Powirzinać kurzi dupi

Nie ukrywam, że będzie druga część „Złodziejki marzeń”. Będzie. Dostałam tyle mejli, że nie idzie inaczej, jak drugą część dopisać. Skrobię więc pilnie. A z tego względu, że postanowiłam rozwinąć wątek cioci Zosi, poczytałam na temat Kociewia, czasów wojennych i powojennych. Naoglądałam się zdjęć, starych pocztówek. Przeczytałam kilka legend. Dowiedziałam się z jednej z z nich, że nazwa regionu pochodzi od kotów (tak w telegraficznym skrócie), które sprowadzono tutaj, by walczyły z myszami. No, i tak od razu pomyślałam, że Nutuś jest w odpowiednim miejscu. To się czuło od razu.

220px-Kociewie_pl.svgPoczytałam też słownik gwary kociewskiej. Wciągnęło mnie. Ostatnio siedzę sobie i szukam hasła „dusza”, bo ciocia Zosia opowie pewną historię ze swojej przeszłości. Zaglądam więc do słownika. Dwie strony o duszy! Okazuje się, że Kociewiacy wierzyli w metempsychozę. Dusza musiała ponadto przejść około trzydziestu  stopni pokuty! A drzwi do domu duszom otwierała miotła, więc trzeba było włożyć w nią kawałek patyka, a wtedy duch nie wlazł do chaty.

Ale spokojnie, dusze chodzą tylko koleinami, więc jak gdzieś podążacie, to po płaskim, środeczkiem i głośno stąpać.

I tak sobie czytam i czytam. Rechoczę troszkę, ale tylko troszkę, bo to naprawdę ciekawe. A mój rechot tylko z powodu bujnej wyobraźni, bo ja to wszystko w rozczochranej swojej widzę. Jednak czort we mnie jaki drzemie, bo dusza przecież na „d”, a obok na lewej stronie, przed duszą, „dupa” stoi jak byk. Zerkam więc jednym okiem, potem drugim. I stwierdzam, że ukochali sobie Kociewiacy to słowo, bo aż w pięciu znaczeniach! Najbardziej podoba mi się „kurza dupa”, bo brzmi bardzo swojsko. Wiecie co to znaczy? Np. „Będę sobie musiał powirzinać te kurzi dupi, bo ni mogę łazić”.  To odciski! A „kucza dupa” to biegunka. I jeszcze jedno mi się spodobało: „Tan ma dupa jak ziarno kawy” (czyli chudą). Czytam to i rechoczę sobie w najlepsze. Mężuś łypie na mnie okiem od czasu do czasu. Coś się przekomarzamy.

– Cicho, bo w książce cię umieszczę! – wołam do niego i w głupawkę wpadam. Mężuś zaraża się moim rechotem. Łóżko się trzęsie. A ja nagle takiego objawienia doznaję, że różki moje spod rozczochranej wylazły i błysnęły w świetle lampki nocnej. Przecież jeżeli dupa jak ziarno kawy, to kto? To Mężuś przecież. I już mi w łepetynie kiełkuje! Ha! Pięknie będzie. Teraz tylko trzeba poczekać, aż pomysł urośnie, bo kiełki to na chleb lub do sałatki się nadają, a tutaj musi być piękny, dorodny i wyrośnięty pomysł! I chichoczę jak głupek.

Miał być koniec, ale nie mogę się powstrzymać, „dupa” w rybołówstwie występowała w znaczeniu „matni”, więc można było powiedzieć, że „rzuca się jak ryba w dupie”.

To wszystko prawdziwe, nic niezmyślone i do znalezienia w książce ks. Bernarda Sychty „Słownictwo kociewskie na tle kultury ludowej” w tomie pierwszym (wyd. Ossolineum 1980, s. 108-110)!

 

PS  Tak w sekrecie, na marginesie wspomnę tylko, że u wydawcy już inna powieść szykuje się do ujrzenia światła dziennego. Niedługo coś więcej na jej temat skrobnę.

I jeszcze jeden sekrecik: Jajo dzisiaj kończy dziewiętnaście lat. Takie to moje Jajo!

0 myśli na “Powirzinać kurzi dupi”

  1. Kurcze Aniu to już sobie wyobrażam z iloma ja duszami dojeżdżałam do pracy przez 12 lat. /koleiny/. 😉 😀 . Fajne to o dupie.Nic z tego nie słyszałam wcześniej. Ps.Aniu bardzo Ci dziękuję za te informacje bezowe, które z pewnością wykorzystam. Mam włączoną moderację komentarzy.

  2. O rany! A dopiero co świętowała osiemnastkę! Wszystkiego najlepszego dla Jaja. A Ty widzę na brak weny nie narzekasz. Fajnie. 🙂 Miłego dnia. 🙂

  3. Wszystkiego najlepszego dla Jaja.
    Ty mieszkasz na Kociewiu a ja u podnóża Gór Kocich 🙂 Ostatnio zaglądam do lokalnej biblioteki w poszukiwaniu informacji o historii mojej wsi. To bardzo ciekawe. Jednak gwary swojej nie mamy, ale może poznam lokalne legendy.

      1. To potoczna nazwa Wzgórz Trzebnickich. Teren nie odkryty jeszcze przez mieszczuchów, więc wiele tam urokliwych miejsc. Z sypialni mam widok na te śliczne pagórki. Jak jadę do domu to z jednej strony mam widok na górki a z drugiej na przepiękne stawy.

      1. Ja byłam 20+ jak poszłam z ojcem do dentysty. A i tak zwiałam. No, ale tak naprawdę to ja szłam jako osoba towarzysząca i miałam zamiar przy okazji zrobić sobie przegląd zębów. Ale jak usłyszałam jak jakieś dziecko w wieku 10+ się darło, to spasowałam 😉

        A, i chyba też powinnam sobie kurzi dupi powirzinać, bo ledwo chodzę :/

        1. Ha, ha 🙂 Wiesz, z Jajem to trochę skomplikowana sytuacja, bo cały czas jeździmy z nią do profesora do akademii i ciągle bierze jakieś leki, chciałam się też upewnić, czy może być zaszczepiona. Chyba będzie miała też niedługo pewien zabieg, więc trochę się martwię. A to, że takie to moje Jajo starawe, to nie przeszkadza, by się nie zamartwiać. 🙂

  4. Gwara kociewska jest mi nieco obca. Bliższa jest mi śląska pomimo, że się nią nie posługuje. Ale miło poczytać takie ciekawostki u Ciebie.
    Co do słowników gwarowych dobrze, że są szkoda tylko że inne gwary polskie nie zachowały się w takiej formie.

  5. Najlepsze życzenia dla Jaja 🙂
    Teraz jest duże zainteresowanie kulturą ludową.A już czytająctytuł, wiedzialam, że cos ciekawego sieę dzieje 🙂

  6. Wszystkiego Najlepszego dla Jaja 🙂

    No to ciekawe rozważania na temat Dupy – trochę się uśmiałam, ale przyznam szczerze, że lubię poczytać o różnych kulturach.

    Cieszę się, że wydajesz nową książkę i z niecierpliwością czekam na drugą część złodziejki 🙂

  7. Najlepszego dla Jaja:)

    Właśnie byłam ciekawa tej przeszłości cioci Zosi, bo tak cały czas zapowiadała, że “kiedyś opowie”, a w końcu nie opowiedziała:)

    Ja uwielbiam regionalizmy i gwary. One tworzą koloryt. Wiadomo, teraz u mnie głównie góralszczyzna i – widzisz – znów podobieństwa między nami, bo wykorzystuję ją w trzeciej powieści:)

    Co do dusz, to za księdzem Tischnerem z “Historii filozofii po góralsku” (uwielbiam!) powtórzę, że dusze czyśćcowe podchodzą pod okna, gdy jest ćma;) U nas na Szczycie często taka ćma (czyli głęboki mrok połączony z mgłą), więc dusz czyśccowych musi być sporo. Ciekawe, czy tylko w koleinach?;)

    I jeszcze słówko na temat kota:) Moja babcia, poznanianka, mówiła na kota “kociamber”. Całe życie myślałam, że to takie jej określenie, które sobie wymyśliła i dopiero niedawno dowiedziałam się, że to z gwary poznańskiej;)

    1. O,ja też uwielbiam Tischnera, a jego “Historia filozofii po góralsku” jest genialna. Mam kasety z książką. Jeszcze takie stare. 🙂
      To jest racja, że pomiędzy nami jest jakieś magiczne porozumienie dusz. 🙂 🙂

        1. Kurcze, powinno chyba być “sprzed lat”!;p Zawsze mam trochę tremę jak z Tobą piszę, bo Ty w końcu polonistka, a mnie z roztargnienia czasami zdarza się idiotyczne błędy robić;)

        1. To prawda, że kociewska z kaszubską są bardzo podobne. W końcu jesteśmy sąsiadami. 🙂 Jednak w słowniku, który mam, nie ma słowa “gnoić”, jest za to “gnojić” (i przy nim ta forma faktycznie się pojawia), ale to znaczy: “1) nawozić pole mierzwą, gnoić; 2) dostarczać nawozu, oddawać stolec, szczególnie poza miejscem przeznaczonym”. 🙂 🙂

  8. Spóźnione ale szczere życzenia dla Jaja:-)
    Historii o swoich okolicach zawsze ciekawie się dowiedzieć, a z gwarą to potrafi być wesoło o czym nieraz się przekonałam osobiście. Ciekawa jestem czy u Was na Kociewiu również ludzie chodzą po bulwy do sklepu czyli po ziemniaki do piwnicy 😉 To była jedna z moich pierwszych wpadek z gwarą kiedy chciałam kupować babci ziemniaki. Oj muszę zwierzynę już uprzedzić że znowu może przez jakiś czas nie być kiedy Twoje książki się szykują.Pozdrawiam

  9. Wiedziałam, że będzie ciąg dalszy Złodziejki, bo innej opcji nie było, sama się do tego przyczyniłaś 😉

    Co do Jaja, to życzę Jej, choć troszkę po czasie, wszystkiego najlepszego aby zawsze pozostała sobą i aby spełniała swoje marzenie, tak jak robi to Jej Mama 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *