Jak sobie poprawić nastrój?

Mam pewną wspaniałą czytelniczkę, od której prawie codziennie dostaję mejla. Zawsze optymistycznego. Dodatkowo motywujemy się do ćwiczeń fizycznych. I właśnie przez jej mobilizację mam dziś zakwasy. Wczoraj, jak to mówi Babcia, dałam sobie po kaczaku (cokolwiek to znaczy). Babcia zawsze tak mówi, kiedy schodzi z mojego orbitreka – a ćwiczy codziennie, wpędzając mnie we wstyd, wyrzuty sumienia i kompleksy. No, ale od czego pomysłowość. Jak Babcia ćwiczy, to nie patrzę, udając, że mam ogromnie ważną sprawę do załatwienia. A co z oczu, to z serca.

I właśnie od czytelniczki Kasi dostałam fajną fotkę, która mnie zainspirowała i tak podniosła na duchu, że chce się śpiewać, choć pewnie moje śpiewanie zawsze i w każdych okolicznościach brzmi jak wycie do księżyca.

Kasia dobrze się wstrzeliła w mój dzień z wiadomością, bo akurat od jakiegoś czasu przymierzam się do tego, by się zważyć. Zawsze to robiłam codziennie, co podobno nie jest dobrze, ale odkąd przenieśliśmy się na poddasze, a waga została na dole, nie było okazji, a potem nagle strach zajrzał w oczy. Bo ja wiem, że moje ręczniki, gacie i staniki ważą naprawdę sporo kilogramów, ale nie można się wciąż ważyć w ubraniu, nie? Dzień ważenia odwlekałam, jak tylko mogłam, bo po co sobie psuć nastrój. A że sobie go popsuję, to było pewne jak dwa razy dwa.

Ale okazuje się, że pomysłowość ludzka nie zna granic. Zainspirowana wiadomością od Kasi, wzięłam karteczkę. Żółtą. Długopis. I namazałam: 45. No, ale za chwilę przyszła refleksja, że to byłaby lekka przesada przy wzroście 175 (wiek pomijam oczywiście). Wzięłam więc drugą żółtą karteczkę i naskrobałam sobie 58. Pięknie. Przykleiłam na wyświetlacz wagi i odważnie na nią stanęłam. No! Nareszcie! Od razu poczułam się leciutka jak piórko, wiotka jak trzcina na wietrze i piękna jak kura z wolnego wybiegu. Teraz to ja mogę wypiąć pierś do przodu i zasuwać przed siebie z gracją i elegancją. Muszę się tylko stopować, by nie zacząć próbować mierzyć w sklepach ubrań w rozmiarze 34, bo znów frustracja gotowa. A tak to normalnie gitara. Zauważyliście, jak ostatnio wychudłam? I Nie tylko w oczach i uszach, ale w tylnej stronie też! Nie wspomnę o kurzych stopach, które są już prawie w zaniku.

waga

0 myśli na “Jak sobie poprawić nastrój?”

  1. Aneczko Ty uważaj !!!

    Taka kura bez kupera to jakaś mało kurowa i mało domowa zaczyna się robić, bo to ani do rosołu, ani na nie wiadomo co… także weź tę kartkę i wyrzuć… 62 kg to będzie w sam raz – wierz mi – wiem co piszę – też jestem posiadaczką 175 cm 🙂 … i przy 62 wchodzisz w 36… a 34 rozmiar… zostawmy może gimnazjalistką. przecież Mężuś chyba powinien mieć jeszcze sobie coś z tej swojej Kury Domowej do potrzymania, a tak… wiesz… no …

    Poza tym – co za dużo to nie zdrowo – czyli za dużo zbić z wagi też nie jest zdrowo 😛

    1. Ha, ha 🙂 Coś bym Ci napisała jeszcze o wadze, ale tak na forum się wstydzę. W sumie mogę na karteczce zmienić na 62 i też się będę cieszyć. 🙂 🙂

      1. 🙂 To napisz na @, chetnie sie dowiem co masz do napisania w tym temacie 🙂

        … wierzmi, tez bym sie cieszyla na te 62 🙂 … omijam wspomnienia z tamtego czasu gdy bylo to faktem zeby sie nie denerwowac oraz profilaktycznie wagi w Wersalu nie posiadam, a na Wlosciach udaje, ze nie wiem gdzie ona jest… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *