Obsikiwaczom mówimy “Nie!”

Znów natchnęła mnie Pani S. Niedługo, jak ktoś mnie zapyta, kto jest moją muzą, będę wskazywać właśnie na nią. W sumie była Melpomena, Erato, Klio (itd.), to może i być Pani S. Też pięknie brzmi, nie?

toaletaW każdym razie Pani S. podała informację o tym, jak w Gdańsku władze mają zamiar walczyć z obszczymurkami. A że Gdańsk mi bliski, to się zainteresowałam tematem. Jak wiadomo, osikane ściany to problem wielu miast (żeby nie powiedzieć wszystkich). Każda szanująca się ciemna brama ma swojego obszczymurka. Toż w niektórych panach instynkty pierwotne są na tyle silne, że znaczą teren. Pozostawionym smrodkiem odstraszają innych albo (o, zgrozo!) wyznaczają teren „miejskiego wychodka”, bo przecież zaraz znajdzie się inny obszczymurek, który zapragnie, by jego było na wierzchu.

Jakiś czas temu pisałam o gdańskich designerskich toaletach (za bagatela 900 tysięcy), które przypominają wyglądem statki kosmiczne. Kiedy je pierwszy raz zobaczyłam, zastanawiałam się, czy to czasem nie są windy do nieba. Nawet miałam ochotę wydać dwa złote, by wejść do środka i podziwiać wnętrze tak ekspresjonistycznego szaletu. Nie starczyło mi jednak odwagi (a i silnej potrzeby nie miałam). Obiecuję, że to kiedyś nadrobię i fotorelację przedstawię. No, a może to jest właśnie jedna z przyczyn obsikiwania bram i murów? Czy designerski kibelek może odstraszać przeciętnego zjadacza chleba? Może być. Do tego trzeba mieć kasę, by elegancko oddać mocz. A w bramie płacić nie trzeba. Bo nie podejrzewam, że to brak kultury. Toż Polacy naród kulturalny!

Podobno w Gdańsku największy ruch obszczymurków jest podczas sezonu i Jarmarku Dominikańskiego. Wtedy zjeżdżają się obsikiwacze z całego świata, nie tylko z Polski i korzystają z „gościnności” polskich bram i murów. Pomysł więc jest taki, by pomalować ściany farbą odbijającą płyny. Początkowo zrozumiałam to tak, że odbijać to będzie światłem/kolorem, że ku przestrodze obsikiwacza powstanie na murze fluorescencyjny ślad. Tak też wyjaśniał to prezydent miasta. I już miałam wizję gdańskiego Śródmieścia świecącego w nocy każdym zakątkiem. Pewnie z kosmosu by widziano najczęściej „olewane” miejsca. Podejrzewam też, że zaraz by fantazja ułańska sikaczy została uruchomiona i nie tylko plamy „malowaliby” na murach, lecz także wywijasy jakieś fantazyjne, wręcz mogłaby powstać nowa gałąź sztuki współczesnej! Jednak okazuje się, że nie o to chodzi. Farba ma naprawdę odbijać płyny na najbliżej stojącą osobę, czyli „autora” amoniakowych esów-floresów. Ha! I to jest genialne. Pod warunkiem że chodniki też się czymś takim posmaruje, bo wiadomo, że zaraz zaczną się kombinacje, że jak na ścianę nie można, bo odda, to na chodnik, z ominięciem pionowej przeszkody.

A może dobrze by było w Śródmieściu otworzyć publiczną toaletę, z której korzystałoby się za darmo? Bo tak na mój kurzy rozum… Jeżeli toaleta kosztuje 2-2,50 zł, to nie każdy obszczymurek sobie może na taki wydatek pozwolić, tak? Są wśród nas ludzie oszczędni i nie będą szastać kasą tylko po to, by się wysikać, jak można to w ciemnej bramie załatwić, tak? A potem miasto wydaje grubą kasę na sprzątanie lub wynalazki typu farba odbijająca płyny. Owszem, jestem za walką z obsikiwaczami. Tylko tak główkuję, co się opłaca bardziej w dłuższej perspektywie. Może by też postawić w sezonie TOI TOI-e?

Oczywiście nie byłoby tematu, gdyby nie było obsikiwaczy. Zastanawiam się jeszcze, czy w domu też sobie „leją” na ściany, jak popadnie, a dodatkowo jeszcze znaczą teren w klatce schodowej czy na murze własnego domu. Czy może to tylko obsikiwacze sezonowi albo tacy, którym ściany obsikano, więc ruszają w Polskę z amoniakową zemstą?

Jedno jest pewne. Tak jak Pani S. wszystkim obsikiwaczom mówię zdecydowane NIE!.

0 myśli na “Obsikiwaczom mówimy “Nie!””

  1. Ja tak pół na pół, bo sama peron obsikałam. Mam z tym problem, jak to pani w słusznym wieku, a toaleta zamknięta, a pociąg już prawie…. i co miałam zrobić, dobrze, że to było wczesnym rankiem w niedzielę, ludzi prawie zero, stary mnie zasłonił i poszło. Chyba trzeba pampersy zakładać. Tak mnie załatwiły Koleje Mazowieckie 😉 . Miałam jeszcze jedna przygodę……, ale może wpis popełnię 🙂

  2. Klik dobry:)
    W niektórych miastach są wychodki dla psów, a dla ludzi nie ma. U nas nie ma nawet płatnych. Trochę ratują sytuację markety.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Dobry 🙂 To prawda, o ile jest market w pobliżu. W dużych miastach raczej ich w centrum nie ma. Można wejść ewentualnie do kawiarni czy restauracji, ale tam jak się nie jest gościem, trzeba zapłacić, a niestety nie każdy zainwestuje w sikanie 2 zł. 😉 A pamiętasz, jak się w Szwajcarii zdziwiłyśmy, że toaleta na dworcu bezpłatna?
      Pozdrawiam również. 🙂

      1. Pewnie, że pamiętam. Pamiętam też popielnice, wokół których zbierają się palacze i ani jednego peta na ziemi.
        Niestety, jak się żyje – to sie brudzi. Rzecz w tym, żeby było gdzie swoje brudy i odchody pozostawić. Jak nie ma gdzie, to co? Swoją kupę czy siku mam wsadzić do kieszeni?

          1. Pewnie, że pamiętam. I łudzę się, że może u nas też kiedyś tak będzie. Tylko, że zaraz idę do sklepu jedną z najdłuższych ulic w moim mieście i widzę stosy śmieci pod płotami, a nawet za płotami. Widać, że kto idzie, to buch za płot do czyjegoś ogródka wrzuci sobie papier, butelkę, przecież to nie jego. A kosza oczywiście się nie zobaczy, a powinny stać, co jakiś kawałek. Ech…, daleko nam do cywilizacji.

          2. No, to pomarzyłyśmy…
            Teraz możemy iść do sklepu swoimi ulicami, by zejść z obłoków. 🙂 🙂 🙂

  3. To jest czysty seksizm , bo czy tylko panowie sikają?A czy Panie opryskują murki? To możliwe ale bardzo rzadko spotykane. Więc ten plan może pomóc w wypadku panów . A i tak Chłopy mając wiekszzą możliwość sterowaania ogniem pewniw będą walic na trawniki. Według mnie TOI TOI

    1. No tak, panowie mają większe możliwości i częściej z nich korzystają. 🙂 Jakby była odpowiednia liczba toalet publicznych bezpłatnych, to mogłoby sprawę załatwić.

  4. Słyszałam o tym i twierdzę, że szkoda kasy na taką formę walki. Niech lepiej staną w niektórych miejscach przenośne kibelki TOI TOI, może to byłoby lepsze? Ale tak sobie dalej myślę, że pewnie “nie będzie na to kasy”, no bo zakupić takie zielone “kabiny” trzeba i potem je opróżniać. To jedna kwestia. Inna sprawa, że u nas nic nie może się długo utrzymać, bo zawsze jakiś człowiek- demolka się znajdzie.
    Więc dobre by może były darmowe publiczne ubikacje. Znam takie miejsce, gdzie WC jest za dnia otwarte. Warunki sanitarne bardzo dobre i nic nie jest zniszczone. Na noc WC jest zamykane. Można? Jak się chce, to wszystko można.

    1. Nie wszędzie się da TOI TOI postawić, to też prawda, bo w Śródmieściu raczej trudno o miejsce. A i tak taniej wychodzi jednak zainwestowanie w bezpłatne “kibelki”, sprzątanie ich czy opróżnianie niż sprzątanie miasta, inwestowanie w farby. Te farby podobno są dość drogie. W Hamburgu (chyba) to zastosowano i poskutkowało ponoć. Odstraszyło obsikiwaczy. 🙂

  5. Nie, nie i jeszcze raz nie obsikiwaczom!

    U mnie latem okna się nie da otworzyć, bo tak wali siurami. Murek, ściana, kosz na śmieci… wszędzie można oddać szczocha.

  6. Jak dla mnie- tych kibelków wszędzie jest za mało, gdziekolwiek pojadę! Na samą myśl o tym, że nie ma się gdzie wysikać , już mi się chce….
    Inna sprawa, że obszczymurek- wsazędzie może,
    a kobiety- nie!

    Jestem za darmowymi toaletami, wystarczy, że podróżuję często poprzez nasz kraj i co? Połowa kasy biletowej idzie na toalety.Autobusyniestety- nie zatrzymują sie na stacjach paliw

    1. Jakby były za darmo, to nikt by nie szedł w krzaki czy pod mur, a tak niestety wygląda jak wygląda. Wszędzie zasikane mury, klatki schodowe itp.

  7. Warszawa
    Dworzec centralny godz. 18:30

    Na peronie obok staje kobieta(bezdomna-to widać) ściąga spodnie i na stojąco zaczyna oddawać mocz.
    Nie pytaj mnie jak to zrobiła że to leciało do tyłu skoro stała…. :/ :/

    Nienawidzę takich ludzi.. ten zapach przyprawia mnie o wymioty

  8. Jestem-posty czytałam,ale na odpowiedź jakoś nie miałam siły.Przeprowadzka mnie wykończyła,a jeszcze druga mnie czeka na właściwe miejsce…Ale wracając do tematu…
    Stanowczo się sprzeciwiam obszczymurkom,palaczom rzucającym pety na klatkach,w windach i gdzie popadnie,ludziom rzucającym byle gdzie (np.w lesie)papiery,butelki,właścicielom psów którzy nie sprzątają po swoich pupilach.I nikt mnie nie przekona że brak kosza pod ręką nie pozostawia im wyboru.Kulturę osobistą i odpowiedzialność za środowisko w którym żyjemy albo się ma,albo nie.Przecież w domu tego nie robią…chyba….

    1. Fajnie, że jesteś. I dobrze, że już masz przeprowadzkę z głowy. 🙂
      A co do kultury osobistej, to racja. Nie wiem, kiedy w końcu Polacy będą dbać o swoje otoczenie tak, jak należy.

  9. Jak pierwszy raz zobaczyłem wspomniane przez Ciebie gdańskie szalety to też nie miałem pojęcia co to może być. Musiałem podejść bliżej i sprawdzić, aczkolwiek na skorzystanie z nich też się jeszcze nie skusiłem.
    Co do obsikiwaczy to też pomyślałem, że zamiast plam na ścianach będziemy mieli kałuże na ziemi.

    1. Te toalety chyba na każdym robią wrażenie. 🙂 Podobno w Hamburgu taka farba odstraszyła obsikiwaczy, ale u nas, wiadomo, zaraz będą kombinacje, jak taką przeszkodę ominąć.

  10. Niestety, Aniu, uwazam, że to nie tyle kwestie oszczędności, ile trzeżwości.Bo najwięcje obszczymurków znaczy miejsce swego przbywania po piwku lub dwóch, bo to trunki bardzo moczopędne:)…a w bloku, w którym mieszkałam za czasów, gdy jeszcze byłam krakowianką, ściany na parterze były obsikiwane do czasu, kiedy administracja założyła domofon…

  11. U nas przez długi czas nawet na dworcu autobusowym nie było żadnych toalet, nawet toi-toików. To była masakra.. i jakie rozczarowanie dla ludzi, którzy wysiadali z autobusów i nie mieli gdzie się załatwić ;]

  12. Nie bardzo wierzę w to, że budowanie szaletów skłoni np. bezdomnych (tych najczęstszych obsikiwaczy) do korzystania z luksusowego siknięcia za 2 zł. To chyba nie ta droga …

  13. Myślę, że jest za mało toalet publicznych. Taki facet to ma dobrze, obsika i pójdzie, chociaż tego nie pochwalam trochę zazdroszczę. Czasami są takie sytuacje, że nie ma zwyczajnie, gdzie oddać potrzeby, a wiadomo kobieta pod mur raczej nie pójdzie i to dopiero jest problem.
    Poza tym uważam za totalne chamstwo zarabianie na potrzebach fizjologicznych. Tym bardziej jeśli toaleta za 2 zł nie jest nowoczesna. Niektóre płatne przybytki niewiele różnią się od zaszczanych bram.

    1. To prawda, choć w porównaniu do tego, co było kiedyś, to i tak jest super. A toalet publicznych (bezpłatnych) powinno być więcej – jestem za. 🙂

  14. Ja jakoś toi toiki to toleruję tylko przy okazji jakichś większych imprez plenerowych. Tam ktoś za nie odpowiada i podejrzewam też (choć mogę się mylić), że ochrona jeśli zobaczy kogoś załatwiającego potrzeby poza toi toiką to może przywołać do porządku. Jednak w mieście to szpecą krajobraz i jakoś tak podejrzewam, że trzeba by wchodzić nie tyle z własnymi chusteczkami, co z rolką papieru toaletowego, bo osikane mogą być całkowicie. A myślę, że i tak część ludzi będzie lać na mur… bo tak przywykli. Więc uważam, że ta farba prędzej ich odstraszy.
    U mnie psy sikają na klatce. Nie wiem czy za późno wyprowadzane czy Pani/Panu tak się spieszy ze spaceru, że pupil nie zdąży. A trawniki mimo ładnych obrazków zachęcających do sprzątania po pupilach, też pełne fujów.

  15. Na pewno dostępność toalet jest problemem, ale ja mieszkam w niewielkim mieście, a toalet publicznych naliczyłam trzy (podobno bardzo czyste), więc niemało. Są też restauracje i sporo krzaków w centrum. Ilość plam i zapach unoszący się w niektórych miejscach świadczą jednak, że dostępność nie zmniejsza problemu. Jest duża grupa ludzi, którzy i tak obleją mury, bo im się nie chce szukać innego miejsca i już. Z okien swojego mieszkania widzę blok, który jest jednym z ulubionych miejsc obszczymurków. Trzy metry dalej trawnik, krzaki… Nic z tego.

    1. Tylko że toalety publiczne są pewnie płatne, nie? A dwa złote to może na piwo już starczy, więc nikt z tych obszczymurków nie zainwestuje w sikanie. 🙂 A druga sprawa, to pewnie chodzi tutaj o najzwyklejszy brak kultury. Bo inaczej wytłumaczyć się chyba tego nie da.

  16. Powiem więcej-obsikiwaczom nie,ale ,przepraszam za wyrażenie obsrywaczom również.Miałam kiedyś do podpisania coś u notariusza,centrum miasta,elegancka kamienica,domofon,uprzejma pani wpuściła mnie do środka.Wchodzę i na wejściu widzę kupsko wielkości krowiego łajna .

  17. Myślę, że farba nie zlikwiduje problemu pełnego pęcherza. Może lepiej jakąś chemię do napojów dodawać, tak żeby później szczyny różami pachniały?

  18. Bo kible w Polsce są zdecydowanie zbyt drogie! 2 zł za to, żeby się załatwić?? Zawsze mnie to doprowadzało do szału! Zwłaszcza jak człwiekowi się chciało, a gotówki brak. A kartą płacić pewnie nie można? Nigdzie w Europie się nie spotkałam z czymś takim.

    A poza tym, Aniu, to muszę Ci powiedzieć, że zaczęłam czytać właśnie “Złodziejkę” i teraz na nic czasu nie mam!!! Jest genialna!

  19. Faceci w ten sposób oznaczają teren. Nic nie można zrobić. Chociaż,u kotów dobre skutki przynosi kastracja,ale choć nie jestem specjalistką w dziedzinie anatomii,wydaje mi się,że mocz wydobywa się z pęcherza i pozbawienie jąder na niewiele by się w tym przypadku zdało. Ale nie zaszkodzi spróbować.

  20. Odkąd pamiętam w Łodzi, z obsikanymi bramami, skwerami i ulicami, zawsze był problem. Kolejno rządzące władze albo udawały, że problemu nie ma i nie cuchnie moczem albo próbowały go rozwiązać poprzez płatne toalety publiczne. Niestety nie każdego na taką było stać. Miasto zalane było moczem. Aż wreszcie pojawił się przepis/nakaz mówiący, że każda restauracja, kawiarnia, klub czy pub musza udostępniać bezpłatnie toalety, nie tylko dla swoich gości. Problem został rozwiązany. Niestety nie wiem, jak jest teraz, bo tam nie mieszkam.

    W Kanadzie wydaje się, że tego problemu w ogóle nie było. Nie ma publicznych toalet. Można wejść z ulicy, praktycznie do każdego lokalu i ta toaleta bezpłatna MUSI BYĆ dostępna dla każdego. Tu się widzi naprawdę dużo starszych osób, którzy żyją też na zewnątrz tzn., wychodzą ze swoich domów. I nie do pojęcia jest, żeby taka osoba nie miała toalety na wyciągnięcie reki. Jak również i to, że mogłaby np. jako niedołężna, załatwić tę potrzebę pod krzaczkiem.

    Z kolei w Paryżu … Byłam tam parę miesięcy temu. Miasto totalnie obsikane. Niczym fabryka uryny. Publicznej toalety nie ma. W restauracjach zakaz nawet za pieniądze się nie da. A sikać się chce. Do tego psy załatwiają się na ulicach i akurat w tym miejscu gdzie ja mieszkałam (1 km. od Wieży Eiffla) właściciele nie sprzątali po swoich pupilach, więc dodatkowo trzeba było omijać „kasztany”. Wiem, bo sama wyprowadziłam pieska cioci, dwa razy: pierwszy i ostatni, po tym, jak ciocia zrobiła duże oczy, zapytana o tytkę na bubu. Odpowiedziała, że tu się nie sprząta, bo są od tego odpowiednie służby. “Kasztany” widziałam, służb sprzątających nie.

    Śmiało mogę powiedzieć, że zapach uryny i psie odchody wpisały się w moich wspomnieniach, na listę symboli Paryża.

    Co kraj to obyczaj, a mocz wszędzie cuchnie tak samo.

    1. O Paryżu też tak słyszałam, choć jeszcze nie byłam. Nawet pamiętam, jak ktoś, kto stamtąd wrócił śmiał się, że Francja-elegancja to mit. 🙂

  21. Oj, to może być niezłym problemem. Ale wiesz, powiem Ci, że faktycznie te “drobne” dwa pięćdziesiąt za skorzystanie z WC to może być dla niektórych za dużo. A inna sprawa, że ludzie to świnie. Coraz bardziej się o tym przekonuję…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *