Rosną statystyki

Wczoraj usłyszałam w radiu, że poziom czytelnictwa wśród młodych ludzi w wieku 15-19 lat wzrósł o 8%! To naprawdę coś. Cieszy, bo jest szansa, że będzie to tendencja zwyżkowa. No, ale za chwilę przyszło otrzeźwienie. Usłyszałam niezłą historię pewnego pana, który poszedł do biblioteki w swoim mieście. Pan piszący książki, ponadto poeta, a pod pachą dzierżył swoją powieść. Chciał pogadać z bibliotekarką, bo interesowały go spotkania autorskie organizowane w bibliotece, chciałby przyjść też na jakiś wieczorek poetycki, jeśli organizują. Chciał również zachęcić panią, żeby zamówiła do biblioteki książkę, którą właśnie miał ze sobą. Toż lokalnych twórców trzeba promować.

książki− Mogę pani tę książkę pożyczyć do przeczytania, wtedy łatwiej będzie zdecydować.

− Nie, dziękuję, ja nie czytam książek. – Słyszy odpowiedź. I konsternacja. Bibliotekarka nieczytająca książek?! A jak ona tu trafiła? A jak ktoś prosi o radę, to co? Mężczyznę wbiło w ziemię i na chwilę zamurowało, bo nie spodziewał się takiej odpowiedzi.

− Niech pan idzie do dyrektorki – mówi w końcu dziewczę zwane dumnie bibliotekarką.

Poszedł więc. Znalazł szanowną dyrekcję. Dyrekcja okazała się słusznych rozmiarów. Zajmowała sporą część biurka i wpatrywała się z uwagą w monitor komputera. Mężczyzna przedstawił wszystko jeszcze raz. I zaproponował również, że książkę pożyczy.

− Panie, ja nie mam czasu, ja muszę sprawozdania pisać.

Aha. No, to już jakieś wytłumaczenie. Sprawozdania ważna rzecz. Mężczyzna ostatkiem silnej woli powstrzymał się, by nie zajrzeć jej przez ramię, by nie sprawdzić, czy właśnie pasjansa nie układa. Zapytał jeszcze, czy organizują spotkania autorskie, bo on chciałby przyjść, posłuchać.

− Panie, nikogo to nie interesuje. Ostatnio mieliśmy tutaj taką celebrytkę, aktorkę, co książkę napisała i przyszła jedna osoba.

Mężczyzna się zdziwił, bo do biblioteki przychodzi systematycznie, ale nic nie wiedział, a aktorki chętnie by posłuchał.

− A gdzie zamieszczają państwo informacje o spotkaniach? – pyta.

− W internecie.

− Ale ja nie mam internetu – odpowiada smutno. – A nie można by tutaj jakiego plakatu wywiesić, żeby czytelnicy wiedzieli o takich spotkaniach?

− Panie! – kobieta spogląda na niego, jakby się z choinki urwał. – Plakaty kosztują, tak? A kto za to zapłaci?

– Aha, no tak. – Przez ułamek sekundy w głowie mu się pojawił ręcznie zrobiony plakat, ale szybko uleciał, toż w bibliotece nowoczesność, a nie jakieś przedpotopowe praktyki!

Mężczyzna podziękował za informację i wyszedł. Kiedy mi to opowiedział, rechałam się z pół godziny i żal mi strasznie było tych pań. Szczególnie tej nieczytającej z zasady. Toż dla niej praca w bibliotece toż musi być kara jakaś za straszliwe grzechy. Tak w tumanach kurzu przez cały dzień! Choć z drugiej strony stwierdzam, że życie wewnętrzne musi mieć bardzo ciekawe. Siedzieć tak przez ileś godzin na dupsku wśród książek, gdzie ruch pewnie niewielki i nie przeczytać czegokolwiek? Toż z czystej ciekawości człowiek by chwycił jakiś wolumin, przerzucił kilka kartek. Ba! Obrazki by pooglądał.

No, ale podobno czytelnictwo wzrasta! Będzie dobrze. Musi. I tej optymistycznej wersji się trzymajmy.

A jak Wy obserwujecie wokół siebie? Wzrasta czy ciągle “w zwisie”?

0 thoughts on “Rosną statystyki”

  1. Moim zdaniem raczej w “zwisie”. Choć ludzie podzielili się na tych czytających i nie. Ale trzeba chyba przyznać, że tych pierwszych jest zdecydowanie mniej i na wymarciu – wcześniej urodzeni. 😀 Jasne, że jest to bardzo smutne bo żaden film nie odda tego co książka. Chociaż już nie wiem bo do książki trzeba wyobraźni, ruchu szarych komórek. A jeśli ktoś nie czyta to nie rozrusza tej terszy szarej miazgi.

  2. Jakoś czarno widzę ten wzrost. Chodzę systematycznie do biblioteki i z reguły jestem tam jedyną czytelniczką, w tym czasie mało kiedy ktoś przyjdzie 🙁 Myślę, że ludzie prędzej kupią jakąś książkę, ale komuś, na prezent.

  3. A ja myślałam, że sprzedawczyni w pasmanterii, która nie szydełkuje i nie robi na drutach to już jest coś niezwykłego (co prawda pani nie umiała doradzić mi wielkości szydełka, grubości włóczki, ale ma świętą cierpliwość do mojego wybierania).
    Czytanie to trochę jak nałóg. Trzeba zacząć, potem robić coraz więcej, a potem wpada się w ciągi… Niestety ten nałóg nie jest chyba jednak zbyt popularny.

    1. To dziwne, bo jednak sprzedawca znać się powinien, nie? To tak jak kiedyś w zoologicznym pani nie umiała mi kompletnie doradzić. Wydawać by się mogło, że w bibliotece raczej będą pracować miłośnicy książek. Jak można się pomylić! 🙂

  4. Ja obserwuję czytelnictwo wśród kobiet i to im staarsza tym więcej czyta i zanik owego wśród mężczyzn. Coraz więcej ludzi naemeryturze gdy mają czas na czytanie siedzi przed TVN24 i patrzy na w kółko powtarzane informacje. Straszne

    1. Straszne, to racja. Ostatnio czytałam właśnie o badaniach na temat czytelnictwa i potwierdza się, że mężczyźni (i chłopcy) o wiele mniej czytają.

  5. Jestem na 100% pewna-że owa Pani dostała pracę po znajomości.Tak z opisu wnioskuję.Rany-dla mnie to byłaby praca marzeń.Ten zapach…codziennie wychodziłabym odurzona 🙂

    1. Wiesz, że dokładnie tak samo pomyśleliśmy, że praca załatwiona. Bo chyba na to stanowisko powinno się zatrudnić kogoś, kto kocha książki i będzie doradzał czytelnikom.
      A Twoje podejście mi się podoba. 🙂 A co powiesz na odurzenie się książką mającą sto lat? Normalnie czad, nie? 😉 🙂

  6. Moje obserwacje nie nadają się do niczego, bo wokół mnie wszyscy czytali, czytają i czytać będą. Takie patologiczne otoczenie mi się trafiło. Jest wprawdzie bratanek, który z patologii się wyłamał, ale ponieważ ta nie odpuszcza, młody statystyki wyrabia. Ostatnio chłopczyna został zmuszony do czytania Szklarskiego i nawet mu się spodobał. Tak że wygląda na to, iż ostatni bastion padł! 😀

  7. Ależ mnie rozbawiłaś. Nie znam owego Pana ale oczami wyobraźni widziałam jego minę 🙂
    Na szczęście na mojej wsi w bibliotece pracuje bardziej ambitny zespół. Panie czytają i doradzają i nawet często organizują spotkania autorskie. A oprócz tego mają regularne spotkania z dziećmi z przedszkola i szkoły. Oba budynki są po sąsiedzku. Organizują dla dzieci różne spotkania, warsztaty. Teraz przez ferie też jest cykl spotkań. Moi chłopcy uwielbiają wizyty w bibliotece. Chyba to działa, bo ile razy tam jestem, to zawsze jest jakaś młodzież. Wyskakują do biblioteki na przerwie. Widać można tchnąć trochę życia w bibliotekę. I nawet kurzu tak nie czuć 🙂 Nie wiem jak to się przekłada na poziom czytelnictwa ale miejsce żyje i promuje książki i autorów.

    1. O to właśnie chodzi, żeby biblioteka żyła. 🙂 A ten pan mi zabronił napisać, w jakim to mieście się tak dzieje, bo go z biblioteki pogonią. 🙂 A co dziwne dyrektorka biblioteki dostała ostatnio jakąś nagrodę i zastanawialiśmy się w jakiej kategorii. Doszliśmy w końcu do wniosku, że mogła dostać za oszczędności. To by wiele tłumaczyło. 😉 🙂

  8. Kurczę pracuję w bibliotece… niestety smutne to ale prawdziwe. Do biblioteki trafiają pracownicy kompletnie nieprzygotowani, nieczytający a pracę dostają po znajomości. Niekompetencja to jedno ale dużą rolę odgrywa brak funduszy na zakup nowości. Brak nowości= brak czytelników. Smutne jest też to że tego nie rozumie nawet nasza p. dyrektor (a podobno z wykształcenia jest bibliotekarzem) 🙁

    1. Niestety, podobno co dziesiąty polonista czyta, to też jest przerażające. Ale masz rację, że brak nowości w bibliotekach zniechęca czytelników. Szkoda, bo książki są drogie i zawsze lepiej byłoby wypożyczyć.

  9. A ja kiedyś myślałam, żeby studiować bibliotekoznawstwo. Wybrałam co innego. Ale wiem jak ewentualnie pani mogłaby książki polecać: Ja wprawdzie nie czytuję tego typu literatury, ale ludzie najczęściej pożyczają “…”.
    Kiedyś był sobie taki zespół Collage. W księgarni muzycznej (w dobie niesamoobsułgowej) zapytałam panią o kastę tego zespołu. I pani mnie prowadzi do działu z muzyką zagraniczną. A zespół był polski.
    Ja nie mam realnego towarzystwa, a całe wirtualne czytuje… a dzieje się tak dlatego, że wirtualne dobieram pod kątem zainteresowań.
    A, czytelnictwo rośnie, bo rośnie zainteresowanie domowym gotowaniem. Więc jak zaczynam w domu gotować czy przerzucam się na jakąś dietę to kupuję książkę kucharską. I w ten oto sposób mogę zadeklarować, że jakąś książkę przeczytałam. No i te wszystkie poradniki (jak się pokochać czy jak się kochać, jak odnieść sukces w biznesie…) to też książki 😉

  10. W mojej bibliotece po świtach był taki ruch, że panie pracujące tam nie realizowały zamówień internetowych (po prostu nie były w stanie) okazało się że jednego dnia bibliotekę odwiedziło 240 czytelników

  11. Hej 🙂

    Mam szczęście zawodowo obcować z dziećmi i młodzieżą CZYTAJĄCĄ. Nie tylko paskudne lektury 😉 ale też sporo innych, cudownych, przeróżnych książek.
    Wiem jednak od mojego syna, który uczęszcza do tzw. zwykłej szkoły, że czytelnictwo raczej jest w “zwisie” 🙁
    Bardzo mnie to martwi.
    W pracy mam wokół siebie ludzi CZYTAJĄCYCH, ale wiem, że różnie z tym bywa.
    Przeszkadzają media – wszystko można teraz usłyszeć, obejrzeć… brakuje nawyku. Rodzice w domach zalatani, zabiegani – zapominają, że obcowanie z książką to podstawa.
    Ale skoro piszesz, że mamy tendencję zwyżkową, to TRZYMAM KCIUKI !!!
    OBY TAK DALEJ !!!

  12. u mnie się zawsze czytało i to bez przymuszania. należenie do lokalnej biblioteki było i jest czymś naturalnym. osobiście wciąż mam sentyment do biblioteki uniwersyteckiej.
    pani pseudobibliotekarka pewnie zdobyła tę posadę na zasadzie znajomej królika.

  13. U mnie się czytało, czyta i czytać będzie. Korzystamy z zasobów biblioteki, ale i nie odmawiamy sobie zakupów (głównie z okazji świąt i urodzin). A młodzież chętnie czyta, tylko musi znaleźć coś co ich interesuje. I nie zawsze są to nowości.

  14. Jak wygląda u nas czytelnictwo wiedzą najlepiej nie Panie bibliotekarki lecz ludzie pracujący dla wydawnictw.Od 31 lat pracuję jako ilustrator książek dla dzieci. Przez ponad 20 lat nie miałem żadnych problemów ze znalezieniem pracy i bardzo często ilustrowałem równocześnie kilka książek dla różnych wydawnictw a na zapłatę czekałem najdłużej 14 dni. Potem wszystko zaczęło powoli “siadać”. Wydawnictwa ograniczały ilość nowych tytułów a na pieniądze trzeba było czekać niekiedy pół roku albo i dłużej. Czekać nie z powodu złośliwości wydawnictw lecz braku środków finansowych na zapłatę za wykonaną pracę. Rynek polskich książek ubożeje. Coraz mniej jest wydawnictw, które drukują dobre polskie książki. Coraz więcej dobrych wydawnictw znika.Taniej jest kupić licencję na książkę zagraniczną i drukować ją w nieskończoność bo tytuł lub autor jest modny niż płacić rodzimym autorom tekstów i ilustracji. Natomiast jeśli chodzi o czytelników to ci, którzy we wczesnej młodości zostali odpowiednio zachęceni do czytania i trafili na ciekawe książki, będą stałymi czytelnikami i gośćmi bibliotek. Ci, którzy cierpią na brak wyobraźni i wszystko muszą mieć podane “na talerzu” w formie filmu, nigdy nie zrozumieją jak wiele tracą traktując książkę jako zabytek.

      1. Ja tam wiem, czy każdego? Sprzedawać jakimś przypadkowym ludziom te wszystkie białe kruki czy piękne wydania książek które tak pięknie prezentowałyby się na półkach MOJEJ biblioteczki??? NIGDY! 😉

  15. Z tym czytaniem chyba nie jest jednak najlepiej i obawiam się, że ku lepszemu nie idzie. Może warto by przede wszystkim zmienić młodym lektury w szkole na jakieś bardziej zrozumiałe dla nich i współczesne? Bo niektóre książki mogą ich do czytania zniechęcić na całe życie…

    1. To też jest zastanawiające, bo przecież w Anglii “tłuką” Szekspira na wszystkie sposoby (starocie przecież), a jednak czytelnictwo wygląda tam inaczej i książki pięknie się sprzedają. 🙂

          1. Ja tam jestem z tych, co jednak lubią wiedzieć o czym dzieło traktuje zamiast domniemywać o czym chciał powiedzieć autor przez to co powiedział, a o czym powiedzieć nie chciał przez to, czego nie powiedział. A w Tytusie wszystko jasne…

  16. Witam,
    na co dzień bytuję wśród “młodzieży” i stwierdzam, że czytelnictwo leży i kwiczy; młodzież owa wybałusza oczyska jak o książkach bredzę i zachęcam do wsadzenia nosa w księgi – prawdziwe i pachnące, a nie tylko do fejsbuuuka; mam nadzieję, że chociaż garstkę tej “młodzieży” taką zacną czynnością jak czytanie uda się zarazić.
    Pozdrawiam 🙂

  17. Moja sąsiadka z tzw wsi, o synu, który wg mnie ROKUJE: i wiesz ty co, tyle tych książek ma, że półki musiał dorobić. Po co to komu, spalić mu każę i tle. Tylko kurz sie zbiera! Z trójki dzieci to chłopak, który urodził się w złym miejscu,bo w innym mógłby wszystko. Szkoda cytować moje tlumaczenie, jak będzie chciała to i tak spali.. Żeby było dziwniej, babcia połyka książki jedną za drugą. Nie ma to wpływu na nic!
    Większość dzieciaków z wiejskich szkół idzie do zsz. Poziom nauki ponad poziomy nie wylatuje. Próba pomocy pt. Jeśli chcesz pomogę, tu nazwy przedmiotów ( maż informatyk, matematyk, ja architektura ). Mimo bliskich kontaktów, ( 5 lat) skorzystał tylko jeden dzieciak. Ale zdał do gimnazjum i wie już wszystko. Do zsz zda! Obawiam się, że moja wieś jest normą. Moim osobistym zwycięstwem jest ten środkowy syn sąsiadki, w odpowiedzi na palenie książek, zbiegł na dół ciocia zobacz, pod pachą miał 7 książek!. Czytam je przed snem, zobacz…. Tematem pozycji było myślistwo, młody wie już b.dużo. Słuchaj a może ty byś został leśnikiem nieśmiało proponuj. Mama nie każe ( co znaczy: nie pozwala), mówi cicho najmłodsza. Nie słuchaj mamy! Rób swoje. Przed dwoma Laty namówiłem go, żeby zdał do technikum. Udało mu się, bez jakiejkolwiek pomocy, szkoły czy mojej! Kiedyś udało się, może i tym razem. Pozdrawiam Iwonna.

  18. Ja się tak uczepię trochę innej strony- od kilku lat obserwuję, że ludzi nie przyciąga już prozaiczna reklama jak np. plakat ręcznie tworzony. Jak coś nie jest eleganckie, wycackane i wyciągnięte spod “ręki” maszyny, to nikt na to nie rzuci okiem. ba! To musi być jeszcze dostępne w wersji elektronicznej! Dlatego nie dziwię się, że nawet biblioteka już odchodzi od starego sposobu promowania.
    Pracuję z kilkorgiem dzieci w wieku 6-10 lat. Mają masę książek w domu, ale tylko dlatego, bo rodzice traktują książkę jako najlepszy prezent dla dziecka. Jeśli rodzic nie obudzi w dziecku pasji do czytania, to są niewielkie szanse na to, że będzie czytać. Sama pamiętam, że jako dziecko niezbyt chętnie sięgałam do książek. Dopiero Rodzicielka, która gdzieś mi mamrała nad uchem, że to wstyd nie czytać książek, obudziła we mnie potrzebę łykania literek 🙂
    P.S. wracając ostatnio z Krakowa słuchałam Twojego nagrania “Jak się rodzi po ludzku”. Popłakałam się w autobusie pełnym ludzi…

  19. Ostatnio “zaprzyjaźniłam” się z biblioteką /nowe drogie, więc trzeba było, a z czytania rezygnować nie chcemy/. Nie wiem, jak było wcześniej, ale za każdym razem kiedy jestem zawsze ktoś jest. Są to osoby w różnym wieku. Przeciętnie odwiedzam bibliotekę raz na trzy tygodnie. Chyba nie jest tak źle z tym czytaniem, przynajmniej w moim mieście.

  20. W Urzędach Pracy też mówią , że liczba bezrobotnych wyraźnie spada , a nikt jakoś w to nie wierzy . Nie wiem kto i z kim przeprowadza te idiotyczne ankiety , badania rynku itp czyżby wracała tak potępiana propaganda sukcesu ???

  21. O rany, bibliotekarka co książek nie czyta… Porażka i wstyd. I obciach. I nie do końca dobre miejsce pracy. No co za porażka.

    A z tymi książkami, to różnie jest. Ja dzisiaj czytałem artykuł, w którym było siedem artykułów, które odejdą do lamusa za mojego życia – książki były jednym z nich. Wiem, wiem, czytniki, e-booki, audiobooki i inne takie. No ale mimo wszystko… Książka to zawsze książka.

    1. Książka będzie dla koneserów takich jak my. 🙂 Chociaż ja wierzę (chcę wierzyć), że jeżeli tysiące lat przetrwała (co prawda w różnej postaci), to i przetrwa następne. 🙂

  22. Buhaha. To mi przypomniało taką anegdotkę,gdzie mąż chciał kupić żonie prezent i radził się kolegi. Kwiatki nie, bombonierkę nie,to może książkę? -E,nie. Książkę już ma.
    …Szkoda mi tego gościa,o którym piszesz,ale tak to chyba teraz jest,że spora część społeczeństwa interesuje się bardziej tym która celebrytka wyhodowała sobie większy zad niż jakąś tam twórczością… a jeszcze skłoniłaby do przemyśleń,a po co komu to i kto ma na to czas…

  23. O rany, biedny pan poeta! Bibliotekarka pewnie nie czyta na złość, tak wiesz…bo grosze zarabia, to się obraziła i czytać nie będzie. Ja wciąż mam nadzieję, że będzie tendencja zwyżkowa, ale czasami jak patrzę w okół, to ciary przechodzą po plecach. Wielu ogranicza się do przeczytania instrukcji obsługi do play station albo innego wynalzaku…

  24. Ja w bibliotece byłam dobre kilka lat temu. To nie znaczy, że nie czytam. Mam Kindla, którego używam do czytania i książek i wpisów na blogach i długich artykułów. Książki pochłaniam gdy mam kilka dni wolnych pod rząd. Zawsze coś mam zaczęte.
    Nie jestem fanem papieru tylko treści. A forma nowoczesnego czytania bardzo mi odpowiada. Twoją książkę koniecznie muszę upolować…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *