Jadę na oparach z beczką prochu

Wiadomo wszystkim, że jestem w trakcie ogarniania swojego otoczenia. Aktualnie układam książki w biblioteczce, ale udało mi się Mężusia w niezłe maliny wpuścić. Zamawiałam wykładzinę na schody prowadzące na poddasze, by kurza stopa miała mięciutko, przyjemnie i ciepło. A Jajo mogło się po nich turlać bezpiecznie i więcej się nie łamało. Stres oczywiście był, bo musiałam to dobrze wymierzyć. Znalazłam jakąś tanią wykładzinę w necie, bo źródełko z kasiorą wyschło. Tak wyschło, że niedługo pustynia będzie. Jedziemy więc na oparach.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo jak się jest blogerem, to człowiek żyje ptasim mleczkiem, a pomoc płynie do niego z różnych, czasami nieoczekiwanych stron. Ja nie wiem, czy nasze opary tak poniosło w eter, że rozeszło się po świecie, że trzeba nas dokarmić, ale paczka żywnościowa przyszła.

Frosta zaoferowała pomoc. Napisała do mnie kobitka piękny list i pytanie, czy mogą nas dokarmić. A ja aż podskoczyłam z radości, bo w trakcie remontu nie ma nic lepszego jak awaryjne żarełko w zamrażarce.

frosta2

I przetrwaliśmy, delektując się dodatkowo smakami świata. Dostaliśmy kilka mrożonek z gotowymi daniami. I nawet Babcia mlasnęła sobie z radością, kiedy nałożyłam jej na talerz danie z kawałkami łososia. A Babcia, wiadomo, byle czego nie zje. I przyznam, że kilka razy nam ta Frosta uratowała życie. Nie pomarliśmy śmiercią głodową na progu nowej sypialni.

frosta1 (2)

Najsmaczniejsze wg mnie było Noodles&Chicken. Kluseczki wyglądające jak te robione przez mamę. I w smaku naprawdę dobre. Mniam, mniam.

frosta1 (1)

I kiedy tak dożywiana przez Frostę, mierzyłam wykładzinę, to duszę miałam na ramieniu. Bo jak będzie źle? Pomiary spisałam. Jeden rządek schodów krótszy, drugi dłuższy. Wykładzina przyszła. Gratis mi jeszcze ją obszyto, więc cudnie. Normalnie czas dobroci dla drobiu.

Mężuś zamówił specjalne pręty, by przymocować do schodów. Pyta mnie, który kawałek gdzie. Ja zdecydowanie mówię, że krótszy niżej, dłuższy wyżej. Mężuś mocuje. Jeden kawałek już jest. Ja dumna, że nawet dłuższy trochę, ale dobrze, ważne, że nie za krótki. Potem mocowanie następnego kawałka i… ups.

– Jak ty to wymierzyłaś? – pyta Mężuś, bo kawałka wykładziny mu brakuje.

Drapię się po głowie. Mózg z wysiłku zaswędział. Kombinuję, jak by to naciągnąć, ale cholerstwo stawia opór. Jeszcze można jeden stopień zlikwidować i będzie w sam raz, ale na taki pomysł Mężusiowi głos zadrżał, więc nie drążyłam tematu. Mam ochotę dodać, że może podczas transportu się skurczyło, bo przecież niemożliwe, żebym źle wymierzyła, ale też gryzę się w język. Mężuś, choć najspokojniejszy człowiek na świecie, po tak długim remoncie przypomina beczkę z prochem. I na pewno nie ja będę tą iskierką, która wysadzi go w powietrze.

– O, kurza twarz! Ten na górę, a tamten na dół! – krzyczę w euforii, że zagadka rozwiązana. – Pomyliłam – dodaję cicho.

I Mężuś przez następne pół godziny rozmontowywał to, co zamontował, by potem abarot wykładziny umocować. Nie wybuchł jednak, ku mojej radości.

No, ale co, nie myli się przecież ten, kto nic nie robi. Prawda? Prawda.

 

0 myśli na “Jadę na oparach z beczką prochu”

  1. No to nadal jesteś BOHATEREM w swoim domu!!! W awaryjnej sytuacji wyczarowujesz magiczne dostawy z Frosty. A Mężuś po prostu bardzo Cię kocha i tak trzymać!!!

  2. Lubię niewybuchających facetów. Szacun za opanowanie 🙂
    No a kasa na koncie to jedyny minus remontów 🙂 Ale Ci zazdroszczę tego zapachu nowości , farb i wpadania w nocy po ciemku na nowo rozmieszczone meble 🙂

  3. Klik dobry:)
    Kupiłam warzywa na patelnię Frosty. Musiałam przebierać to paskudztwo, bo kawałeczki warzyw miały jakieś czarne “raki”. Siedziałam jak kopciuszek i odrywałam to czarne coś.

    Pozdrawiam serdecznie.

  4. Ekhm, ja się chyba na temat wymierzania nie wypowiem, bo tak wybrałam szafę do sypialni i łóżko, że się nie zmieściły (kto by w ogóle myślał o tym, że trzeba doliczyć jakiś grzejnik, no kto?) :))

  5. 🙂
    Coz… ostoja spokoju z tego Twojego Mezusia 🙂

    wybacz, ale mnie tez frosta nie powala smakiem, moze dostalas jakas selekcjonowana paczke, bo to co w sklepie, to szkoda pisac, cena kosmos, jakosc taka sobie, zdecydowanie za kwote nizsza lub zblizona mozna kupic cos z mniejsza zawartoscia lodu, a wieksza mieszanki jedzeniowej

    1. Fakt, że cena wysoka. Też na to zwróciłam uwagę. Ale nasze były smaczne, najbardziej mi podpasowały właśnie te kluseczki z kurczakiem. 🙂

Pozostaw odpowiedź ~Zielona Małpa Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *