Moje wariactwo

Ostatnio trenuję pewną sztukę, której nie powstydzę się nazwać głupią. Ale wiecie, jak to jest, czasami człowiek musi pewne rzeczy odreagować, tym bardziej jak cały dzień siedzi i skrobie.

Dwa albo czasami trzy razy w tygodniu jeżdżę rowerem na targowisko. I kiedy wracam (w trakcie jazdy już) wyciągam z kieszeni pilocik (bo takie maleństwo) od garażu, pstrykam, łapiąc zasięg i próbuję bez zatrzymywania, robienia dodatkowych kółek itp. wjechać rowerem do garażu. Myślę, że uprzedzę Wasze pytanie i od razu zaznaczę, że nie wiem, dlaczego to robię. Taka fantazja ułańska się we mnie odzywa. Dziadek był ułanem, więc może tak mi w genach się dostało, by gnać z powiewem we włosach nawet wprost do zaparkowania. Pech chce, że brama otwiera się baaaardzo powoli. Ha! W dodatku ma już odcisk mojej facjaty!

Pewnego dnia myślałam, że wreszcie się uda! Że tempo dopasowane, że bramę udało się stosunkowo wcześniej otworzyć i jadę pomalutku, jak żółw ociężale (czy jakoś tak). Brama się podnosi. Wymierzam. Na oko wystarczy się lekko tylko schylić. Jadę śmielej. I… oczywiście koło przednie wjeżdża. Kierownica również. Tylko rozczochrana odbija się lekko od bramy. A to głupi łeb! Nie zmieścił się!

Ale nie ma bata! Kiedyś wjadę. A lekkie wstrząsy łepetyny zakutej w kask zawsze się przydadzą. Może coś wreszcie przeskoczy na odpowiednie tory.

Rozumiem też, że nie tylko ja jestem specjalistką od tak genialnych eksperymentów. Rzućcie jakieś swoje pomysły, żeby człowiek nie myślał, że jest ostatni taki durnowaty.

0 myśli na “Moje wariactwo”

  1. To nawet mogłaby być fajna zabawa obserwować kolejne próby wjazdu. Ale aby Ci lepij szło to otwórz bramę pilotem , potem przejedź kawałek za dom , zawróć i wtedy z większą szybkością wjeżdżaj. ALE KASK KONIECZNIE. Następna powieśćpt.”Głową w bramę” lub”Impresje po wstrząśnieniu” to będzie bestseller

    1. Ha, ha 🙂 Właśnie nie chcę oszukiwać i objeżdżać domu (zresztą byłoby to trudne, musiałabym całą ulicę objechać). Ha, ha 🙂 🙂

  2. Głową bramy nie przebijesz! Bo tak to powiedzenie brzmi, prawda? ahaha…;/
    Ja kiedyś lubiłem wysiadać z autobusu bądź tramwaju w ostatnim momencie, jak już się drzwi zamykały. Tak ćwiczyłem refleks. Raz tylko dłoń została w pojeździe… na szczęście nie “odczepiła” się, a pojazd nie ruszył. heh Wtedy miałbym tak zwany trening na spalanie tłuszczyku.

  3. No cóż, gdybym wierzyła, że w ten sposób urozmaicasz sobie czas, to powiedziałabym “są rożne formy zboczeń”. Myślę jednak, że w niektórych postach Twoja wyobraźnia pisarska bierze górę nad rzeczywistością, bo nie chce mi się wierzyć, że ryzykujesz połamanie kończyn(w tym również tych, którymi zarabiasz) w zmaganiach z bramą. Pozdrawiam.

    1. Ha, ha 🙂 Niestety to prawda najprawdziwsza z prawd, ale to nie ryzyko, bo wjeżdżam bardzo, bardzo powoli, dając czas bramie, by się podniosła. 🙂 🙂 Ale nie wiem, dlaczego to robię. 🙂 To silniejsze ode mnie. 🙂

  4. niestety, jestem przyziemna w tej kwestii do bóli i… nie mam żadnych ułańskich pomysłów 🙁

    chyba, że załapię się do tego w kategorii “najpierw mówię – później myślę”, która czasami jednak się przedkłada na “najpierw działam – później myślę” 😉 … przy czym druga kategoria jest tylko złudzeniem, bo najpierw myślę, a później działam… tyle, że czasem to myślenie z wyrozumiałości i zacięcia markuję 😉

  5. Ha ha. Dobrze, że masz kask, bo jeszcze kilka takich manewrów i zaczęłabyś tworzyć bardzo skomplikowane dzieła. Ja doskonale rozumiem twe zamiary. Nie lubię robić pustych przebiegów. Taka matka Polka wielofunkcyjna. W efekcie brudna bielizna ląduje w śmietniku, a papiery w pralce, nalewam do kawy płyn zmywarkowy, a do zmywarki mleko. Czasem ręce się pokręcą. Pewnie dlatego, że twoją siostrą rozczochraną mnie okrzyknięto.

  6. Anka!Jak ja żałuję ,że nie jestem Twoją sąsiadką !Serio!Chyba żadnego Twojego powrotu do domku rowerem bym nie odpuściła 🙂
    Tak się zastanawiam,co ja głupiego robię.Po krótkim namyśle stwierdzam,bijąc się w piersi że prawie wszystko.

    1. Ha, ha 🙂 A wiesz, że zawsze rozważam, co na to sąsiedzi. Co prawda oni do piętnastej w robocie to w urzędach pracują, ponadto raczej nie poznaliby się na moim dowcipie i za wariata by mnie wzięli od razu. To chyba najpoważniejsi ludzie, jakich udało mi się tutaj spotkać. 🙂

        1. Ha, ha 🙂 Ja to robię, kiedy on jest w pracy. Ale zaskoczył mnie, bo ostatnio po naszej przejażdżce rowerowej, patrzę, co on robi, a on mój eksperyment przeprowadza. Też na to wpadł. 🙂 Chyba my nie jesteśmy za normalni. 🙂

  7. Kiedyś Indianie na koniach potrafili tak jeździć, że się przechylali na bok konia, żeby ktoś z drugiej strony nie mógł zobaczyć, że ktokolwiek konia dosiada. Czemuś wątpię, żeby na rowerze tak się udało… ale spróbuj, w końcu w kasku jeździsz. Tylko na wszelki wypadek ochraniacze na łokcie i kolana też włóż 😉

  8. Witam. Ja podobnie wjezdzalam do garażu tylko samochodem z bagażniki na narty na dachu. Skutki to dolny element bramy do wymiany bagażnik i uchwyty rylingowe. Pozdrawiam serdecznie. Czytam Pani blog od dawna. Pierwszy raz odwazam się dodać komentarz.

    1. Ha, ha 🙂 Ale mnie Pani rozbawiła. Oczyma wyobraźni zobaczyłam ten wjazd. 🙂 🙂
      Dziękuję za czytanie i zapraszam do komentowania. 🙂

Pozostaw odpowiedź anna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *