Płonący konar i rosnący nos

Reklama dźwignią handlu. Wiadoma sprawa. Czasami jednak są reklamy, które wywołują u mnie nerw albo głupawkę. Ostatnio na pierwszym miejscu są reklamy środków na potencję. Po prostu nie mogę. Najpierw był konar, który nie chciał płonąć… Myślałam, że pęknę ze śmiechu. Wyobraźnia mnie poniosła, bo jak „płonący konar” sobie dokładnie wyobraziłam, to lekko mnie zemdliło i odrzuciło od telewizora. Bo mnie od razu się to skojarzyło z jakimś schorzeniem, z potwornym stanem zapalnym, z zaognioną skórą, ropą, naciekiem… Brrr. Może niech ten konar lepiej nie płonie.

pinokioAle reklama, którą ostatnio widziałam, a w zasadzie usłyszałam, wywołała u mnie (i mojego Mężusia) niekontrolowany atak śmiechu. Jacyś geniusze ją wymyślili. Kobieta pyta o coś faceta, ten odpowiada, a ona na to, że jest kłamczuszkiem i nos mu rośnie. Ten natomiast z radością stwierdza, że to nie nos. Więc co? Pytam się! Stan konta czy może jednak przyrodzenie? To przepraszam, jak oni rozmawiali na początku? Nos i penis raczej znajdują się (mniej więcej) na przeciwległych biegunach mężczyzny. Żeby pomylić to pierwsze z drugim, to trzeba być przekonanym, że mózg faceta i jego oczy, i usta znajdują się na wysokości jego bioder. Prawda? Wtedy faktycznie można pomyśleć, że nos mu rośnie. Wydaje mi się, że jak pytam o coś kogokolwiek, to raczej staram się patrzeć mu w oczy. Wiem, to objaw braku fantazji. Wstyd mi za to.

Oczywiście czepiam się. Ale mnie to rozbroiło. Rechotałam jak głupek. I teraz, jak o coś pytam Mężusia, a on odpowiada, to zawsze upewniam się, czy nos mu nie rośnie. Ponadto zostało wypaczone moje spojrzenie na Pinokia. Jakimś cudem nigdy nie lubiłam tej historii. Nie wiem dlaczego, ale Pinokio mnie nie pociągał. I teraz przynajmniej to rozumiem. To zakodowany w podświadomości strach przed rosnącym… nosem. I dziwię się, że nikt jeszcze tej bajki nie zakazał. Miśkowi zarzucano brak galotów, a Pinokiowi pozwala się na obnoszenie się z długim nosem? Protestuję. Bajkę należy ocenzurować.

0 myśli na “Płonący konar i rosnący nos”

  1. Zjawisko reklam jest czymś, co doprowadza mnie momentami do… no właśnie czego? Jem śniadanie i słyszę: grzybica taka i owaka, a może infekcja bakteryjna, grzybicza lub mieszana – do wyboru, do koloru – mniam, mniam, tylko łychę w to wsadzić… Albo ten, pożal się Boże, tekst o płonącym konarze w reklamie środka na potencję – nie wiem, ale moje skojarzenia są dość masochistyczne – nie chciałabym być drenowana seksualnie przez płonące gałęzie.

    Czy jest granica dobrego smaku i gdzie jej szukać? Chyba nie ma 😉

  2. Zaburzenia wzwodu wymagają konsultacji z lekarzem, może to być objaw, że coś złego w układzie krążenia się dzieje. A w tv wciąż ogień każą zapruszać, a to do mało finezyjnego kłamstwa się posuwać, tabletki łykać i nikomu o problemie nie mówić. Szkoda panów, biedni oni, a zamiast piromanskich i konfabulacyjnych czynów naprawdę lepiej ciśnienie zmierzyć, leki sprawdzić czy nie zamienić na inne. Konieczna konsultacja z lekarzem. Tyle się mówi o równości płci, ale takie reklamy to przejaw dyskryminacji facetów, no bo ktoś jaka sobie robi z ich problemów, a może nawet życia i zdrowia. Kto te reklamy wymyśla? Jakieś mściwe kobiety chyba…

  3. Uśmiałam się z rana 😉
    Ale chodzą takie opinie, że długość nosa u mężczyzny jest proporcjonalna do długości innych organów 😉 Przynajmniej tak kiedyś słyszałam, może trzeba by jakieś rzetelne badania na ten temat przeprowadzić 😉

    1. Ha, ha 🙂 Też słyszałam, ale jakoś mi się nie chce wierzyć. 🙂 Choć podobno niektórzy potem rekompensują sobie to wielkością auta. 🙂

  4. Ogólnie reklamy działają na mnie jak płachta na byka.Są wszędzie:w TV,na meilu,w skrzynkach na listy,i paskudnie psują wygląd miast i miasteczek.Kiedyś oglądałam wizualizację(dotyczyło kilku miast,w tym chyba Zakopanego)jak by wyglądały bez paskudnych,zaśmiecających przestrzeń reklam.Było pięknie!!!Ostatnio ktoś wrzucił na fb zdjęcia mojego miasta z lat 70.Matko,cudowne fotki.Dużo zieleni,przestrzeni.Bez szpecących je budek z kebabami i innym śmieciowym żarciem.
    Wkurzają mnie też telemarketerzy-którzy w trosce o moje zdrowie-namawiają mnie na spotkanie ,na po którym wyjdę zdrowa jak ryba.I z garami za kilka patoli.Miałam ostatnio ścięcie telefoniczne z bezczelnym i nachalnym panem.Mówię gamoniowi(grzecznie):
    -Proszę Pana,ja bardzo dziękuję,ale nie skorzystam bo nie mam czasu…
    -Ale zgodzi się Pani ze mną,że zdrowe odżywianie bla,bla,bla
    (akurat siedziała koleżanka na kawie i parskała śmiechem gdy patrzyła na moją mimikę twarzy)
    -Proszę Pana ja uwielbiam się niezdrowo odżywiać…kocham boczek i golonkę….
    -Ale proszę Pani…..
    -Proszę Pana,jak mam kilka tysięcy wywalić na gary-to wolę zabrać rodzinę na super wczasy gdzie jest mega zdrowe powietrze!!!Dziękuję!!!
    i się rozłączyłam wkurzona.To oczywiście tylko część dialogu, bo trwał on dosyć długo.
    Ogólnie reklama jest bardzo agresywna,i jesteśmy nią bombardowani z każdej strony.

    1. Zaśmiecanie miast banerami to porażka. U nas nie ma też żadnego pomyślunku, bo wystarczyłoby, żeby szyldy na przykład były w jakimś jednym (ładnym) stylu, na przykład zwrócić uwagę na liternictwo itp., szczególnie w centrach miast, na rynkach. A u nas ułańska fantazja. I przerażające są piękne zabytkowe kamienice zaklejone wielkimi banerami.

  5. Reklamy potrafią być zabawne…
    Nie mam telewizora i ogólnie ten zaszczyt mnie omija. Ale ostatnio natknęłam się na taką nawet realną…. Chodzi mi o tą, co mama przychodzi do pokoju córki i prosi o jeden dzień zwolnienia… Bardzo trafne, a jak by siedział obok jeszcze facet było by to rewelacyjne!

  6. Są reklamy, które lubię bo są nakręcone z pomysłem, z charakterem. Do moich ulubionych należą reklamy jednego z gatunków piwa.
    Nie znoszę natomiast reklam kuchennych i łazienkowych środków czyszczących, bo mam wrażenie że kobiety, traktowane są w nich, jak lekko nierozgarnięte kuchty, które do tej pory w brudzie niedopranym żyły. Dopiero reklamy im oczy otwierają, jakie to proste wszystko jest. W ogóle kobiety w reklamach to albo piękne niemowy będące tłem perfum lub biżuterii, albo wspomniane niedorozwinięte garotłuki albo głupiutkie “blondynki”, które nie wiedzą, że płynu do higieny intymnej trzeba używać, albo, że szczoteczki elektryczne myją zęby. Mężczyźni za to, to mądrość siła i ratownicy TOPR.

    1. Temat kobiet w reklamie to pewnie temat rzeka. Mnie ciśnienie podnoszą reklamy, w których kobiety lekko roznegliżowane reklamują opony, piły, auta i inne bzdety. Zresztą każda reklama, która traktuje człowieka przedmiotowo jest potworna.

  7. Reklamy mogą i czasem są inteligentne. Jak np. ta z gramofonami, symbolicznie, a jednak przekaz jest.
    Mnie ostatnio wpienia reklama RTV AGD z tym drącym się facetem. Odrzuca i firma kojarzy się odrazu z drącym się maklerem. A reklamy o konarach, kosmosie, pinokiu są i tak o niebo lepsze niż te o podpaskach i nie trzymaniu moczu. Pzdr.

    1. Ha, ha 🙂 Prawda. Te o podpaskach i moczu są tragiczne. A propos drących się ludzi, to kiedyś była taka reklama z drącą się nauczycielką. Bardzo szybko ją zdjęto, bo nauczyciele zaprotestowali. Ale śmiałam się, bo to prawie samo życie. Kobieta spokojnie rozmawiała przez telefon, a na chwilę odrywała się od rozmowy i wrzeszczała na uczniów. 🙂

  8. hahaha 🙂 🙂

    Wręcz przeciwnie, śmiem twierdzić, że tu nie o rzekomy brak wyobraźni u Ciebie idzie, a raczej o jej wysublimowany charakter… no bo ile osób skojarzyło rosnący nos z męskim przyrodzeniem i jednocześnie przeniosło w obręb męskich bioder i męskie oczy, i męskie usta? … szczerze, to kiedy to sobie wyobraziłam (taką twarz męską z nosem ala penis… no cóż… i jeszcze umiejscowiona w pasie biodrowym, a do tego 2 jajeczka niczym broda lub fałdy skóry niczym u psów myśliwskich… http://psy-pies.com/pliki/image//artykuly/psy/male/bloodhound2523.jpg )

    … to ja już idę pracować dalej…

  9. Miałam nie komentować, ale Pinokio mnie sprowokował. NIE ZNOSIŁAM TEJ BAJKI! Nie znosiłam jej w dzieciństwie i wtedy, kiedy moja córka przywlokła ją jako lekturę obowiązkową. Nie rozumiem żadnego z jej walorów pedagogicznych (jeśli takie istnieją) poza tym jest potwornie nudna i gloryfikuje wszystkie najgorsze cechy jak kłamstwo, cwaniactwo, głupota… brrr No i z reklamami jest w sumie tak samo. Albo są skrajnie głupie, albo traktuje się odbiorcę jak półgłówka, albo się go bezczelnie okłamuje. Jestem reklamooporna. A jedyne jakie oglądałam, bo trzymały wysoki poziom to dawne reklamy Plusa z Mumio.

  10. O tym samym ostatnio myślałam. Gdzie nos, a gdzie przyrodzenie? Żeby kukiełkę z seksem łączyć? Masakra. Może się odechcieć bara bara na długo, przy tych wszystkich reklamowych skojarzeniach i żaden specyfik nie pomoże. Mężczyźni zazwyczaj nadają imiona swoim penisom. Nie można po prostu powiedzieć w reklamie, że John ci nie staje to weź pastylkę? A nie tam jakieś metafory. Wszelkie poradniki krzyczą, do faceta mówić prosto, a nie jakimiś ozdobnikami.
    Można na blogu pisać “penis”?

  11. Ja tych reklam mam dość- zarówno radio i tv za często je emitują. Jeszcze leki na stany zapalne miejsc intymnych. Młoda w radiu podsłyszy i chodzi i powtarza 😉 Mam nadzieję, że mi w miejscu publicznym nie wyskoczy 🙂

  12. Pinokia nie lubilam i ciesze sie że nie tylko ja. Głupota reklam jest przerazajaca i co dziwniejsze jak jest jakas fajna to szybko ja zdejmuja- osobiscie podobala mi sie reklama papieru toaletowego, gdzie dziecko mowilo, ze jest do d… pupy

  13. Nie będę pisać o reklamach ogólnie, bo nie chcę się denerwować, ale jeśli chodzi o reklamę środków poprawiających potencję, to głupota twórców reklam sięgnęła dna…ale ktoś to zaakceptował (szef) i jeszcze sądzi, że hasło lepiej chwyci! Chyba szefowie już dawno nie mieli styczności z realem…

  14. Fajna ta reklama ha ha ha 🙂 Witam serdecznie 🙂 Czy ja dobrze rozumiem ,że teraz gdy zadajesz pytanie mężowi to patrzysz tam , no wiesz ….czy mu nos nie rośnie ….ha ha ha ….A może z tym nosem to jakaś przenośnia jest…….ha ha ha

  15. Reklama owszem, tekst ma głupi, ale jak widać, spełniła swoją rolę. Ile tu postów na ten temat! Mówi się o niej, czyli tak naprawdę, mówi się o środku na potencje. Nie jest ważne, że nie pada jego nazwa. Grunt, że się mówi o tym.

    1. Masz rację. Bo w sumie mówimy albo o tym, co się nam podoba, albo nie podoba. Najgorsze dla reklamy, jak nie budzi żadnych emocji. 🙂

  16. hahahaaha, no tak 🙂

    a swoją droga uwielbiam ogladać reklamy, są zabawniejsze od niektorych seriali komediowych i wciąż się zastanawiam jak mogę żyć, nie łykając nic 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *