Jak nie zrobić z Jaja jajecznicy?

Ostatnio życie nie szczędzi mi emocji. Jak na huśtawce.

Wczoraj siedzę sobie przy stole, jem śniadanie. Co chwilę spoglądam w okno, bo za nim słońce się do mnie szczerzy. Radio w tle pobrzmiewa. I wtedy nagle dochodzą do mnie słowa redaktora, który mówi o maturach. Toż wyniki przecież! Nasłuchuję. Skóra mi cierpnie, jak słyszę, że co czwarta osoba nie zdała. I już wyobraźnia pracuje, najczarniejsze scenariusze układa w głowie. W końcu jednak mówię dojajo siebie, że przecież nawet jak się Jaju mojemu, co jajem już nie jest, noga powinie, to trudno, kampania sierpniowa też dla ludzi. Tak się pocieszam i próbuję udawać, że dzielnie przyjmę to na klatę. Ale zaraz znów w głowie, że przecież tyle chorowało przez ostatnie dwa lata, dojazdy, ponadto znienawidzona polonistka… Brrr! Odganiam od siebie myśli o tej kobiecie. Jako byłemu nauczycielowi może nie wypada krytykować koleżankę po fachu, ale nigdy, a to nigdy nie zrozumiem, co tacy sfrustrowani ludzie robią w szkołach. Nijak to się nie mieści w mojej rozczochranej. I ciągle mi brzęczy w głowie zdanie: „Nareszcie koniec bycia tyraną”. To pierwsze zdanie, jakie Jajo wypowiedziało po odebraniu świadectwa. A mnie cholernie przykro, bo polski to najpiękniejszy przedmiot, dawniej ukochany przez Jajo…

No, ale wreszcie odganiam te myśli, nie chcę do nich wracać. Piszę do Jaja esemesa (jest za granicą), by sprawdziło wyniki na stronie OKE. Nic. Cisza. Idę do lekarza. Ciągle telefon sprawdzam. Nic. Poganiam w końcu. I dostaję odpowiedź:

− Boję się.

Odpisuję:

− Sprawdzaj, bo matka oszaleje!

Moja kolej. Wchodzę do gabinetu. Siedzę. Pani doktor coś tam stuka w klawiaturę, a ja słyszę, że esemes przyszedł. Przepraszam kobietę, wyjaśniam, że matura, że sprawa życia i śmierci. Ta się uśmiecha, kiwa głową. Ja czytam:

− Polski 28%. Co teraz? Co mam robić?

Skóra mi cierpnie. Tysiąc myśli na sekundę, że podanie, że wgląd do pracy, że sierpień.

− Zdasz poprawkę. Dasz radę.

− Zadzwonię.

− Jestem u lekarza. Jak wyjdę, dam znać.

Siedzę przy biurku. Kobieta coś do mnie mówi, zapisuje na kartce. A ja tylko widzę te 28%. Serce wali tak mocno, że prawie słyszę je w kieszeni. Nie. To nie serce. To znów esemes. Jeszcze raz przepraszam, odczytuję:

− Haaaaaaaaaaaaaaa! Naprawdę myślałaś, że nie zdałam?

A ja patrzę jak głupek, próbuję zrozumieć. W końcu Jajo pisze mi swoje wyniki. Mnie łzy po policzkach. Lekarka się śmieje, że zaraz będzie mieć tu pacjentkę z zawałem.

Uff! Żarcik taki. I jak tu nie zrobić z takiego Jaja jajecznicy? Jak? Miało szczęście, że daleko, bo inaczej to sadzone albo jajecznica. Zdało szczęśliwie, w dodatku bardzo ładnie. Oczywiście angielski rewelacyjnie, dokładnie tak jak to moje Jajo chciało.

I tak myślę, że rodzicem być to trudna sprawa. Bardzo trudna.

0 myśli na “Jak nie zrobić z Jaja jajecznicy?”

  1. Sorki za szczerość ale za taki żarcik zrobilabym marmolade albo lepir pastę jajeczną z Twojego Potomka :-).
    Ale tak ogólnie to gratuluję. Ja przez ten horror wyczekiwana przechodziłam 2 lata temu.

  2. Moja siostra też zdawała maturkę. Kazałam jej napisać jej smska czy zdała, jak już zdobędzie wyniki. Do rana cisza. Rano wchodzę na fejsbuka a tam już cały świat huczy, że M. zdała… wszyscy, tylko nie ja 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Tak to właśnie traktuje się rodzinę. 😉 Ale jak słucham w radiu, jak mówią o zdawalności, to kiepsko to wygląda.

  3. Moje maleństwo niedawno zdawało egzamin gimnazjalny. Też byłam bliska zawału. Teraz czekamy na wiadomości czy się dostanie do upragnionego gimnazjum. Tzn. ja czekam, a ona się wakacjuje 🙂

        1. Trzymam kciuki. Moja tam nie chciała. I z perspektywy czasu stwierdzam, że bardzo dobrze zrobiła. 🙂 Trafiła do fajnej klasy i miała świetną wychowawczynię. 🙂

  4. Witam Cię Aniu serdecznie po długiej przerwie, kiedy to oddaliłam się od blogów, gdyż bardzo dużo rzeczy działo się w moim życiu, tych dobrych ale i tych złych niestety też. GRATULUJĘ Z CAŁEGO SERCA wydania kolejnej książki! Widzę, że samorealizacja to Twe drugie imię, co mnie cieszy niezmiernie 🙂 Tak, matury to trudny czas, zarówno dla samych maturzystów jak i osób, którym zależy na ich jak najlepszych wynikach. Sama jestem w tym kieracie zwanym szkolnictwem, a więc wiem, jak to wygląda. Gratuluję córci tak samo i pozdrawiam całą Waszą rodzinkę serdecznie!

  5. Tak sobie czytam i przypomniało mi się jak sama powiedziałam, ze nie zdałam- żart to był oczywiście…za naście lat będę z drugiej strony…i pewnie już mi do śmiechu nie będzie jak usłyszę podobne słowa:) J. polski- mój ukochany przedmiot…nauczycielka w liceum jednak znienawidzona…Gratulacje dla Córki 🙂

    1. Moja córka zawsze kochała polski. Miała w podstawówce ukochaną panią, potem w gimnazjum polonistkę z pozytywnym bzikiem na punkcie teatru (wtedy też dużo sukcesów literackich), poszła więc do klasy humanistycznej i tu zderzenie ze ścianą. Przed polskim był ból brzucha i nieprzespana noc – przez trzy lata.Brrr.

  6. Przy takim Jaju to i kawa Ci nie potrzebna…
    Jak ktoś wynajdzie cierpliwość w pigułce to od rodziców Nobla dostanie 😉

    Gratulacje dla Jaja.

  7. Ten stres przezywałam w zeszłym roku..ale okazało się, że bardziej potem, kiedy na studia “moje jajo” stratowało…szukanie mieszkania, na jakie byłoby nas stać.. i… pierwszy rok ze studentką za nami! na plus! 🙂

  8. Witam
    Tak więc jajo zaczynana się przeinaczać w kurczaka ….matura zdana…nim całkowicie zmieni się w kurę.
    Gratuluje jaju i kurze się kłaniam w pas, że takie jajo zdolne zniosła…
    Pozdrawiam

  9. Trzeba przyznać, że Jajo ma poczucie humoru. Ale jak Cię znam, już z tej radości wybaczyłaś;)

    Nasz Młody ( noszący rozmiar buta 45) także szczęśliwie zdał. Wyniki z podstawowej matury z matematyki zaskoczyły mnie nawet na plus. Angielski, pikuś. Zobaczymy teraz, czy dostanie się na swój wymarzony kierunek (na AGH). Jajo: trzymamy kciuki!!!

  10. Ja tak na pytanie zawarte w tytule: jak nie zrobić jajecznicy? Podzielić Jajo na dwa i z tego okrągłego żółtego+ksylitol ukręcić kogel mogel. Można dodać trochę dobrego kakao, wszak magnez na uspokojenie nerwów się przyda. W ten sposób Matka osłodzi sobie poczucie humoru Córki. A z tego białego co się oddzieli od tego żółtego pianę ubić. Ręcznie. Też z ksylitolem i potem bezę upiec. Do popołudniowej kawy będzie jak znalazł. A takie ręczne bicie piny sprawi, że z zestresowanej Matki cała piana zejdzie.
    To radziłam ja. Kucharka z zamiłowania.

    A kiedy już najesz się tym koglem moglem, poprawisz tą bezą to już na spokojnie możesz powiedzieć temu Jaju jak bardzo dumną Kurą jesteś. I przekazać gratulacje od wszystkich, którzy je tutaj pozostawili.

  11. Oczywiście miał być przedni żart, jak to u młodszych, ale wyszło jak zawsze, czyli wcale nie było żartem. Miało tyko zasiać niepokój. I zaskoczyć pozytywnie. To się udało.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *