Siła wodospadu

Zamykam oczy i schodzę. Powoli. W dole słyszę spadającą wodę. Wodospad. Siklawa? Szum wody uderzającej o ściany…

wodospadWszystko pięknie, tylko że idę po schodach do swojej piwnicy i faktycznie słyszę szum wodospadu. Rzucam michę z praniem i przeskakuję po kilka stopni w dół. Otwieram pierwsze drzwi i już wiem. Kłopoty. Woda na podłodze. Otwieram następne drzwi, a tam wodospad! Woda z rury sika po ścianach właśnie z siłą wodospadu. W dodatku ciepła, czyli prawie równikowy klimat. Przynajmniej ze względu na wilgotność powietrza. Nie da się wejść głębiej, bo wody po kostki. Pewnie tak sika od kilku dni, a że nas nie było w domu, nikt tego nie zauważył, bo ani babcia, ani Jajo nie schodziły do piwnicy.

Lecę na górę po buty, bo w kapciach się nie da. Dzwonię do Mężusia. Help! Help! Mężuś kieruje mnie do głównego zaworu na wodę, by zakręcić. Fuck! Nie wiedziałam, gdzie jest! A przecież takie rzeczy wypadałoby wiedzieć. W końcu zakręcam wodę. Siła wodospadu maleje, aż wreszcie ustaje całkowicie. Otwieram wszędzie okna i drzwi, by pozbyć się wilgoci. Mężuś wpada po paru minutach do domu, ocenia straty, walczy z wodą na podłodze. Za dużo jednak nie udaje się zrobić, bo podłoga w piwnicy nie jest wyłożona płytkami. Pewnie w ciągu kilku dni wyparuje i wyschnie. Powódź opanowana.

Już mamy wizję wielkiego remontu, bo może trzeba rurę wymienić. Przyjeżdża hydraulik. Coś tam dokręca. Jedna minuta roboty. Koniec. Wszystko gra.

A kiedy byliśmy w Niemczech, Jajo zgłaszało nam przez telefon, że coś nie tak, bo nie ma ciepłej wody. Podejrzewaliśmy, że coś z ciśnieniem, ale nikt z nas nie wpadł na to, co może być przyczyną tego słabszego ciśnienia. Woda więc w piwnicy musiała tak zasuwać po ścianach mniej więcej przez tydzień. Oczyma wyobraźni widzę rachunek. Jak przyjdzie, trzeba będzie najpierw łyknąć coś porządnego na uspokojenie.

Uwielbiam takie domowe kataklizmy. Tfu, tfu!

A jak u Was? Rury całe? 🙂

0 thoughts on “Siła wodospadu”

  1. U nas w bloku na mojej klatce zawsze podczas większego deszczu lała się woda, tak, że sąsiadka podstawiała wiadra pod rurą. Zgłaszaliśmy, przyjeżdżali z TBS, gdzieś tam w chodzili, że niby naprawione, ba raz nawet na dach weszli, następny większy deszcz i znowu to samo i tak od kilku lat, dopiero teraz podczas remontu klatek ktoś spostrzegł, /”podejrzewam” o to nowego hydraulika, u którego widać, że się angażuje w swoją pracę/ że rura po prostu pęknięta, wymieniono i wczoraj rano jak lało, to tylko szum słyszeliśmy w nowej rurze w drodze na wybory, a na klatce sucho.
    Aniu najważniejsze, że już wszystko gra u Was. Z tego wniosek, że przed wyjazdem trzeba wszystko “podejrzane” sprawdzać.

  2. Ja przerabiałam to jakiś miesiąc temu, tylko rura nie pękała w piwnicy, a na poddaszu, więc woda efektownie lała się po ścianach aż na sam dół;)

  3. Oj, Kumosiu kochana! Aleście zakręcona od rana.
    W chałupach miejskie gbury
    Pozakładały se piękne rury.
    A teraz narzekają,
    Że miast prysznica,
    Fontannę mają 🙂

  4. U nas rury całe, ale za to pralka jak na złość teraz odmawia posłuszeństwa. Czekamy aż sprowadzą nam do niej część i mąż ją będzie wymieniał. Mam nadzieję, że wszystko zagra.
    Współczuję Wam 🙁

  5. Współczuję. Moje rury, póki co, w całości 😉 Ale pamiętam, jak raz, po powrocie z pracy zastałam na podłodze w kuchni czarną, smolistą, śmierdzącą breję wydobywającą się ze zlewu… Sąsiad piętro wyżej przepychał sobie na własną rękę swoje zapchane rury i tak przepchał, że syf z całego pionu lądował w moim zlewie kuchennym i plastycznie wypełzał na podłogę kuchenną. Dobrze, że w domu siekiery nie miałam, bo zostałby bez głowy, kończyn i przyrodzenia 😉
    Pozdrawiam i życzę niskiego rachunku 🙂

    1. Ha, ha 🙂 To na pocieszenie Ci napiszę, że u moich rodziców tak było, jak sobie sąsiad przepychał jakoś dziwacznie kibelek, że wywalało u moich rodziców. To dopiero było. 🙂

  6. No, to aż strach się bać rachunku 🙂
    Ja właśnie remont mieszkania zaczęłam od podstaw-nowa elektryka i rury.Poprzednie mieszkanie też od podstaw remontowaliśmy.Ale powoli już coś widać-pokoje przygotowane pod malowanie,futryny też już zamontowane…przyznam że strasznie brakuje mi swojego kąta i przebieram nogami z niecierpliwości .

  7. No proszę Ciebie… miałam nadzieję, że opisujesz sen i już miałam wyskoczyć z pocieszeniem, że wodospad i inna tego typu cieknąca woda, oznacza dopływ dużej gotówki… a tu… ech… raczej odpływ 🙁 współczuję.

  8. U nas nie tak dawno była powódź w łazience. Robiliśmy pranie (żeby było śmieszniej przed północą) i dziwnym trafem wąż nie był podpięty… wody po kostki…

  9. Uff, dobrze, że kryzys opanowany:)

    U nas zdarzały się tego typu sytuacje na początku mieszkania w nowym domu. Mieliśmy podobno niewłaściwy do typu pieca zasobnik ( nie pytaj mnie co to takiego).Woda zalewała kotłownię zazwyczaj w środku nocy i było to związane ze spadkiem ciśnienia.Ostatni raz tego typu sytuacja ( już po wymianie pechowego zasobnika) zdarzyla mi się gdy mąż odwoził mnie na bardzo poranny pociąg do Lublina.Jedyne co mógł w tej sytuacji zrobić to zakręcić zawór.Po powrocie zaczerpnął wiadrem kilka razy, a reszta spłynęła do studzienki.Na szczęście kotłownię mamy “schodek”niżej od poziomu domu.Piwnicy nie posiadamy a więc kotłownię niestety zalewa u nas w try miga przysłowiowe.Na szczęście zawór oznaczono czerwonym pokrętłem i zakręcamy go nawet gdy wyjeżdżamy na pół dnia( czasem zapominamy, rzecz jasna).Życzę szybkiego “wysuszenia”.

  10. przeżyliśmy powódź i to na lany poniedziałek, gdzieś w pionie poszła rura 😀 rano w drugi dzień świąt obudził nas sąsiad krzycząc: – DYNGUS – a potem chłopy wpadli do kuchni naszej i co? jeziorko 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *