, przy -23 nie odpalił ;-(. Nie ma jak spacerek pół godziny przy takim mrozie, heh…

      1. No widzisz, było, było… Ale wiesz co? Jak człowiek wyjdzie na taki mróz, na te -23, jak popatrzy do góry kark prawie łamiąc, zobaczy taki błękit, taki wiesz, mega_nieziemsko_błękitny błękit, ten, który wypełnia mózg jak słyszysz “błękit nieba”, zobaczy słońce, usłyszy pot butami skrzypiący śnieg i pełną piersią wciągnie w płuca takie mroźne powietrze, to… to jest kurde to coś, co sprawia, że ta zima taka jest kurde… no… piękna. Rację mam?

        1. Masz rację! Jak napadało śniegu, to my codziennie zaczęliśmy robić piesze wędrówki, przez zaspy, pola… A świat wokół taaaki piękny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *