A mnie to wszystko…

Dzisiaj naszło mnie refleksyjnie. Weekend spędziłam (prawie cały) na wolnym wybiegu. Rozpoczęliśmy na całego sezon rowerowy. Chyba 60 km przejechaliśmy. Może to nie jest powalający dystans, ale my jeździmy zupełnie turystycznie, bo to albo nad jeziorem przysiądziemy albo po jakimś ogrodzie dendrologicznym pospacerujemy, albo z obcym psem się zaprzyjaźniamy i przez kilkanaście minut rzucamy mu patyk. I wiecie, co? Jak tak jechałam i wiatr wywiewał z łepetyny głupoty, przewiew robił, napowietrzał szare komórki, to włączyło mi się myślenie. Oczywiście do bardzo banalnych wniosków doszłam. Nobla za to nie będzie.

Po pierwsze świat jest piękny. Cudny po prostu. Żółty rzepak, zieleń traw, kwiaty na drzewach owocowych, magnolie, rododendrony, a za chwilę bzy… Ech… Cudo po prostu.

rzepak(to rozczochrane coś, to oczywiście ja)

I tak jak już mi się to myślenie włączyło, to doszłam do drugiego wniosku. Trzeba doceniać małe rzeczy. Te najmniejsze.

Życie nieraz zasunęło mi kopniaka w tyłek. Czasami waliło też bejsbolem przez łeb. Ba! Teraz też wali i przypomina, że nie można iść przez życie uchachanym jak prosię w deszcz. Mimo to jest pięknie! Świat wokół zachwycający, o ile sami sobie go nie zepsujemy.

Ostatnio czytałam w necie dyskusję na temat jednej z wokalistek, że wyzywająca, że gruba dupa, że nie w tym wieku, że operacje plastyczne… A wiecie, kto najmocniej krytykował? Kobiety. Dlaczego kobiety kobietom to robią, nie mam pojęcia. Każda z nas będzie stara, może i gruba, z obwisłym tyłkiem, cyckami itp. No, chyba że sobie zafunduje jednak te wszystkie operacje poprawiające wygląd. Ale wiecie co? Mnie kompletnie to wisi i powiewa, kto sobie te cycki zrobi czy usta powiększy. A nawet jak postanowi z gołym tyłkiem światu się prezentować, to jego wola. Niech każdy robi, co chce, byle tylko nikogo nie krzywdził.

wirty

I doszłam do jeszcze jednego wniosku. Że jak mnie życie chce walić od czasu do czasu tym bejsbolem, to za każdym razem spróbuję się podnieść. Podjechałam pod górkę? No! To z innymi rzeczami też dam radę. Bo kto jak nie ja? Nie?

I nawet nie chodzi o to, że ja, bo każdy może.

Kiedyś dostałam mejla od jednej z czytelniczek, która mi napisała, że od dawna czyta mój blog, obserwuje, trochę mnie poznała. I co? I napisała: „Anka, jak ty mogłaś, to ja też mogę. Dziękuję, że pomogłaś mi uwierzyć. Bo okazuje się, że nieważne, ile się ma lat, zawsze można wprowadzać zmiany w swoje życie”.

Można? Można.

No… to tak mnie poniosło w trakcie tej jazdy rowerem. A że w tym roku skończę 40 i 4 lata, więc mogę. 😆

 

 

PS  Przede mną trudny tydzień, to pewnie dlatego. Trzymajta kciuki, by wszystko działo się pozytywnie. I żebyście się nie zamartwiali i nie zastanawiali, co mi odwala, to tylko napomknę, że chodzi o sprawy zdrowotne. Przyda się pozytywna energia. Nie chcę na razie pisać o szczegółach, ale pewnie kiedyś to zrobię (i nie pytajcie na priv).

 

PPS  A jeżeli chcielibyście wygrać moje książki, to zapraszam na konkurs do Literackiego Świata Cyrysi.

0 myśli na “A mnie to wszystko…”

  1. Kciuki trzymamy mocno!!! I zgadzam się z Tobą w 100% jak zaczniemy dostrzegać to co ładne, fajne i dobre wokół nas to życie nie stanie się łatwiejsze ale łatwiej będzie żyć! I rozejrzyjmy się wokół – owszem my mamy problemy ale są ludzie i to w naszym bliskim sąsiedztwie, którzy mają dużo gorsze problemy np zdrowotne a mimo wszystko się uśmiechają, wiec jak oni dają radę to my też damy. I obyśmy tylko zdrowi byli bo cała reszta to pikuś! To się da!

  2. Aniu ja też tak myślę, każdy ma prawo żyć po swojemu byle innych swoim postępowaniem nie krzywdził. A Tobie życzę dużo zdrówka bo wszystko inne masz w nadmiarze – oczywiście mam na myśli talent urodę i rozum.
    Pozdrawiam cieplutko…..

  3. Ogromnie mi się podoba Twoja filozofia. Iluż ludzi w pogoni za lepszym zapomina sie cieszyć z tego co już zdobyło, a ciosy trzeba odbijać to nas nie dobiją.

  4. Uwielbiam Cię czytać, Aniu, bo to prawdziwa przyjemność czytać Kogoś, kto w dzisiejszych czasach jest po prostu NORMALNY. Uściski i dużo zdrówka 🙂

  5. Po przeczytaniu “Szeptów dzieciństwa” sięgnę po kolejną Twoją ksiażkę….. Tu, na blogu tak mi dobrze….
    60km to zacny dystans, brawo!!!
    uwielbiam takie wycieczki, uwielbiam te kolory na łakach i polach :)))

  6. Szczerze mówiąc Nobel Ci się należy. Bo do najbardziej oczywistych wniosków dochodzi się najtrudniej. Zamiast szukać czegoś, co się nie udało, trzeba się cieszyć z sukcesów, nawet tych pozornie mało znaczących. Z nich też jest świat zbudowany.

    A jeśli chodzi o “krytykowanie” kobiet przez kobiety, to najbardziej lubię takie: Wielki tytuł “Co z nią się stało?” a pod spodem dwa zdjęcia tej samej aktorki. Szczegół, że jedno sprzed 40 lat a drugie współczesne… Cóż jej się stało? Ano starość jej się stała. Dla jednych natura jest łaskawa i robi to ładnie, innym dokłada tam gdzie nie potrzeba a zabiera gdzie i tak było mało. No życie …

      1. Jakie te Kury są uparte – co nie? 😉

        Jak się przekona i kilka dni napije się tej swojskiej pokrzywy, prosto z łąki, czy innego lasu… to zaraz pisała do Ciebie będzie o tę sadzonkę 🙂 jak nic … tylko sama musi odkryć różnicę między ziołami z apteki lub sklepu zielarskiego, a tymi własnoręcznie uzbieranymi 😛

        1. Ha, ha 🙂 Przekonałyście mnie. CHCĘ TĘ SADZONKĘ. 🙂 🙂 BARDZO CHCĘ. 🙂 Piszcie, co jeszcze posadzić, bo mam miętę, melisę, oregano, dwie różne bazylie, kolendrę i lubczyk. Jeszcze muszę lawendę kupić – to na bank. 🙂

          1. szałwię 🙂 i do mięsa dobra fajna i do płukania gardła gdy boli, i na jamę ustną pomaga i… dobrze na zęby robi 🙂 🙂 zwłaszcza świeżymi listkami przecieranie dziąseł 🙂 … to taki jeden z myczków mojej babci, gdy jeszcze po pasta do zębów na galicyjskiej wsi to było mało oczywiste posiadanie.

            choć szałwia to też magiczne zastosowanie może mieć

            rozmaryn też do mięs pieczonych, poezja, ostry zapach i smak, ale też do nacierania bolących stawów (miażdżysz kilka listków lub gałązek i przykładasz)

          2. Rozmaryn uwielbiam właśnie w mięsku. 🙂 Nie wiedziałam, że działa też na stawy.
            A szałwię też mam, zapomniałam o niej. Ostatnio Nawet Nutuś sobie na niej leżakował. 🙂

          3. Duzo informacji o ziolach jest na stronie (jak juz sie przebijesz przez komercje naukowa, po prawej jest przystepne menu… gdybym miala do wydania 3500 to bym nad jego oerta sie zastanowila) http://rozanski.li/

            Co do rozmarynu to on bardziej na stluczone niz na bolace z przewleklego bolu. Nie testowalam w prawdzie, wiec sobie nie dam nic uciac. 😉 czytalam, acz nie bylo to sprawdzone źródło.

          4. O, poczytam sobie w wolnej chwili. Ogarnę tylko ten tydzień, bo mam niestety zawalony i to bieganiem po lekarzach.

        1. Tak na poważnie to tej pokrzywy jednak nie przynosiłabym do ogródka jeśli jej tam nie masz, bo jak się pojawi ciężko jej się pozbyć. 🙂

          Jednak, kiedy jeździcie gdzieś po łąkach, to zbierałabym ją jak najbardziej, tako jak i kilka innych ziółek. Bo na prawdę warto i na prawdę różnica jest ogromna w porównaniu do tego co w handlu.

          Poza tym, poza naparem z pokrzywy do picia, ja naparem przemywam twarz zamiast toniku czasami, a do tego właśnie też zamierzam robić sobie płukankę na włosy – raz zrobiłam i… no cóż, chyba lepsze to niż niejedna odżywka do włosów… tylko warto letnie mieć do polewania głowy, bo zimnym naparem to jest lekki hard kor, jak strumyczek zimnego po rozgrzanej głowie leci 😛

          Z innych ziół – to o perzu czytam właśnie i zastanawiam się nad wypróbowaniem tego z ogrodu, choć mam obiekcje ale i z tym dam radę.

          Do tego, mam zamiar, jak nie będzie padać, kiedy będę mieć wolną chwilę, wybrać się i nazbierać krwawnika, zanim przerośnie i do sałatki go dodać 🙂 (kiedyś babcinym kurczakom podjadałam, a teraz mam plan aby go sprawdzić w sałatce ziemniaczanej)

      1. warto Aniu, porozglądać się na tych spacerach, a sama zobaczysz ile ciekawych rzeczy jeszcze, poza pięknymi widokami, można dostrzec i nazbierać 🙂 🙂

          1. nad właściwościami wierzby się zastanawiam i o nich czytam, gdyż polopiryna to akurat może dała by się wierzbą zastąpić 🙂

            dziurawiec, melisa, dzika mięta, 🙂 u sąsiada – obrywanie kwiatów na lipach 🙂 – to wszystko z dzieciństwa i wyjazdów do Babci na wieś pamiętam. 🙂

            i liście maliny dzikiej na napary do picia, i wielu innych fajnych rzeczy przypomnieć sobie nie mogę, choć wiem, że były 🙂 i, że je zbierałam z Babcią, dla której to było naturalne

            Kiedy Mamę zapytałam co ona pamięta, bo powinna więcej ode mnie przecież, z racji, że to córka Babci i trochę więcej lat razem spędziły, to się okazało, że pamięta jeszcze mniej ode mnie 🙁

          2. Lipę też zbieraliśmy. Zimą bardzo przydatna. 🙂 A o wierzbie nic nie wiem, ale poczytam z ciekawości.

  7. Piszesz, że każda będzie kiedyś stara i brzydka, chyba że sobie operacje upiększające zafunduje… Tak, jak nieraz złośliwe gazety pokazują: wówczas będzie jeszcze brzydsza. Ja tam zdecydowanie wolę naturalną brzydotę niż tę od chirurgów plastyków. Ta pierwsza potrafi bowiem być naprawdę interesująca.
    3m się, Nie posyłam żadnej energii, ponieważ obawiam się, że do tej pozytywnej mogło by się przyczepić to, co się ostatnio przyczepiło do mnie, a tego nie życzę nikomu. Więc po prostu: zdrowia życzę.

    1. No tak ironicznie to napisałam, bo też uważam, że starość może być ciekawa, to wszystko zależy od nas. Lepiej wyglądać naturalnie niż groteskowo. 🙂 🙂

  8. Hmm… Dla mnie 60km na rowerze, to czysta abstrakcja, niestety… Przywrócenie formy sprzed lat zajmie… lata, jeśli nie dekady ;-). Za to sezon rolkowy otworzyliśmy z Mamą Sz. I zamierzamy go podtrzymywać ciągle. Chociaż tyle ruchu.

      1. Ja kiedyś dawno, w podstawówce, jeździłem całkiem nieźle. Potem złamałem nogę (na nartach), wyrosłem z buta i… na wiele lat zapomniałem. Teraz wracamy z Mamą Sz. i staramy się dbać o formę ;-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *