Konkurs z okazji Dnia Matki

Obiecałam, że z okazji Dnia Matki będzie konkurs? To będzie.

Każdy rodzic pamięta ten pierwszy moment ze swoją latoroślą. Pamiętam i ja. Dostałam do pocałowania tylko stópkę Jaja, bo byłam unieruchomiona po cesarce. Ale to była najpiękniejsza stópka na świecie. Jak już „przekwaterowano” mnie do sali i przyniesiono maluszka, to pierwsze, co zrobiłam, to odwinęłam i sprawdziłam, czy całe, czy zdrowe, czy ma wszystkie paluszki. Płakałam, jak patrzyłam na to różowe ciałko.

Bycie mamą to jedno z najpiękniejszych doświadczeń życiowych, choć oczywiście dzieci dają w kość. Jajo w sumie zawsze było grzeczne i jakoś nieszczególnie się buntujące, w sumie rozsądne, ze swoim planem na życie, ale wrażliwe bardzo, w dodatku uparte jak osioł. Zawsze swoją ścieżką. Zawsze. W dodatku ma różne fobie. Ciągle ziemniaki nie mogą dotykać mięsa! A już się zapowiadało, że po powrocie z wojaży trochę się to zmieni. Zaledwie drgnęło, ale ciągle w sumie bez zmian. Od października zacznie żywot studencki, więc może wtedy… Może!

No, ale z tego względu, że jutro Dzień Matki i świętujemy, ogłaszam krótki konkurs.

1)      Należy w komentarzu pod tym postem napisać kilka zdań na temat pierwszego spotkania ze swoją latoroślą.

2)      Konkurs trwa od 25 do 26 maja 2016 r.

3)      Ogłoszenie wyników nastąpi 27 maja 2016 r. (w piątek).

4)      Nagrodą w konkursie jest egzemplarz powieści „To się da!” z autografem i dedykacją oraz metalowa, elegancka zakładka do książki.

konkurs

5)      Posiadaczy kont na Facebooku zapraszam do polubienia mojego fanpage’a.

6)      Po ogłoszeniu wyników proszę o kontakt na priv: anna.a72@wp.pl oraz podanie adresu do wysyłki. Jest możliwość wysłania książki do kraju UE.

 

Zapraszam do zabawy!

 

 

PS  Zgodnie z obietnicą (żeby było sprawiedliwie) w czerwcu będzie konkurs z okazji Dnia Ojca!

0 myśli na “Konkurs z okazji Dnia Matki”

  1. Spotkanie z moją pierwszą córką było, pewnie jak dla większości mam, cudownym przeżyciem. Podobnie jak Pani miałam cesarkę (nawet dwie). Ale gdy przyłożono główkę Oleńki do mojego policzka, przestała płakać, tak jakby zdziwiło ją ciepło mojego ciała, gdy zobaczyłam jej długie czarne włosy, usłyszałam że jest cała i zdrowa to łzy samoistnie zaczęły płynąć mi z oczu. Słowa nie byłam w stanie z siebie wydusić. To było piękne i chyba najbardziej wzruszające w życiu spotkanie. Pamiętam swoje zdziwienie – jak to możliwe, że nosiłam w sobie taką istotkę – niby małą ale dużą. I mimo, że 1,5 roku później urodziłam drugą córeczkę to nadal jest to dla mnie cud, że możemy dać życie kolejnej istocie 🙂

  2. Swojego prawie 4 kg Maluszka zobaczyłam dopiero po kilku godzinach, tak wyszło, że jak tylko go usłyszałam, to odpłynęłam co spowodowało właśnie ten poślizg w macankach i wyliczankach Maluszka. Tak więc pierwszą rzeczą jaką poznałam w swoim dziecku to płuca. Zaiste ich moc, po dziś dzień, jest niebagatelna i nie da się je przemilczeć. Drugą cechą jaką poznałam w swoim dzieciątku to lenistwo. Objawiało się tym, że ze stoickim spokojem zniósł moje nieporadne dobieranie się do szpitalnego tobołka, gdyż za tamtych czasów, to dzieci były motane w tobołki, których rozwijanie nie było ani łatwe, ani szybkie i zawsze kończyło się „poważną” rozmową z pielęgniarką. Nadzieja, że nie dopatrzą się prób manipulacji przy tobołku z dzieciątkiem była płonna i z założenia skazana na niepowodzenie, ale jak się powstrzymać od tego pierwszego spotkania? Czy jest to w ogóle możliwe? Nie sądzę. Tak więc, mój dzisiaj blisko 2 metrowy Maluszek, miał głos, i leniuszka, oraz apetyt. Dobrą stroną leniuszka było to, że nie chciało mu się nadużywać głosu oraz to, że pomiędzy kolejnymi karmieniami cały czas przesypiał. Miał swoją wizję świata już wówczas i to świat się miał do niego dostosować. Pełny brzuszek, czysta pielucha i brak zainteresowania otoczeniem kiedy dopadała go senność – stanowiły o komforcie Maluszka, który gwarantował ciszę rodzicom.

    Tak, i głos, i leniuszek, i skłonność do spania, o każdej porze dnia i nocy, i w każdej pozycji, a bywało, że i na stojąco wspierając się o ścianę, pozostało mu do dzisiaj. Z czasem, a to bardzo szybko nastąpiło, zaczął mieć swoje zdanie i chodzić własnymi drogami.

    I kiedy tak czytałam co napisałaś o Jaju, to się zastanawiałam, czy Ty o Jaju piszesz, czy o moim Młodym.

    1. Ha, ha 🙂 Jajo właśnie też było omotane, ale i tak dałam radę odwinąć, gorzej było z zapakowaniem jej z powrotem. 🙂 😉 Zresztą nasze dzieci prawie w jednym wieku. 🙂

  3. Jesteś gotowa na opis trzech niezwykłych spotkań? Pierwsze dziecięcie urodziło się 3 tygodnie przed czasem, w czasie burzy. Wyskoczyła malutka ale rozcapierzona jak nietoperz więc wydawała się większa 🙂 Rozwrzeszczana przy tym nieproporcjonalnie do wagi. Dziś jest duża i rozwrzeszczana i taka właśnie burzowa. Drugie dzieciątko urodziło się zwinięte w kłebuszek jak myszeczka i bardziej popiskiwało niż płakało. Do dziś jest taka “skulona” w sobie, wrażliwa i skryta. A synuś pojawił się zaiste po męsku: wyskoczył, ryknął raz ale wystarczająco donośnie i… zasnął! Cała trójka bardzo mnie oszczędzała pojawiając się na świecie szybko i niemal bezboleśnie, dzięki czemu mogłam się nacieszyć tym pierwszym spotkaniem praktycznie niezmęczona. Za każdym razem najbardziej dominującym uczuciem było zaskoczenie tym zupełnie nowym, cudownym człowiekiem, że jest, że ledwie zobaczyłam już kocham jak wariatka. Prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia i to trzy razy!
    Mamy – wszystkich cudowności dla was 🙂

  4. 1/07/2015 miałam cesarkę niestety pod narkozą całkowitą, a co za tym idzie dopiero po przebudzeniu mogłam spotkać moja córeczkę.
    Gdy otworzyłam oczy zaczęłam krzyczeć ,,Donnez moi mon bebe, oú il y a ma file” Co oznacza dajcie mi moje dziecko, gdzie moja córeczka. Instynkt matki był silniejszy od ogłupienia, znieczulenia i innych prochów, które krążyły w mojej krwi.

    Minęło raptem kilka sekund gdy na salę wnieśli malutkie zawiniatko i położna pokazała mi moją kruszynkę. Zapytała czy chcea ją wziac. Od razu kiwnelam glowa ze tak, a lzy szczescia splynely po moim policzku.
    Nie pamiętam jak przewiezli nas na sale, nie pamietam wiecej.
    Jednak zawsze bede pamietala objecie i przytulenie malutkiej Ziny, ktora juz niedlugo bedzie miala roczek!:)

  5. Pierwsze spotkanie z pierworodnym synem wyglądało podobnie do Twojego. Też byłam unieruchomiona i dostałam tylko stópkę do pocałowania. Ale co to była za stópka, najcudowniejsza na świecie.A potem kątem oka zerkałam co tam z tym moim maleństwem robią. Na sali pooperacyjnej leżało nas 7 po cesarce a za ścianą była neonatologia i każda nasłuchiwała czy to może jej dzidzia płacze. Człowiek chciał się zerwać z łózka i lecieć utulić ale nogi odmawiały posłuszeństwa. Katusze! Ale kilku godzinach w ramionach trzymałam już największą miłość życia 🙂
    A drugi syn błysnął intelektem jeszcze siedząc w maminym brzuchu, co prawda już rozciętym ale jeszcze w brzuchu. Zadziwił lekarzy, gdy wyciągnął rączkę i chwycił ssak, którym posługiwał się lekarz.
    – Szkoda, że pani tego nie widzi – usłyszałam – synek nam pomaga.
    Oj jak żałowałam, że nie mam żyrafiej szyi. Ale nagle mnie olśniło i dostrzegłam maleńką dłoń w odbiciu stalowej lampy nad stołem. No i zakochałam się w tym moim bystrzaku, mojej największej miłości życia 🙂
    Aniu, wspaniały konkurs. Rozkleiłam się totalnie na wspomnienie tych dwóch chwil. Pozdrawiam

  6. Pierwsze spotkanie ze swoją latoroślą ?? Ha ha ha…dobrze, że on tego nie pamięta. Po porodzie pokazali mi Dziecko tylko na kilka minut, później mną się zajęli. Po kilku godzinach przynieśli mi jakieś zawiniątko… Powiedziałam do pielęgniarki, że to nie moje. One twierdziły, że jestem w szoku poporodowym a ja uparcie nadal twierdziłam, że to nie moje. Wreszcie im powiedziałam, że moje było czerwone, pomarszczone i rozdarte a to co mi rzuciły na łóżko jest ładne i ciche. Dopiero pielęgniarka dostarczająca następną porcję noworodków krzyczała już z korytarza – Tu mam jej rozdarciucha 🙂 Dałyście nie jej dziecko 🙂 Wówczas dzieci zawijano w kokony więc nie było widać opasek na rączkach ale od razu zaczęły rozwijać maluchy i sprawdzać…. okazało się że moje faktycznie jest rozdarte czerwone i pomarszczone 🙂
    Rozdarte zostało do dziś, ale już po kilku dniach stał się ślicznym dzidziusiem a dziś przystojnym facetem.

  7. Pierwsze spotkanie z moim jak narazie jedynym synem było 7 lat temu. Jak tylko mnie przygotowali do cesarki to ja już sobie mówiłam w głowie. ..Boże żeby był cały i zdrowy i miał 5,5 i 1 ( po 5 paluszków u rączek, po 5 u nóżek i 1 siusiaka ). Jak tylko usłyszałam płacz kamień z serca mi spadł i pokazali mi na sekundę moje piękne maleńkie. Jednak to tata go pierwszy wziął na ręce i ubrał i nieraz to podkreśla, że to tatuś pierwszy przytulił. W końcu po 2 GODZ jak mnie doprowadzili do porządku zawiezli mnie do mojego maleńkiego. O…jaki cudny był i tylko spal. I w końcu mi go dali przytulic…matko co to za uczucie. ..najpiękniejszy moment życia. ..ale na szczęście pomimo 7 lat dalej lubi się przyjść przytulic do mamusi .

  8. Chyba jakaś dziwna jestem, bo nie płakałam ani razu, a było ich trzy. Pierwszy pod narkozą koło północy, więc zobaczyłam go po odespaniu, przebudzeniu i stanięciu na nogi. Przynieśli, wzięłam na ręce i do cyca. Nic nie liczyłam. Druga cesarka była planowana, bo mała pośladkowa. Wyjęli, umyli i przynieśli. Dałam buziaka i tylko zapytałam czemu nie płacze. Trzecia naturalnie, jak już ją wypchnęli to podali na brzuch i pooglądaliśmy ją sobie. Bardziej pamiętam to, że mąż trzymał ją na ręce i coś mamrotał o niebieskich oczkach. Niestety, zmieniły kolor na zielone.
    Nie słyszałam chórów niebiańskich, śpiewów anielskich i przypływu macierzyńskiej miłości. Bardziej wzruszałam się rozwieszając na lince pierwsze małe ubranka, jeszcze będąc w ciąży.
    😉

    1. Powiem Ci też, że bardzo długo uważałam dzień, w którym urodził się mój syn, za najgorszy dzień w moim życiu. I jeżeli płakałam na to wspomnienie, to ze złości.

    2. Ha, ha 🙂 Każdy z nas jest inny. Ja to rozklejam się przy każdej okazji. Czytam teraz komentarze pod tym postem i się wzruszam. Oczywiście ubranka mnie też rozklejały, zresztą wszystko wywoływało u mnie duże emocje. Dzisiaj wzruszam się podczas każdych urodzin mojej córci, pomimo tego że już nie jest maluszkiem. 🙂

      1. Kupiłam dopiero Złodziejke marzeń, pomyliłam się 🙂 Drugiej części jeszcze nie mam 🙂 Mam remoncik w domu i nie wyrobiłam sie z pisaniem, by coś podrzucić na konkurs 🙂

  9. Pierwsze spotkanie z moja kluseczka to oczywiscie porod, ktory byl w niesamowitej atmosferze, dzieki lekarzowi prowadzacemu i mezowi, ktory byl ze mna. Mialam cesarke, w tle muzyka klasyczna i my z lekarzami caly czas zartowalismy i obsatwiajlismy dlugosc i wage naszej kruszyny. Jak zaczeli wyciagac maluszka, maz dostal “upomnienie” od lekarza, ze ma teraz wstac i robic zdjecia bo powtorki nie bedzie 🙂 Maz wstal poslusznie i robil zdjecia. Po krociotkiej chwili….pokazali/zaprezentowali mi istotke tak jak “krola lwa” na tej skale 😉 a ona bialutka, dluga, praktyczie bez wlosow,oczka otwarte, zaczyna sie rozgladac…..a ja od razu panika, humor mi przeszedl, dlaczego moje dziecko nie placze? Czy wszystko jest w porzadku? A lekarz zaczyna sie smiac i mowi, ze w najepszym porzadku 🙂 Kamien z serca , smiech i lzy 🙂 Zawineli szybko tego ciekawskiego czlowieczka( zaczela plakac podczas zawijania) i dali mi ja do przytulenia 🙂 lzy radosci rozmazaly makijaz 🙂 (Chcialam ladnie wygladac podczas porodu, dlatego poszlam wymalowana).Z sali operacyjnej wyjechalam razem z maluszkiem w ramionach. Coreczka ma 20 miesiecy i jest bardzo ciekawska, wszystko ja interesuje, ciagle w biegu, ale niestety uparta jak osiolek. Wracajac do meza, zauwazylam, ze jest troche blady i lekko zszokowany.. i co sie okazalo? Lekarz kazal mu wstac troszke za wczesnie i widzial caly proces “wyciagania maluszka”. Przynajmniej mam super zdjecia jak moj niunius wychodzil z brzuszka 🙂

    1. Też pewnie bym się zaniepokoiła, gdyby dziecko nie płakało, bo jakoś tak mamy zakodowane, że musi od razu płakać. 🙂
      Uściski dla ciekawskiej kluseczki. 🙂

  10. Książkę już mam, ale zakładka mi się bardzo podoba i wezmę udział- książkę mogę komuś podarować przecież. Moje pierwsze spotkanie z Młodą:) Poród zakończony cc. Cofamy się 4 lata wstecz:) Grzebią mi pan i pani w brzuchu. Wściekła, że nic nie widzę obserwuję sobie monitor z ciśnieniem moim. Nagle słyszę głośny krzyk. Pokazują mi Młodą. Jak najszybciej chcę zejść ze stołu i ją przytulić, ale pasy i znieczulenie mnie skutecznie trzymają. Położna odsuwa sprzęty, raz jeszcze pokazuje mi córkę i z nią znika. Były to najgorsze chwile w moim życiu- leżę, nic nie mogę zrobić, a obcy ludzie zabrali dziecko. Wyobraźnia działać zaczyna w złym kierunku. Wraca jednak na tory odpowiednie- tatuś i babcia już pewnie z nią są:) Melduję się na sali, przerzucona jak worek z ziemniakami na łóżko. Położna mówi, żebym odpoczęła, ja znieczulona morfiną twierdzę, że jak mi dziecka nie dadzą pójdę sama. Ze względu na obecność rodziny zgadzają się na przyniesienie dziecka. Młoda ląduje na moim brzuchu, ciamka pierś a dla mnie czas się zatrzymuje, wszystko przestaje być ważne. Jestem tylko ja i ona. Siedzę teraz, piszę to i ryczę jak bóbr 🙂

  11. Jako ojciec nie powinienem startować ale pamietam jak przywiozłem Żone i córke do domu, a był to początek stycznia, rozwinąłem i rozpoczął sie konkurs , kto przewinie maleństwo. Jak usłyszałem jak nad nia biadoloą Babcia z Matką to odsunąłem i sam przewinąłem. Przy okazji sprawdziłem czy wszystko jest ok. Było.

  12. Pierwsze spotkanie z moją małą latoroślą (a raczej latoroślem) było całkiem niedawno – bo niewiele ponad roku temu 😉 I tych pierwszych spotkań było kilka – najpierw latorośl miała postać dwóch kreseczek na teście, potem była 3,5 cm tańczącym człowieczkiem na usg, potem rosnącym brzuchem do którego dużo przemawiałam a który dużo się ruszał,a najgłówniejszym pierwszym spotkaniem było oczywiście spotkanie na porodówce- niby już znałam tego małego człowieka od 9 miesięcy a jednak dopiero wtedy mogłam spojrzeć w jego maleńką buźkę i oczy 🙂

  13. Pierwsze spotkanie z moja córka bylo prawie 25 lat temu.Ale zobaczylam ja,jak miala juz miesiac…8.11.1991 – cesarka,wybudzenie z narkozy…po pewnym czasie przychodzi do mnie Pani( potem dowiedzialam się,ze to była psycholog szpitalna) lapie mnie za,reke i mowi:” niech się Pani nie martwi uridzi Pani sobie następne…”.Szok…za chwile dowiaduhe się,ze moja Aska uriodzila się z 1 punktem wcskali Apgar i zostala przewieziona do kliniki dzieciecej do Zabrza.Byl wolny tylko jeden inkubator…Po wyjsciu ze szpitala od razu pojechalam- i niestety..nawet nie zobaczylam corki.Epidemia pneumonii…Miesiac dla matki bez dziecka- to jak wiecznosc.Nigdy nie nadrobi się straconych bezpowrotnie cgwil bliskosci,czulosci,dotyku…Cudem jest,ze moje dziecko jest zdrowa,normalna,piekna i inteligentna kobietą.To.naprawde cud…

  14. Piękne są te wspomnienia, które dotyczą naszych pociech 🙂 Czytam komentarze i jestem wzruszona.
    Moje wspomnienia są równie piękne, choć ( czego bardzo na początku żałowałam ) nie dotyczą pierwszych chwil po narodzinach.
    Mojego Synka zobaczyłam pierwszy raz, kiedy miał trzy latka. Na widok mnie i męża, po prostu się rozpłakał. Ze strachu, bo bał się dorosłych, którzy w jego króciutkim życiu zdążyli już go bardzo skrzywdzić. Trochę trwało, zanim przekonaliśmy go do siebie, a słodycze i zabawki były w tym przypadku niezłym argumentem 🙂 Po godzinie bawił się już z nami w najlepsze. To wtedy usłyszałam od niego po raz pierwszy słowo, o którym tak bardzo marzyłam… MAMA… Rozpłakałam się, mąż też, a po chwili zaczął płakać syn. Na pytanie, dlaczego, odparł, że płacze, bo już wie, że ma mamę i tatę, prawdziwych rodziców. A ja nareszcie byłam prawdziwą, najprawdziwszą mamą po wielu bolesnych latach. Najprawdziwszą i najszczęśliwszą. Mój wymarzony chłopczyk, to dziś 30 – letni drągal 🙂 I wciąż bardzo, bardzo kochany 🙂
    Kilka lat później zostałam mamą po raz drugi. Tym razem adoptowaliśmy kilkumiesięczną dziewczynkę.
    Nasza córcia podbiła serca naszej trójki natychmiast i dzień, kiedy przywieźliśmy ją do domu jest dla mnie jednym z najpiękniejszych wspomnień. Dziś też jest już dorosła, ale o Dniu Matki pamięta zawsze. A ja jestem szczęśliwą, spełnioną mamą.

  15. Antoś urodził się jako trzeci. Piękny chłopczyk. Waga ponad 4 kg. Śliczny. Różowy 🙂 wcześniejsze porody były naturalne ale długo rodziłam. Antoś ogromnie się spieszył. Akcja porodowa to 5 minut strachu i bólu. Później nieopisane szczęście. Mąż cały czas byl z nami 🙂 Dumny Tata. Osobiście przeciął pępowinę. Osobiście mierzył długość ciałka. Osobiście ubierał. Gdy Antoś się urodził płakał i krzyczał ale u mnie na brzuchu momentalnie się uspokoił. Cudowne uczucie. Niezapomniane. Za każdym razem podobne lecz inne. Dziś Antoś jest już w niebie. Miał dwa latka. Umarł cichutko. Ale przy Mamie i Tacie. Tak jak przy narodzinach…

    1. Bardzo mi przykro. Straciłam synka, którego nawet nie miałam okazji przytulić, więc wiem, jaki to ból. Ktoś kiedyś napisał, że takie mamy jak my, są mamami aniołków. I tego się trzymam, że mam gdzieś tam swojego aniołka.

          1. Wiesz, Aniu, ostatnio trochę grzebałam w genealogii, szukałam przodków, itp. Mamy jednak niesamowite szczęście żyć w XXI wieku. Jeszcze sto lat temu dzieci marły jak muchy, nie przymierzając 🙁 Kiedy myślę o naszych prababkach, to serce mi się kraje. Nie wiem, czy jest coś gorszego od pochowania własnego dziecka…
            Łeeee… a miało być optymistycznie :/

  16. Moje pierwsze spotkanie z synkiem odbyło się po 12h porodu siłami natury zakończonego 15min cesarki 🙂 Pamiętam przerażenie jakie mnie ogarnęło, kiedy po wyjęciu małego nie usłyszałam jego płaczu…Położna poinformowała mnie, że był owinięty dwa razy pępowiną i muszą mu pomóc “zaskoczyć” z oddechem. Wpadłam w panikę, minuty dłużyły się niemiłosiernie, aż w końcu na sali rozległ się donośny krzyk noworodka. Najpiękniejszy dźwięk, jaki w życiu usłyszałam 🙂 Po paru minutach położono mi go na piersiach. Przytuliłam mięciutkie ciało, pokryte jeszcze meszkiem noworodkowym i pierwszą moją myślą było: “Boże!, mam pluszowe dziecko!” 🙂 Po 4h przywieźli mi go na karmienie. Jadł, jadł i jadł a ja podziwiałam jaki jest ładniutki. Spodziewałam się, że będzie wyglądał jak większość noworodków,czerwony, pomarszczony…a on nie. Skórę miał gładziutką, w “normalnym” kolorze, włoski jasne, bujne. Na oddziale został okrzyknięty “misterem noworodków” 🙂 Najpiękniejsze dziecko na świecie. Jak każde dla swojej mamy 🙂

  17. W kwietniu tego roku minęło 38 lat jak po raz pierwszy ujrzałam swojego syna. Poród był naturalny (miałam wtedy 25 lat), syn urodził się zdrowy, duży 4 kg i otrzymał 10 pkt. w skali Apgar. Zaraz po porodzie, przez moment pokazano mi synka i potem przynoszono tylko na karmienie. Pamiętam tylko słowa położnej Janiny: „dziecko gdzie ty zmieściłaś tak dużego chłopaka” (przed ciążą byłam szczupła i drobnej budowy ciała). Siostra Janina była bardzo miła i sympatyczna, i przez cały okres pobytu w szpitalu, pomagała mi przy dziecku. Uczyła, pokazywała jak prawidłowo karmić, jak przewijać. Do dziś pamiętam wielką radość z narodzin syna i wdzięczność dla tej położnej. Minęło 17 lat syn-jedynak uczył się w liceum, a tu los sprawił nam niespodziankę i „wywrócił nasz dom do góry nogami”. Na 20 rocznicę ślubu w wieku 42 lat urodziłam córkę. Znów urodziłam siłami natury zdrową (też 10 pkt. w skali Apgar) śliczną dziewczynkę. Zaraz po porodzie położono mi ją na brzuchu i długo mogłam tulić ją w ramionach. Radość, ze dziecko jest zdrowe (tylko tego się obawiałam) i jest to córka (mimo wielu USG płeć do końca była niespodzianką) była przeogromna. W szpitalu mogłam cieszyć się nią cały czas, bo leżała obok mnie w łóżeczku. Mąż zaraz po jej urodzeniu powiadomił „cały świat”. A syn gdy mnie odwiedził w szpitalu powiedział: „cieszę się, udało się, mamy dziewczynę, ale nie zróbcie mi tego jeszcze raz, bo drugi raz tego nie przeżyję”. Dziś nasza dziewczyna jest 21 letnią szczęśliwie zakochaną studentką. Rodzeństwo mimo takiej różnicy wieku „rozumie się bez słów”, a ja marzę, żeby zostać babcią.
    O północy córka złożyła mi już życzenia z okazji „Dnia Matki”, wręczając to co lubię najbardziej – książkę, a syn telefonował, że przyjedzie rano. I cóż potrzeba więcej do szczęścia matce – aby dzieci były zdrowe i wiedziały, że najważniejsze są w życiu chwile, zwłaszcza te w których możemy wyrazić szacunek i miłość.

  18. …ale mam tremę…dzisiaj Dzień Matki a ja, ojcec pięciorga dzieci z których pierwsze ma tyle lat co AS klikam, pierwszy raz w życiu na blog i to w dodatku kobiecy…ufff…już mi nieco trema przechodzi…kochane MAMY kochamy WAS za to, że WAS MAMY…hmmm…chyba gmatwam…i już nasładzam się na Dzień Ojca…brzdęk

  19. Starszą córeczkę urodziłam akurat 26-go maja. Więc dzisiaj mamy podwójne święto :). Po urodzeniu od razu położyli mi ją na brzuch. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam tę jeszcze zmarszczoną buzię. Leżała na mnie cichutko. A później to tylko patrzyłam się na swoje dziecko, a ona jak mi się wtedy wydawało wpatrywała się w moją twarz. Te magiczne chwile wypadały akurat na czas, kiedy karmiłam ją piersią.
    Jako drugi, na świat przyszedł synek. Wykluwał się dosyć niecierpliwie, bo już po tym jak wyszły główka i ramiona, to zaczął już się ruszać z takim mruczeniem jakby był niezadowolony z tego, że jeszcze go coś uciska. Oczy i mina położnej w tym momencie mówiły za siebie :). Kiedy mały już się uwolnił, to położyli mi go na brzuch i pierwsze co, to odnalazł pierś i zaczął ssać tak jakby wieki nie jadł :)).

  20. Moja pierwsza córeczkę poznałam 5lat temu, przyszła na swiat 1 czerwca. Byłam zestresowana i zielona 🙂 bałam sie jak to bedzie, a gdy urodziłam zobaczyłam piękna istotke z oklapnietym uszkiem 8 zakochalam sie , malutka odrazu otworzyła oczka i mogłyśmy na siebie popatrzeć , nasza mała Gabrysia. Położono ja na moim brzuchu i poczułam jaka jest cieplutka i delikatna. Z chwila urodzenia wtedy, urodziła sie nowa ja. Stałam sie odważniejsza, dzielniejsza i wyzwoliły sie we mnie nieznane mi dotąd pokłady milosci . Milosci takiej prawdziwej , ktora chce dawać a nie brać. Milosci , ktora w niewyjaśniony sposób mnoży sie i pomimo nieraz zmęczenia , potrafi nadal byc subtelna i delikatna. Dzis jestem potrójną mama i za każdym razem przywitanie nowego członka rodziny wyglądało niby tak samo, a jednak zawsze powstaje ta niewidzialna nitka doskonałego zrozumienia i zawsze towarzyszy temu wydarzeniu ten wybuch fenomenalnego poczucia szczęścia, bezpieczeństwa, milosci …spełnienia .

  21. Ja zobaczylam mojego maciupenkiego synka dopiero dzien po porodzie. Jako ze urodzil sie w 26-tym tygodniu zostal od razu zapakowany do inkubatora i zabrany na oddzial pietro wyzej. Jedyne co pamietam to tylko to, ze musnelam go dlonia i widzialam jak go wywoza… Jak juz lezalam na oddziale poporodowym to uprosilam pielegniarke zeby wziela moj tel. i poszla zrobic mu chociaz zdjecie. Dopiero rano jak juz bylam bez cewnika i znieczulenie przestalo dzialac pielegniarka zaproponowala, ze mnie zawiezie do malego. Nie przewidziala tylko, ze ja nie zamierzam czekac na wózek i mimo tego, ze szlam po scianach i o malo nie zemdlalam w windzie, to nie bylo sily zeby mnie zatrzymac ;-)) Dopadla mnie w polowie drogi i poinformowala, ze jak nadal bede taka uparta to wcale go nie zobacze, bo wykrwawie sie po drodze ;-))) Hmm… tylko kto by sluchal jakiejs pielegniarki w takim momencie? ;-))) Adrenalina zrobila swoje – doszlam o wlasnych silach, dopadlam inkubatora z szalenstwem w oczach i… dopiero wtedy klaplam na podstawiony wozek i pozwoliłam sie odwiezc na oddzial, na wpol zywa ale tak szczesliwa jak nigdy wczesniej w zyciu 😀

  22. Moje pierwsze spotkanie z córeczką wcale nie było bajkowe, wymarzone i magiczne 😉 Cały ostatni trymestr bałam się jak będzie wyglądał poród-wiedzialam, ze będę sama, czy dam radę, czy bedziemy całe i zdrowe, czy dam rradę, będę umiała się nią zajmowac ?! Najchętniej wtedy przedluzylabym ciążę o kolejne tygodnie 😉 Gdy 1.02 w nocy odeszły mi wody i po 4h uslyszalam: jeszcze juz widać glowkę byłam chyba najbardziej zestresowana nową matką; ) Modlilam się żeby nie płakała bo nie wiedzialam czy dam radę ja pocieszyc…była taka tyciunia, delikatna. Zanim poczulam czystą miłość, nie podsycona już strachem minęło troszke czasu, mam wspaniala, przepiekna córeczkę, którą kocham ponad własne życie

    1. Też strasznie się bałam, czy poradzę sobie z taką kruszynką, ale zaczyna działać instynkt, więc jakoś to idzie. 🙂

  23. Pierwszy kontakt z latoroślą? Nie była, niestety, moja. Porastała plebanię od południowej strony… Proboszcz groził wiecznym potępieniem, ale ja się skontaktowałem, mimo to…

    P.S. W konkursie biorę udział poza konkursem.

  24. A ja moją córeczkę zobaczyłam po raz pierwszy dwa lata temu, chociaż ma już 11 lat… nigdy nie zapomnę wyrazu jej wielkich, niebieskich oczu kiedy siedziała na tylnym siedzeniu naszego samochodu, niedowierząjąc, że teraz naprawdę będę jej mamą….i mimo, że nigdy nie przeżyłam tych pięknych historii, o których piszecie powyżej to dzisiejszy sms mówiący o tym, że bardzo mnie kocha znaczył dla mnie więcej niż cokolwiek co dotychczas doświadczyłam 🙂

  25. Pierwszy kontakt z pierwszą latoroślą nie był kontaktem fizycznym. Po cesarce musiałam ileś czasu leżeć a potem mogłam wstać i próbować się przejść. U mnie to jakoś w godzinach nocnych chyba wypadało. Wiem, że przechadzka po sali to było mało, więc przeszłam się do sali noworodków, zobaczyć, które to moje. Takie piękne, kudłate na tle innych łysolków. Wróciłam na salę po telefon komórkowy żeby zrobić zdjęcie.
    Z drugą – okazałam się matką nieco wyrodną. Już wprowadzili zwyczaj, że dziecia się kładzie na matkę nawet po cesarce. Ale ja nie tak od razu. Czułam silna potrzebę odkaszlnięcia, co chwilę po operacji jest raczej wykluczone. No to tak kombinowałam, kombinowałam aż w końcu posłałam Małżonka po jakieś pastylki na gardło. Ja po prostu nie chciałam, żeby pierwsze wrażenie, jakie będzie miał Dzieć to była wykrzywiona twarz rodzicielki. Kiedy więc już dostałam pastylkę, gardło choć trochę przestało dokuczać, to położyli na mnie moje maleństwo. Nie wiem ile czasu leżało, ale to było cudowne uczucie.

    Mam nadzieję, że tuż przed północą to jednak wciąż jest 26 🙂

      1. To było dopiero przy moim drugim. Pierwszą chyba zobaczyłam jak się wybudziłam, ale byłam tak osłabiona operacją, że niewiele pamiętam. Zapamiętałam dopiero to nocne błądzenie po szpitalu 😉
        Dzieli moje Dzieci ino półtora roku różnicy, ale w tym czasie mocno zmienił się standardy i w szpitalu po drugim porodzie Dzieć miał swój wózek supermaketowy, ale spał z mamą na łóżku. Łóżka już były szersze i z barierką z jednej strony… Czyli pokrojona mama nie musiała zwlekać się z bólem do ryczącego nocą Dziecia tylko przytulała ewentualnie podsuwała cyca prawie w półśnie.
        Co więcej obligiem było kangurowanie przez tatusiów… Tylko mój Małżonek stanowczo się temu sprzeciwił i chyba jako jedyny tatuś nie trzymał Dziecia na piersi. Ale patrzenie i słuchanie jak inni to przeżywają też było piękne.

        1. Tak właściwei to chyba na pierś było, żeby się szef… znaczy szew nie rozszedł. W każdym razie miałam Dziecia na sobie chwilę po tym, jak się wybudziłam.

  26. Każde spotkanie z moimi dziećmi to wspaniały czas.
    Ale najmocniej pamiętam czwarte, bo stosunkowo niedawno.
    Cc,usłyszałam tylko, że synek, a potem ciśnienie poleciało na łeb na szyję…jakiś raban, ktoś trzymał mnie za rękę, odpływałam..
    A jednak żyję
    I jak już obudziłam się i mąż mógł przynieść synka to na chwile stanęło mi serce – bo podając mi różowe zawiniątko mąż powiedział -a mówiłaś, ze chłopak,a to dziewczynka!Dopiero po chwili zaśmiał się – w szpitalu wszystkie kocyki były różowe.
    Spojrzałam w wielkie, granatowe oczka,przystawiłam do piersi i …wiedziałam, że jesteśmy w komplecie;D

  27. Swój komentarz zamieściłam wczoraj ale do dziś nie przeszedł weryfikacji, nie wiem czy to jakiś błąd czy to może dlatego, że ja nie jestem matką biologiczną…?
    W każdym razie spróbuje jeszcze raz.

    Ja moją córeczkę zobaczyłam bo raz pierwszy dwa lata temu, mimo, że ona ma już 11 lat…
    Nigdy nie zapomnę wyrazu jej wielkich, niebieskich oczu, kiedy siedziała na tylnym siedzeniu naszego samochodu, niedowierzając, że teraz będę jej mamą.
    I pomimo tego, że nigdy nie przeżyłam historii podobnej do tych, o których piszecie powyżej to dzisiejszy sms od niej mówiący o tym jak bardzo mnie kocha znaczył dla mnie wszystko.

    1. Komentarz jest. Po prostu dotarł po północy i dopiero rano go zatwierdziłam. Czekał na moderację. Zawsze tak jest, jak ktoś komentuje za pierwszym razem (chyba do trzech nawet).
      Dziękuję za to piękne wspomnienie.

  28. piszę poza konkursem, ale wiadomo dlaczego – swój bezcenny egzemplarz książki mam (aaaaa tak tak odwieczna radocha 😀 ) , a temat konkursu jest tak uśmiechnięty, że muszę napisać :DDD

    O 6.00 rano pielęgniarki obudziły mnie i zawiozły na salę, gdzie podłączono mi kropłowkę. Świetnie, w końcu zaczęło sie coś dziać, bo synek na świat nie spieszył się. Minęły już dwa tygodnie od terminu i ani Młody, ani lekarza nic nie robili. A dzisiaj proszę- zaczyna się imprezka. Zapytałam sie lekarza czy mogę słuchać muzyki, odparł ze śmiechem że tak. Po godzinie zrozumiałam skąd ten śmiech się wziął. Nie dało rady. Sama wyrwałam słuchawki z uszu. Ból spowodowany działonem oksytocyny był nieziemski. Wyciągnęli mnie spod łózka i ponownie wbili weflon w żyły. Wyrwałam go wijąc się z bólu i tak po trzykroć. Potem otrzymałam znieczulenie i dało mi to komfort istnienia. Po 20.00 synek uznał, że jednak opuści moje ciało i z wielkim krzykiem przyszedł na świat. Mężuś przeciął pępowinę i był taki dumny, a ja momentalnie zapomniałam wpiąć mu medal za odwagę, zapomniałam o całym bólu, zapomniałam o swiecie. Wpatrywałam się w syna a całee moje ja krzyczało: Rany! jaki śliczny!!!! AAAAA!!!!i ma twarz i wszystkie palce u rak i nóg i jest taki piękny i …uśmiech nie opuszczał mej twarzy, normalnie wieszak w gębie.A jaka fala miłości mnie zalała, cud, że nie utopiłam się w niej. Normalnie poczułam się jak anioł. Lekko cudownie i tak kochająco.
    – Tomek, urodziłam swojego brata hahahahahaha
    Przytuliłam genetyczną kopię. Byłam taka szczęśliwa. Jest synuś! Cały i zdrowy.I taki cudowny,
    Na łóżku wywieziono nas do innej sali. Synek leżał koło mnie i patrzył na świat swoimi wielkimi oczami, jakby obserwował lampy na suficie. Oczka mu latały jak staruszkom na ławce przed blokiem.
    Popatrzyłam na niego zdumiona. Myślałam, że niemowlaki mają zamknięte oczy i sa w odwiecznej drzemce, a ten tutaj już bada świat.Wow, Szelma mała moja kochana hahahaha.
    Zajechaliśmy na salę i zaserwowałam synkowi pierwsze jedzenie: mleko z piersi. Świeża dostawa.. Syn bez problemu poradził sobie z cyckiem. Fachura, hahaha.
    Przy konsumpcji robił miny i patrzył: raz na mnie a raz na męża, który był koło mnie.
    – Tomek, czy ty widzisz jak synkowi oczy latają? Ten gościu będzie wymiatał.

    I wymiata. Póki co. Świetny rośnie z niego facet.

    A córka to już inna historia, Ta to tak imprezowała w brzuchu, ze owinęła się pępowiną. I do tej pory nie usiedzi na miejscu. Chce wszystko na raz robić i wszędzie być.

    Niezapomnienia są to chwile. Ta radość spojrzenia na malucha jest nie do opisania. Ulga wymieszana z dumą. I taka jasność uczuć: kocham, kocham nad życie.

    aj…….idę ucałować te swoje skarby. :))))

Pozostaw odpowiedź ~demirja Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *