Skopałam bujany fotel…

Po wczorajszym dniu w fotelu, w drucianych okularach i z powagą wymalowaną na twarzy, mam dość. Od siedzenia odcisków na dupsku się nabawiłam, a od bujania choroby morskiej .  Mąż już chciał dzwonić po pogotowie, że ze mną coś nie tak. Niezłe żarty urządzali sobie z jajem na mój temat. W ogóle stwierdzam, że w takich warunkach się nie da. Moja rodzina jest skażona ironią i kpiną. Ja to przy nich mały pikuś jestem, taki raczkujący ironista. Mój mąż z jajem, szczególnie jak są w duecie, to cały czas z czegoś się śmieją. Pamiętam taką sytuację z zeszłego roku. Byłam po laparoskopii, leżałam w szpitalu, nie mogłam się śmiać, bo brzucho bolało, ponadto jeszcze wystawały z niego dziwne rurki. W odwiedziny przyszedł mąż z jajem. Musiałam ich pogonić i nakazać, by przychodzili oddzielnie, każde z osobna, bo jak byli w duecie, to ja nie mogłam. Wszystko mnie bolało od śmiechu, a ci z niewinnymi minkami siedzieli zadowoleni z siebie i odbijali słowa jak piłeczkę. Kiedy idziemy do kina, to w scenach, które większości widzom nie wydają się śmieszne, oni zrywają boki. Nie da się przy nich być poważną, więc niestety mimo dobrych chęci, muszę odpuścić. Niepoważnych tekstów będzie tu jeszcze sporo.

No, ale do rzeczy. Jak już skopałam fotel bujany, okulary druciane rzuciłam  w kąt, ruszyłam do wielkiego miasta, by dokończyć sprawę z reklamacją butów mojego jaja. Na drogę wzięłam książkę, by podróż spędzić w miłym towarzystwie. Jak już w końcu zrobiło się na tyle ciemno, że nie mogłam czytać, rozejrzałam się wokół i ze zdziwieniem stwierdziłam, że jeszcze długa podróż przede mną. Autobus jechał z prędkością przystanku. Potem kierowca zaszalał i rozwinął prędkość do takiej, jaką najczęściej osiąga się podczas spaceru po parku. Szatan nie kierowca! Równolegle z autobusem szła sobie pani z wózkiem i tak pchała go z trudem po śniegu, że wyprzedziła nasz autobus. Chciałam krzyczeć do kierowcy, by docisnął gazu i nie dał się babie wyprzedzić, ale trzeba mu oddać sprawiedliwość, że nie miał szans. Nie dlatego, że kobieta pędziła jak torpeda, ale dlatego że był potworny korek. Kobietka z wózkiem przeszła, potem facet z pieskiem, a my tak przez te szybki z rozmarzeniem patrzyliśmy, jak świat mknie koło nas. A że ja z tych mało cierpliwych, już miałam gryźć z rozpaczy i wściekłości fotel. Dobrze, że przypomniałam sobie, ile mam lat. W tym wieku uzębienie niepełne i słabe. Trzeba o nie dbać szczególnie, nie marnować na fotele autobusowe. No, ale w końcu korek się rozluźnił i jak nasz kierowca przydepnął pedał gazu, to dwa kilometry w ciągu dziesięciu minut przejechał niczym Kubica. W trakcie tej stresującej jazdy co chwilę jeszcze dzwoniło do mnie moje złośliwe jajo (które marzło, czekając na matkę w umówionym miejscu) i kąśliwie komentowało: „Co? Do wielkiego miasta się wypuściłaś i zabłądziłaś?”. Ale spoko nie przegryzłam jej tętnicy, żyje. Reklamację załatwiłyśmy bezboleśnie, dostało to moje jajo nowe buty i nowy paragon, czyli jakby dokonała świeżutkiego zakupu, więc jest długa gwarancja. Jajo się cieszyło, bo stwierdziło, że jak dobrze pójdzie, to co miesiąc będzie miała nowiutkie butki.Mrugnięcie okiem W ogóle zdziwiła nas postawa sklepu (oczywiście pozytywnie), bo w butach podarło się wewnętrzne futerko, byłyśmy pewne, że przydzielą butki jakieś pani z malutkimi, zgrabnymi rączkami, żeby to zacerowała czy wydziergała od nowa. A oni nie! Nowe buty nam dali, tacy byli wspaniałomyślni i wielkoduszni!Śmiech

Do domu wracałyśmy znów autobusem. Tym razem poszło sprawniej, mimo że kierowca chciał nas usmażyć. Włączył na cały power ogrzewanie. Bałam się, że mi to moje jajo na twardo się ugotuje. Ale chyba zaprawione w bojach, bo dotarło całości.

0 thoughts on “Skopałam bujany fotel…”

  1. dobrze, że trafiłam na tego bloga. co prawda pracuję też na etacie, ale w sumie ten domowy to też etat i to nielekki, bo NAPRAWDĘ ważny, a bywa, że i fajny. nigdy nie chciałam być umęczoną kurą domową, ale ty jesteś taką właśnie odmianą radosną (rzadko występującą w Polsce), która oby była dobrym przykładem. Fajnie, że ironizujesz, ja też tak wolę radzić sobie z absurdem i coraz ‘zdziwniejszym’ światem. Fajna ta wasza rodzinka ps. choć nie wszystko rozumiem, to u-wiel-biam godonie, nawet lekuteńki akcencik już mnie bierze 😉

    1. Ciekawe, czy mnie też weźmie to “jo”? A co do narzekania, to Polacy zawsze sobie powód znajdą. A ja tak nie chcę! Chcę się cieszyć, póki mogę! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *