Czwartkowa rozpierducha

Bywają takie momenty w życiu człowieka, że musi małą rozpierduchę zrobić, bo inaczej się udusi. Przyszedł więc moment na mnie. Zafundowałam sobie całkiem niezły wieczór, z prawie kurobiciem. Jednak nie polecam, bo sprzątania co nie miara. Czerwona „posoka” tryskała po ścianach z siłą wodospadu.

I taki był efekt:

rozpierducha

Krwawy czwartek nastał. Sceneria jak z dobrego kryminału, tylko trupa brakowało. Była za to ONA.

A zaczęło się niewinnie. Wzięłam ją nawet do zlewu, bo pomyślałam, że jak mam łeb ukręcić, a ona taka pulchniutka, aż napęczniała od nadmiaru gazów, to najlepiej w zlewie. Tak więc zrobiłam.

Twarda sztuka z niej była. Opór stawiała. Jednak nie ze mną te numery. Ściskam więc za jej chudziutką szyjkę, ściskam, kręcę, ale jak nie chce puścić, tak nie chce.

– Ożeż ty, jego mać! – siarczyście sobie zaklnę pod nosem (jak w rasowym kryminale). I na dźwięk mojego głosu puszcza. Ku mojemu zdziwieniu wali, jakbym granat odbezpieczyła. Leci we wszystkie strony świata, obryzgując dokładnie napotkane przeszkody, czyli: mnie, szafki, okno, sufit, blaty itp. Jajo zaniemówiło (z bezpiecznej odległości). Ale na tyle było przytomne, że jak rasowy Japończyk (uczy się tego języka, więc może już się udzieliło) chwyciło aparat i dawaj zdjęcia robić, a dopiero potem matkę ratować.

12207972_957767077627842_894277169_n

12204527_957767040961179_419410320_n

A ja? Stoję. Karpika robię ze zdziwienia. Bo tak nagle to wszystko się zadziało. Efekty podziwiam. Niezły performance mi wyszedł. Normalnie sztuka współczesna. Podziwiam. I nie wiem, czy zostawić, czy szybko zmywać, zanim zaschnie.

 

PS   I gdyby ktoś chciał zostać moim epigonem, stworzyć równie wielkie dzieło plastyczne w swojej kuchni, to należy w tym celu wziąć jedną plastikową butelkę, kilka dowolnych owoców (w zależności od tego, jaki kolor chcemy uzyskać; truskawki i porzeczki są niezawodne). Z części owoców wyciskamy sok, a część dodajemy w całości i miksujemy. Wlewamy do butelki. Szczelnie zamykamy. Butelkę stawiamy w ciepłym miejscu i po trzech dniach odkręcamy. Zadziała niczym granat. Zrobi nam piękną rozpierduchę. A potem tylko usiąść i podziwiać kolorystykę dzieła kuchennego (można się też nie ograniczać i w pokoju odkręcić butelkę).

 

0 myśli na “Czwartkowa rozpierducha”

  1. Eee, wiedziałam, od butelki to się musiało zacząć, wybuchowe właściwości produktów spożywczych znam, wyobraź sobie, że kasza manna zł nie ta w szczelnym pojemniku (z klipsami) w letni dzień już po 24h wybucha otwierając pojemnik i robiąc takie “bum”, że ze strachem można wypatrywać czołgów na ulicy.

  2. Polecam jagody w słoiku zagotowywane na zimę i zapomniane bo koleżanka przyszła “na chwile” jak sie woda wygotowala, jak rozpierducha poszła…. To przez 3 tygodnie jagodki sie sprzątało a i cała kuchnia do malowania
    Jak to było: kochanie idę na 5 minut do sąsiadki a za pół godziny wyłącz ziemniaki…

  3. Niezła rozpierducha 🙂 .Mnie dzisiaj (nie wiem jakim cudem)wyleciała śmietana procent 30 z lodówki…Poszłam tylko kawkę sobie zrobić i młodemu śniadanie do szkoły.Ciśnienie bez kawy mi się podniosło.Pięknie rozbryzgała się po całej podłodze i części ściany.Byłam cholernie szczęśliwa i pomyślałam sobie-to będzie cudowny dzień 😉

    1. Ha, ha 🙂 Też mam taki odruch, że od razu się uśmiecham i powtarzam, że to będzie dobry dzień. Nie ma to jak dobra rozpierducha od czasu do czasu. 🙂 😉

  4. hahahahahahaha

    ale pochwalę się, że nie muszę czekać trzy dni, wystarczy mi, że robie ( w blenderze? ) mieszadło: truskawki z jogurtem zapominając założyć pokrywkę …:) 😛

    (efekt, powiem Ci, piorunujący 😀 😛 )

  5. Moja babcia mieliła kiedyś kawę w takim starym elektrycznym młynku, tylko zapomniała o pokrywce. Malować ścian nie trzeba było, ale ziarenka kawy przy sprzątaniu z pół roku wyłaziły z różnych miejsc.

  6. znam, ach znam ci ja te klimaty… acz spodziewając się podobnych rezultatów, mniej w prawdzie w efekty wizualne bogatych, a przynajmniej tak się mi wówczas zdawało, gdyż owoce jasne, dorodne i zamknięte w plastiku były, i jabłuszko papierówka i brzoskwinka, i miast w kuchni dokonać otwarcia, doszłam do wniosku, że w WC, nad sedesu odchłanią będzie praktyczniej. Ot otworę, wyleję, spuszczę wodę, pójdę dalej. Nic jednakowoż bardziej mylnego, gdyż ta prosta czynność, tak zdawać by się mogło trywialna, gdyż, czym jest wszakże odkręenie butelki plastikowej, nawet gdy uparcie nie chce się dać odkręcić kobiecej dłoni, to jednak wyrafinowane działanie? Sztuka siły? Nie, nic z tych rzeczy. a rykoszet poszedł z nakrętki taki, że przez dni kilka z malowniczo podbitym okiem chadzałam niczym ofiara przemocy domowej… tym samym na hihy i śmichy współrodziny narażona oraz na litościwe i wielce znaczące spojrzenia osób postronnych czy to w sklepie, czy innych miejscach publicznych… gdyż nie dosyć, że oko podbite to i skóra starta była, nakrętka, ta zdradziecka bestia, ten przyrząd tortury, karbowana była i w ruchu obrotowym skóry mi nieco ubrała z kości policzkowej, co niestety uniemożliwiło zastosowanie makijażu :)…

    1. Ha, ha 🙂 To ja w tym momencie cieszę się, że tylko jedna ściana do malowania. Nakrętka tej mojej butelki też była spora i karbowana, więc mogło się skończyć podobnie. Ha, ha 🙂 Rechoczę sobie do monitora, bo oczyma wyobraźni widzę Ciebie pochyloną nad tym kibelkiem z butelką w dłoni. Ha, ha 🙂 🙂

  7. Ja tak lubię zmiany i remonty, że moja rodzina z pewnością podejrzewałaby sabotaż. Sama siebie też bym podejrzewała o niecne zamiary, gdybym miała książkę pilnie do napisania 😉

    1. A wiesz, że też o tym pomyślałam, czy rodzina tego tak nie odbierze. 🙂 Od razu mi się reklama przypomniała, jak kobieta wpuściła do kuchni psa i kota, by zrobiły demolkę. 🙂

  8. Haha ja dziś nieogarnięta jestem i musiałam dwa razy przeczytać:) Muszę powiedzieć, że napięcie zbudowane perfekcyjnie:) Mój tata kiedyś wino z wiśni robił…w pokoju po malowaniu…wyjechaliśmy na kilka dni i jak wróciliśmy na ścianie było piękne wiśniowe dzieło 😀

  9. Cóż, takie rzeczy się zdarzają. Kiedyś chciałem zrobić sobie nielegalnego drinka. Wziąłem półlitrową butelkę jakiegoś napoju, połowę wylałem do zlewu i uzupełniłem wiadomo czym. Potem butelkę zakręciłem i potrząsałem energicznie by porządnie się wymieszało. Jakoś nie zwróciłem uwagi, że napój był gazowany. Kiedy odkręciłem ponownie… Nie dość, że musiałem się przebierać (a odziany byłem wyjściowo), nie dość, że konspirację diabli wzięli, to jeszcze tyle dobra się zmarnowało…

  10. bardzo sugestywny opis. pamiętam kiedyś w górskim schronisku spragnieni kupiliśmy napój, a że na dnie był jakiś osad, więc mój Tato śp. potrząsnął dość energicznie by go wymieszać. potem otworzył – zawartość z siłą strumienia z gaśnicy znalazła się na suficie. zawstydzeni salwowaliśmy się ucieczką.

  11. I dlatego ja się trzymam z daleka od wszelkich przetworów. Nawet takich krótkodystansowych. 😀 Kiedyś za to widziałam efekt eksplozji czerwonego szampana, sama natomiast doprowadziłam do wybuchu jajecznego. w kuchni narzeczonego na szczęście. Byłego – muszę dodać, zastanawiając się, czy aby nie z powodu jaj. 😉

  12. Gdy pracowałam w sklepie spożywczym to rano zobaczyłam czerwone ściany i dziurę w suficie. To był efekt eksplozji”szampana dla dzieci”. Oprócz tego wszędzie walało się szkło z rozbitych butelek…. Oprócz winowajcy potłukły się jeszcze butelki stojące obok. To był ciężki dzień z porannym sprzątaniem

  13. Spotkałyśmy się Pani Aniu w bibliotece w Kłodawie pod Gorzowem. Nadal utrzymuję, że nawet w kryminale można nieźle opisać ludzkie słabostki, psychologię zabójstwa… Można też w nim nieźle podrzeć rzeczywistość na strzępy.
    Proszę, niech Pani napisze kryminał.
    Renata, która wyszła ze swojego zapyzia, ale nie może wyjść poza prowincję pozdrawia Panią serdecznie.

    1. Ha, ha 🙂 Widzę, że Pani nie odpuszcza. 🙂 Może kiedyś faktycznie skuszę się na kryminał, teraz piszę książkę, w której jest wątek tajemnicy, więc powiedzmy, że to taka namiastka kryminału. 🙂 🙂
      Serdecznie pozdrawiam i cieszę się, że mnie Pani tu odwiedziła. 🙂

  14. Nie odpuszczam, bo jestem silnie przeświadczona o sukcesie komercyjnym takowego, które wyjdzie spod pani palców przy pisaniu. Dziękuję za pozdrowienia. Czytam sobie te lekkie i przyjemne rzeczy u Pani na blogu. Bo wtedy te chmury za oknem jakby mniej straszne, czy mniej deszczowe…
    W ogóle to lubię deszcz na moim Zapyziu. Ciepły.
    W Polsce potrzebna jest pisarka tak wnikliwa jak Agatha Christie, padło na Panią. Nic na to nie poradzę, “Złodziejkę marzeń” czytało się świetnie. Czy “faktycznie się skuszę” to forma dokonana?
    Ukłony przesyłam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *