Eksperymentator

Ostatnio obejrzałam film, który wywarł na mnie spore wrażenie, więc postanowiłam się z Wami podzielić moimi refleksjami.

„Eksperymentator” (reż.: Michael Almereyda, 2015 r.) opowiada o psychologu Stanleyu Miligramie, który na początku lat sześćdziesiątych robił badania na temat posłuszeństwa wobec władzy. W eksperymentach badani wchodzili w rolę nauczycieli i za podanie przez ucznia (osobę podstawioną) nieodpowiedniej pary słów karali go porażeniem prądem. Byli w stu procentach przekonani, że naprawdę rażą prądem człowieka. Co najdziwniejsze, przebadano kilkaset osób, a tylko kilka z nich odważyło się sprzeciwić i przerwać eksperyment. Nikt jednak nie otworzył drzwi, za którymi znajdował się „uczeń”, by sprawdzić, czy żyje. Wykonywali rozkazy, kontynuowali eksperyment, choć płakali i bardzo nerwowo reagowali na to, że musieli krzywdzić drugiego człowieka (oczywiście były zimne wyjątki, które działały jak automaty).

Psycholog przeprowadzał badania, zastanawiając się między innymi nad tym, jak to możliwe, że w czasie wojny działy się tak okropne rzeczy. Jak można było między innymi stworzyć obozy koncentracyjne i znęcać się tam nad ludźmi? Zawsze jest to samo wytłumaczenie: Wykonuję rozkazy. Aha, jeszcze działa się dla dobra ludzkości, uczestnicząc w eksperymentach. Niby serce żal ściska, a jednak razi się „ucznia” kolejną dawką prądu.

Poruszyło mnie to. Nie wiem, jak bym się zachowała, czy umiałabym przestać, czy odważyłabym się zrobić coś wbrew rozkazowi. Nie wiem. Jednak to, co pokazał ten film na temat ludzkości, okazało się bardzo smutne.  Niby to wszystko wiem. Czytałam książki Hanny Arendt, czytałam dużo na temat Holocaustu, zachowania ludzi. Pamiętam „Rozmowy z katem”, w których Stroop też tłumaczył, że wykonywał rozkazy; był z jednej strony oprawcą, katem, z drugiej mężem i ojcem. To wszystko wiadomo, a jednak ciągle robi wrażenie, zmusza do myślenia nad naturą człowieka. I przyznam, że ta nasza natura potrafi budzić strach.

0 myśli na “Eksperymentator”

  1. Szczególnie gdy się ma niską samoocenę jest się podatnym na takie eksperymenty. Mało ludzi z charakterem jest w stanie obronić tych o słabym poczuciu własnej wartości przed zakusami brutali

    1. O to chodzi, że badano różnych ludzi. Na pewno ci z niską samooceną, niedowartościowani, ale też prości, prymitywni są bardziej podatni. O! Dziwo, ci pewni siebie, też robili to, co im kazano. Psycholog wybierał różnych ludzi. Na początku założył, że więcej musi być tych, którzy przerwą eksperyment. Był w szoku, jak badania wykazały co innego.

  2. Wiesz to mnie też zawsze zastanawiało: jak oprawcy potrafili mieć drugą, miłą naturę dla rodzin. Ale zło jest w człowieku, a ono nie wymaga niczego. Łatwo jest zatem ulec mu. Zwłaszcza gdy wokół jest przemoc i gwałt. Syndrom tłumu skłania do braku odpowiedzialności, bo przecież wszyscy tak robią. A ponadto sprzeciw kończył się śmiercią. Ze strachu ludzie wybierali posłuszeństwo. Jak zwierzęta.Tyle, że nie wiem który gatunek zwierzęcia byłby brutalniejszy od człowieka.
    Zastanawiające jest to jak w imię wiary i miłości Bożej oprawiało się ludzi. Anioły pokoju stawały się aniołami śmierci.
    Jak łatwo jest rodzicowi podnieść rękę na dziecko niż po raz kolejny mówić …

  3. Niekiedy jest tak, że dopiero ekstremalne warunki ujawniają prawdziwy charakter człowieka. W czasach pokoju wszystko jest proste i łatwe i często ludzie deklarują swoją odwagę i niezłomność charakteru, a w praktyce…
    Czytałam kiedyś wspomnienia o pewnym profesorze krakowskim, który przed wojną był bardzo szanowanym człowiekiem. Bardzo mądrym i pełnym empatii dla innych. Słynął z tego, że bardzo pomagał finansowo studentom, biednym ludziom. Trafił do obozu i tam okazał się najgorszą kanalią. Za dodatkową miskę zupy sam zgłosił się na kapo i był najgorszym z nich. Bił współwięźniów, denuncjował. Wielu straciło przez niego życie. Był bardzo gorliwy w wykonywaniu swej funkcji. Gdyby nie wojna, umarłby otoczony miłością i szacunkiem. Słowa, deklaracje, to jedno. To smutne. A jednocześnie piękne, że istnieją też tacy ludzie, jak ojciec Maksymilian Kolbe.

    1. Wojna wyzwala w ludziach zło. Na pewno. Czasami też patrzę i słucham tego, co mówią przedstawiciele władzy (podczas pokoju przecież) i też mi się włos na głowie jeży.

      1. Wisława Szymborska w wierszu “Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej” napisała: “Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. I taka jest prawda.

  4. Wiesz,tak mi się przypomniał mój poprzedni zakład pracy.Pracował tam sobie pewien osobnik,który uwielbiał gnębić psychicznie ludzi .Pracowała tam również jego żona-miła osóbka.Ludzie z hali często do niej zgłaszali swoje pretensje,dziewczyna aż się kilka razy popłakała.Bo w domu to ponoć człowiek o gołębim sercu…

  5. Nieludzkie sytuacje rodzą nieludzkie zachowania. Taka prawda więc uważam, że wojenne doświadczenia należy rozpatrywać osobno. Ciekawe obserwacje na ten temat ma Viktor Frankl w książce “Człowiek w poszukiwaniu sensu”. W pierwszej części książki analizuje różne zachowania obozowe, postawy, zmiany w ludzkiej osobowości. Bardzo ciekawe. Warto poczytać. A co do czasów pokoju to wystarczy poobserwować zachowania ludzi w internecie, fale hejtu, obrażanie, agresję. Myślę, że przynajmniej część tych ludzi to w realu miłe osoby.

    1. O! Muszę przeczytać. A z hejtem to prawda. Większość hejterów ma u siebie na stronie zdjęcia z dziećmi i rodziną. Smutne to jeszcze bardziej.

  6. Jak widać w codziennych wiadomościach, wcale nie trzeba wojny czy innych ekstremalnych warunków, żeby wyzwolić w niektórych osobach nieludzkość. To zawsze było i będzie, bo podejrzewam, że spory procent populacji ma to gdzieś w sobie zakodowane, ale na szczęście większość, na skutek wychowania czy może i wiary, potrafi oprzeć się tej nieludzkości. Tak uważam, bo np. dzieci nierzadko są okrutne wobec innych ludzi i zwierząt, ale w miarę dorastania im to mija.

  7. Takie dwie książki+literatura w nich polecana, pomogą Ci zrozumieć, dlaczego ludzie podczas II wś, masakry w Rwandzie czy w Rosji radzieckiej zachowywali się tak, jak się zachowywali:
    Efekt Lucyfera – Philipa Zimbardo – pokłosie jego Stanfordzkiego Eksperymentu Więziennego, zawiera omówienie także innych eksperymentów, dowodzących, starej prawdy, że jesteśmy tacy dobrzy, na ile nas sprawdzono.
    Nowoczesność i zagłada Zygmunta Baumana – efekt poszukiwań autora odpowiedzi na pytanie, jak mogło dojść do ludobójstwa na taką skalę i jak to się stało, że praktycznie nikogo nie dało się za to pociągnąć do odpowiedzialności.
    Obie książki wciąż aktualne. A ja ciągle drążę ten temat, ale wszystko inne to “tylko” literatura uzupełniająca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *