Jak się szykowałam na spotkanie

W czwartek miałam spotkanie autorskie w Ostródzie. Jak każda kobieta, chciałam w tak ważnym dniu ładnie wyglądać.

Dwie godziny przed wyjazdem zaczęłam się szykować. Zauważyłam jednak, że nie mam na swojej toaletce pęsety, a przecież trzeba było lekko wydepilować brwi.

„Gdzie jest moja pęseta?” – napisałam do Jaja.

„W łazience”.

Biegnę więc do łazienki i szukam w koszyczku, w którym mogłaby ewentualnie leżeć. Potem nura w szuflady. Nie ma! Grrr! Zaczynam warczeć i już planuję obedrzeć Jajo ze skóry.

„Gdzie jest?!!!!!” – piszę znowu. „Przecież nie pojadę na spotkanie z krzaczastymi brwiami!”

W odpowiedzi dostaję swoje własne zdjęcie z pięknie poprawioną brwią (tak, jest tylko jedna, ale dorodna) i potem tekst Jaja: „Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza”.

rysunek (2)

No! Uduszę gadzinę jedną! Lecę więc do jej pokoju i szukam w szufladzie toaletki. Jest! A w zasadzie są! Znalazłam aż dwie. Robię im zdjęcie i posyłam do Jaja.

„I co? Znalazłam. Zgadnij, gdzie były?”

„Po co ci dwie?” – przychodzi wymijająca odpowiedź.

„Jak to po co?” – piszę. „Jedna do prawej, druga do lewej brwi”.

„Aha. W sumie możesz wyrywać na dwie ręce”.

Chichram się do telefonu. Za chwilę znów przychodzi esemes:

„Weź pęsetę na drogę, bo mogą ci odrosnąć”.

Parskam śmiechem. No, to Jajo złośliwie dowcipne. Ciekawe, po kim to ma. Czasami myślę, że każde jajo pada niedaleko kury. Nie da się inaczej. Nawet, jak się je wypchnie z impetem, to i tak nie potoczy się zbyt daleko. Nie ma szans.

Na szczęście dalsza część przygotowań przebiegła bez komplikacji. Pojechałam na spotkanie do Ostródy z pięknie wydepilowanymi dwiema brwiami. Kto był, to widział. A była między innymi blogerka Antyterrorystka, więc może zaświadczyć.

antyterrorystka

Uwielbiam takie spotkania, kiedy poznaję w realu kogoś, kogo wcześniej znałam tylko poprzez blog. To niezwykłe doświadczenie. Ponadto kontakt z czytelnikami zawsze dodaje skrzydeł. Nic tak nie motywuje do działania.

spotkanie Ostróda

Spotkanie zostało pięknie zorganizowane. Wzruszyło mnie czytanie mojej prozy. Pani Ania, która to zrobiła, bardzo mnie poruszyła. Prowadzące także okazały się świetnie przygotowane, a czytelnicy, jak zawsze, dopisali. Było pięknie. Składam więc pokłony wszystkim zaangażowanym w organizację, wszystkim gościom i oczywiście Antyterrorystce, która jechała aż 30 km tylko po to, by zobaczyć moją rozczochraną. Dodatkowo otrzymałam od jej córci rysunek!

rysunek (1)

Teraz czekam na propozycję następnych spotkań. Mam nadzieję, że znów jakieś się zdarzą.

*

*

PS  Więcej zdjęć na Facebooku – na stronie biblioteki (TUTAJ) lub mojej.

0 myśli na “Jak się szykowałam na spotkanie”

  1. No cóż- tak bywa 🙂 skąd ja to znam! Jeśli chodzi o pęsetę i inne drobiazgi niezbędne i konieczne człowiekowi w danej chwili, a tu ich właśnie nie ma! A czas sobie wówczas leci….leci….a my niecierpliwie szukamy!
    To nie lepiej zrobić koło tych brew dzień wcześniej, a nie takie nabrzmiałe potem malowa? hi hi… albo do kosmetyczki się wybrać i potem spokoj przez miesiąc.Ania, na spotkaniach wyglądasz pięknie. I wogóle skąd bierzesz czas na prowadzenie aż dwóch blogów i na te spotkania…. Pozdrawiam

    1. Też pomyślałam o tym, że mogłam to zrobić wcześniej, ale niestety pomyślałam o tym za późno, więc nie było wyjścia. 🙂 A czas nie wiem, skąd się bierze. Szczerze, to ciągle mam go w deficycie. 🙂

    1. Jajo właśnie często mi tak coś świśnie albo proponuje, żebyśmy sobie kupiły coś na spółę. A spóła wygląda tak, że ja to widzę po raz ostatni przy kasie. 🙂 😉

  2. W naszej rodzinie złośliwość też jest cechą wrodzoną. Jak ktoś przyjmuje wszystko do siebie, to jest biedny 😉 Ale i najbardziej wrażliwi w końcu się przyzwyczajają i dołączają do nas. Może to zaraźliwe jest? 😉

  3. Krzaczaste brwi dodają wizerunkowi kobiecemu sporo…grozy. Ale ty, przecież, Aniu, nie pisujesz thrillerów, prawda? Chyba, że szykujesz jakąś niespodziankę czytelnikom!

    ps Syn wprawdzie nigdy nie “zwinął” mi jeszcze pęsety do depilacji brwi ;))), ale odkąd zamieszkał na stancji z okazji studiów, regularnie znika mi z łazienki – o dziwo, zawsze PO WEEKENDZIE! pasta do zębów oraz płyn do płukania ust.Na pytanie: Czy pamiętasz,synek że nieomal vis a vis uczelni masz drogerię, odpawiada mi z uśmiechem.Tak. Mam. Ale tam nie dają ludziom GRATISÓW:)))

  4. Śliczna Pani Aniu. Na początek chcę powiedzieć że nie jestem i nie mam być zamiaru żadnym upierdliwym kleszczem ani wampirem energetycznym, zatem bez obawy może Pani przeczytać mój wpis do końca. Zgodnie z Pani wcześniejszą sugestią usilnie postarałam się by był on kulturalny i miły. Po co piszę? A po to bo chyba udało mi się rozszyfrować pewną zagadkę. Kogo to obchodzi? Pewnie jedynie mnie, ale może… Jednak fakty. Trochę zaskoczyło mnie to wszystko i z dozą delikatnego niezrozumienie podszedłem do tego całego „zjawiska”. Nie każdy ma tak rozwiniętą percepcję by łapać wszystko w lot. Mi potrzeba było na to odrobinę czasu. W sumie doszedłem do takiego wniosku, że jednak powinienem Panią w lot zrozumieć, gdyż mamy podobny problem. Pani z blogiem, a ja ze swoimi wierszami. I Pani blog i moje wiersze lubią ludzie. Do swojej pracy mamy też podejście takie jak do swojego dziecka, czyli kochamy go i jednocześnie obawiamy się krytyki. A ta krytyka najczęściej przychodzi od tych „Wielkich artystów”, którzy piszą głównie dla siebie, obrażając się na odbiorców, którzy ich niby nie potrafią zrozumieć. Przeczytałem jeszcze raz kilka pani blogowych tekstów i muszę powiedzieć, że są to takie małe majstersztyki. Potrafi się Pani bawić słowem zapraszając ludzi do tej zabawy. I co ciekawe zaproszenie zostaje gremialnie przyjęte. Trzeba mieć tą świadomość, że artysta nic nie znaczy bez odbiorcy. Na odbiorcę nie można się gniewać, ani uważać go za głupka, gdyż dość często jest on od nas mądrzejszy. To co nazwała Pani ewolucją bloga, to zdaje się po prostu chęć poszerzenia tematu wypowiedzi. Ta satyra, która dominowała w „Żółtej Tabletce” nie zniknęła. Ona dalej żyje, tylko gdzie indziej. Ciekawe jak to jest z Panią, czy podobnie jak estradowi kabareciarze jest pani stateczna i wycofana. Ale niech to pozostanie tajemnicą. Obiecuję Pani, że już jej nie będę zawracał więcej głowy, no bo i najpewniej ma Pani wiele ciekawszych zajęć niż czytanie moich wypocin, a co gorsza odpowiadanie na nie. Nie oczekuję też odpowiedzi na mój obecny wpis, a nawet tego nie chcę, gdyż piszę nie do tej Ani, która jest gwiazdą bloga i nie zamierzam robić niepotrzebnego zamieszania. Z gustami nie należy walczyć, one po prostu są. Nie da się ukryć, że w większości odbiorcami Pani książek i wpisów Pani bloga są kobiety. Jak do książek mógłbym się może jeszcze dać namówić, to już z blogiem staremu, marudnemu malkontentowi jest zdecydowanie nie po drodze. Zachęcam Panią ze szczerego serca do dalszego prowadzenia tych wpisów. Oprócz niezaprzeczalnie codziennych wrażeń emocjonalnych związanych z figlowaniem z czytelnikami są one świetnym sposobem na pozyskiwanie nowych czytelników swoich książek, a nawet jako darmowy słup reklamowy. Obawiam się, że na pewno moje książki nie przypadną Pani do gustu, gdyż są za bardzo moralizatorskie. Ale mniejsza z tym. Pozdrawiam i może do zobaczenia za rok, na kolejnym spotkaniu autorskim. Sławek.

    1. Panie Sławku, na pewno mogę zapewnić, że nie jestem osobą wycofaną. Co do reszty, nie wiem, jak jest, bo nie dokonuję autoanalizy (wiem, to z mojej strony pewne zaniedbanie) :). Zgadzam się też z tym, że nie ma pisania bez czytelników. Nie wierzę, że można przez cały czas pisać wyłącznie dla siebie. Moich czytelników bardzo szanuję. Uważam, że są wspaniali (a nawet najwspanialsi w świecie). Bez nich wiele rzeczy nie miałoby sensu. Odpowiadam też na wszystkie komentarze, mejle i wiadomości na FB. Bo jeżeli post na blogu jest zachętą do dyskusji, to niegrzecznie jest nie odpowiedzieć komuś, kto zechciał zabrać głos w jakiejś sprawie.
      I bez obaw, na mój blog zaglądają również mężczyźni. 🙂 Ale oczywiście z reguły jest tak, że blogi skupiają ludzi o podobnych poglądach czy podobnym poczuciu humoru. To ma być przecież przyjemność, a nie przykry “obowiązek”.
      A co do moralizowania, to muszę przyznać, że go nie lubię. Jednak zawsze zależy od tego, jak jest podane. Jeżeli ktoś pisze z perspektywy, że “prawda nas wyzwoli”, to ja zawsze mówię dziękuję. Wierzę jednak, że w Pana książce tego nie ma.
      W wolnej chwili pewnie zajrzę do Pana tekstów, jednak nie obiecuję, że nastąpi to szybko, ponieważ mam obecnie bardzo dużo zleceń.
      Serdecznie Pana pozdrawiam. 🙂

  5. Muszę wytknąć nieprecyzyjność pewną! Piszesz: “Zaczynam warczeć i już planuję obedrzeć Jajo ze skóry.” Ze skorupki chyba? 🙂 I bardziej obrać jednak niż obedrzeć?! 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Podczas pisania zastanawiałam się, czy ktoś na to zwróci uwagę. 🙂 Na swoją obronę dodam, że po zdjęciu skorupki na jajku jest taka cienka błonka, powiedzmy, że to skórka. 😉 🙂

  6. Ta monstrualna brew to niczym z filmu o obłąkanej kobiecie mordującej swoich mężów z wyszukanym okrucieństwem i uśmiechem od ucha do ucha 😉 A Jajo po prostu wymiata 🙂

  7. Pani piękna, miało nie być odpowiedzi, zatem poczułem się sprowokowany. Tytułem wyjaśnienia. Żaden ze mnie mesjasz, ani prorok, ot po prostu mam jakieś poglądy, które staram się w jakiejś, myślę że zjadliwej dla większości formie przemycić. Jeśli jak to Pani mówi, znajdzie chwilkę czasu, to proponuję rozpocząć lekturę od powieści. Chyba jest bardziej zjadliwa, nawet kiedyś zdobyła drugie miejsce na konkursie Książnicy Polskiej. Drukowane był jednak tylko pierwsze miejsce. Pech. Spoglądam poniżej na te logo AS. Nie żebym się czepiał, a może mam tylko jakieś głupie skojarzenia, bo widzę dwie pary stringów. Muszę chyba pójść do lekarza.

    1. Może jak książka została wyróżniona w konkursie, to warto ją wysłać do jakiegoś wydawcy?
      A jeżeli chodzi o stringi, to myślę, że dobrze Pan widzi, o ile to przyjemny obraz. 🙂

  8. Aż taki zasadniczy to ja znowu nie jestem. A i wyobraźnię jaką taką też posiadam. W końcu te całe pisanie ma jakieś potrzeby. Większość ludzi widząc ładne opakowanie oczami wyobraźni widzi to co jest w środku. A co do wydawcy, to przypomina mi się napis widniejący nad bramą do piekła Dantego.

    1. Ha, ha 🙂 Wyobraźnia dobra rzecz, bez niej nie ma ciekawych skojarzeń.
      A jeżeli chodzi o wydawców, mogę napisać, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. 🙂

  9. “Najtrudniejszy pierwszy jest krok”. Ja go ciągle próbuje zrobić i otrzymuje tylko propozycje, że owszem, są nawet zainteresowani, ale muszę dołożyć ładne co nieco. W obecnej chwili kiedy mam na garnuszku dwóch studentów to raczej muszę to odłożyć ad akta. A może nie znalazłem jeszcze, “tego jedynego, który powie tak”.

  10. Może to zabrzmi głupkowato, ale jakoś teraz mi zaczyna w głowie śpiewać Ania Jantar. “Czas spocząć, odejść w cień, pobudować domy dzieci mieć. Tak jak inni zapaść w wielki sen”. To w połączeni z tym włoskim poetą dużo mówi o poziomie moich nadziei. O jeszcze może bym zanucił “mniej niż…” Ale niech Pani nie myśli, że się tym aż tak bardzo martwię. Teraz znowu bym zaśpiewał króliczka Skaldów ” Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go”.

  11. A czyż mam inne wyjście. Nie mam w końcu zamiaru siedzieć na czterech literach i płakać. Zawsze wygodniejszym rozwiązaniem jest małe kłamstewko, które można sobie wcisnąć, a które tak umiejętnie potrafi podbudować tą, która jest mieniona matką głupich i umiera jako ostatnia. Mówiłem, że tak będzie. Wcześniej czy później musieli się zacząć ze mnie podśpiewywać. Każda, nawet najwspanialsza zabawa musi mieć kiedyś swój kres. O jeszcze jedno, Pani Ładna, z tej naszej korespondencji wynika, że bierze Pani za dużo do siebie. Zaobserwowałem, że reaguje Pani na każde krytyczne słowo nawet te rzucone bezosobowo. Tak nie trzeba bo w większości jest to nietrafiony strzał. Jeśli przeczyta to Pani dzisiaj to miłego dnia, a jeżeli jutro to miłego…..

    1. Może źle Pan odczytuje moje komentarze (albo mnie brakuje precyzji), bo ja naprawdę nie biorę do siebie zbyt wielu rzeczy, a nie zauważyłam z Pana strony krytyki. Raczej chyba dyskutujemy miło i kulturalnie jak dwoje ludzi pióra o gonieniu króliczka. 😉 🙂

      1. Dziękuję za to stwierdzenie” dwoje ludzi pióra” jak to pięknie brzmi. Jest jednak jeden szkopuł. Pani pisze, a ja na razie tylko skubię kury. A tak poza tym to zastanawiam się jakby nasza dyskusja przebiegała gdyby temat był odrobinę bardziej kontrowersyjny. Widzę, że przyzwyczaiła się pani do ciągłej adoracji ludzi którzy starają się być na 100% akuratni, poprawni, zgodni z, satyryczni i delikatni. Powiem nawet fanatyczni w swoim afanatyzmie. Nie żebym chciał kogokolwiek urazić, ale by była dyskusja, sadzę że potrzebna jest choć minimalna różnica zdań. Oczywiście podana na kulturalnych talerzach. No chyba, że celem samym w sobie jest dyskusja o króliczku i pokazywanie swojej poprawności.

        1. Rozumiem, że chce Pan sprawdzić, co by było, gdyby… I stara się mnie sprowokować. Tylko ja nie bardzo to rozumiem, po co i co miałoby to dać. Bo mój blog jest o dupie Maryni, więc nie wiem, czy nie szkoda energii. Chce Pan dyskutować o długości i grubości ogórka czy o moich krzaczastych brwiach? Zapraszam na mój drugi blog. Myślę, że to idealne miejsce do wymiany różnych poglądów i opinii, bo i tematyka poważniejsza. Sama wchodzę na blogi, gdzie wiem, że autor ma podobne poglądy do mnie, wchodzę tam, by sprawić sobie przyjemność. Mam dość kłótni, wzajemnych oskarżeń, krytyki po obejrzeniu telewizji, na blogu mi to niepotrzebne. 🙂 🙂
          Panie Sławku, nie bardzo rozumiem o co chodzi.

          1. Są pytania i są odpowiedzi, które nie koniecznie do końca każdego zadowolą. Nawet tego kto je postawił. A czy ja chcę prowokować? To są tylko jakieś postrzelone, nieuczesane, myśli, które dopadają mnie podczas spaceru po Pani ogródku. Przyznam szczerze, że gdyby nie to, że rozmowa z Panią mnie ….dajmy na to bawi (to mi akurat wpadło na myśl, choć na pewno to nie tylko to) to pewnie bym już dawno wrócił do mojego niepoukładanego świata, pełnego upierdliwców bijących się do krwi o swoje wzniosłe racje. To taka oaza spokoju, gdzie wszyscy jedzą z jednej miski tą samą kaszkę i gdzie wychodzi gazeta opisująca to jak ta kaszka smakuje. Ale mi się pisnęło. Normalnie sam siebie nie poznaję. Może mimo wszystko oczekuję, aż w końcu albo znudzę Panią albo wręcz przeciwnie zirytuję i otrzymam najzwyklejszego kopa w coś i w końcu dam Pani spokój.

          2. Czyżbym spostrzegł, na pewno nie moją prowokację? Piszę akurat w międzyczasie kolejną swoją powieść. Miał być zbiór opowiadań, ale niespodziewanie przekroczyłem setną stronę, a jeszcze jest co nieco do dodania. Akcja się dzieje w Anglii. Ktoś tam znajduje plik listów i szuka ich autora. W międzyczasie rodzi się jakieś uczucie. Taka rzewna bajeczka dziejąca się na dwóch poziomach. Już o moje dłuższe formy nie będę więcej pytał, ale może choć jeden z wierszyków, który pośpiesznie drukowałem Pani przeczytała?

          3. Jeszcze nie czytałam. Podejrzewam, że zrobię to w przerwie świątecznej, bo mam zbyt dużo zleceń i nie nadążam z pracą.

  12. Brwi były perfekcyjne, zauważyłam nie bez zazdrości. Ja na tę okoliczność zrobiłam sobie nogi – dobrze, że wynaleziono wosk i nóg nie trzeba depilować pęsetą . No a skoro już przy nogach jesteśmy..hi hi..co Bóg złączył….

  13. Starzy Polacy powiadają, że człowiek (więc chyba kobieta też?) za zrośniętymi brwiami może zostać wampirem! A swoją drogą, ciekawe jakie brwi ma ten jakiś pan Sławek?

    1. Ha, ha 🙂 Panu Sławkowi się nie przyglądałam, więc nie wiem. 🙂
      Podoba mi się za to opcja z wampirem. Chyba sobie zapuszczę brew i upuszczę jakiejś krwi. 😉 🙂

  14. Witam
    I skąd ja to znam ha ha ha …..
    Bardzo ubolewam , że nasze spotkanie nie doszło do skutku ale myślę , że jeszcze będzie ku temu okazja. Słyszałam , że Twoja wizyta w Kłodawie też była udana i że ładnie Ciebie tam przyjęliśmy , my jako region 🙂 Serdecznie pozdrawiam

    1. Bardzo ładnie mnie przyjęto. Byłam zaskoczona. Atmosfera prawie domowa. I ciasto jakaś pani upiekła! Było bardzo, bardzo sympatycznie. 🙂 Miło wspominam. 🙂

  15. hahahahahahahaha ,dobre 🙂

    a spotkań to życzę Ci wiele i jeszcze więcej cudnych chwil!:)

    no i mam nadzieję, ze jak się ogarnę życiowo 😛 😀 to spotkamy się, jak rok temu, na kawce gdzieś 🙂

Pozostaw odpowiedź ~ulabrzydula Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *