Ucz się i pracuj!

Są wakacje i skończyły się lekcje angielskiego. Dostałam piękne świadectwo z piąteczką. Wróciłam do domu, duma mnie rozpierała tak, że wystarczyła mała igiełka, a pierdzielnęłoby to wszystko we mnie jak wielki balon. Na szczęście dotarłam do domu, lekko unosząc się nad ziemią. Książki w torebce ciążyły (i powaga sytuacji), więc udało się nie odlecieć.

Dla pewności zaszyłam się w kąciku, by spokojnie to moje świadectwo wszelkich postępów i porażek lingwistycznych przeanalizować. Hm. Napisano, że trochę wolno pracuję. To prawda, bo ja lubię powoli, dokładnie, podelektować się słowami, przełożyć wszystko na ojczysty, porównać z polską gramatyką, zastanowić się, czy to w polskim jest imiesłów, przydawka czy jakie inne cudo. A tam pędzą jak wariaci i mnie w tej mojej lekko już geriatrycznej rozczochranej wszystko się miesza i z półeczek spada.

I kiedy tak przycupnęłam sobie w kąciku, wpada Jajo i od razu krzyczy:

– Pokaż!

Podaję karnie, a dziecko me rodzone, z własnych lędźwi wydarte, na osobistym cycku wykarmione w śmiech. Ale taki śmiech, jakby tam najlepsze dowcipy (po polsku w dodatku) ktoś wypisał.

– I co? Jest moc, nie? – pytam, bo w pierwszej chwili myślę, że to takie szczęście Jajo ogarnęło, że matka postępy robi i już kilka czasów zna, stopniować przymiotniki umie, przysłówek też utworzy. Teraz jak nic tylko w świat jechać. W dodatku nie jako analfabeta.

– I ty to wszystko umiesz? – I rechocze.

– A umiem! – buntuję się.

– No dobra, to co miałaś ostatnio?

– Stopniowanie przymiotników.

I Jajo zaczyna sypać przymiotnikami. A ja dawaj tworzyć stopień najwyższy od każdego z taką łatwością, że sama o mało ze zdziwienia wytrzeszczu oczu nie robię, ale oczywiście trzeba zachować zimną krew i udawać, że ma się to w małym palcu. A prawda jest taka, że to akurat prawie tak samo jak w niemieckim i zapamiętałam, ale głośno się nie chwalę.

I tak udało mi się obronić swojego kurzego honoru, bo Jajo z uznaniem pokiwało głową. No, ale potem mnie w tej radości poniosło i proponuję:

– To teraz rozmawiaj ze mną po angielsku.

Jajo zadowolone przytakuje i zaczyna trajkotać. Próbuję więc w myślach ułożyć zgrabne zdanie na temat obiadu. Jakoś się udaje, ale zaraz Jajo mnie poprawia. A to wstawić trzeba „a”, a to „the”.

– Jak już mówisz, to mów poprawnie, bo mi aż w uszach dzwoni – komentuje.

– Ważne, że mówię, nie?

– No tak, ale ucz się. Ja w ogóle nie widzę, żebyś się uczyła. I lekcje na kolanie odrabiasz, a potem wołasz, że mam ci sprawdzić!

I wiecie, co? Słucham tego i nie wiem, kto tu Jajo, kto Kura. Ale mam wrażenie, że siebie słyszę. Jeżeli więc macie małe dzieci, to uważajcie, co mówicie, bo to potem wróci niczym bumerang. 😆

0 myśli na “Ucz się i pracuj!”

  1. Ścierą po plecach za brak należytego szacunku dla matki się Jaju należy, a świadectwa gratuluję. Spróbuj czytać książkę po angielsku to sobie ułożysz z tym a i the. Zresztą Amerykanie nie zawracają sobie tym głowy specjalnie, bardziej Anglicy

    1. Jajo jako fanka “Gry o tron” ma całą serię książek po angielsku i nawet już pierwsze zdanie sobie przeczytałam cichaczem. 🙂 🙂 Ale na razie to by było na tyle moich możliwości. 🙂

          1. Ja zaczęłam czytać po angielsku jak skończył mi sie zapas polskich… Chciało sie czytać a nie było co i okazało sie, że jest nieźle. Więcej zaufania do siebie!

          2. Ha, ha 🙂 Od razu pomyślałam o swoim zapasie. Mój nie ma końca, z Sopotu przywiozłam całą torbę książek. 🙂 Ale fakt, kiedyś trzeba spróbować, Jajo ma sporo angielskich, więc jest co czytać. 🙂

  2. staram się uważać Aniu, staram, ale co byś nie mówił- dzieci i tak wykorzystają to “przeciwko” nam. Dumni jesteśmy wtedy z nich i z siebie, bo w końcu na coś to gadanie się przydało 🙂 Pozdrawiam.

  3. Jajo mądrzejsze od Kury!!! Najlepszym sposobem na naukę jest niestety właśnie rozmowa (biedna Kura), czytanie książek (i tu widać błędy w tłumaczeniach), tv po angielsku (żebyś sie nie zdołowana można zacząć od bajek). Literacki angielski to tylko w szkole i może w wyższych sferach – normalnie robią błędy i skróty i chyba tylko Jajo i kilku podobnych idealistów pilnuje piękna języka. Zreszta to tak jak z językiem polskim tez mi czasem w uszach dzwoni jak słucham reporterów posługujących sie językiem ojczystym!
    Wiec ucz sie, słuchaj Jaja ale miej dystans! A Jajo niech sie powstrzyma przed zbytnia krytyka bo pierogów nie będzie!!! Umiar zawsze wskazany – w każdej dziedzinie życia!!!

    1. Ha, ha 🙂 Jajo już wyciągnęło wnioski i wie, że matce lepiej nie podskakiwać, bo nie tylko pierogów nie będzie. 🙂 🙂 A też mi truje, żebym bajki po angielsku oglądała. I ja nawet chętnie, ale ciągle mówię, że zaczynam od przyszłego tygodnia. 🙂

  4. A najlepszy dowcip to Anglicy i Irlandczycy pytający Polaków jak sie pisze dany wyraz po angielsku – bo wy to wiecie lepiej!!! Sytuacja powszechna w UK, wiele takich zdarzeń było i nie dotyczyły jednej osoby.

  5. 🙂 ogólnie, to jednak może bardziej efektywnie, niż uczyć się owych czasów i kuc na blachę, to jednak będzie zacząć oglądać filmy w oryginalnym angielskim wydaniu, czytać książki w oryginalnym druku angielskim i dyskutować z jajem po angielsku 🙂 … niż takie chodzenie do szkoły 🙂

    skoro masz profesjonalną anglistkę w domu, co to sobie i w Anglii radzi i w Hameryce (a to już zupełnie inny angielski jest, a do tego co stan to jeszcze inaczej podobno), to może warto podnieść jej kieszonkowe, a samej czerpać to co się w Jajo latami inwestowało 🙂

    1. Tę opcję już wypróbowałam i niestety wtedy brak mi samozaparcia. A jak mam wyznaczony termin lekcji, to z przyzwoitości odrobię zadanie domowe i powtórzę (a i towarzysko się tam rozwinę 😉 🙂 ). A Jajo zaraz pójdzie na studia i tyle je widzieli. Muszę jednak zacząć oglądać filmy, tylko że ciągle brakuje mi czasu. 🙂

  6. Ja nie mam głowy do języków, na szczęście widze, że córka odziedziczy te zdolności po tacie 🙂 Ja się cieszę , że rozumiem i coś od siebie też powiem. Nieważne czy poprawnie gramatycznie, ważne by mnie zrozumiano 🙂

  7. Trzeba uważać co się mówi- święta prawda. Momentami wraca to szybciej niż by się człowiek spodziewał. Młoda codziennie mnie czymś zaskakuje, a słysząc swoje słowa nie wiem, czy śmiać się czy płakać 😀

  8. A ja z Jajem nie do końca się zgadzam. Ważne, żeby się nie bać mówić. Dzieci nie mają blokady językowej i nie zastanawiają się, czy dobrze mówią czy nie i dogadują się wszędzie. Jeśli nie w obcym języku to przy pomocy rąk ;-). A dorośli cyzelują zdania, starają się mówić bez błędów i … najczęściej się nie odzywają. Gadaj więc Kuro jak najwiecej. A Jajo niech Ci skrzydełek nie podcina 😉

    1. Ja tam z jajem w ogóle się nie zgadzam w tej kwestii. 🙂 🙂 Ale ono by chciało, żeby matka poprawnie mówiła. W sumie dobrze, że poprawia, bo wtedy jest szansa, że to zrozumiem. I fakt, że bardzo dobrze tłumaczy, czasami po zajęciach wracałam z sieczką we łbie, a Jajo potrafiło spokojnie, jak krowie na rowie wszystko wyłożyć. I zawsze wiem wtedy, o co chodzi. 🙂

  9. Kura role się zmieniają – przyzwyczajaj się 🙂 Swoją drogą to cudownie móc nauczyć się od dziecka tego co ono zdołało ogarnąć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *