Oczy trzeba mieć dookoła głowy

Zastanawiałam się długo, czy opisać swoją weekendową przygodę, bo bałam się, że Mężuś mnie zawiesi przed domem razem ze sznurkiem lampek i przyklei na czoło kartkę z napisem, że jestem największą ciapą roku. Miałam zdarzenie utajnić, ale i tak wyklepałam. Dokonałam spowiedzi, uderzyłam się w pierś, posypałam głowę popiołem i obiecałam, że od dziś to ja będę chodzącym zdrowym rozsądkiem (oczywiście do następnej wpadki).

Razem z Jajem postanowiłyśmy przeżyć ekstremalną przygodę. Udałyśmy się autem do galerii handlowej. Ledwo znalazłyśmy miejsce do parkowania, ale udało się. W galerii oczywiście mnóstwo ludzi. Popłynęłyśmy więc z nurtem potencjalnych klientów. W trakcie tego płynięcia udzielałam Jaju porad:

– Uważaj na portfel, trzymaj dobrze telefon, zapnij torebkę itp.

Jajo oczywiście się denerwowało, że całe życie powtarzam to samo, a ono przecież zawsze uważa.

– No, uważasz, bo ci przypominam, a tak to zaraz byś coś zgubiła albo by cię ukradli. Oczy trzeba mieć dookoła głowy i uważać, by niczego nie zgubić w tym amoku zakupów.

sweterkiWeszłyśmy do pierwszego sklepu. A tam przeceny! Sweterki! Ja nie mam żadnego swetra! Potrzebuję sweterek! I dawaj w wieszaki. Co jeden to ładniejszy, a obniżka ze 139 zł na 60. Wcześniej je oglądałam, ale były za drogie. Teraz cena była w sam raz. Sweterki ciepłe i miłe w dotyku. Nabrałyśmy każda po sześć wieszaków i dawaj do przymierzalni. Tam kolejka, ale co tam, same okazje przecież. Namierzyłyśmy ubrań co niemiara. Moje dwa sweterki okazały się cudne. Najcudniejsze w świecie. Idealnie pasujące. Od razu Kura dumniej i piękniej się prezentowała. No, ale czy mogę dwa? Przecież remont…, święta… I zaczęły się dylematy. W końcu dzwonię do Mężusia upewnić się, czy nasz budżet zniesie jeden sweterek, a doskonale by było, gdyby zniósł dwa. Oczywiście w sklepie nie było zasięgu. Podejrzewam, że celowo, by człowiek nie miał opcji „telefonu do przyjaciela” i sam w świątecznym amoku podjął tak trudną decyzję. Wzięłam więc dwa cudne, najcudniejsze. Jajo nie kupiło nic. Dopiero w następnym sklepie wygrzebało sobie przecenioną torebkę. Miało na nią oko od dawna.

Zadowolone poszłyśmy jeszcze na koktajl truskawkowy, a potem zjechałyśmy uśmiechnięte od ucha do ucha do garażu. Tutaj idę do kasy parkingowej. Otwieram kieszonkę w torebce, gdzie miałam schowany bilecik. Razem z telefonem. I… zonk! Nie mam biletu! Zgubiłam! Wypadł mi, kiedy wyciągałam aparat! Pomocy! Panika. Co teraz? Na szczęście napisane jak byk, gdzie przycisnąć w razie utraty biletu. Naciskam. Szok. Pięćdziesiąt złotych! Polskich! Kurza twarz!!!!!!! To Mężuś mnie w domu na rosół przerobi na bank.

Jajo oczywiście wzdycha cały czas, że masakra, że mógłby być dodatkowy sweterek. Ale po godzinie zaczyna rechotać.

– I jak to mówiłaś? Że oczy dookoła głowy? Że nic nie zgubić? – I rechocze. – Faktycznie, teraz to jesteś autorytet w tej dziedzinie. – I znów śmiech.

No i pięknie. Bilans więc przedstawia się następująco: dwa sweterki po okazyjnej cenie, pięć dyszek w plecy za dwugodzinny pobyt w galerii i utrata autorytetu. Całkiem nieźle jak na jeden raz.

Jakby jeszcze ktoś się zastanawiał, co się stanie, kiedy zgubi się bilet parkingowy, to już wiecie. Pięć dyszek trza mieć w zapasie!

0 myśli na “Oczy trzeba mieć dookoła głowy”

  1. Nalezy sie cieszyc, ze tylko bilet zgubilas – choc jest to bardzo przykre. Moja znajoma ostrzegala druga znajoma przed kradziezami w centrum handlowym, a po powrocie do domu okazalo sie ze to ją wlasnie okradli

  2. Są zyski – muszą być też straty 🙂
    Zysków jest więcej spędziłaś wspaniałe chwile na zakupach ze swoją córeczką. Też uwielbiam takie zakupy z córkami, ale nie tuż przed świętami.
    Zajęta jestem….. pierogami. hihi

  3. U Was jak zawsze coś się dzieje. Ja pamiętam jak lata świetlne temu zabrałam mamę do nowo otwartej w okolicznym mieście galerii. Mówię żeby uważała na schodach ruchomych, składających się ( chciałam być taką dobrą córką co o mamę dba). I tak jej przypominam o tym będąc już na schodach…i sama prawie zęby straciłam 🙂

  4. Oj…. zdarza się. Będąc młodą mężatką wiozłam całą wypłatę męża , Przesiadka w stolyyycy – ja na autobus a tu ZONK – ani kasy ani wypłaty ani portfela…. Nie dość że miesięczna wypłata poszła na cele mało charytatywne to jeszcze z długami bo na kredytowym bilecie do niego dojechałam. Więc nie martw się tym.

    1. No tylko to niewygodnie mi się wydawało, bo od kasy do auta daleko było, więc musiałabym wziąć bilet, wrócić do samochodu, a potem po wyjściu z galerii iść po bilet, do kasy i do auta. Racjonalnie chciałam do tego podejść. I wyszło, jak wyszło. 🙂 🙂

  5. A widzisz, a poszłabyś do lumpeksu, to by za 50zł było z 20 sweterków i żadnych opłat parkingowych 😀 😉
    My ostatnio ogromny wór do domu przytargaliśmy – kilka kurtek, mnóstwo swetrów i bluzeczek, płaszcze, ubranka dla syna – całość – 30zł 😉

    1. A wiesz, jakie u nas czasami są kolejki do lumpeksów. Masakra. Galeria to mały pikuś. I ja dlatego odpuszczam, bo nie umiem też niczego znaleźć. 🙁

    1. Ha, ha 🙂 Miałam też pomysł, żeby pójść po nowy bilet, ale pomyślałam, że mogą mieć monitoring. 🙂 🙂 Ale taranowania szlabanu nie brałam pod uwagę. To przynajmniej byłoby efektowne. 🙂

  6. Fakt, takie wydarzenie może popsuć zakupy;(
    Ale autorytetu na pewno nie zepsuło.Myślę, że Jajo teraz wyczulone będzie dokładne schowanie biletu parkingowego do portfela. A przecież najważniejsze, ze sweterki milusie i poprawią humor w święta:)
    No i dzięki przygodzie ostrzegłaś innych by uważali na bilety parkingowe.Na pociechę: dobrze, że nie zginął ci portfel lub komórka, prawda? 🙂

  7. Ja też gdzieś w tym roku zapodziałam bilet parkingowy. Z tym, że auto zostawiłam na parkingu przy lotnisku w Goleniowie. Po tygodniowym urlopie i przylocie poszłam od razu do informacji, pan tylko zapytał kiedy auto zostawiłam i wydrukował nowy bilet. Sam bilet nic nie kosztował, a w automacie zapłaciłam normalnie za tydzień wg cennika. Tak więc Ciebie właściwie bardziej za te 2 godz po kieszeni pociągnęło. Ale ważne, że hahaniem się skończyło 🙂 Pozdrawiam

  8. I takie są właśnie skutki promocji i wyprzedaży ;); a może te bileciki to ktoś celowo podprowadza, a potem się sprzedawcy dzielą zyskami i niby to towar w promocji sprzedany, a niby nie 😉

  9. Tak to bywa.Ale rozumiem to, bo sama jestem irytująco roztargniona,a w momencie dostaję nerwów i ciśnienia,z ust padają mało cenzuralne słowa.A nerwy potęgują do nieskończoności chaos we łbie.W zeszłym roku dostałam zawału w sklepie,gdy przyszło zapłacić za wędlinę.Łapa wędruje do torebki w poszukiwaniu portfela a tu echo Matko!W momencie dostałam zawału,udaru,wylewu,klimakterium i cholera wie co jeszcze!Ale po kilku sekundach przypomniałam sobie że portfel dzierżę pod pachą…żeby szybciej było i bez grzebania w torebce.Po wyjściu ze sklepu miałam ochotę pieprznąć się w głupi łeb…

  10. A ogólnie przeżywam męki i katusze psychiczne.Święta-a tu tyle roboty.I wszystko sama.Na dodatek pękła mi szyba ceramiczna w kuchence.Na dodatek nie przysługuje na nią gwarancja.Kur…cze!!!Teraz karpie muszę kupić-ze sześć sztuk.Bo uwielbiamy .Dobra-pan przy zakupie załatwi temat najbardziej bolesny.Sama w domu flaki wypruję i pozbędę się łusek.Ale już do krojenia musiałam zamówić brata.Bo to cholera ślizga mi się w dłoniach a i te są dosyć drobne.Więc problem mam.Prezenty jeszcze w sklepie.W tej chwili mam przerywnik w myciu okien-jeszcze jedno mi zostało….

    1. To Cię pocieszę, że ja nie mam jeszcze kompletnie nic oprócz (prawie wszystkich) prezentów. Żarcia ani hu-hu. Nic. I piszę to całkiem serio. Z drugiej strony jednak stwierdzam, że święta to dwa-trzy dni, więc nie ma co przesadzać. 🙂 A o myciu okien nie myślę. Jedno umyłam, a za dwa dni zaczął się remont, a że do świąt na bank się nie skończy, więc chyba nie mam co się stresować. Najwyżej będziemy siedzieć tyłem do okien. Ale napalimy w kominku i będzie pięknie. 🙂

          1. No i fajnie, dziecko mojej kolezanki spytalo mame czemu sie przejmuje nieumytym oknem, przeciez w Wigilie i tak bedzie ciemno wiec nikt nie zobaczy?! Wiec nie stresuj sie mama, swieta sa dla nas a nie my dla swiat!

  11. Hm… ale po jakiego dzina z butelki Ty ten bilet w torebke wkladalas????!!! W samochodzie sie go zostawia i swieto, na przedniej szybie, nad kierownica, zeby bylo go widac, i nie trzeba bylo szukac!!!

    1. Tylko w naszej galerii jest głupio pomyślane, bo jak zostawisz bilet w aucie, to po wyjściu z galerii musisz iść do auta, znów wrócić do wejścia do galerii, skasować i znów do auta. Najlepiej więc bilet zabrać ze sobą. 🙂 No… i zabrałam. 🙂

  12. Witaj
    Byłam kiedyś w podobnej sytuacji tylko, że nie na parkingu ale w autobusie. Wsiadłam , przebiłam bilet i usiadłam a bilet wrzuciłam do torebki. Moja torebka przyjmuje wszystko co do niej wrzucam i wszytko to przechowuje. Jadę sobie beztrosko, parę razy coś tam z torebki wyciągam , gadam przez telefon i patrze przez okno. Nagle ktoś do mnie , że bilecik do kontroli prosi. No to cyk ręka do torebki i szukam. Szukam i szukam i szukam i szukam, a pan zdążył już cały autobus oblecieć, a ja dalej szukam. I mówię, że na pewno mam ale nie mogę znaleźć. W końcu wypisał mi mandat, bo ile można czekać. Zapłaciłam od ręki i wściekła jak osa udałam się do domu. Dwa dni przeszukiwałam moją torebkę i na trzeci dzień sie znalazł choć modliłam się, by się nie znalazł, bo lepiej wyjść na taką co zgubiła niż na bałaganiarę

    1. Ha, ha 🙂 Bo damskie torbiszcza to otchłań, jak coś tam wpadnie, to znajduje się po kilku dniach. Swojego w domu nie przeszukałam w obawie, że też znajdę bilet, a wtedy to chyba musiałabym solidnie walnąć się w rozczochraną. 🙂 🙂

  13. To Cię poniosło. Co mężuś powiedział? Ja ostatnio zgubiłam bilet parkingowy w galerii, nacisnęłam guzik, pan powiedział, żebym poszła do auta i ładnie i bezproblemowo mnie wypuścił 🙂

    1. Mężuś tylko się uśmiechnął pod nosem, a potem zapytał, ile mnie to kosztowało. Następnie zaniemówił i nie skomentował. 🙂 Ale twierdzi, że dalej mnie kocha. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *