O sikaniu, siusianiu i oddawaniu moczu na czas

Od kilku dni mam przygotowany wpis na mój blog. Pracowałam nad nim kilkadziesiąt godzin, bo chciałam go dopieścić. Jednak nie mogę go wrzucić, bo na bieżąco jest tyle tematów, że nie nadążam. Noszę w torebce notesik i długopis, zapisuję sytuacje, których jestem świadkiem. I czasami myślę, że żyję w jakiejś absurdalnej rzeczywistości. Bareja by tego lepiej nie wymyślił.

Wiadomo, że co jakiś czas jeżdżę do Warszawy. Takie wyjazdy to kopalnia absurdów. Opowiadania Topora to pikuś. Malutki pikuś.

Na dworcu w Warszawie Centralnej trzeba płacić za toaletę, pewnie jak na każdym dworcu. Ale dworzec przylega do Złotych Tarasów albo, jak kto woli, Złote Tarasy do dworca. Tam toaleta jest za darmo ku uciesze i radości podróżnych. Jeżeli mam wybór sikać lub jak kto woli siusiać czy oddawać mocz za 2,50zł czy za darmo, to wybieram (pewnie jak większość) tę drugą opcję. Dlatego w galerii handlowej zawsze są kolejki do toalety. A walizki, plecaki i inne podróżne torby nie świadczą raczej o udanych zakupach. Ponadto na dworcu jest nowoczesna toaleta. A ja boję się nowoczesności! To znaczy są tam bramki jak w metrze. A ja nie lubię bramek! Jak mam z torbą podróżną w te bramki się pakować? A jak wrzucę monetę i się zaklinuję? Nie, to nie na moje nerwy. Gdzie te toalety dworcowe z babcią klozetową wydającą szary papier odmierzony zgodnie z normą? Bo chyba w czasach komuny jakieś normy obowiązywały, przecież papier to był deficytowy produkt. Z sentymentem wspominam, że jak się miało ogromne szczęście, można było wrócić z zakupów zamiast z  masłem czy kawą ze sznurem rolek papieru uwiązanym u szyi. A jaki człowiek był wtedy dumny! Szło się przez miasto, dumnie prężąc pierś i ciesząc się zazdrosnymi spojrzeniami przechodniów! Potem można było ten papier przehandlować na rajstopki albo kawkę… Młode pokolenie nie zrozumie tego nigdy.

No, ale nie o tym chciałam. Poszłam do toalety – tej darmowej oczywiście – załatwić potrzebę fizjologiczną. Mam taką zasadę, że w pociągu z tego przybytku nie korzystam. Mam traumę (sprzed bardzo wielu lat) z podróży na Ukrainę (tylko w gumowcach dało się wejść do toalety), dlatego nawet nie wiem, czy się poprawiło. Poszłam uzbrojona w cierpliwość, bo w damskiej zawsze kolejka. Na środku w pomieszczeniu z kabinami stała pani sprzątająca ten przybytek i chyba kierowała ruchem. Mam wrażenie, że zależało jej na tym, co by kolejka szybciej się przemieszczała, żeby nikt nie tamował ruchu. No, w sumie to przecież dobrze, próbowała usprawnić siusianie.

No, to stoję karnie w ogonku. Mam czas do pociągu. I nagle pani kierująca ruchem zdenerwowana coś pod nosem mówi. Przysłuchuję się, bo w takim ogonku raczej większych atrakcji nie ma.

– No, co za jedna! Ile można tam siedzieć! – zaczyna mówić zdenerwowanym głosem. Spojrzenie ma utkwione w drzwi kabiny. Wszyscy w kolejce też powędrowali wzrokiem w to miejsce. Drzwi zamknięte, za drzwiami cisza. Pani nadzorująca coraz bardziej poirytowana. Puka w drzwi. Nie puka, uderza pięścią. – No, wyłazi w końcu! Siusiamy i wychodzimy. Kolejka tu jest! – Za drzwiami jednak cisza. – Co za kobieta?! – mruczy zdenerwowana i buch na podłogę, by zajrzeć, co dzieje się w kabinie i na tych kolanach na podłodze psioczy dalej. – No, siedzi i siedzi!

Niestety, co było dalej nie wiem, bo nadeszła moja kolej, a jak wyszłam to pani już z tych kolan wstała. Szybko wskoczyłam do kabiny, by załatwić potrzebę fizjologiczną. Narzuciłam sobie odpowiednie tempo, by oczywiście nie zdenerwować pani nadzorującej. Do tej pory nie wiedziałam, że w Warszawie modne jest sikanie na czas. Ale udało się! Nikt mnie nie poganiał! Nikt na szczęście nie zmierzył też ilości papieru zużytego przeze mnie! Nie mam tylko pewności, czy pani na kolanach nie sprawdzała, jaki układ przybrały moje stopy widoczne przez otwór pod drzwiami.

No i powiedzcie, sam Bareja by tego lepiej nie wymyślił! A to samo życie!

Potem wsiadłam do pociągu. A tam się zaczęło! Miałam spotkanie trzeciego stopnia… (ale o tym jutro)

25 myśli na “O sikaniu, siusianiu i oddawaniu moczu na czas”

  1. W głowie się nie mieści,do czego to dzisiaj dochodzi.A jakby kogoś za przeproszeniem “przycisło”to co,nie ma prawa?Tam można tylko mocz oddawać?Co za bezczelna baba.

    1. w sumie może i to racja ,żeby bylo sikanie na czas , a bo jaktoś sobie siedzi półgodziny i czyta gazetę a ty stoisz jak głupisz i ściskasz kolana : , ja juz tak stałem w ponad 50 metrowej kolejce bo był tylko jeden toy toy 🙂 i to jeszcze na pokazach lotniczych . Do dziś sobie nie zapomnę , jak się wypilo piwko to trzeba bylo sobie iść zarezerwować kolejkę inaczej możnabylo popuścic w spodnie . Kolejka strasznie wolno szła . a drzew wokół nie bylo 🙂 Od tej pory nie pije piwa podczas masowej imprezy :DDDD

  2. Biedna klientka tej toalety! Może ma kłopoty z trawieniem, a tu jeszcze stresują i w drzwi walą…
    Dobrze, że drzwi się jeszcze na czas nie otwierają! 😉

    1. Pewnie stres. Siedzisz w toalecie, a tam się ktoś nerwowo dobija 🙂 I co gorsza odlicza czas 🙂 Jak ja kocham ten nasz kraj! 🙂

  3. Chciałaś podoszczędzić jak prawdziwy polaczek to nie narzekaj na warunki. Miałaś do wyboru płatną, czystą i na miejscu toaletę.
    Bieganie do sklepu do kibla to szczyt wieśniactwa.
    Toaleta w sklepie jest dla klientów robiących zakupy i to oni go finansują. Ale oczywiście polaczek cwaniaczek nie będzie pytał, kto płaci za kibel w sklepie (bo nie sądzisz chyba, że to instytucja charytatywna). Twoje zachowanie to nie żadna zaradność, tylko żałosne, aspołeczne zburaczenie.

    1. A my na wsi zburaczeni wieśniacy pod płotem swoje sprawy fizjologiczne załatwiamy 🙂 uf jaka ulga. Szkoda, że tu w mieście i za granicą taka KULTURA he he he 🙂 Pojadę do domu muszę kibelek zainstalować, nie mam innego wyjścia rzeczywiście za dużo oszczędzam 🙂

  4. Miałam podobne zdarzenie lecz ta pyskata przed drzwiami skończyła a głową w toalecie i umyłam jej głowę spuszczając wodę, bo żadna dewota nie będzie mnie popędzać. Po jakim czasie dowiedziałam się ze ta co była taka pyskata poszła na długie chorobowe a potem odeszła z pracy z powodu przeżytej traumy! a ja mówię ze sama jest sobie winna, nie jestem suk…. by to robić na czas, jestem zdania ze pysk pyskuje pysk dostaje!!

  5. Tarasy mijam codziennie w drodze do pracy i z pracy… Na zakupach jestem tam przynajmniej raz w tygodniu, a z toalet korzystałam co najmniej ze sto razy i jakimś cudem NIGDY nie spotkałam tam żadnej “pani z obsługi”. Ani razu.
    Nie ma tam stanowiska “babci klozetowej” i śmiem twierdzić że Twoja opowiastka to wyssana z palca dramatyczna historia z cyklu “słoik w stolicy”.

    1. Ja też tam jestem często, a pierwszy raz mi się zdarzyło. Nie była to “babcia klozetowa” – o tym napisałam. Panią z obsługi spotkałam drugi raz. Kiedyś stała i pilnowała zepsutego kranu, bo awarie mieli. Wierzysz, że można to wymyślić? To dziękuję za wiarę w ludzką wyobraźnię. Nie zdarza ci się widzieć absurdów życia, więc gratuluję szczęścia 🙂

    2. A ja widziałam! choć nie jestem częstą bywalczynią tam! otóż chodzi o tą co sprząta tam! co godz zresztą powinna wisieć tam rozpiska co jaki czas była sprzątana toaleta! SPRAWDŹ sobie! i to zapewne o nią chodzi, a tak na marginesie jeśli byś na mnie tam trafiła i nazwała słoikiem uwierz ze pościła bym cie nago na pasaż! za tego słoika urządziła byś taka pokazówkę ze była byś królowa internetu lepsza niż baba z Radomia.

  6. To nie zburaczenie, tylko zdrowy rozsądek. Za granicą jest tak samo, i to nie wśród Polaków, żeby mi ktoś nie wypominał. Tu, gdzie mieszkam, toaleta za darmo jest w każdym barze, tylko na dużych dworcach płatna. Każdy woli pójść do baru i nic nie musi kupować, nikt się na niego krzywo nie patrzy.

  7. No niestety, potwierdzam. Identyczna lub te akcje widzialam w toalecie przy polnocnym wyjsciu. “Prosze wyjsc, ile mozna siedziec, to publiczna toaleta”
    Mis wiecznei zywy.

  8. Tak na marginesie tej toalety za 2,50 na dworcu. Byłem niedawno w Warszawie i korezystałem z tego przybytku. Otóż ta nowoczesność polega na tym, że trzeba wrzucić do automatu kasę a ten automat wyda “paragon” którym można otworzyć kołowrotek do wejścia do toalety. Aby b yło śmieszniej to ten “paragon” nie jest paragonem fiskalnym tylko ma napisane BON i jest jakąś zniżką do jakiegoś baru w podziemiach dworca. W taki oto sposób fiskus pozwala się robić w balona. Zwykłą babcię klozetową będą ścigać za 1 zł nie wbity na kasę fiskalną a tu dziesiątki tysiecy ludzi rocznie korzysta z toalety na dworcu i dostaje BON rabatowy zamiast paragonu fiskalnego. Ot Państwo prawa i równości obywateli. Republika Bolanda.

    1. W niektórych są fotokomórki. Płacisz za każde wejście, więc jak wejdziesz i przypomni ci się, że zostawiłeś coś na zewnątrz, to ponowne wejście trzeba będzie opłacić. Taka nowoczesność!

  9. Niezła historia. Na miejscu pani, która była dlugo w toalecie, chyba bym złożyła skargę na dyrekcji centrum:) A poważnie – kontakt z chamstwem zdarza się czasami każdemu i nie należy się tym przejmować. Najlepiej krótko odpowiedzieć, nie owijając w bawełnę.
    Dziś np. jeden pan przed blokiem zwrócłl mi uwagę, że postawiłam samochód “na miejscu sąsiada” i co lepsze, kazał mi przeparkować. Akurat tak się składa, że to parking publiczny, dla wszystkich, a miejsca nie są ani ponumerowane, ani przypisane do jakichkolwiek konkretnych mieszkańców. Zapytałam więc krótko “czy sąsiad kupił sobie to miejsce?”. Pan na to tylko się skrzywił, ale już nic nie powiedział. Oczywiście nie przeparkowałam samochodu. Co mnie obchodzi, że ktoś sobie uzurpuje prawo do jakiegoś miejsca.
    Ta pani powinna zapytać babcię klozetową, czy jej praca polega na sprzątaniu toalet, czy na mierzeniu czasu klientom na korzystanie z toalety. I cierpliwie poczekać na odpowiedź:)

  10. W Niemczech płaci się 50centów tj. wkładasz do maszyny “grosze” dostajesz kupon przechodzisz przez bramkę i jesteś w WC, wychodząc idziesz z kuponem do Baru oddajesz go i dostajesz herbatę. Przynajmniej ja tak zrobiłam zgodnie z instrukcja jaka była ogłoszona na drzwiach w WC, kasjer coś mówił po niemiecku, uśmiechał się i podał mi i znajomym po herbacie. Oczywiście kupony zabrał i schował do kasy 🙂 Więc co wysikasz odzyskujesz:)

  11. “Niestety, co było dalej nie wiem, bo nadeszła moja kolej”
    To juz trzeba bylo sobie darowac opisywanie tej przygody. To co bylo dalej jest kwitesencja calej opowiesci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *