Niedomówienia bez niedomówień

Właśnie mijają cztery lata, odkąd założyłam blog. Jego historię znacie, więc nie będę się powtarzać. Zaczęło się tak niedawno, a wydaje mi się, że mam to miejsce od zawsze. I Was znam jakby od zawsze…

We wtorek premiera „Niedomówień”. Już niedługo czas na urodzinowy konkurs, czekam jednak, aż chwycę książkę w dłonie. Już za kilka dni! Emocje są. Trema też. Pisałam na FB, że to tak jak przed wejściem na scenę. Potem, jak już słowa wybrzmią, jest łatwiej, ale premiera to zawsze stres.

W poniedziałek ogłoszę konkurs, a dzisiaj można przeczytać fragment „Niedomówień” (to fragment z tekstu, który był przed ostateczną korektą). Mam nadzieję, że Was zachęci i zainteresuje. To początek powieści.

Miłej lektury.

 ***

“-Janka! – Usłyszała nad sobą męski głos. – Wstawaj! Wyraz jej twarzy nagle się zmienił. Mężczyzna od kilku minut przyglądał się, jak kobieta rzuca się po łóżku i macha rękoma. Nawet próbowała go kilka razy kopnąć, jakby już świadoma, jakby poza snem. Siedział w kucki w nogach łóżka i spokojnie patrzył. Raz tylko wycelował w nią swoją piżamą, by wyrwać ją z drzemki. Przez chwilę miał też ochotę stanąć nad nią jak nad truchłem, bo przywoływała z zakamarków pamięci nieprzyjemny obraz. Matka leżała zwinięta jak ona. Zasłaniała rękoma głowę, a nad nią w rozkroku stał ojciec. Jak on wtedy nienawidził jej za tę bierność i poddaństwo! Nie zrobiła nic, by się podnieść, tylko bezwolnie leżała, oczekując na następne razy. Jednak wtedy już ich nie było. W zamian nastąpiła tylko chłosta śmiechem zaserwowana przez podpitego męża, który mógł odhaczyć kolejne zwycięstwo.

– Ożeż… – szepnęła, otwierając jedno oko i spoglądając na niego ze zdziwieniem. – Ale mnie łeb napieprza.

– Wstawaj, bo spóźnisz się do roboty – powiedział, nie ruszając się z miejsca. Coś wrogiego błysnęło w jego oku. Zapaliło się na chwilę i zgasło.

– Ale miałam dziwny sen…

– Chyba w nim grałaś w piłkę, bo rzucałaś się jak fryga.

Patrzył, jak się przeciąga. Nie miała kocich ruchów.

– Anioł mi się śnił.

– Tak? A co on takiego robił?

– Nic – rzuciła i wzruszyła ramionami, kiedy tylko usiadła na łóżku, opierając się plecami o ścianę. – Ale, ale… Śniło mi się, że napisałam książkę. – Spojrzała na szafkę nocną. Leżały tam jej notatki.

– Przecież piszesz – odparł, mocniej obejmując swoje kolana.

– No tak, piszę. Próbuję przynajmniej. – Nagle się zerwała.

– Nie ma co się pierdołami zajmować. Chodź! Jadłeś śniadanie? – rzuciła, szukając kapci pod łóżkiem. Czasami ktoś wsuwał je zbyt głęboko, choć starała się je ustawiać równo, by po przebudzeniu od razu w nie wskoczyć. Zaczynała podejrzewać, że Łukasz robi to złośliwie. Przesuwa je, by rano nie mogła ich znaleźć.

– Są z drugiej strony. – Zeskoczył z pościeli i po chwili podał jej kapcie.

No tak, ustawiła je, jak należy, ale z drugiej strony. Pewnie to on ją zdezorientował. Nie lubiła, gdy zostawał na noc. W ogóle przestawała go lubić. Nie chciała, by się tu zagnieżdżał. Na razie to był swobodny układ i on niby o tym wiedział, ale w każdej chwili mogło się to wyrwać spod kontroli, a wtedy wszystko by się skomplikowało. A tego sobie nie życzyła. Od kilku dni przymierzała się, by to skończyć, póki nie jest za późno, póki on nie przyniesie tu swoich gaci. Ponadto coraz częściej dostrzegała w nim jakiś niepokojący błysk. Zapalało się w jego oczach coś, co Łukasz starał się jak najszybciej stłumić, ale i tak wrażenia zawsze zostawały, powodując nieprzyjemne mrowienie pod czaszką.

Wsunęła kapcie. Spojrzała jeszcze na swoją niebieską flanelową piżamę. Zdecydowanie lepiej byłoby w jedwabiach.

– Jajecznica? – spytała.

– Tak. Jaja, kawa i spadam. – Cmoknął ją w policzek.

Odruchowo chciała się uchylić, ale nie zdążyła. Był zdecydowanie szybszy. Nie pozwolił jej zrobić uniku.

– Włącz ekspres, a ja wskoczę do wanny, bo mam wrażenie, że niezbyt ładnie pachnę.

Zniknęła za drzwiami łazienki, a on poczuł ulgę. Czasami nie wiedział, co robi źle. Dziwnie reagowała. I do tego ta jej wkurzająca niezależność. Początkowo mu to imponowało. Cieszył się, że nie było tradycyjnych rozmów o obrączce, pieluchach i tych innych pierdołach, o których kobiety zaczynały trajkotać już na trzeciej randce. Wtedy myślał, że to jej wiek, że może sobie już te głupoty wybiła z głowy. Jednak z czasem pojawiło się w niej coś, co go zaczynało drażnić. Nie potrafił tego nazwać, ale tłumaczył sobie, że może tak właśnie było w prawdziwym związku. Matka przecież też ciągle drażniła ojca. Gdyby nie ona, pewnie nie byłoby w domu awantur. A tak…

– Jeszcze nie wstawiłeś? – spytała, a on podskoczył wyrwany z zamyślenia, bo nie spodziewał się jej tak szybko w kuchni.

Stała przed nim w grubym szlafroku. Mokry kosmyk ciemnych włosów spadał jej na twarz. Ładna była. Miała w sobie jakąś siłę, która go przyciągała. I trzeba przyznać, że cudownie było mu z nią w łóżku. Inaczej niż z innymi kobietami.

– Już wstawiam – odparł. Sprawdził, czy w ekspresie jest woda, a potem go włączył. Wystawił z szafki ich ulubione kubki. Wiedział, z których lubiła pić. Bywał tu przecież od roku. Można było się wszystkiego nauczyć. A ile razy w ciągu tych trzystu sześćdziesięciu pięciu dni został na śniadanie? Dałoby się policzyć. Kolacje to co innego, jadali je razem często, ale śniadań nie. Te były zarezerwowane tylko na specjalne okazje. Obowiązywała niepisana umowa, że każde z nich nocuje w swoim łóżku. A on dzisiaj zdecydowanie nie miał ochoty wychodzić w środku nocy. Chciał zostać do rana. Przyjrzał się jej ukradkiem, czy aby nie jest zła. Złamał przecież ich umowę. Ona jednak wydawała się beztroska.

– Ze szczypiorem i szynką? – spytała.

– Może być.

Łukasz postawił na stole dwa kubki gorącej kawy. Pamiętał, że dziewczyna zawsze pije ją z cytryną. Dziwny zwyczaj, ale jeśli aż tak jej ta mikstura smakowała, to jej sprawa. Sobie dolał odrobinę mleka i wsypał dwie łyżeczki cukru. Białego. Na szczęście Janka nie należała do kobiet dbających o zdrowy tryb życia, więc zawsze miała pełną cukiernicę. Jadła słodycze, pizzę, golonkę, używała cukru i śmietany. Trzeba było przyznać, że mimo to jej sylwetka była nienaganna. Usiadł przy stole i czekał, aż ona poda jajecznicę. Matka zawsze podawała. Ojciec nie pozwalał Łukaszowi jej pomagać. Siedział więc jako kilkuletni chłopiec i wpatrywał się w blat stołu, nasłuchując każdego ruchu matki. Modlił się wtedy, by zrobiła to, jak należy. Najpierw ojciec dostawał swój talerz, który nie mógł zbyt głośno uderzyć w stół podczas stawiania. Pamiętał, jak matce drżała dłoń naznaczona fioletowym krwiakiem. Jajecznica musiała być odpowiednio ścięta. Potem dostawał on. Dokładnie taką samą porcję jak tata. Przecież był mężczyzną.

Ocknął się z natrętnego wspomnienia. Chleb stał już na środku zaraz obok maselniczki. Zdjął przykrywkę z masła. Żółta breja lekko się rozpływała. Ktoś ustawił naczynie tak, że trafiały w nie promienie słoneczne. Okna kuchni znajdowały się od wschodu. To tutaj rozpoczynał się dzień”.

okładka cała

36 myśli na “Niedomówienia bez niedomówień”

  1. Mniam 🙂
    Już nie mogę się doczekać, kiedy poczuję zapach farby drukarskiej i zabiorę Twoją książkę w długie, spokojne popołudnie pod ciepłym kocem 🙂 A nawiasem mówiąc, skuszona recenzjami, kupiłam w niedzielę w Empiku ” To się da “. I czytam zachłannie 🙂 Jesteś wielka 🙂 Uściski, Aniu 🙂 Miłego dnia 🙂

    1. Ha, ha 🙂 To zależy, bo u mnie kąpiel trwa szybko, nie lubię tak leżeć i leżeć, sprawia mi to przyjemność tylko przez chwilę. Za to u mojej córci… nie ma szans, by wyszła w ciągu godziny z łazienki. 🙂

    2. Mój mąż sie ostatnio tak zdziwił bo tez powiedziałam idę sie wykapać a wzięłam prysznic. No bo przecież myślałam idę sie wykapać pod prysznicem i dlaczego nie rozumiecie naszych skrótów myślowych – ha, ha.

  2. Czekam na ta ksiazke i na nastepna. I nastepna. Bo rosnie Twe mistrzostwo slowa i nie przestajesz zadziwiac. A poza tym mam wielka slabosc do Ciebie, Aniu 🙂 jak do Irvinga Kinga Plebanek Chmielewskiej Kundery etc …tak i do Ciebie.
    A ta ksiazka zaskoczysz.Milcze juz i czekam 🙂 pozdtawiam 🙂

  3. Aniu-To w takim razie składam życzenia urodzinowe!!!Najlepszego!!!Niech moc twórcza będzie z Tobą!!!
    Jeśli chodzi o książkę-to już nie mogę się doczekać.Znowu będę z nią gotować i….(No dobra,dalej pominę szczegóły haha)
    Ogólnie w tym tygodniu mnie nie było bo menda się zepsuła.Znaczy się karta graficzna w komputerze padła,wredna cholera.Wczoraj odebrałam z serwisu.A z mojej komórki to nawet nie da się Twojego bloga odszukać.Ale jestem już 🙂

  4. Wiesz, muszę to w końcu napisać: że Ci zazdroszczę tych książek wydanych :-). Że to fajnie straszne musi być, pójść do księgarni w ciemnych okularach i przeczytać na książce swoje imię i nazwisko. Ale to taka zazdrość pozytywna jest, gratulująco-dopingująca. Czyli po prostu: brawo Ty i powodzenia przy kolejnej ;).

    1. To prawda. To niezwykłe uczucie. I nawet nie zakładam ciemnych okularów, tylko z dumą przechadzam się pomiędzy półkami w poszukiwaniu swoich. 🙂 🙂
      Serdecznie dziękuję. 🙂

  5. I loved as much as you’ll receive carried out right here.
    The sketch is attractive, your authored material stylish.
    nonetheless, you command get got an edginess over that you wish be delivering the following.
    unwell unquestionably come further formerly
    again as exactly the same nearly a lot often inside case you
    shield this increase.

  6. Hi there! Quick question that’s entirely off topic.
    Do you know how to make your site mobile friendly?

    My site looks weird when viewing from my iphone. I’m trying to find a theme
    or plugin that might be able to fix this problem. If you
    have any recommendations, please share. Thanks!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *