Jak to z babcią bywa

Dziękuję Wam za to, że jesteście…

***

Babcia coś ostatnio źle się czuje. Kaszle. Poszłam więc do lekarza i zamówiłam wizytę domową. Bardziej dla spokoju ducha niż z potrzeby, bo babcia już postawiła sobie diagnozę. Stwierdziła zapalenie oskrzeli, bo tak jej podpowiedziała przez telefon siostrzenica. Próbowałam tłumaczyć, że raczej diagnoza przez telefon, w dodatku od kogoś, kto nie pracuje w służbie zdrowia, to kiepski pomysł, ale babcia uparła się, że jest ciężko chora i musi się ratować. Pomijam szczegół, że wszelkie gripexy zjada jak drażetki. Żadne tłumaczenia nie pomagają, że takie tabletki należy brać, kiedy naprawdę jest potrzeba.

– Chcecie się mnie pozbyć, dlatego mi zabraniacie łykać – odpowiedziała babcia i zażyła kolejną tableteczkę.

Poprosiłam, żeby przyszła do nas pani doktor i siłą swojego autorytetu przekonała babcię, że to nie cukierki i że lepiej jak będzie piła syrop, który jej zrobiłam na bazie miodu, cytryny, imbiru, rozmarynu i kurkumy.

Przyszła lekarka. Jej wizyta nie była krótka, bo babcia historię swojego kaszlu zaczęła od pobytu w więzieniu w czasie okupacji. Zanim więc doszła do teraźniejszości, trochę zeszło, ale pani doktor była cierpliwa. Obadała babcię dokładnie i stwierdziła, że płuca i oskrzela czyste, niepotrzebne są żadne poważne leki. I tu straciła wszelki autorytet u swojej pacjentki. Kiedy wyszła, a ja wróciłam z apteki z tabletkami na kaszel, babcia machnęła mi nimi przed nosem.

– To przecież bez recepty można kupić! Ale się wysiliła! Takie maleńkie tabletki! Ty! – krzyknęła nagle. – Tylko dziesięć w dodatku!

– Babciu, ale przecież nie chodzi o ilość ani tym bardziej o wielkość. Nic ci nie jest.

– Ja myślałam, że ona mi chociaż penicylinkę przepisze – stwierdziła wielce rozczarowana. Oczywiście tłumaczenia, że antybiotyku nie można sobie ot tak łykać, nie pomogły. Babcia z wizyty lekarskiej niezadowolona. Niezadowolona też z kartek świątecznych, które jej kupiłam. Wiedziałam, że lubi takie z elementami religijnymi, więc takie nabyłam, jednak okazało się, że za mało. Pokazuję więc jej moje, żeby sobie jeszcze coś wybrała.

– Zobacz, jakie ładne – mówię.

– Co ty mi tu jakieś barachło pokazujesz? Z jajkami?

– To nie jajka, to bombki – tłumaczę.

– A weź mi z tymi jajkami uciekaj, ja muszę mieć z boziulką.

Jutro więc muszę jej kupić odpowiednie, bo byle czym babcia się nie zadowali.

36 myśli na “Jak to z babcią bywa”

  1. 🙂 z tymi tabletkami to tak jak bym moją mamę widziała… zamiast przyczynę poszukać i leczyć, to ona sobie ibupromka weźmie i najlepiej jeszcze tego ibupromka zatoki bo i głowa przestanie boleć i ulży trochę na nodze (rwa kulszowa od zdeformowanego kręgosłupa)… Widać to łykanie tabletek jak cukierków to scheda tych co się urodzili przed dawno temu albo przynajmniej pół dawno temu czyli jakieś przed 1960 rokiem…

  2. Twoja Babcia jest taka sama jak moja prababcia… Wszystko wiedziała najlepiej i nikt nie był w stanie Jej niczego przetłumaczyć…
    To chyba przez ten wiek. Lidzie strasznie się uparci robią na starość.

  3. “Jej wizyta nie była krótka, bo babcia historię swojego kaszlu zaczęła od pobytu w więzieniu w czasie okupacji.” To mnie rozwaliło 🙂 Zauważyłam, że ludzie z wiekiem jakoś tak twardnieją, skupiają się mocno na sobie i robią się uparci niemożliwie. Za sukces należy uznać, że Babcia nie pogoniła tej lekarki z okrzykiem “zgiń, przepadnij i doucz się” 🙂 pozdrawiam ciepło i słonecznie bo jak się domyślam z nastrojem teraz u Ciebie kiepsko.

      1. Babcia wyrabia normę za cała rodzine! Bo statystyka zgadzać sie musi! No i oczywiście, że Babcia wie lepiej bo co Ty tam przeżyłaś – smarkula jesteś!

  4. Życzę świętej cierpliwości…
    Swoją drogą, sama trochę dziwnie się czuję, kiedy “przychodzi baba do lekarza”, a lekarz młodszy od baby 😉 I jak tu takiemu młodzikowi zaufać?
    U mnie w domu akurat jedno opakowanie paracetamolu wystarcza na rok (dla trzech osób), a dziecięce syropy przeciwbólowe muszę w końcu wyrzucać, bo parę miesięcy po otwarciu tracą ważność. Czyżby Twoja babcia wyrabiała normę i za nas?

    1. Babcia wyrabia chyba normę za kilka rodzin. 🙂 Opakowanie Apapu (100 tabletek) plus jeszcze jedno lub dwa opakowania “gipexów” wystarcza jej na miesiąc. 🙂 🙂

  5. Podziwiam, że ma Pani tyle cierpliwości do babci bo nie oszukujmy się mieszkanie z taką osobą na codzień do łatwych nie należy a i nie każdy potrafiłby to później w tak lekki sposób opowiadać. Dla nas babcia jest przezabawna ale to tak samo jak z dziećmi są słodkie ale czasem i ich mamy dosyć. Brawo Wy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *