Jestem

Jestem. Co prawda w kryzysie twórczym, ale jestem. „Serwisanci” się spisali. Czuję, jakbym wyjechała z salonu Mercedesa – taka obsługa.

Przemyślałam też kilka rzeczy. Po pierwsze usunęłam blog recenzencki – przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce to on zniknie w ciągu kilku dni. Oczywiście, nie mając wprawy w usuwaniu blogów, źle poklikałam i usunęłam jedynie konto, blog zniknie automatycznie dopiero za jakiś (bliżej nieokreślony) czas.

Po drugie – myślę nad zmianą adresu tego bloga. Nazwa zostanie ta sama, ale chciałabym zmienić adres. Jak podejmę ostateczną decyzję, dam znać.

Po trzecie – pustka w rozczochranej. Jakieś zwątpienie (we wszystko) mnie ogarnęło, popadłam w marazm, zawiesiłam się. No, ale sobie z tym poradzę. Potrzebuję trochę czasu. Nutuś umiejętnie mnie wspomaga, nie zostawia samej ani na chwilę. Mężuś używa odpowiedniej poziomicy i stawia mnie do pionu. Jakoś to się da.

A co najważniejsze, udało się przed Babcią ukryć, gdzie byłam. Tym razem to ja okazałam się sprytniejsza. Kupiłam specjalnie na tę okazję drugą parę kapci. Stare więc stały w przedpokoju. Dumnie się prezentowały ku spokojności Babci. Bo jak są kapcie, to znaczy, że daleko nie odjechałam. Umiejętnie też chowam niewielkiego siniaka na dłoni po kroplówce. Mam nadzieję, że Babcia nie jest aż takim szpiegiem.

Co też ważne, razem ze mną „do domu” wróciło nasze autko. Ostatnio uległo całkiem niezłemu pokiereszowaniu. Mężuś gapił się na lampy i wjechał w tył pewnej pani. Taka przynajmniej jest oficjalna wersja. Pewności nie ma, czy czasem nie miał ochoty na wjechanie w tę panią. Nie widziałam, a co z oczu, to z serca, więc nie ma co analizować. Autko straciło zderzak, lampę i część nadkola. A zdarzyło się to tego dnia, kiedy miałam dziwne przeczucia. Cały dzień, od rana chodziło mi po głowie, że będę mieć stłuczkę. Kiedy jechałam na angielski, to ostrożnie, pomalutku, by gdzieś nie przywalić. Wieczorem wjechałam do garażu i odetchnęłam. Prawie taniec radości odtańczyłam. Jednak ledwo weszłam do domu, dowiedziałam się, że Mężuś służbowo musi jeszcze wyjechać. I nawet w pierwszym odruchu miałam pojechać z nim, przecież o tej porze już nigdzie nie jeździł, ale wygrała wygoda. Zostałam w domu. Kiedy po kilkudziesięciu minutach zadzwonił, wiedziałam, co się stało. Najważniejsze jednak, że Mężuś cały i zdrowy. Auto zawsze da się naprawić.

Wtedy stwierdziłam, że albo jestem jasnowidzem, albo czarnowidzem.

Dzisiaj ja i auto już jesteśmy na swoich miejscach.

Posty na blogowe miejsce wrócą od poniedziałku. Już bez większych zakłóceń.

A ja w ten weekend zapraszam do Szczecina na Jasne Błonia na “Plener Literacki”. Od wczoraj leżakuję, by zregenerować się przed wyjazdem. 😆 Będę przy stoliku z książkami od piątku (11.00) do niedzieli (14.30). Będzie można kupić książki w promocyjnych cenach!

A w niedzielę o 14.00 będzie mnie na scenie przepytywał dziennikarz. Zapraszam, jeżeli macie blisko.

*

*

Przepraszam, że nie udało mi się zorganizować obiecanego konkursu z okazji Dnia Ojca. 😥

0 thoughts on “Jestem”

  1. Cieszymy sie że jesteś już w domu a autko w garażu. No i gratulujemy podstępu kapciowego. A teraz do Szczecina podładować baterie może już bedą lepiej trzymać!

    1. O, dziwo, czuję się bardzo dobrze. Wczoraj, wiadomo, byłam osłabiona, bolała mnie głowa po narkozie, ale dzisiaj jest zupełnie normalnie. 🙂

  2. Oj, dzieje się wiele, nadąyżyć za Tobą nie można, a dopiero Babcia!
    Kapnęłam się wczoraj, czytając Twojego bloga.
    Nie masz zbyt dużo czasu na ten relaks, chyba że pisanie relaksem też jest?
    Zdrówka Aniu !

  3. Cieszę się, że jesteś.
    Warsztaty serwisowe nie napawają optymizmem, nawet jeśli są luksusowe. Mam więc nadzieję, że dom, internauci i Nutuś pomogą i wróci wena twórcza.

  4. Widzę, że koniunkcje Marsa do Wenus się sprawdziły i jesteś cała zdrowa i jak nowa 🙂 A pustką w głowie się nie przejmuj. Ja tak mam cały czas 🙂

    1. A wiesz, że śniła mi się miotła! Zamiatałam gdzieś i zgubiłam ją albo komuś oddałam, a potem męczyły mnie wyrzuty sumienia, co ja Ci powiem, że przepiłam mietłę nad mietłami. Na szczęście to sen. 🙂

      1. Tfu, tfu ! Na psa urok. Sen mara, Panbócek wiara 🙂 Dobrze, Żeśta już Kumo, do żywotności wrócili, bom już tam chciała na ratunek zapier… znaczy się, lecieć, coby Ci krzywdy, Kochanieńka, konowały nie zrobiły 🙂 A mietły Pilnujta, bo nie wiadomo, kiedy jaki durnowaty chacheł na drodze się pojawi i trza mu będzie rozumu nabić w zwoje poskręcone od durnowatości niepospolitej 🙂 Miłego, Kumo kochana 🙂

  5. Zastanowiło mnie jak Mężuś przy pomocy poziomicy ustawiał Cię do pionu. Oryginalne i czyste porno mi wychodzi, Gratuluję ,ze już po wszystkim, teraz do pióra dziewczyno, puste strony czekają aby je zapisać

  6. Ania-wracaj do nas!My tu z Kasią i Agą zadbamy o Twoją regenerację 🙂 .A wena twórcza tak Cię natchnie-że aż spod klawiatury drzazgi lecieć będą 🙂

  7. 🙂 e tam, zaraz nie udało – przecież można ten konkurs pod hasłem dnia ojca po prostu przenieść w czasie 🙂 … powiedzmy, że w tym roku, w ramach czary mary, dzień ojca przeniesiony jest na 30 czerwca – tak wyjątkowo i w promocji, albo co lepiej, ma swoja powtórkę, i drugi raz właśnie przypadkiem w tym roku na 30 czerwca (data umowna – możesz dobrać własną 🙂 )

    Pustka minie, każdy ma swój okres przeciążenia, który jednakowoż mija :)…

      1. Już od jakiegoś czasu zauważyłam, że dni Ojca, Matki, Babcia, Dziadki i Dziecia to święta ruchome. Jeszcze tydzień temu moje Dzieci były na imprezie z okazji Dnia Dziecka, Dzień Matki i Ojca w każdej grupie przedszkolnej był świętowany w innym tygodniu… Więc spokojnie zdążysz z tym konkursem 🙂

  8. lubię zmiany ale też lubię te momenty, kiedy wszystko jak gdyby wraca na miejsce/stabilizuje się/powraca do ustawień fabrycznych 😉 kryzysy twórcze i “tfurcze” (w moim przypadku tylko “tfurcze”) zdarzają się i wszyscy doskonale wiemy, że to stan przejściowy.

  9. Dorze, że jesteś i dobrze, że jest dobrze. No, i że Babcię udało się przechytrzyć… albo Babcia udaje, żeby niedługo wyskoczyć z:”A co, Ty myślałaś, że ja taka stara i głupia, że mnie te stare kapcie zmyliły? Przecież to oczywiste, że takich starych do szpitala byś nie brała” 😉
    Dlaczemu znika blog recenzencki? Czyżby wzorem niektórych polskich pisarzy, wolała nie recenzować innych, by nie spotkać się z “a sama wcale nie lepiej piszesz”? W każdym razie bez względu na powód, będzie mi tego bloga brakowało.
    Zdrowia życzę. Bo jak to będzie, to i wena przyjdzie 🙂

    1. Z jednej strony to faktycznie dlatego, bo bloger-recenzent/autor to bardzo źle odbierana mieszanka, ale z drugiej nie dam rady czasowo wszystkiego pogodzić i z pewnych rzeczy muszę zrezygnować. 🙂

  10. Odpocznij sobie. Wszystko pewnie niebawem wróci na swoje miejsce czyli do rozczochranej. Widzę, że pobyt w :”kurorcie” zaowocował radykalnymi decyzjami- może od dawna było Ci to potrzebne tylko po prostu nie miałaś czasu wcześniej o tym pomyśleć. Ściskam i życzę zdrówka.

  11. Cieszę się że jesteś i, że mężusiowi się nic nie stało. Niestety na Jasnych błoniach nie mogę być bo to za daleko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *