I poleciały!

Pisałam jakiś czas temu, że w naszym ogródku, w budce lęgowej sikorki założyły gniazdo. Obserwowaliśmy, jak się uwijają, by nakarmić młode. Z niecierpliwością też czekaliśmy na pierwszy lot maluchów. Oczywiście wyobrażałam sobie, że będą się uczyć kilka dni ku naszej nieopisanej radości.

Pewnego dnia Mężuś budzi mnie po szóstej rano i spanikowanym głosem krzyczy do mnie, że mam pilnować Nutusia, bo ptaszki uczą się latać, a kot uczy się polować. O jedną naukę za dużo. Oczywiście tę ostatnią. Nie po to zawiesiliśmy budkę lęgową, by Nutusiowi zrobić frajdę. Zwlekłam się więc z łóżka i poczłapałam na taras, by pilnować naszego drapieżnika i przy okazji zobaczyć, jak nasz przychówek radzi sobie w przestworzach.

Śmieszne te sikorki. Od razu można było rozpoznać, które to młode. Miały lekko rozczochrane łebki. A i z lądowaniem miały spory kłopot.

Nutuś siedział u mnie na kolanach i obserwował, jak jeden maluch trafił w szybę  i miał awaryjne lądowanie tuż obok nas na parapecie. Kot wstrzymał oddech z wrażenia, ale nie skoczył.

Około ósmej ptaszki poleciały trenować gdzie indziej. W ogrodzie nagle ucichło, bo przez ostatnie dni słychać było tylko wrzask młodych sikorek. Od razu było wiadomo, że matka czy ojciec wleciały do budki, bo podnosił się krzyk na zasadzie: „Ja! Ja! Ja! Ja! Ja jestem bardziej głodny! Nie! Ja!”.

Przed dziewiątą na taras wyszła babcia. Opowiadam jej, że sikorki już wyleciały z budki.

– Jak to? – zdziwiła się. – To już koniec? Wyleciały i nie wrócą?

– A no nie.

– Ja wiem, one mają za małą dziurkę w tej budce. Jakbyście zrobili większą, to na pewno by wróciły.

Zaśmialiśmy się. Pewnie jeszcze wybudować im basen i przestawić ścianki?

Dla babci sikorki to w ogóle była magia, bo jest trochę przygłucha, więc nie słyszała ich krzyku. Jak ją zapewnialiśmy, że sikorki wrzeszczą, że małe wykluły się z jajek, to nie mogła się nadziwić.

– A jak wy je karmicie? – spytała.

– Rodzice je karmią.

– Aaa! Takie małe móżdżki mają i wiedzą, że dzieciom żryć trza dać. – Nie mogła wyjść ze zdumienia.

Potem oczywiście machnęła ręką na sikorki i stwierdziła, że już Nutuś mógł je pożreć, bo chyba lepiej jakby to zrobił nasz kot, a nie obcy. Jak one tak kiepsko latają, to na pewno zostały już pożarte. (Babcia nie jest mistrzynią optymizmu).

A we mnie od razu bunt się zrodził. Nikt ich nie pożarł! Poleciały wolne i będą zdobywać przestworza! A rodzice wrócą i kolejne jajka zniosą (choć mam nadzieję, że najpierw wykorzystają urlop od dzieci, bo urlop od dzieci każdemu jest czasami potrzebny, prawda?).

0 myśli na “I poleciały!”

  1. A dyć po to matula z tatulem żryć dają swoim pociechom, coby dzieciska z gniazda wyfrunęły, jak ich pora najdzie. Tak między ludziskami, jak i ptaszyskami jest już od zarania dziejów, coby dzieciska za długo nie srali w rodzinne gniazdo i same stanęli na nogi, znaczy się na skrzydła rodzone.
    Witajta, Kumo Anno. Tak se czytam i czytam o tych Twoich ptaszyskach i aż mnie żal niemożebny ścisnął za serce… Pierwsza to moja wiosna, gdzie te durne ptaszyska mojej Marynki, znaczy się, ukochane jej żurawie, nie krzyczą mi nad uchem z samiuśkiego rana… Brakuje ich klangoru… Bardzo.
    Miłego dnia wszyściuchnym waryjatom, znaczy się, wielbiącielom, czy cóś, ptaszysków wszelakich, bo to tyż stworzenia Panbóckowe, jak by kto nie wiedział 🙂

    1. Witojcie Kumo! Ptaszyska drzeć te swoje dzioby potrafią, oj potrafią. Mnie dzisiaj oczyska o świcie rozwarło, bo dziwne odgłosy przez okno, a to gżegżułka! Gżegżułka może nie żuraw, ale paszcza aż mi sie rozwarła w uśmiechu. 🙂 🙂

    1. Prawda, bo czasami próbowałam pracować na tarasie, ale te wrzeszczące brzdące skutecznie odganiały wenę do pracy. 🙂 😉

  2. Mamy 4 budki lęgowe, ale w tym roku tylko jedna jest zamieszkała – przez kosy. Wrażenia i obserwacje podobne do tych Twoich. Kota też pilnujemy 😉 Dobrym sposobem na chronienie ptaszków przed polowaniem kocim jest zaopatrzenie domowego futrzaka w obróżkę z małym dzwoneczkiem. Ptaszki wówczas się płoszą i są bardziej bezpieczne.

    1. Nasz ma obrożę z dzwoneczkiem, ale i tak mu nie ufałam. 🙂
      My mamy jeszcze budkę dla rudzików, bo jednego roku było ich sporo w naszym ogródku, myśleliśmy, że może się zagnieżdżą, ale niestety się nie zdecydowały. 🙂

  3. Dlatego odpuściłam sobie ptaszki bo 2 futrzaków bym nie upilnowała – to nie była by budka lęgowa tylko karmnik dla kotów 🙂

  4. Moje koty nigdy nie nosiły dzwoneczków, polowały na ptaki ale mało kiedy udawało im się coś złapać. Podejrzewam, że ofiarą padały słabe i chore sztuki, dokonywały “naturalnej eliminacji”.
    Kot ma bardzo czuły słuch, powieszenie dzwoneczka to dla niego prawie, że gehenna. Nie wierzycie to powieście sobie na szyi dzwonek i chodźcie z nim przez cały dzień.Oczywiście dzwonek dużo głośniejszy bo ludzki słuch jest słabszy niż koci.
    Ciekawa jestem jak będziecie się czuli, ja spasowałam po godzinie.
    Dzwoneczki wymyślił i reklamuje ktoś, kto nieźle na tym zarabia, dziwi mnie tylko, że weterynarze nie uświadamiają ludzi. Widocznie kasa rządzi.
    Sorry, że się rozpisałam, pozdrawiam

  5. mnie kiedyś pod nogi spadło sikorkowe pisklę, które najwyraźniej źle obliczyło dolot do pobliskich krzaków. na szczęście udało się za drugim razem,

  6. Ale Wam fajnie że mogliście widzieć te młode sikorki, taki mały cud mądrej natury – na pewno sobie poradziły i teraz już bezpiecznie sobie latają 😉 No i dobrze że Nutuś nie upolował żadnej, bo pewnie miał chrapkę, ale przynajmniej sobie popatrzył 😉

  7. U nas pod zadaszeniem klatki też gniazdko mają sikorki.Często je obserwuję.Zawsze się śmieję-gdy rodzice wracają z pokarmem.Matko,ale się wtedy przekrzykują 🙂 .Normalnie taki raban że hej! Mam nadzieję ,że będzie mi dane zobaczyć naukę latania 🙂

    1. Mój mąż jakoś wyliczył mniej więcej czas ich pierwszego lotu, więc byliśmy w bloku startowym, gotowi do obserwacji. 🙂 Bo to godzina lub dwie treningu i fruuu, nie ma ich. Nawet nie podziękują za gościnę.

Pozostaw odpowiedź ~Krzysztof Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *