Co mnie zdziwiło w Londynie?

W Wielkiej Brytanii byłam pierwszy raz w życiu, a Anglia znana mi była tylko z literatury. Wiele więc sobie wyobrażałam na temat “wyspiarzy”. Myślałam, że są flegmatyczni i powolni. Jednak w Londynie wszyscy zasuwają z taką prędkością, że miałam wrażenie, że jestem w fabryce, a koło mnie na taśmie przesuwają się roboty. Tak było szczególnie w metrze. Na ruchomych schodach stoi się po prawej stronie. Przekonaliśmy się o tym zaraz pierwszego dnia, kiedy próbowano staranować Jajo stojące po lewej. Potem się nauczyliśmy: po prawej się stoi, po lewej zasuwa przed siebie.

londyn 060Metro było dość łatwe do opanowania. Kupiliśmy bilet kilkudniowy (niestety za trzydzieści funtów na łebka) na dwie strefy. Można było nim jeździć i metrem, i autobusem. Jednak wybieraliśmy z reguły ten pierwszy sposób komunikacji, bo był zdecydowanie szybszy. Ponadto w autobusie trzeba było sygnalizować kierowcy, że ma się zatrzymać na przystanku, a jak się nie bardzo wiedziało, jak ten przystanek wygląda i gdzie się znajduje, to już był kłopot. Jechaliśmy więc tylko raz, potem już schodziliśmy do podziemi.

A tam oczywiście obecność naszych była naznaczona. Raz wsiadamy, a tam na środku rozlana puszka piwa. I jakiego? Oczywiście, przed nami prężyło się dumnie Tyskie. Z uśmiechem stwierdziliśmy, że nasi tu byli, choć wstyd lekki, bo w wagonie czysto, a tylko ta jedna puszka tak spozierała na nas z podłogi.

Jednak były dwie rzeczy, które mnie zaskoczyły bardzo. BARDZO. Nie mogłam się przyzwyczaić do ruchu lewostronnego i od razu na pierwszym przejściu o mało co mnie nie przejechano. Potem już czytałam, bo przy każdym przejściu było na jezdni napisane jak wół, by spojrzeć w prawo i w lewo. Jajo z Mężusiem uratowali mi życie chyba ze dwa razy. Potem już uważałam. Ale co ciekawe, w Londynie łazi się na czerwonym świetle. Nikt na to nie patrzy. Kiedy samochody mają już zapalone czerwone światło, wszyscy lezą, nie patrząc, czy pieszym się zmieniło. W pierwszej chwili jako jedyni zostaliśmy na przejściu i karnie czekaliśmy, aż zapali się zielone. Jednak po kilku godzinach mój Mężuś już był pełną gębą londyńczykiem i zasuwał przed siebie na czerwonym, a ja oczywiście za nim.

londyn 166Drugie zdziwienie: piątkowy wieczór – czas imprez młodych Anglików. I tu szok. Na dworze zaledwie sześć stopni, wieje. Ja w czapce, szaliku, rękawiczkach, a młode Angielki w sandałkach na bose stopy! Ba! Ich spódniczki zakrywały ledwie cztery litery, na nogach nic oprócz eleganckich szpilek (idealnych na upalny dzień). Masakra. Nie mogłam się nadziwić. Do tego faceci pomykający na co dzień w krótkich spodenkach! Wielu ludzi bez kurtek, tylko w sweterkach. Angielki poza czasem imprezowym często w balerinkach! Brrr. Od samego patrzenia było mi zimno i robiły mi się sople pod nosem. A one nic. Nie mogliśmy tego pojąć. I tak jak długo byliśmy, tak za każdym razem widok balerinek, gołych nóg, sandałów wprawiał nas w osłupienie. A jak ktoś miał szalik, czapę, rękawice i kozaki, to na 80% nie był Anglikiem. Mnie od razu w głowie pojawiał się czerwony neon wyświetlający słowa wtłoczone do łba przez tatusia: NAJWIĘCEJ CIEPŁA UCIEKA PRZEZ STOPY I GŁOWĘ.

Być może to taki trend w modzie i rajstopy są passé. Mnie jednak jakoś tak się w rozczochranej kotłowało, że marnie ten naród skończy. Wymrozi im kobity jak nic.

0 myśli na “Co mnie zdziwiło w Londynie?”

    1. Może tak, choć niektórym panienkom nogi drżały. Do tego tak pokracznie łaziły w tych szpilach, że nietrudno było zwracać na nie uwagi. 🙂

  1. Anglicy tak są chowani od małego. Tam nikt się nie cacka z opatulaniem dzieci, hartują się w ten sposób. Stąd te przyzwyczajenia u dorosłych. Pozdrawiam. 🙂

  2. Aż gęsiej skórki dostałam 😉
    Co do obecności Polaków w różnych miejscach, mi też jest wstyd i przepraszam za to, co napiszę, ale większość ludzi jest tak tępa, że podstawowych rzeczy nigdy nie zrozumie i leniwa, bo ciężko im papierek czy puszkę do kosza wyrzucić, ale czysto chcieliby mieć!

  3. Oj wymrozi, wymrozi części kobiece i potomków nie będzie. Cała nadzieja w in vitro lub emigrantach…. Co kraj, to obyczaj. A tę puszkę, to na pewno nie myyyyyyyyyy. My przecież cywilizowany naród….. Hi, hi, hi
    Serdeczności.

  4. Dokładnie te same rzeczy mnie zaskoczyły w Londynie przy pierwszej wizycie w 1970 roku, choć właściwie przechodzenie przez ulicę dopiero przy następnej, bo przed pierwszą wbiłam sobie do głowy, żeby na to uważać, a przed następną w 1973 roku już nie i byłam kompletnie zdezorientowana na przejściach dla pieszych. Podobnie zresztą było po powrocie do Polski!

    1. A właśnie to jest dziwne, bo zwróciłam na to uwagę, że po chodnikach poruszają się raczej prawostronnie. 🙂 Na schodach idzie się po lewej stronie, po prawej tylko stoi, więc w sumie można uznać to za prawostronny, bo wyprzedzają z lewej, nie? 🙂 🙂

  5. Nie tylko w Londynie rozdepczą i ofukają Cię w metrze za stanie po niewłaściwej stronie schodów. W Warszawie też tak jest 😉
    Poza tym w Londynie każdy ma inny klimat. I mam wrażenie że zależy on od ochoty na ubranie. Jak chcesz letnią sukienkę, to jest ciepło, jak masz ochotę na futro to jest zimno. Niezależnie od pory roku.

    1. Tak to właśnie wyglądało, bo w letnich sukienkach też kobiety chodziły, a do tego niektóre w tenisówkach. Nadziwić się nie mogłam, że nie marzną. 🙂

  6. Latem to polaka łatwo rozpoznać (mężczyznę)… Po skarpetkach do sandałów. Brzmi jak stary, suchy kawał – ale się potwierdziło gdy zwiedzaliśmy Londyn.
    Mnie w UK zachwycała najbardziej różnorodność wśród ludzi. Kolory, kształty, ciekawe ubrania… Chociaż bardziej od Londynu wydawał mi się pociągający urok ciut mniejszych miejscowości. Gdyby nie parę szczegółów może i fajnie byłoby żyć w tam…

    1. Mniejsze miejscowości na pewno mają swój urok, mam nadzieję, że kiedyś mi się uda zobaczyć ten kraj z innej perspektywy. A Londyn faktycznie jest różnorodny.

  7. Ale jaka oszczędność w wydawaniu kasy na ubrania, a nie tak jak u nas dwa kożuchy, pięć czapek, szalików, rękawiczek, butów na zmianę i w sezonie zimowym wszyscy w przychodnich kichają i kaszlą, bo grypa ha ha

    Pozdrawiam 🙂

  8. jak sie jajo tam wyprowadzi to bedziesz miala okazje zeby lepiej anglie pozwiedzac, arno jezdzi tam kazdego tygodnia i tez mowil ze lataja w shortach i ze ciasny kraj ale za to w pracy sie uwijaja i nigdy nie musi dlugo czekac, w przeciwienstwie do francji,
    a tu tez niektrzy lekko sie ubieraja mimo ze zimno pa

    1. No, ciekawa jestem, jak to z tym moim Jajem będzie, bo tak sobie wkręciło tę Anglię, że na razie nie ma szans na wybicie tego z głowy.

  9. Etykiety “metrowej” człowiek się bardzo szybko uczy, staranowany albo pouczony nerwowym “sorry!” ☺ A co do ich odczuwania temperatury – oni są tak hodowani po prostu, od dzieciństwa; poza tym tu prawie nigdy nie ma mrozu. Teraz właśnie stukam z Londynu; po wejściu do pokoju hotelowego odkryłam uchylone okno i wyłączony kaloryfer… ☺

    1. My na szczęście mieliśmy bardzo ciepły pokój. Ale pewnie tak to jest, że są przyzwyczajeni. Dziwiło mnie też, że tam gdzieniegdzie jeszcze bratki kwitną. 🙂

  10. Spokojna głowa, będa zdrowi! Tak tu już jest I jeszcze tej tajemnicy nie odkryłam. Po prostu, nie czuja zimna. Dziewczynki 6 letnie w styczniu przychodza do szkoły w golych nogach! Najlepsze jest to, że moje dzieci tu się urodziły I też nie odczywaja zimna!

  11. ja sie nauczylam tej metro-etykiety w NYC.wiec w Ladku luzik,ale zabiła mnie tam ilosc ludzi- prze-po-tworna, wszedzie przewalały sie olbrzymie tłumy,ale w sumie nic dziwnego,pol swiata tam przybyło… odnosnie stroju, to ciekawe co piszesz, ja bylam w pazdzierniku wiec nic nie zauwazylam.Ale Londyn faaajny 🙂

  12. Moja mama, gdy była a Wielkiej Brytanii zbulwersowała się, że tam dzieci w wózkach jeżdżą bez skarpetek, gdy na dworze jest 10 stopni. Podobno to hartuje organizm 🙂

  13. Klik dobry:)
    W Warszawie na schodach w metrze też to samo obowiązuje.
    W Anglii można jeszcze zobaczyć babcie w kapciach i szlafrokach udające się rankiem do baru na śniadanie.

    Pozdrawiam serdecznie.

  14. No cóż…nasi są wszędzie 🙂 A o ubraniowych zwyczajach Anglików słyszałam i oni faktycznie łażą porozbierani…
    Chyba taka ich uroda 🙂

  15. Jedno zdanie na temat metra w Londynie: jest wygodne, punktualne.Fakt.Ale zacinają mu sie bramki.Ludzie przy bramkach musza być czujni jak psy:synchronizacja:ręka z biletem, wsuwanym do czytnika plus noga do podważenia barierki przy wejściu: no,musze przyznać, parę razy z tym kłopot był.Natomiast pomimo wysokich cen transportu publicznego turyści mają to wszystko zrównoważone brakiem obowiązkowych biletów w muzeach.Można podrować symboliczną wpłatę za zwiedzanie do skarbonki przy wejściu -mam na myśli państwowe muzea w Londynie ( wszytkie prywatne przybytki sa odpłatne). Ps.Polecamy teatr Novelle w Londynie, my byliśmy na genalnym musicalu “Mamma mia”, rezygnując z London Eye 🙂 A noclegi polecamy w miejscowości Stratford. To kawałek solidny od centrum ale dobre połączenie i ceny hoteli przyjemniejsze dla kieszeni ( mają dobre promocje w listopadzie-placilimy połowę normalnej ceny-przy wtedy należy się raczej nastawić na zwiedzanie wnętrz bo wiadomo, że listopad należy do najmniej atrakcyjnych wycieczkowo w tych rejonach).

    1. Nam się nic na szczęście nie zacięło w metrze, tam nie trzeba było biletu wsuwać, ale jedynie przyłożyć do czytnika. Niestety w teatrze nie byliśmy, mój angielski jest jeszcze na etapie raczkowania, ale myślę, że to kwestia czasu. Podczas tego pobytu nie chodziliśmy tam, gdzie są bilety wstępu, raczej ograniczaliśmy się do darmowych wejść (pisałam o tym, że niedawno okradziono biuro mojego Mężusia 🙁 ).

  16. Nie mieszkam w Anglii tylko w Irlandii ale zachowania bardzo podobne. Raczej byłabym skłonna stwierdzic ze to mógł Anglik pozbyć sie puszki piwa w niechlubny sposób. Polacy w porownaniu do rdzennych mieszkańców wysp są narodem baaaardzo czystym. Brudza, śmieca, nie dbają o wygląd. Poplamione, obszarpane ubrania to norma. Widziałam kilka mieszkań irlandzkich młodych ludzi. KOSZMAR. Osobiście rozmawiałam z kilkoma najemcami ( Irlandczykami) którzy mówili ze wola wynajmować domy Polakom, bo Ci dbają o domy. Nie chce wrzucać wszystkich do jednego worka, bo każdy jest inny, ale troszkę juz widziałam. Co do ubierania się w zimie to norma, pamiętam jak 5 lat temu, zima stulecia -20 stopni, śnieg do kostek, a tu wysiada delikwent w japonkach i krótkich spodenkach. Nie mogłam przestać się śmiać. Nie dziwi tez tu widok ludzi w szlafrokach i pizamach idących rano do sklepu. Przepraszam z braki polskich liter w pewnych miejscach ale tel mi wariuje czasem. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *