Maraton

Miałam dziwny sen. Obudziłam się z myślą o maratonie i lekko mnie to przeraziło, bo ostatnie próby biegania zmieniły mnie w konia po westernie. Nie ma więc mowy, że podświadomie myślę o wystartowaniu w takim wyścigu. O, nie! Ale oczywiście myśl zakiełkowała. I zaczęłam główkować, że może jednak maraton nie  byłby zły. Już oczyma wyobraźni widziałam medale.

Postanowiłam więc, że spróbuję. Maraton to może być bardzo ciekawe doświadczenie. Bieg. Wiatr we włosach. Pot na czole. Miękkie nogi. Gula w gardle. Palpitacja serca. Trzy zawały… Wizja byłaby prawie piękna, gdyby nie skutki uboczne mojej kiepskiej kondycji. Ale jak ostatnio wpadłam na pomysł kręcenia kołem, to muszę przyznać, że człowiek się nie narobił, a cztery centymetry ma mniej w talii. Teraz więc należało dobrze pogłówkować, by maraton zrobić. Bo co? Ja nie dam rady? Ja? Pewnie, że dam.

Oświecenie przyszło szybciej, niż myślałam. Wpadła mi w rękę ulotka. A tam jak byk wielkimi literami: MARATON! Coś dla mnie! Po prostu idealnie się złożyło. W zasadzie powinnam wcześniej trenować, żeby nie zakończyć takiego wyczynu w dębowej skrzynce, ale co tam. Jak inni mogą, to ja też.

Zaopatrzyłam się odpowiednio w napoje. Umościłam sobie bardzo wygodną pozycję niczym kura na grzędzie. Chwyciłam w dłoń pilota. Ta część planu była najtrudniejsza do wykonania, bo trzeba go było podstępem odebrać Mężusiowi. Ale na szczęście, od czego ma się wrodzony spryt i wdzięk.

Ha! Maraton czas było zacząć. I powiem wam, że początkowo nie było trudno. Wręcz ciekawie. Jednak okazało się, że kanał filmowy wcale nie oferuje tak wspaniałego repertuaru, by można robić maraton. Słabym człowiekiem się jednak okazałam, bo po dwóch godzinach oczy mi się lekko zmrużyły, a jak już się zmrużyły, to trzeba było je zamknąć całkowicie i oddać się w objęcia Morfeusza.

Rano wstałam jak młody bóg. To prawda, że po maratonie człowiek czuje się od razu lepiej. Cóż z tego, że się odpadło zbyt szybko. Ważne są chęci. A te ja posiadam.

 

0 myśli na “Maraton”

  1. Oooo maraton, Nutuś był chyba bardzo szczęśliwy – miał swoją ukochana pania całe dwie godziny przy sobie.
    A tak na poważnie, nie od dzis wiadomo, że tv chce abonamentu a to co my chcemy ma w głębokim poważaniu. A jak juz coś jest to o jednym czasie na trzech kanałach i to jeszcze koło północy.

  2. Nie nadaję się do żadnych maratonów – filmowych też nie. Przy trzecim mieszają mi się watki i fabuła. A ten drugi też nie dla mnie mimo, że prawie codziennie wychodzę truchtać 5 km .

  3. Ja ostatnio do późna zaliczam (dobrze że raz w tygodniu) Jamesa Bonda.Chociaż pod koniec już mi oko leci.A potem jak się przełamię to dupa z uśnięciem i rano wyglądam…wiadomo….

  4. Myślę, że w przyszłym roku weźmiesz udział.
    Ja na razie rozpoczynam maraton przedświąteczny…zaczynam więc os sprzątania. Tak, tak, dobrze, że są święta, jest okazja 🙂

      1. … czy ten przedswiateczny remont to przypadkiem nie jest u Was juz tradycja? 🙂 W prawdzie nie wiem co obecnie, ale to dach byl z przyleglosciami, to kominek… hm… :)… jak nic tradycja…

        1. Niestety, z przerażeniem stwierdzam, że chyba mamy taką tradycję. Biorąc pod uwagę, ile mamy jeszcze do zrobienia, tradycja ma szansę się utrwalić. 🙂

  5. Ja zawsze robię sobie maratony serialowe. Pół sezonu jednego dnia 🙂 Ale nie czuję się potem dobrze. Głowa boli, nogi bolą, kręgosłup boli. Sport to jednak wcale nie taka dobra rzecz

  6. Pani Krystyna Mirek,pisarka stwierdziła ostatnio: “Kobiety są filarami społeczeństwa”.I miała rację.
    Aniu, wirtualny medal za wytrwałość.A przy okazji dobrą robotę zrobiłaś, nie zmarnuję dzięki twym radom czasu przy telewizji. Ale miejsce wygodne wymościłam, przyda się do czytania książek.Zaczynam w ten weekend maraton czytelniczy .Trzymaj kciuki! Przepędzam wszystkie mole z półek na książki 🙂 Może faktycznie dobrym pomysłem jest zainwestowanie w E-booki? Wtedy są zawsze pod ręką w niespodziewanych sytuacjach:)

    1. Prawda, czytniki się przydają. A jak wyrusza się w podróż, to wręcz obowiązkowe. Warunek jednak, że muszą mieć e-strony. 🙂

  7. Ja tez czynię przygotowania do maratonu! Okna, podłogi, kafle w łazience, barszczyk, uszka, schab ze śliwką, sernik i kilka innych etapów. Do Wigilii powinnam dolecieć na metę i może nawet nie zdechnąć 🙂

    1. Ha, ha 🙂 U mnie jeszcze start do tego maratonu nie został ogłoszony. Na razie gonię z terminami i robię zlecenia. Święta muszą poczekać. 🙂

  8. Fajny ten Twój maraton. Ja na żaden się nie piszę, no może tylko na 6 godzin nad fascynującą książką albo i 10 godzin przy jakiejś pilnej robocie na komputerze.

    1. Oj, przy komputerze to chyba mam ostatnio maraton codziennie. Zupełnie o tym zapomniałam. Toż ja prawdziwy maratończyk jestem. 😉

  9. haha, na taki maraton to ja przygotowuję filmy na dysku. wtedy mam pewność, że nie odpadnę po pierwszym filmie. poza tym wtedy zwykle królują raczej niezdrowe przekąski.

  10. Ja ostatnio uprawiam maraton obwoźny; ciągle gdzieś jeżdżę i coś załatwiam; najchętniej to bym zaległa na łożu i maratonowi sennemu się oddała – nawet kilkunastogodzinnemu 😀

    1. O, też o takim ostatnio marzę, bo zrywam się skoro świt przez ten remont. Jestem w szoku, że ekipa remontowa codziennie jest tak punktualna. O siódmej już pukają do drzwi. 🙂

  11. Myślałam o innym maratonie i już nawet widziałam cię biegnącą,aż tu nagle pilot. Przed tv też długo nie wytrzymuję,ale biegać lubię i polecam. Pozdrawiam

  12. He he jeśli chodzi o maraton czynny, to do zawału możesz jeszcze dodać np. nadwyrężone kolana, jeśli chodzi o maraton bierny z pilotem w ręku, to cóż się dziwić, jak telewizja nie oferuje zbyt wiele chyba, ze mamy na myśli reklamy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *