Woskowy los

Jak lać coś w listopadzie, to tylko wosk. Laliśmy więc tradycyjnie jak co roku. Przy okazji sprawdziłam zeszłoroczne wróżby i co ciekawe, spełniło się w jednej trzeciej. To, co widziała moja rozczochrana wyobraźnia na figurze Jaja, spełniło się. A było „tfu, tfu”, kiedy kudłate myśli pognały w siną dal. Było. Ale wiadomo, co ma być, to będzie. I stało się. Zięć na horyzoncie.

W tym roku wróżyliśmy sobie we dwójkę. Oczywiście pod czujnym okiem Nutusia, bo jak coś się dzieje w domu, to kot zawsze jest na posterunku.

świnka

No… I co wyszło? Nie mam pojęcia. Widzę świnkę, dzika dokładnie. A to znaczy? Nie wiem, choć świnka kojarzy mi się oczywiście z kasą. Może to więc wreszcie ten rok, kiedy jakaś kasa popłynie niewielkim strumyczkiem. Nie znalazłam jednak nigdzie interpretacji świnki, za to dzikie zwierzę (a dzik to chyba dziki jest) znaczy jakąś rozpustę. A za rozpustę to ja dziękuję. Bo gdzie ja i rozpusta, nie? Sami powiedzcie. Wyklucza się, prawda? Prawda. Niech więc będzie świnka skarbonka. O!

liść

Na dodatek Sławek widzi u siebie owcę, a podobno owce to dostatek. Widzi też liścia, a liść to dobrobyt i dostatek. Nic innego więc nam nie pozostaje, jak czekać, aż nastanie ten rok mlekiem i miodem płynący. Czas najwyższy. I ja wtedy będę się w tym taplać niczym świnka. I pięknie będzie.

A Wy co widzicie? Widzicie coś sensownego w ogóle na tych naszych odlewach?

26 myśli na “Woskowy los”

  1. To Wam wróżba ma się spełnić, więc spostrzeżenia blogerów będą raczej mało przydatne. Interpretacje o śwince skarbonce, która w okolicach Mikołajek lub świąt oddaje się dzikiej rozpuście w towarzystwie owiec brzmi sensownie. Pozdrowienia.

  2. no na pierwszy zdjęciu… jak nic – świnka na miotle… a może na jakimś mopie parowym, nie wiem, na czym teraz świnki latają, albo przynajmniej siedzą, a ta ewidentnie coś ma między raciczkami… więc może Aniu jednak ta rozpusta… 😛 (tu wypadałoby zapytać Sławka, czy nie ma nic przeciwko takiemu obrotowi sprawy 😉 )

    Na drugim – liść klonu? Wybieracie się na jakieś wakacje do Kanady, albo coś? a może jednak do USA… a ten liść klonu to tak łatwiej do zinterpretowania jako podpowiedź do syropu klonowego… do pankejków… czyli podobno typowego amerykańskiego śniadania 😛 🙂

    1. A wiesz, że ja też liść klonu zauważyłam od razu? A nawet dostaliśmy ostatni od Jaja amerykańskiego przyjaciela syrop klonowy, więc tylko pankejki trzeba usmażyć. 🙂 🙂 Oczywiście przed śniadaniem musi być dzika noc. 😉 Ha, ha 🙂 🙂

      1. Czyli jedna wróżba sie spełniła – pankejki z syropem klonowym! To teraz tylko druga – tarzanie dzikiej świnki w kasiorce – wysyłaj kupony lotka!

        1. Ha, ha 🙂 Nie będziesz okropna, będziesz na pewno dobrą teściową. 🙂 A ja nie wiem, jaką będę, ale się postaram, choć z pewnością będę mieć czujne oko na zięcia. 🙂 😉 Ha, ha 🙂

  3. Kura – okręt pod pełnymi żaglami (czyli mocno niewspółczesny). Ewentualnie dzik, ale zdecydowanie NIE świnia.
    Mężuś – liść klonu. Taki jesienny, co już z drzewa spadł, więc momentami pokruszony.

  4. Ja tam na Twoim widzę sowę siedzącą na gałęzi, a na mężowskim – ślimaka pełznącego po trawie 😛

    co to może oznaczać, nie wiem, interpretacja dowolna 😉

  5. Na pierwszym zdjęciu – profil jakiegoś gościa z haczykowatym nosem i krzaczastymi brwiami. Na drugim – kobieta, która kończy wciągać spaghetti. Nie wiem co to może oznaczać….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *