Wpis o lekki zabarwieniu erotycznym

Dzisiaj z dumą mogę zaprezentować wynik swojej pracy: tort, rurki i pralinki. Teraz na nie patrzę i podziwiam, jeszcze nie zostały spróbowane. Dziękuję wszystkim za rady. Co kilka głów to nie jedna. Wyniki naszej pracy zespołowej prezentuję na zdjęciach. Udało mi się do rurek zrobić przepyszny krem dzięki radom blogerki „Bety-kobiety” (kremówka ubita z kajmakiem). Rurki (ciasto wg przepisu Zagubionej) zanurzyłam w rozpuszczonej czekoladzie z kapką oleju, a potem w orzechach. Wyglądają prawie profesjonalnie. A tort wyszedł przepiękny. Pierwszy raz mi się udał tak ładny (jeszcze będzie wstążeczka, ale muszę po nią wyruszyć do sklepu). Na wierzchu polałam zmiksowanymi brzoskwiniami wymieszanymi z galaretką, dzięki temu uzyskałam piękną gładką powierzchnię. Jestem zadowolona i dumna. Teraz tylko czekam na gości, żeby ocenili. Mam nadzieję, że będzie im smakować. Sama jestem ciekawa, jak wyszło. Jeszcze muszę dzisiaj tylko przygotować tartę, kruche ciasto zrobiłam wczoraj wieczorem.

Posprzątałam też na blogu. Mam nadzieję, że jest lepiej, chyba tak łatwiej przejrzeć wpisy. Mnie się podoba.

Wczoraj mąż, jak zawsze przed weekendem, zadbał o świeże kwiatki. Zrobił mi wiosnę w mieszkaniu. Poniosło go, nakupował cebulek hiacyntów i krokusów oraz narcyzy i gerbery w doniczce, do tego bukiet tulipanów. Jest kolorowo. Cieszę się, bo zapachniało mi wiosną. A tu jeszcze kilkadziesiąt dni…

A jak o wiośnie, to tak jakoś mi się erotyczny temat narzucił. Jak jest tutaj ktoś nieletni, to niech od razu opuści stronę (Moje jajo! Najedź kursorem na biały krzyżyk na czerwonym tle w górnym prawym rogu ekranu i pa, pa!). Oglądaliśmy w czwartek na kanale National Goegrafic program o facecie z Nowej Zelandii. Obwołał się guru i leczy seksem. Podobno przespał się z 1000-2000 kobiet (nie pomyliłam się o żadne zero). Oczywiście w celach terapeutycznych. Nawiasem mówiąc, ciekawe, jak policzył, bo widełki dość rozrzucone. Stawiał kreski na ścianie? A tak a propos kresek, tak mi się teraz przypomniało, że przeczytałam kiedyś o Andersenie (tak, tym od baśni), że był nałogowym onanistą. Prowadził dziennik, w którym po procesie onanizowania stawiał plusiki. Podobno jego dziennik zdominowały wpisy typu: „Spotkałem dzisiaj panią X… +++”, „Spotkałem pana Y… ++.”  I pomyśleć, że jest patronem niejednej podstawówki…

Wracając jednak do guru, tak sobie myślę (znów to robię!), że dobra ideologia, a wszystko można sprzedać. I zawsze znajdą się tacy, którzy to łykną. Podobno uczy, jak odzyskać moc seksualną, leczy zahamowania seksualne. Uczy mocy seksu! A seks oczywiście przyspiesza rozwój duchowy. Ooo, jaki on musi być uduchowiony! A co najdziwniejsze, on jest guru, więc uczy uzdrawiaczy, a oni idą w świat, szerzą jego słowo i leczą. Zgłębiają dotyk. W sumie to ciekawe, jak taka pani terapeutka tłumaczy to swojemu partnerowi. „Słuchaj, kochanie, jadę na szkolenie…” A on na to: „Jedź, jedź, tylko się nie przemęczaj…”.

A propos tematu (bo moje myśli jakoś tak dziś niepokojąco błądzą), ukazał się niedawno zbiór opowiadań „Zachcianki” – są to zmysłowe opowieści kilku autorów: Chutnik, Kuczoka, Tulli, Twardocha i jeszcze kogoś… (wszystkich nie pamiętam, bo pozostałe nazwiska są mi nieznane). I tam podobno jest takie opowiadanie, które głosi, że polskie kury domowe (cokolwiek autor miał na myśli) wyzwoliły się seksualnie. Podrapałam się z wysiłku intelektualnego w głowę. Hmmm. Ja co prawda od niedawna jestem zaliczana do ptactwa domowego, więc nie wiem, czy już się wyzwoliłam, czy dopiero to ma nastąpić…? A przecież próbuję dążyć do doskonałości. Kurczę… to, jak ja rozwinę skrzydła (!!!), to… jeszcze polecę, choć nielotka podobno jestem! No, chyba, że już się wyzwoliłam, zanim zostałam kurą domową… Taka możliwość też istnieje. Hmmm… Poważna sprawa. Muszę te opowiadania przeczytać, wtedy opowiem, jak to jest z tym wyzwoleniem u kur domowych.

0 myśli na “Wpis o lekki zabarwieniu erotycznym”

  1. Klik dobry:)
    Ależ tu smakowicie. Wirtual ma wielką wadę, że nie można sięgnąć i capnąć chociaż jedną rurkę. Tortu nie śmiałabym nadpoczynać 🙂

    Jak nastawienie na wycieczkę do Szwajcarii? Szkoda, że nie podają daty. Przez to nic na czerwiec nie można zaplanować, a znalazłam fajną ofertę na wakacje. W maju za zimno, a w lipcu za gorąco. Później natomiast biura podróży bankrutują, więc dla mnie najlepszy jest czerwiec.

    1. Ja na razie o czerwcu nie myślę. W maju kończę podyplomówkę, więc akurat w czerwcu będę odpoczywać 🙂 A w wirtualu dostrzegam zaletę. Wyobraź sobie, jak każdy kto tu wchodzi, capnąłby jedną rurkę? I tak walczę z moim jajem, żeby przestała wyjadać, bo co wyjdę z kuchni, to czegoś ubywa 😉

  2. Swoją drogą ciekawe, czy któraś z pań korzystających z metody tego guru została wyleczona, bo że wyleczył się z własnych zahamowań to pewne 😀 Oczywiście interesuje mnie ta kwestia wyłącznie teoretycznie, poddać się jego “zabiegom terapeutycznym” nie planuję.

    1. Pewnie żadna się nie przyzna 🙂 chociaż te, które występowały w programie wyglądały na zadowolone, ale chyba najbardziej cieszył się sam guru 🙂

  3. Widzę, że bierzesz udział w konkursie, ale nie widzę gdzie można wysłać sms, żeby na Ciebie zagłosować? Jestem tak mało spostrzegawcza, czy nie ma jeszcze podanych namiarów?

    1. Jeszcze nie podałam namiarów. Głosowanie od 24 stycznia. W czwartek podam mój numer blogu. Jak miło, że o to pytasz. Przygotowałam na czwartek odezwę do narodu 😉

  4. Pięknie wyglądają te Twoje wypieki.A ,czy te biszkopty z tortu przy krojeniu się nie rozwalały?Bo rozumiem,że są “przyklejone”do masy?Bardzo ładnie to wygląda.
    Muffinki też są super.Ja raz piekłam,ale jasne i z wirzchu się upiekły,a w środku były zakalcowate,teraz sie boję ich piec:)

  5. Prawie profesjonalne rurki?!?! Są super! I te pralinki też wyglądają apetycznie! Za tortami jakoś nie przepadam, ale on też wygląda bardzo profesjonalnie i apetycznie! Ech, nie ciągnie mnie do słodyczy, ale na pewno bym się poczęstowała!

    1. A ja mam problem, że mnie ciągnie strasznie, ale zaparłam się. Koniec. 🙂 Ostatnio nic nie piekłam. Co prawda niedługo mam gości i będę musiała jednak coś słodkiego przygotować, ale muszę to jakoś przetrwać. 🙂

      1. Normalnie to i ze mnie łasuch jest okrutny i uwielbiam słodycze. Ale jakoś mi ciąża pozmieniała “smaki” i w zasadzie słodycze mogłyby nie istnieć. Nadrabiam bakaliami wszelkimi 😉 Zobaczymy w jakim kierunku to pójdzie jak już Mała będzie na zewnątrz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *