Jajo dyrygent

Wczoraj miałam déjà vu. Scena sprzed kilkunastu lat stanęła mi przed oczyma.

Jajo chodziło wtedy do żłobka. Miało niecałe trzy latka. Może z dwa i pół. Mniej więcej. Przychodzę po nie. Odzywam się do domofonu. Po chwili jednak wychodzi opiekunka. Sama. Ja zamieram, bo już czuję, że coś się dzieje. A kobieta pokazuje, że mam być cicho, i daje znak, bym szła za nią. Idę więc. Czuję się jak w puszczy podczas polowania. Skradam się za opiekunką, choć sama nie wiem, dlaczego to robię.

– Niech pani patrzy – mówi do mnie. A na środku sali stoją maluchy w kółku i kogoś z uwagą słuchają. Przyglądam się. A tam w samym środku stoi Jajo i wydaje polecenia.

– Ty pójdziesz tu, ty tu, a ty tam… – Pokazuje palcem na dzieci, a te patrzą w nią jak w obrazek. Uśmiecham się pod nosem, bo normalnie dyrygent mi urósł. Opiekunka też się zaśmiała i dodała, że Jajo tak po prostu ma. Lubi dyrygować.

rękaA teraz podróż w czasie. Wracamy do współczesności. Jajo dorosłe. Ja stoję w kuchni, w dłoni trzymam młynek z przyprawą (żeby go użyć potrzebne są dwie zdrowe dłonie), na blaszce leżą cieniutko pokrojone ziemniaki.

– Nie tak. Z góry. Bardziej w bok… – Jajo wydaje komendy. No, kurza twarz. W prawo, w lewo, z góry, z dołu. We wspomnieniach widzę tego malucha na środku sali w żłobku. Tylko teraz ja wykonuję polecenia. Jajo we wtorek złamało prawą rękę, bo przecież Jajo lubi się od czasu do czasu stłuc. Łapa boli, zagipsowana, nie można nią ruszać, więc matka robi za prawą dłoń. Dobrze, że jeszcze tyłka nie musi podcierać.

– A może mi rentę przyznają? – zastanawia się Jajo. – To by było coś!

Rozwiewam jednak marzenia Jaja. Renty nie będzie. Ale dyrygent może nawet całkiem niezły.

W gimnazjum, kiedy robiono testy predyspozycji zawodowych, wyszło, że Jajo nadaje się na managera. Cechy charakteru i predyspozycje charakterologiczne wskazują na to, że Jajo idealnie nadaje się do kierowania innymi. I ja to potwierdzam, choć ogłaszam bunt. Trudno. Ręka ręką, ale trzeba sobie radzić samodzielnie, bo matka zwariuje.

Bilans tego roku w naszej rodzinie przedstawia się ciekawie: prawa noga złamana w udzie – teściowa, prawa ręka złamana w nadgarstku – Jajo. Limit wyczerpany. (Mam nadzieję)

0 myśli na “Jajo dyrygent”

  1. Uściski dla potłuczonego Jaja i cierpliwości dla Kury;-)
    Jaką dyscyplinę sportu Jajo uprawiało, że się stłukło?
    Można zmienić ten wielki biały gips na lekki gips? Łatwiej by było przez te 6 tygodni…

    1. Jajo po prostu szło na staż. 🙂 Po drodze fiknęło sobie koziołka. Za tydzień ma wizytę u chirurga, to on chyba będzie zmieniał owinięcie łapy. 🙂

    2. za lekki gips się dopłaca a czasem trzeba sobie kupić w aptece i mieć ze sobą bo w przychodni nie mają – taki gips jest niebieski albo zielony….

  2. Jak przeczytałam ostatnio, że Jajo rękę złamało- to chodzę ostrożniej bo kto wie co mnie czeka:) Odnośnie dyrygowania- moja Młoda też ma takie zapędy, oj ile ja się nagadam:) Przypomniało mi się jak mój brat miał złamaną miednicę i miesiąc leżał w łóżku- to było dyrygowanie na mega wysokim poziomie 😉

    1. O, jak złamana miednica, to straszno, bo kompletnie nie można się ruszyć. Jajo na szczęście ruchliwe. Jak byłyśmy na SORze, to z dziesięć osób było przed nami i wszyscy połamani. Najgorzej, że jest śnieg, a pod nim lód i nierówności, więc o upadek łatwo.

      1. Warunki na chodnikach są straszne. Dlatego szpilek na zimę nie kupuję:) Kiedyś w czasach liceum latałam w takich warunkach na wielkich obcasach i nic się nie działo. Teraz jednak już nie te lata i w cichobiegach się pomyka 🙂

        1. Moja koleżanka tylko w szpilkach bo wg niej tylko szpilka ma szansę wbić się w lód no ale chyba lekki chód to nie jest?! Mój przyjaciel poślizgnął się, złamał nogę a jak chciał się podnieść to jeszcze rękę do kompletu!
          Aby do wiosny!!!!

  3. Aniu ciesz się, że Jajo dyryguje i predyspozycje na menadżera ma. W dzisiejszym świecie podgryzających szczurów i toksycznych związków silne osobowości mają szansę przeżycia i nie zwariowania. Życzę Jaju kochanemu zdrówka, jak najbardziej sprawnej lewej i donośnego głosu. A mama da radę, napisze kolejną świetna powieść i emocje zejdą z serducha.

  4. Życzę Jaju szybkiego powrotu do samowystarczalności i żeby matki do szału nie doprowadziło 😉
    Moja siostra mieszka w stolicy i spadła w metrze ze schodów, razem z walizką. Na szczęście tylko się mocno poobijała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *